Nowa Fantastyka, nr 9 (336) 2010
"Piekło to gadżet. Rodzaj dizajnu. Marka trwała, bo zmieniająca się wraz z człowiekiem. Wyrastająca z fantazji, współgrająca z pragnieniem i - niech to nie zabrzmi cynicznie - dopasowana zawsze do aktualnych potrzeb. Piekielne obrazy to fajerwerki, widowisko typu światło (płomienie) i dźwięk (wrzask potępionych). Robią wrażenie. I o to chodzi. A jeśli dodać do tego rytuał lub teatr mniej lub bardziej wymyślnych okrucieństw, mamy już to, co lubimy - spektakl o duszy i pasji. O utracie i poszukiwaniu spokoju." – pisze we wstępie do wrześniowego numeru "Nowej Fantastyki" redaktor naczelny – Jakub Winiarski. Zawartość pisma natomiast doskonale odzwierciedla jego słowa.
Tematykę i klimat świetnie przybliża już sama okładka. Przywodzi na myśl połączenie renesansowych malowideł ze scenami rodem z horrorów klasy D. Polska fantastyka obecnych czasów to nieustanne łączenie sztuki wyższej i popkultury. Takie właśnie skojarzenia budzi we mnie pozornie tandetna grafika. Nie tylko zresztą ona. Treść także.

Atutem "Nowej Fantastyki" – nie tylko tego numeru – jest wszechstronność. Zajmuje się praktycznie wszystkim tym, na co składa się współczesna fantastyka: literaturą, filmem, rpg, komiksem, grami. Nie ogranicza się też wyłącznie do jednej z odmian, jednego podgatunku. Nie dyskryminuje żadnego z nich na rzecz innych. Pokazuje raczej, że fantastyka niejedno ma imię. Promuje zarówno dzieła klasyczne, jak i nowości, bardziej lub mniej popularne. Dzięki temu pismo dociera do szerszego grona odbiorców. Amatorzy różnorodnych form znajdą tu dla siebie coś interesującego.
Zdecydowanie najmocniejszą stroną wrześniowego numeru są opowiadania. Wśród przedstawionych trzech utworów nie ma ani jednego słabego. Wszystkie z powodzeniem mogę nazwać wybitnymi. Trzymają równy, bardzo wysoki poziom. "Obcy w raju" autorstwa Edwarda M. Lernera to porządna dawka klasyki gatunku. Typowa space opera okraszona interesującymi motywami fantastyczno-naukowymi połączonymi z równie klasycznym wątkiem romantycznym prezentuje się imponująco. Wrażenia dopełnia ładny i zgrabny język, a także refleksyjny nastrój. "Śmierć w Bawarii" S. Andrew Swanna dotrzymuje jej kroku, choć jest to opowieść w zupełnie innym stylu. Zaskakująca, pomysłowa historia alternatywna, odsłaniająca nietypowe spojrzenie na... Adolfa Hitlera. Tekst zaintrygował mnie od samego początku przede wszystkim samą tematyką, a także lekkością języka, które, zestawione ze sobą, tworzą bardzo niecodzienne i niezwykle udane połączenie. Autor pozytywnie mnie zaskoczył – był w stanie napisać coś, czego się nie spodziewałam. Mój wewnętrzny patriotyzm mile połechtał natomiast Grzegorz Senda. Nasz rodzimy pisarz wypadł równie dobrze co jego amerykańscy koledzy. Jeśli nie lepiej... W opowiadaniu "Wojna Piekieł" roztoczył przede mną całkowicie nieprzewidywalną, przerażającą wizję postapokaliptyczną w typowo polskim stylu. Tekst jest niezwykle sugestywny i trafił na doskonały moment. Nie będzie chyba nadinterpretacją stwierdzenie, że stanowi doskonałą, ubraną w niezwykle pomysłową szatę alegorię obecnej rzeczywistości i sytuacji polityczno-społecznej naszego kraju. Przede wszystkim jednak jest to genialna satyra na mentalność Polaków. Ogromnym atutem opowiadania jest język – przepiękna, odważna, sugestywna i nietypowa stylizacja, podkreślająca wydźwięk treści. To właśnie z tego powodu uważam rodzimy tekst za najlepszy spośród wszystkich trzech, zaprezentowanych w tym numerze "Nowej Fantastyki".
Działem, który cenię w tym piśmie najbardziej, są Miniatury Literackie. Sam fakt publikowania ich jest według mnie godny zauważenia i pochwały. Inne czasopisma dyskryminują tak krótkie formy, a przecież są one równie wartościowe i godne uwagi, co dłuższe, a przy tym stanowią o wiele trudniejsze wyzwanie dla pisarza. Ciężko jest napisać dobrą miniaturę, zawrzeć wiele treści w tekście znikomej objętości, zaintrygować nim czytelnika i pozostawić silne wrażenie. Udaje się to Grzegorzowi Januszowi – autorowi pięciu z dziesięciu zaprezentowanych miniatur. Na szczególną uwagę wśród jego tekstów zasługują bardzo aktualne, cyniczne, pełne ironii "Kondygnacje", wyśmiewające jakże powszechny problem ludzkiej głupoty, oraz "Torturator Ekonomiczny" oryginalny i innowacyjny w formie. Zaskakuje także "Wiem, kto jest mordercą" Filipa Haki – tekst mocny i sugestywny. Urzeka pomysłem – jednocześnie intrygującym i prostym. Podobne wrażenie wywołuje "Animowana Chusteczka" Marka Łukaszewicza – nietypowa, obrazowa i niesamowicie działająca na wyobraźnię, a przy tym bardzo przemyślana. Moim faworytem jest jednak "Szatnia" Piotra Rogoży. Błyskotliwa, świetna pod względem językowym miniatura porywa niepokojącym nastrojem i mocną, dobrą pointą. Zawiódł mnie natomiast przeciętny, niewiele wnoszący "Nowy szczegół" Aleksandry Raszki. Choć napisany przyzwoicie, nie wywarł na mnie wrażenia i pozwolił bardzo szybko o sobie zapomnieć. Także "Mała, chińska osobowość" Jarosława Klonowskiego nie przypadła mi do gustu. Jest to chyba najsłabszy tekst nie tylko w części literackiej, ale także w całym piśmie. Wydaje się wyrwanym z kontekstu fragmentem, kiepsko prezentującym się jako zwarta całość. Przedstawiona wizja przyszłości jest niespójna i naciągana. Rażą sformułowania typu "lodowa pustynia lodu", a dialogi są drętwe.
Bardzo pozytywnie natomiast wypada publicystyka. Tutaj zróżnicowanie tematyczne jest bardzo widoczne. Czytelnik nie ma szans znudzić się kolejnymi artykułami pisanymi "na jedno kopyto". Nie tylko zresztą treść jest różnorodna, ale i forma. Pierwszy tekst, "Piekło jest we mnie", to doskonały przykład wspomnianego wcześniej łączenia klasyki z nowymi, świeżymi trendami popkultury. Przemysław Pieniążek lekkim i zgrabnym językiem przedstawia jeden z ciekawszych archetypów bohatera światowej fantastyki – "świętego potępieńca" walczącego z siłami ciemności i poszukującego odkupienia własnych win. Dotyka w swych rozważaniach postaci literackich, filmowych i komiksowych. Ukazuje związek między kulturą wyższą i popularną, używa w tym celu ciekawych metafor i porównań. Szczególnie utkwiło mi w pamięci przepiękne sformułowanie - "fresk fantastyczno-przygodowy" - odnoszące się do filmu.
"Piekielne Wojny" to bardzo interesujący, solidny artykuł dotyczący roli wojny w sci-fi. Michał R. Wiśniewski podszedł do tematu wnikliwie i rzetelnie. Zawarł w tekście rozległą wiedzę, sięgnął do źródeł. Połączył w jednym opracowaniu klasykę gatunku z popularną w ostatnich latach "fantastyką militarną", zbudował między nimi pomost o porządnych, masywnych fundamentach. Efektem jest świetny, wartościowy merytorycznie materiał i mój zdecydowany faworyt wśród tekstów publicystycznych tego numeru.
Bezsprzecznie urzekli mnie także Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz artykułem "Niemcy muszą zwyciężyć, czyli inna bitwa o Anglię". Nie spodziewałam się, że "Nowa Fantastyka" sięgnie po tak oryginalny i nietypowy temat jak alternatywna historia dotycząca Niemców w literaturze brytyjskiej. Autorzy zauważyli i ciekawie opisali bardzo interesujące zjawisko, zaintrygowali mnie i skutecznie zachęcili do prywatnych poszukiwań. Tekst odznacza się na tle pozostałych również nieco innym – bardziej eleganckim, łagodniejszym – językiem. Idealnie harmonizuje on z treścią, która spisana w sposób ostrzejszy nie byłaby już taka sama.
Fanów komiksów z pewnością zainteresuje wywiad z Maciejem Parowskim – autorem serii "Funky Koval", którego bohater zawojował Hollywood. Z twórcą rozmawiał sam redaktor naczelny – Jakub Winiarski. Parowski ciekawie i prostymi słowami opowiada o swoim dziele – łączącym "amerykańskość" i "polskość". Daje się poznać jako zwyczajny, skromny i sympatyczny facet oraz artysta pełen szacunku dla czytelników. Winiarski natomiast zadaje dobre, bardzo konkretne pytania. Wywiad tworzą same sensowne informacje, pozbawione wątpliwych "ozdobników" w postaci personalnych zwrotów, docinków czy dyskusji o niczym.
Na deser Łukasz Orbitowski serwuje, jak zwykle pikantny, felieton z bardzo lubianej przeze mnie serii "Orbitowanie po kinie". Napisany został, charakterystycznym dla tego autora, lekkim, umiejętnie podszytym ironią i nieco frywolnym językiem. Jest dokładnie taki, jaki felieton być powinien – cyniczny, subiektywny, potrafiący rozbawić, lecz także skłonić do refleksji, opatrzony trafnymi, błyskotliwymi wnioskami. Zaskakuje także sam temat. Tym razem Orbitowski wziął na tapetę kolejny film o zombie i... dziennikarzy radiowych.
Na pochwałę zasłużyli także recenzenci "Nowej Fantastyki". Pokazali, że potrafią zarówno docenić, jak i zmieszać z błotem. Dobór tytułów, którymi się zajęli, dowodzi też sporej elastyczności, wszechstronności i otwartości. Pozycje są zróżnicowane tematycznie, pochodzą od rozmaitych wydawców, znalazły się wśród nich zarówno te oceniane bardzo wysoko, jak i niecieszące się uznaniem. Literatura gra wśród recenzji pierwsze skrzypce. Ocenione zostały książki genialne, przeciętne i kiepskie. Wszystkie teksty cechuje błyskotliwość i zgrabny język. Autorzy nie boją się wyrażać własnych opinii, niekiedy kontrowersyjnych i odważnych. Dwie recenzje filmowe – pozytywna i negatywna – napisane zostały przez ludzi rzeczywiście znających się na rzeczy, kompetentnych, a jednocześnie w sposób, który dla mnie – przeciętnego odbiorcy – jest całkowicie zrozumiały. Najbardziej kontrastują ze sobą recenzje komiksów. Przedstawiono dwie odmienne konwencje. Jedną z nich opisano jako wybitną, drugą zaś – wybitnie marną. Największe brawa należą się jednak autorowi recenzji gry. Udało mu się dokonać cudu. Ja – osoba kompletnie nie zainteresowana taką formą rozrywki – przeczytałam tekst z zainteresowaniem.
Warto także zwrócić uwagę na dział zapowiedzi, ponieważ został rozbudowany. Znalazło się w nim sporo książek, które trafią do księgarń w tym miesiącu. Pozycje są na tyle różnorodne, że każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Jerzy Rzymowski w swojej nocie nie zapomniał także wspomnieć o wyczekiwanych filmach, grach oraz komiksach. Dodatkowy smaczek stanowią także liczne konkursy z nagrodami – naprawdę interesującymi, na które warto się połasić. Pismo zaimponowało mi także faktem, że reklamuje wyłącznie dobre, zbierające pozytywne opinie produkty solidnych i sprawdzonych wydawców. Postrzegam to jako wyraz szacunku do siebie i czytelników.
Paulina Maria "Lorelay" Szymborska–Karcz



















































