Ulysses Moore. Lodowa Kraina (Pierdomenico Baccalario)
Kolejny tom serii „Ulysses Moore” wziąłem do ręki z pewnymi obawami. W przypadku tak długiego cyklu zawsze istnieje ryzyko, że tomy kończące serię nie będą dorównywać tym, które ją rozpoczynały. Akcja powieści może ugrzęznąć w powtarzanych po kolei schematach (ot, takie: „zabili go i uciekł”), może też po prostu ciągnąć się jak trzydniowa guma do żucia, drepcąc niemalże w miejscu, a czytelnik w rezultacie zostanie znudzony lekturą i wyrzuci książkę precz.
„Lodowej krainy” powyższe zastrzeżenia nie dotyczą. Byłem pozytywnie zaskoczony tym, że nie objawiło się „zmęczenie materiału”.
Książki nie należy niby oceniać po okładce, jednak w tym przypadku grzechem byłoby o niej nie wspomnieć. Twarda oprawa, znakomicie imitująca powycieraną na brzegach okładkę starego brulionu, na wewnętrznych stronach, oczywiście „pożółkłych ze starości”, pokryta została notatkami oraz szkicami. Należałoby żałować, że zakrywa to obwoluta, gdyby nie umieszczona na niej grafika. Paleta barw dobrana została ze smakiem, użyto niewielkiej gamy stonowanych kolorów, zaś tytułowa ilustracja swoją urodą zachęca do tego, by właśnie po tę publikację sięgnąć.
A teraz otwórzmy książkę i przewróćmy kartę tytułową.
Trafimy do niewielkiej, nadmorskiej miejscowości w Kornwalii, noszącej nazwę Kilmore Cove. To spokojne, senne miasteczko, w którym czas zdaje się zwalniać swój bieg i gdzie nic się nie dzieje. Ale tylko na pozór. Kilmore Cove nie ma na żadnej mapie, zaś w samym miasteczku znajdują się liczne drzwi, dość szczególnej natury. Każde można otworzyć jedynie przy użyciu specjalnego klucza, a wówczas przed jego posiadaczem staną otworem miejsca, leżące nie tylko GDZIE, lecz także KIEDY indziej.
„Lodowa kraina” to już dziesiąta część przygód kilkorga młodych bohaterów, którzy, rozwiązując zagadkę domu tytułowego Ulyssesa Moore’a, trafiają właśnie na owe drzwi, Wrota Czasu, i idąc śladami poprzedniego właściciela domu, podróżnika w czasie, przekraczają je, odwiedzając miejsca jakby żywcem wyjęte z najpiękniejszej krainy – wyobraźni.
Początek tego tomu jest efektowny i wstrząsający. Sporą połać Kilmore Cove niszczy powódź. Wysoka fala pojawia się dosłownie znikąd, przetacza przez miasteczko i pozostawia po sobie gruzy oraz grubą warstwę błota. Bohaterowie wracają właśnie z wyprawy przez Wrota i trafiają w obszar klęski żywiołowej. Próbują odnaleźć w tym zamieszaniu bliskich, ale szybko okazuje się, że nie będzie to ich jedyną troską.
Jest w Kilmore Cove ktoś, kogo obdarzyli zaufaniem, a kto na nie nie zasłużył. Co gorsza, osoba ta chce zniszczyć Wrota Czasu. Młodzi bohaterowie będą więc mieli ręce pełne roboty. Muszą odkryć tożsamość zdrajcy i pokrzyżować jego plany, a także rozwiązać zagadkę lodowej krainy zwanej Agarthi, gdzie można znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania, choć za wysoką cenę.
Książka zasadniczo skierowana jest do młodych czytelników, ale i komuś takiemu jak ja, kto dzieckiem przestał być już dawno temu, lektura sprawi wiele przyjemności. Przede wszystkim jest to zasługą znakomicie nakreślonych postaci. Główni bohaterowie są sympatyczni i sprytni, ale przede wszystkim – wydają się prawdziwi. To zwyczajne nastolatki, niemające wrodzonych supermocy i posiadające takie same przywary, jak każdy z nas czy naszych przyjaciół, których przecież pomimo to lubimy. Właśnie ów realizm postaci sprawia, że młody czytelnik będzie się z nimi identyfikował. Poza tym mamy do czynienia z nietuzinkowymi dorosłymi, na przykład z nieco oschłym sojusznikiem dzieci, starszym jegomościem nie do zdarcia, oraz naprawdę wrednymi czarnymi charakterami.
Wielotomowa opowieść prowadzona jest konsekwentnie, lecz nawet jeśli weźmiemy do ręki dowolnie wybrany tom, nie znając treści poprzednich, przyjemność wcale nie będzie mniejsza, a i ze zrozumieniem, co się dzieje, kłopotów nie będzie. Styl powieści jest prosty, co w przypadku powieści przeznaczonej dla dzieci jest niezwykle ważne. Dialogi skonstruowane są bez jednej choćby fałszywej nuty, a opisy pozwalają nieomal zobaczyć miejsca, do których bohaterowie trafiają, bądź artefakty, z którymi się stykają.
Uzupełnieniem tekstu są znakomite ilustracje, z których część imituje fotografie, i to tak doskonale, że naprawdę można się pomylić!
Muszę też wspomnieć o niezwykłym zabiegu, zastosowanym przez autora. Każdy tom poprzedzony jest wstępem skonstruowanym w taki sposób, że Pierdomenico Baccalario kreuje się na tłumacza odnalezionych przypadkowo pamiętników prawdziwego autora całej opowieści – Ulyssesa Moore’a. Dzięki temu Kilmore Cove wydaje się istnieć w rzeczywistości.
Popełnił też pisarz kilka „grzechów”. Po pierwsze, momentami akcja biegnie trochę za szybko – czasami bohaterowie zbyt łatwo pokonują przeszkody, które wyrosły na ich drodze. Trudno jest mi na przykład uwierzyć, że jedenastolatek tak sprawnie może prowadzić stary i raczej ciężki motocykl. Czasami zachowanie postaci jest trochę zbyt dojrzałe jak na jedenastolatków, zwłaszcza w sferze uczuciowej. No i nieobecność Kilmore Cove na mapach, a właściwie to, że zostało z nich usunięte. Jak w takim razie dociera tu poczta? Wprawdzie dowiadujemy się, dlaczego do tego dążono; jest to rzecz ważna i logicznie wpasowująca się w akcję, nie zmienia ona jednak faktu, że w XXI wieku usunięcie czegokolwiek z map jest po prostu niemożliwe.
O wadach tych wspomniałem jedynie z obowiązku, nie zakłócają bowiem akcji. Można też uznać, że „kiedy trzeba, to się potrafi”. Zaś ostatnia wspomniana przeze mnie idealnie podkreśla niezwykłość Kilmore Cove.
Znalazłem w książce Pierdomenico Baccalario to, czego szukam w książkach, nie tylko tych dla dzieci. Przygodę, tajemnicę i znakomicie wykreowany świat. Żałuję jedynie, że nie mogłem przeczytać „Lodowej Krainy”, gdy sam byłem w wieku głównych bohaterów.
Andrzej "Jostein Siwy" Kowalski
dziękujemy Wydawnictwu Olesiejuk.

autor: Pierdomenico Baccalario
tytuł: Ulysses Moore. Lodowa Kraina
cykl: Ulysses Moore
tom: 10
tytuł oryginału: Ulysses Moore. Il paese di ghiaccio
język oryginału: włoski
wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk
ISBN: 978-83-7626-384-7
liczba stron: 287
okładka: twarda w obwolucie
ilustracja na okładce: Iacopo Bruno
planowana data wydania: 28 lipca 2010 r.


















































