header

Logowanie

Ankieta

Kim byłbyś w świecie fantasy, jeśli miałbyś możliwość wyboru?
Orkiem
0%
Krasnoludem
14%
Elfem
24%
Niziołkiem
0%
Bestią (np. smokiem)
29%
Pozostał(a)bym człowiekiem!
33%
Razem głosów: 21

Subskrybuj

Subskrybuj zawartość

Obecnie dostępni są:

portret użytkownika Lorelay
portret użytkownika Gotan
portret użytkownika Koala
portret użytkownika Katriona
W tej chwili stronę przegląda 4 użytkowników i 4 gości.

Nowi użytkownicy

portret użytkownika pleannapoet
portret użytkownika Rafineria
portret użytkownika PaniKasia
portret użytkownika Fhtagn
portret użytkownika Kadzia
portret użytkownika Seidhewedd
portret użytkownika zara
portret użytkownika Ivka
portret użytkownika Valvado777
portret użytkownika tyiga

Zaznaczeni niebieskim

- A żeś mi nie mówił! – zagaił Markoniec, kiedy w dość desperackich poszukiwaniach półosi do Cordoby trafiłem w końcu do jego warsztatu.
Zdziwiłem się jak diabli, bo, szczerze mówiąc, rzadko znajdowałem z nim wspólny język. On miał w głowie tylko tuning, ja o tym zielonego pojęcia nie miałem, więc o czym on, do licha?
- No, że ta cała fantazy taka cool jest – uściślił wypowiedź.
- Książkę czytam – posunął się dalej w wyjaśnieniach.
Tu mi szczęka opadła, bo jako żywo, nawet w dawnych czasach szkolnych, poza „Motorem” i innymi czasopismami motoryzacyjnymi niczego Markoniec nie czytywał. Nie zwrócił na moje zbaranienie najmniejszej uwagi, tylko nawijał dalej:
- Ktoś zapomniał w warsztacie i tak do ręki wziąłem, a nazywa się… tak jakoś „Zaznaczeni niebieskim”? O, mam!
Tryumfalnie pomachał wygrzebanym ze sterty papierzysk tomikiem, zostawiając na okładce odciski daktyloskopijne.
Jasne, „Zaznaczeni”! Paznokciem chyba! Litery na okładce układały się w znajomy tytuł „Naznaczeni błękitem”.
- Koleś, rewela normalnie! – Markoniec wyraźnie się rozpędzał. - Najpierw to o takim dzieciaku, co to jest magikiem, wiesz, jak w cyrku, co to takie obrazki tworzy, ale co chce w domu zostać i błędy na egzaminie robi, a oni, no, ci co go sprawdzać mieli, to nawet nie widzieli, że on nogi ma nie tego, i wózka potrzebuje!
- Jakiego wózka? – spytałem słabo. Słowo daję, bredzi ten Marek jak Piekarski na mękach. Skąd mu się to wzięło? – Przecież Białołęcka…
- Normalnie, inwalidzkiego, koleś – wytłumaczył mi z pobłażaniem Markoniec. – Logika, nie, że skoro nie mógł chodzić, to potrzebował!
Odpuściłem.
- No, i jak wybuchła wojna, to on i jego brat zostali w domu i on, magik, Grzmiróg się nazywał, to tak zamieszał że tamci, jak przyszli, to zamiast wsiowej chałupy zamek widzieli! Rewela, nie? No i odsiecz przyszła i on potem prawdziwym magikiem został.
No dobrze, mniej więcej się zgadza. Mniej wprawdzie, niż więcej, ale i tak mnie Markoniec zadziwił. Na wszelki wypadek nie korygowałem jego zwierzeń, zaciekawiony, ile też z lektury zapamiętał.
- Ale to, to ten był, no, wstęp – kontynuował tymczasem Marek, nie zwracając na moje milczenie większej uwagi.
- Bo główna cześć to się sto lat potem dzieje. I tam czarownik, Bukiet się nazywał – no, wiem, że głupio, nie poradzę – znajduje takiego chłopaczka całego jak Yeti porośniętego futrem, kumasz, psa z niego robili! A on też był magikiem i na odległość głównego drania posiekał. Ale to tak nieświadomie. No, to Bukiet go zabrał do siebie, żeby się czarownictwa uczył. I żeby jak człowiek się zachowywał, bo nie umiał, kumasz?
No, owszem, „kumałem”. Pokiwałem głową twierdząco, bo Markoniec wyraźnie oczekiwał jakiegoś potwierdzenia. Ucieszył się i ruszył dalej:
- No i wreszcie wysyłają go do Zamku, i wydaje się, że ma jakąś blokadę i nie może czarować. Dopiero jak zachorował, to się okazało, że może. A jak go chciał taki jeden głąb sflekować, to mały omal go nie wykończył, taki odruch magiczny. No i za karę chcieli mu odebrać magię, ale kumple załatwili mu papugę i ten cwaniak go wybronił że niby jest niewolnikiem Bukieta. – Markoniec tokował jak głuszec i musiałem nieźle główkować, żeby wiedzieć, które „on” do kogo się odnosi. A właściwie musiałbym, gdybym nie czytał „Kronik Drugiego Kręgu”. – A skoro tak, to nie mogą, bo to by było kalectwo.
- Ciekawa historia – udało mi się wtrącić.
- A żebyś, koleś, wiedział – przyświadczył natychmiast Markoniec. – No więc pozwalają mu się uczyć, a on, znaczy Śpiewak Nocy, to może zmieniać różna rzeczy w coś innego, tak jak chcieli ci, no, ali-chemicy, czy jakoś tak.
- Alchemicy – poprawiłem zupełnie odruchowo, ale mogłem sobie darować ten wysiłek, bowiem mój rozmówca puścił go mimo uszu.
- I zaczyna się druga część, o innym chłopaku, jest głuchy i mówić też się nie nauczył. On z kolei obrazy jak Grzmiróg wyczarowuje. No, ale chce słyszeć i myśli, że inny magik go wyleczy, to próbuje takiego znaleźć. Ale w końcu się okazuje, że ma nowotwór i przez to nie słyszy, za to może czarować. Ty, to ja bym wolał jednak być zdrowy, niż czarować – wtrącił Markoniec własny wniosek.
- Słuchaj, to nie tak, po prostu magowie mają taki dodatkowy narząd, który… - spróbowałem wyjaśnić, ale mi przerwał:
- Weź, no przecież tam tak pisze, że czarowanie mu uszy zżarło – zripostował Markoniec natychmiast. No i w pewnym sensie miał rację, choć nie w tym, o którym myślał.
- A potem dopiero jest jazda! Koleś, bez trzymanki normalnie! Kumasz, wziął sobie smoka za kumpla, takiego psowatego. Trafił do Zamku, ale poprztykał się z innym magikiem i prysnął, A potem… stary, normalnie musisz to sam przeczytać! Umie – zerknął na okładkę i odczytał nazwisko – Ewa Białołęka pisać, to prawie tak ciekawe, jak konstrukcja zawieszenia hydropneumatycznego!
Osobliwy komplement mógł docenić tylko ktoś, kto znał Markońca chociaż trochę. Najchętniej brał się za tuningowanie zawieszenia.
- A w ogóle to czego szukasz? – zainteresował się nagle.
Powiedziałem. Pokręcił głową.
- Ciężka sprawa, ale coś się wykombinuje. I radzę, przeczytaj to.
Jakoś nie miałem serca informować go, że „Kroniki” od dawna spoczywają w mojej biblioteczce.

Cudo! Uśmiałam się po pachy!

portret użytkownika Lorelay

Cudo! Uśmiałam się po pachy! Tak na poprawę humoru przed snem,po ciężkim dniu ;) Jak dla mnie bomba!

Dziękuję! Ale przede

portret użytkownika Jostein Siwy

Dziękuję! Ale przede wszystkim, powinnaś podziękować nieżyjącemu już Wiechowi. Wzorowałem się na jego felietonach.

Wobec tego kłaniam się nisko

portret użytkownika Lorelay

Wobec tego kłaniam się nisko Panu Stefanowi.

W imieniu Wiecha -

portret użytkownika Jostein Siwy

W imieniu Wiecha - dziękuję.

A inspiracją był "Fanfan Fijoł"

A na Fantazmatach widać, że

portret użytkownika tess

A na Fantazmatach widać, że Ewie się spodobało... :)

Co mnie bardzo cieszy!

portret użytkownika Jostein Siwy

Co mnie bardzo cieszy!





Wydarzenia

Reklama

Heartless

Ostatnie odpowiedzi

Patronaty

Księga Wojny

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Zajdel

Wyjście z cienia

Polcon 2011

Opowieści

Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny

Krawędź

Koniasz

Nefilim

Nefilim

Lewiatan

Raj utracony

Kod Lyoko

Kod Lyoko

Ulysses Moore

Moherfucker

Moherfucker

Przedwiośnie żywych trupów

Psalmodia (Michał Krzywicki)

Wilcze Dziedzictwo

Antologia fanów!

Amnesia

Wilcze Dziedzictwo: Ukryte cele (Magda Parus)

Tolkien

Genesis

Przedświt (antologia)

Krawędź czasu

Krzyż Południa. Rozdroża

Puckon

Krawędź czasu

JFK

JFK Przemytnik

JFK2

Awanturnik

Kamień na szczycie

Naznaczeni

Panopticon

Księga Przeznaczenia

Śmiertelna fantazja