Odkupienie Althalusa (David & Leigh Eddings)
O kacie już było, czas zatem wejść na scenę i złodziejowi. Przyznacie chyba, że ta profesja również zaszczytu nie przynosi temu, kto się nią para. Owszem, w pewnych kręgach złodzieje są podziwiani, lecz z pewnością nie przez ludzi, których życzylibyście sobie spotkać na nieuczęszczanym trakcie.
Althalus jest właśnie złodziejem. I to nie byle jakim, lecz słynnym na pograniczu, gdzie prawo nie znajduje się w wielkim poważaniu. Jest przy tym łgarzem, gdy trzeba - mordercą i wyzutym z honoru bufonem. Znany jest także z obżarstwa i nadużywania miodu. A przy tym potrafi być człowiekiem ujmującym, błyskotliwym, wspaniałym gawędziarzem i żartownisiem. Jednak największą sławę przyniosło mu co innego. Althalus ma bowiem szczęście wręcz absurdalne, dzięki czemu udaje mu się wszystko, czego się podejmie. A że osiadłego życia nie lubi, włóczy się po znanym sobie świecie, przez co jego sława sięgnęła daleko, zaś jego szczęście stało się nieomal przysłowiowe. Do czasu wszakże. Wkrótce jego wielkie szczęście zamienia się w równie wielkiego pecha. Znajdując się w opłakanej sytuacji, Althalus przyjmuje dziwaczną propozycję od człowieka, któremu nie ufa i który wydaje mu się jeszcze większym łotrem, niż on sam. Ni mniej, ni więcej, tylko ma udać się do Domu Na Końcu Świata i ukraść Księgę. I tu właśnie zaczyna się właściwa akcja liczącej ponad sześćset stron powieści. Ani Dom nie jest zwykłym domem, ani Księga – zwykłą księgą. I przyjdzie Althalusowi spędzić w Domu o wiele więcej czasu, niż mógłby przypuszczać, nim znów wyruszy na wędrówkę. Tym razem służyć nie będzie już własnym zachciankom, lecz bogini i nie łupów będzie szukać, lecz pewnego przedmiotu i kilkorga wybranych przez boginię ludzi. A potem – a jakże – pozostanie mu tylko pokonać władcę piekła i ocalić świat.
Akcja powieści skonstruowana jest według typowego schematu heroic fantasy. Mamy więc głównego bohatera, obdarzonego nadludzkimi mocami (które to nabędzie Althalus dzięki naukom przekazanym mu przez… czarną kotkę, którą nazwie Esmeraldą) stawiającego czoło ostatecznemu i absolutnemu złu. Jednak Althalusa należałoby właściwie nazwać antybohaterem. Wprawdzie ochoczo wstępuje na służbę bogini Dwei, jednak jego duchowa przemiana jest bardzo wybrakowana, i pozostaje on tym samym łotrzykiem, jakim był dotąd. Althalus nie oddaje zresztą swej bogini czci. Po prostu dla niej pracuje. Posługuje się kłamstwem i oszustwem, przymyka oczy na morderstwa, choć czyni to w słusznej sprawie. Chyba zresztą te wady charakteru bohatera „Odkupienia…” pozwalają mu być skutecznym. Althalus nie waha się iść na skróty omijając z wdziękiem przeszkody przy wykorzystaniu sztuki oszukiwania. Co istotne, w świecie stworzonym przez autorów, często są to jedyne sposoby, by uniknąć niesprawiedliwości i móc przedsięwziąć cokolwiek. Korzysta Althalus i z magii, która w „Odkupieniu…” jest podzielona na dwa rodzaje, które możemy nazwać Białą i Czarną. Każda z nich ma swe źródło w Księdze, odpowiednio Białej i Czarnej.
Mimo schematyczności fabuły, książka wciąga. Głównie dzięki znakomicie nakreślonym, barwnym postaciom. Tu żaden z bohaterów, choćby i drugoplanowych, nie jest nudny ani „bezpłciowy”. Bogowie potraktowani są z przymrużeniem oka, a i religii nie potraktowano zbyt poważnie. Kapłanowi radzi się rozważenie problemu „leniwego boga”, zaś pewien wojak zauważa, że gdy kapłani kłócą się o bogów, należy przede wszystkim ukryć sakiewkę.
Osobiście zauważyłem pewne podobieństwo tytułowego Althalusa do postaci kreowanych przez genialnego Luisa de Funes. Tak samo nie posiada on zbyt wielu zalet, legitymuje się najgorszymi spośród ludzkich wad. I tak samo, budzi sympatię.
Pewną wadą „Odkupienia Althalusa:” jest jego objętość. Niezbyt wygodnie trzyma się w rękach tak opasłe tomiszcze, posiadające w dodatku miękką oprawę. Jednak żaden z wątków nie jest „przegadany” i trudno jest się lekturą znudzić. Chyba lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu wydanie dwutomowe. Zwłaszcza, że jest to lektura z gatunku „lekkich i przyjemnych”, co – w żadnym wypadku! – jej nie dyskwalifikuje. Nie ustrzegli się jednak autorzy pewnych niekonsekwencji. Otóż złodziej Althalus używa na określenie swych czynności zawodowych niezbyt dopasowanego do działa fantasy terminu „transfer własności” – brzmi to zbyt współcześnie. Zaś posługujący się mieczami, łukami i kuszami wojownicy, zajmując pozycje obronne, kopią okopy – powinni jednak sypać szańce, co zapewniłoby ich orężowi większą skuteczność. Nie są to jednak wady na tyle znaczące, by odebrały przyjemność z lektury.
Tytuł: Odkupienie Althalusa (The Redemption Of Althalus)
Autor: David & Leigh Eddings
Język oryginału: angielski
Tłumacz: Anna Bańkowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Okładka: miękka
Projekt okładki: Zombie Sputnik Corporation
Ilość stron: 646
Rok wydania: 2000
ISBN: 83-77337-246-6



















































Josteinie, świetna recenzja!
tess, pon., 07/06/2010 - 20:37Josteinie, świetna recenzja! Naprawdę jestem pod wrażeniem!
Jedna uwaga techniczna - proszę, dopisz "stopkę":
autor:
tytuł:
wydawnictwo:
etc.
Po prostu na podstawie innej recenzji zobacz, co jest do uzupełnienia i spisz z okładki albo strony wydawnictwa :)
Dziękuję! Dodałem. Tylko nie
Jostein Siwy, pon., 07/06/2010 - 20:42Dziękuję! Dodałem. Tylko nie wiem, jak wytłuścić...
Bez spacji: < b > < /b >
tess, pon., 07/06/2010 - 21:17Bez spacji: < b > < /b >
A ja wygrzebałam literówkę -
Firewarrior, pon., 07/06/2010 - 20:59A ja wygrzebałam literówkę - A;lthalus :D
A ja ją poprawiłem (: Dzięki!
Jostein Siwy, pon., 07/06/2010 - 21:06A ja ją poprawiłem (: Dzięki!
Zgadzam się. Świetnie
Lorelay, wt., 08/06/2010 - 00:10Zgadzam się. Świetnie napisana recenzja :) Gratuluję, Josteinie! A swoją drogą... czytałam jakąś kontynuację tej książki. O córce tegoż bohatera. Dawno temu... I byłam przekonana, że Athalus jest magiem :P
Więc była to także córka
Jostein Siwy, wt., 08/06/2010 - 14:05Więc była to także córka Dwei. Chętnie dostałbym to w ręce! Althalus nie był magiem, on po prostu został nauczony, jak "używać Księgi"
A wiesz co... sprawdzę czy ja
Lorelay, wt., 08/06/2010 - 14:25A wiesz co... sprawdzę czy ja jeszcze gdzieś mam tę książkę :) Możliwe, że się jej nie pozbyłam, ale nie obiecuję.