Ægipt. Samotnie (John Crowley)
Nie istnieje wyłącznie jedna historia świata
Być może świat nie posiada wyłącznie jednej historii... Być może kiedyś był zupełnie inny, niż jest obecnie... Skąd bowiem w tym, który znamy – materialistycznym i racjonalnym – wziął się okultyzm, arytmancja, megatologia, stratoarytmetria, astrologia, alchemia, ezoteryka, gnoza, angelologia, demonologia, szamanizm, dawne manuskrypty, księgi sprzed wielu tysiącleci i egipskie hieroglify? Skąd wywodzą się korzenie Iluminatów, wolnomularstwa, różokrzyżowców i idee Lóż Masońskich? Czy możliwe jest, żeby z naszego świata pochodzili Hermes Trismegistos, Zaratustra, Szymon Mag, Roger Bacon, Paracelsus, Jakub Boehme, Korneliusz Agryppa, Cagliostro, Nostradamus, hrabia Saint-Germain, Madame Blavatsky, Hieronim Bosch, Johann Trithemius, John Dee, Edward Talbot, a nawet Sędziwój i Merlin? Co mogło stanowić natchnienie dla Mozarta, Goethego, Keatsa, Wordswortha, Sheakspire'a i Shelleya? Kto wymyślił święty Graal i kim mogli być Rycerze Okrągłego Stołu? Dlaczego na obrazie Michała Anioła głowę Mojżesza - rozpędzającego czcicieli złotego cielca - zdobią baranie rogi? Dlaczego uważamy, że Cyganie potrafią wróżyć? I czemu wreszcie dolarowe banknoty opatrzone są symbolem piramidy z górującym nad nią mistycznym okiem? A może świat naprawdę nie ma wyłącznie jednej historii? Może jest coś "poza"? Niepojęta rzeczywistość, posiadająca podświadomą i niewidzialną dla oka historię, której zalążki można wyczuć instynktownie, której emanacje przenikają do naszego świata...
Sięgając po pierwszy tom cyklu Ægipt Johna Crowleya, spodziewałam się lektury niełatwej, acz ujmującej zarówno treścią jak i formą. Miałam nadzieję na małą odskocznię od literatury rozrywkowej i przygodowej. Chciałam przeczytać coś skłaniającego do refleksji. Pragnęłam magii, która nie byłaby jedynie tanimi sztuczkami lub widowiskowymi numerami popisowymi elity utalentowanych indywiduów. Czego więc oczekiwałam? Okultyzmu w czystej postaci, hermetycznej, głębokiej i niepokojącej wiedzy tajemnej, prawdziwej mistyki.
Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że się nie zawiodłam. Crowley (czyżby zbieżność nazwisk ze słynnym Aleisterem nie była przypadkowa?) zaserwował mi solidną, godną największego pasjonata dawkę wszystkiego tego, co lubię najbardziej: historii, mitów, legend, religii i zgromadzonej przez tysiąclecia wiedzy niezliczonej ilości kultur, psychologii i filozofii. Otrzymałam niesamowitą tajemną księgę, gromadzącą na swoich kartach streszczenie wszystkich innych tajemnych ksiąg świata. Znalazłam w niej to, co jest dobrze znane współczesnemu człowiekowi, a wciąż stanowi dla niego zagadkę, niewyjaśnioną i zadziwiającą.
Wyjątkowość tej książki polega przede wszystkim na tym, że cała ta okultystyczno-hermetyczna zawartość podana została w formie dobrej, ambitnej powieści obyczajowej. Wątki dotyczące tajemnych mocy i alternatywnej wizji świata zgrabnie i płynnie przeplatają się z losami zwyczajnych ludzi, tworząc jednolitą i spójną całość.
Autor pięknie odmalowuje realia świata przedstawionego – małej miejscowości w Stanach Zjednoczonych ostatnich dziesięcioleci dwudziestego wieku. Wszystko tu pachnie prowincjonalną amerykańskością, jak w filmach o dzieciach kwiatach, żołnierzach wracających z Wietnamu i próbujących jakoś sobie radzić nastoletnich matkach. Ten świat, niezwykle naturalnie, w idealnej harmonii, współistnieje z "drugim dnem" powieści – odkrywaniem wiedzy tajemnej, "innej historii". Obie te odmienne i odległe od siebie rzeczywistości splecione zostały za pomocą otoczki filozofii new age, która wydaje się je spajać.
Główny bohater – postać niebanalna i niezwykle intrygująca – wydaje się nie do końca należeć do świata, który znamy, a w którym przyszło mu żyć. Poszukuje. Instynktownie wyczuwa, że istnieje coś poza tą jedną, banalną rzeczywistością. Usilnie stara się do tego dotrzeć. Pisze powieść. Opowieść o historii. Podąża śladami największych okultystów renesansu. Ucieka od miejskiej zawieruchy i nudnej pracy na uniwersytecie do małego, rządzonego zupełnie innymi prawami miasteczka. Poznaje odmienny sposób życia, nowych ludzi. Nawiązuje relacje, których dotąd nie doświadczył. Jego życie zmienia się diametralnie, zaczyna kręcić się wyłącznie wokół odkrywania tajemnic wszechświata i jego odmiennej wersji.
Postacie są żywe i prawdziwe. Zarówno te zupełnie zwyczajne, przeciętni zjadacze chleba, typowi przedstawiciele swojej kultury i epoki, jak i pojawiający się równolegle do nich bohaterowie znani z kart historii. Niektórzy wydają się należeć do obu tych grup. Wszystkich łączy jednak niezwykła naturalność. Chwilami odnosiłam wrażenie, jakbym czytała o dobrych znajomych, ludziach, których spotykam codziennie, którzy są częścią także mojego świata.
Akcja toczy się własnym tempem – powoli i spokojnie. Nie pędzi naprzód, ale płynie. Zostawia czytelnikowi czas na przemyślenia Tej książki nie pochłania się jednym tchem. Nią należy się delektować. Czytać wyłącznie w odpowiednich chwilach, z odpowiednim nastawieniem i w odpowiednim nastroju.
Magiczny jest również język powieści. Urzeka i hipnotyzuje. Autor czaruje słowem nawet wtedy, gdy pisze o owsiance lub psie pasterskim. Każdy, najdrobniejszy szczegół świata przedstawionego, potrafi oblec w formę tak piękną, że czytelnik nie zastanawia się jak bardzo ów detal jest banalny. Po prostu czyta. Smakuje słowa i zdania.
Strona wizualna książki bardzo wyraźnie sugeruje jej treść. Jest to grube tomiszcze w miękkiej, lecz solidnej i dobrej jakościowo oprawie. Kolorystyka okładki - czarne tło i bladofioletowe litery - również zdaje się wiele mówić o zawartości. Pośrodku widnieje prosty wzór kosmogramu, we wnętrzu którego możemy podziwiać fragment Dyptyku z Wilton. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że biorę do rąk tajemną księgę pełną pociągającej, ukrytej wiedzy. Powieść wygląda jak podręcznik czarnej magii, jak któraś z pozycji na liście ksiąg zakazanych.
Jej integralną częścią jest również przedmowa autorstwa Andrzeja Sapkowskiego. Z początku zdawała mi się zbędna, choć napisana w ładnym stylu, zgrabnym i ciekawym językiem. Co jednak gorsze - streszcza książkę. Planowałam przerwać jej czytanie. Wtedy jednak pojawiła się biografia autora. Dzięki niej lepiej zrozumiałam treść tej pozycji, realia jakie opisuje, postać głównego bohatera, trochę przypominającą mi samego Crowleya. Miałam pełniejszy obraz człowieka, który napisał tę powieść i okoliczności w jakich powstała. Przedmowa okazała się jednak przydatna. Mimo wszystko warto się z nią zapoznać.
Jedynym istotnym mankamentem wydaje mi się nieco zbyt mała i gęsta czcionka. Rozumiem, że ze względu na objętość książki, nie może być inna, jednak czytelnikowi o słabszym wzroku ma prawo przeszkadzać.
Ægipt. Samotnie to lektura wymagająca, pobudzająca do myślenia każdym opisem i dialogiem. Nie jest czytadłem na jeden wieczór. Nie jest też łatwa, lekka i przyjemna. I właśnie tym najbardziej fascynuje. Wyróżnia się znacząco na scenie współczesnej fantastyki. Jest jedyna w swoim rodzaju. Może okazać się zbyt ciężka dla grona odbiorców nie zaznajomionych z tematyką szeroko pojętej mitologii, historii, ezoteryki czy okultyzmu. Wielu aluzji mogą oni zwyczajnie nie zrozumieć, a powieść szybko ich znudzi. Okaże się za to znakomitym kąskiem dla tych, którzy przejawiają zainteresowanie powyższymi dziedzinami, pasjonatów. Mi osobiście odkrywanie arkanów wiedzy tajemnej, w której zaciera się granica między rzeczywistością a fikcją i legendą, sprawiało perwersyjną wręcz przyjemność. Zdecydowanie odradzam osobom spragnionym lekkiej rozrywki, polecam natomiast wszystkim, którzy poszukują ambitnych, wyrafinowanych wrażeń zarówno intelektualnych jak i estetycznych.
Paulina Maria "Lorelay" Szymborska–Karcz
dziękujemy wydawnictwu Solaris.
autor: John Crowley
tytuł: Ægipt. Samotnie
wydawnictwo: Solaris
tytuł oryginału: Ægypt
język oryginału: angielski
przekład: Konrad Walewski
cykl: Ægypt
tom: 1
liczba stron: 460
ISBN: 83-89951-00-2
opracowanie graficzne: Tomasz Maroński
data wydania: 29.10.2008
wstęp: Andrzej Sapkowski





















































Zdecydowanie najbardziej...
tess, wt., 31/08/2010 - 23:17Zdecydowanie najbardziej... mistyczna recenzja na Efantastyce.
Tak :D BTW, Łoś ma jedną
Firewarrior, śr., 01/09/2010 - 09:28Tak :D
BTW, Łoś ma jedną uwagę: nie powinno być "Kto wymyślił świętEGO GraalA"?
Też się nad tym
tess, śr., 01/09/2010 - 09:36Też się nad tym zastanawiałam... ale to forma potoczna. Kto wymyślił (kogo? CO?) -> co? Graal.
Tak samo, jak formą poprawną jest dostałem SMS, nie SMS-a ;)
Znaczy jasne, że formy SMS-a czy Graala są tak popularne, że ciężko je w tej chwili uznać za błędne (bo i tak prędzej czy później decyduje uzus), ale pierwotne nie zostały wykreślone ;)
Hmmm... też się nad tym
Lorelay, śr., 01/09/2010 - 09:48Hmmm... też się nad tym zastanawiałam :P Ale doszłam do tego samego wniosku co tesska.
No i mam pytanie: kto to jest Łoś?
Łoś = dis.
Firewarrior, śr., 01/09/2010 - 10:11Łoś = dis.
Dzięki :)
Lorelay, śr., 01/09/2010 - 10:45Dzięki :)