header

Logowanie

Ankieta

Kim byłbyś w świecie fantasy, jeśli miałbyś możliwość wyboru?
Orkiem
0%
Krasnoludem
14%
Elfem
27%
Niziołkiem
0%
Bestią (np. smokiem)
27%
Pozostał(a)bym człowiekiem!
32%
Razem głosów: 22

Subskrybuj

Subskrybuj zawartość

Obecnie dostępni są:

portret użytkownika Nubia
portret użytkownika Konrad Staszewski
W tej chwili stronę przegląda 2 użytkowników i 2 gości.

Nowi użytkownicy

portret użytkownika DarkMoonxon
portret użytkownika baskaaas
portret użytkownika Bulion
portret użytkownika pleannapoet
portret użytkownika Rafineria
portret użytkownika PaniKasia
portret użytkownika Fhtagn
portret użytkownika Kadzia
portret użytkownika Seidhewedd
portret użytkownika zara

Sadyceuszka - blog

Życie po życiu

Czym jest śmierć? Z pewnością jest końcem funkcjonowania ciała. Narządy nie pracują, tkanki się nie mnożą, nie zachodzą procesy chemiczne odpowiednie dla „życia”. Ale co z naszą świadomością, z naszym umysłem, pamięcią? Uczeni twierdzą, że pamięć ma swoje miejsce w pewnych strukturach mózgu. Gdyby uszkodzić hipokamp czy ciało migdałowate mielibyśmy zaburzenia pamięci. Ale czy faktycznie charakter, świadomość i podświadomość znikają wraz z martwym, zimnym ciałem?

Człowiek wielu rzeczy nie jest w stanie zgłębić. Nauka posuwa się do przodu, ale nigdy w pełni nie pojmie tego, jak funkcjonuje mózg, skąd się biorą zjawiska nadprzyrodzone i czym dla człowieka jest śmierć. To ostatnie zjawisko będzie nam dane przeżyć tylko raz. I to przeżyć ze skutkiem śmiertelnym. Nie będzie nam jednak dane podzielić się tymi przeżyciami z innymi. Nie będziemy mogli im powiedzieć jak to jest umierać.

Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, jak wygląda „życie po życiu”. Czy coś jest, jeśli tak, to jak wygląda. Czy po śmierci będzie można obserwować to, co dzieje się tutaj, wśród żywych? A może tam jest zupełnie inny świat, w którym zapomina się o swoim dotychczasowym życiu. Może tam jest tak dobrze, że cała reszta jest nieistotna. A może to jest jak sen? Zasypiam i śnię bardzo długi sen, z którego nigdy się nie obudzę?

Religie świata mają bardzo różne koncepcje życia pośmiertnego. Tylko która z nich jest słuszna? A może żadna? Może po śmierci nie ma nic. Tylko jaki sens miałoby wtedy życie?

To, co dzieje się z człowiekiem po śmierci zawiera dla mnie tyle magii i kwestii niewiadomych, że przypomina mi fantastykę. Dusze unoszące się do nieba, reinkarnowani ludzie, którzy pamiętają swoje poprzednie życie, duchowe wędrówki po świecie, bo przecież w normalnym życiu nie ma za co i kiedy podróżować po Azji czy Afryce. A może życie tu i teraz jest dla nas tylko przedsionkiem piekła?

Oczarowanie

Czuję się oczarowana. Wręcz niesamowite!

Znaleziska karteluszkowe

Kilka lat temu nabawiłam się dość kłopotliwego zwyczaju. Strzępki myśli, pojedyncze zdania, początki, końce i całe teksty zapisuję na strzępkach papieru. Dość często gubię je i odnajduję po jakimś czasie. Czasami wchłania je mój pokój, pewnie jako zapłatę, że go zajmuję. Zdarza się jednak tak, że na tych moich karteluszkach zapisuję też rzeczy, które pojawiły się również w innych miejscach. Dzięki temu nie zapominam tak łatwo o tym, co już kiedyś napisałam.

I tak natknęłam się dzisiejszej nocy na zbiór takich kartek. Jedne są większe, inne mniejsze. Na większości z nich widać plamy - czy to po kawie, czy po herbacie. Kilka jest przypalonych żarem z papierosa, kilka nosi na sobie znamię rozmazanego popiołu. Dwie pachną perfumami. Wśród tego zbioru są kartki gładkie, w kratkę, w linie. Postrzępione i te niemal idealne. Kolorowe, białe, z wyrysowanymi własnoręcznie wzorami. Te pokreślone i te z idealnie zapisanymi literami. Różne, różniaste.

Dla potocznego obserwatora są tylko zbiorowiskiem lepszych/gorszych myśli. A dla mnie są historią. Każda z tych karteczek niesie ze sobą opowieść zamknięta w słowach (czasami jedno zdanie przypomina potoki wydarzeń) i ciężar wydarzeń, które towarzyszą jej od powstania.

K1
Pierwsza jest kartka. Solidna biała kartka, która wyciągnęłam pewnie z drukarki. Jest na niej rękopis jednego z wierszy, który później znalazł swoje miejsce w Sieci. W dolnym rogu plama po herbacie. Górny jest nadgryziony - pies za czasów szczenięcych był nadpobudliwy. Słowa nie zajmują nawet połowy strony. Litery są równe, niewielkie, linie nieco zakrzywiają się ku górze. O dziwo, skreślony jest tylko jeden wyraz. Tekst, zanim został napisany, był już ułożony w głowie. Ten nie przepadł. Zdążyłam urzeczywistnić go na papierze.

Za zasłoną

ukrywam nas za zasłoną nocy
wtedy razem bywamy
siadamy na krzesłach
prawie naprzeciw siebie
a jednak nadal
nie mogę usłyszeć dźwięku
wypowiadanych do mnie
słów

ukrywam nas za zasłoną dnia
wtedy razem bywamy
siadamy przy stołach
do wspólnego obiadu
lecz żadne z nad nie słyszy
muzyki współgrających łyżek
i melodii piosenki granej
przez noże i widelce

ukrywam nas za zasłoną przestrzeni
wtedy razem bywamy
niematerialni i nierealni
jeszcze bardziej nieistniejący
niż wiosenny wiatr
siadamy w pusty świecie
pamięci elektronicznej i udajemy
życie

Wyjątkowo nie ma daty. Jak pisałam zatraciłam poczucie czas. Liczył się wtedy długopis (czarny ze srebrną skuwką!) i biel kartki.

Pierwsze karteluszkowe wspomnienie.

Niektóre noce...

Niektóre noce są inne, niż wszystkie. Niektóre noce skłaniają do takich, a nie innych przemyśleń. Niektóre noce pełne są róznorakich emocji i uczuć. Niektóre noce pełne są niepowtarzalnych łez.

Nie lubię płakać. Łzy są dla mnie słabością. Są dla mnie tylko oznaką tego, że nie potrafię udźwignąć własnego życia. Rzecz jasna nie chodzi mi w tej chwili o łzy biorące się z radości, bo dzisiejsza noc nie miała takich w repertuarze. Dzisiejszej nocy były tylko łzy bezsilności i jakiegoś głębokiego i mrocznego smutnku, któru pojawił się nagle i nagle zniknął, pozostawiając po sobie tylko ledwo wyczuwalną poświatę.
Płakałam w samotności. W samotności czasem mogę okazać słabość. I tak nie lubię płakać. Ostatnio płaczę zbyt często. Mięknę z wiekiem?

Uwielbiam noce pełne analitycznych wspomnień i uniesień. Wielokrotnie wałkowane zdarzenia i sytuacje. Różne perspektywy. Wnioski, które są przerażająco trafne. Wszystko to wypełnia umysł po brzegi i wylewa się w postaci słów. Kolejne mądrości chwili. Kolejne wnioski do przemyślenia podczas kolejnej bezsennej nocy. Wraz z nadejściem poranka przychodzą wspomnienia wszystkich poranków pielgrzymkowych, obozowych, biwakowych, ogniskowych... Wszystkich tych, które poprzedało przywłaszczanie sobie pory niczyjej. Tej, kiedy noc już nie jest nocą, a poranek jeszcze nie jest porankiem.

Wielorakość emocji. Mieszanina szalona i psychodeliczna. Pozytywy tańczące z negatywami. Głęboki smutek przemieszany z uczuciem szczęścia. Szaleństwo splątane z równowagą. Strach zespolony ze spokojem. I wszechogarniająca tęsknota. Za miejscami, ludźmi, sytuacjiami, uśmiechami.

Song of the night: http://w724.wrzuta.pl/audio/ammiGzVsRH9/bez_jacka_-_biedny_ktos_smutny_nikt

.

.

Poetyckość

Upierdliwość powrotów ma to do siebie, że człowiek wtedy zwykle jest zmęczony. Zmęczony dniem, podróżą, zajęciami... czymkolwiek. A jak już do tego dochodzi wszechpanująca duchota, to już się wszystkiego odechciewa. Ale nie, trzeba jeszcze przejść na pieszo spory kawałek drogi.
A krajobrazy iście malownicze - trawka, kwiatki... tyle że za płotem zwieńczonym drutem kolczastym. Że już o opuszczonej kilka lat temu fabryce w tle nie wspomnę. Do tego błękitne, niemal bezchmurne niebo, słoneczko, a nieco wyżej droga, po której z dość spora prędkością przemieszczają się tiry. Ich spaliny w połączeniu z duchotą i skwarem - poezja.
O właśnie, jak już przy poezji jesteśmy, to trafi nam się krajobraz niemal poetycki. Mamy roślinność (wbrew przewidywaniom wszelakim jest całkiem bujna), mamy słoneczko robiące sobie patelnię z chodnika, mamy drogę, żwiru nieco też się znajdzie... i na sam koniec, tak, żeby było poetycko, mamy padlinę. I czyż nie przywodzi to na myśl baudeaire'owskiej "Padliny"?
Truchło sobie leży już mniej więcej od tygodnia. Konkretniej jest to martwy ptak, którego obserwuję w różnych stadiach rozkładu. Stwierdzam, że po tych deszczach słoneczko i upał mu służą. Coraz bardziej śmierdzi i ma coraz ciekawsze kolory.
I co ja będę robiła podczas powrotu do domu, gdy mi go sprzątną? Bo kiedyś chyba sprzątną, prawda?

---

Wczoraj, w zasadzie to dziś, jak się kładłam spać miałam jakaś myśl. Poukładane słowa, wprost do zapisania. Uważałam je za niezłe, szczególnie w porównaniu z tym, co ostatnio próbowałam napisać. Rzecz jasna jak się obudziłam, to nie pamiętałam już absolutnie nic. Nawet tematyki...

---

Jeśli zaliczę tę sesję, to będę świętowałam tenże fakt przez tydzień, może nawet dłużej...

..dajcie żyć po swojemu grzesznemu..

... a i świętym żyć będzie przyjemniej!
/J.Kaczmarski/

Zostawcie w spokoju moje grzechy, a ja wam pozwolę na świętość. Nie patrzcie na moje niecne uczynki, a ja nie będę się krzywiła na waszą chorobliwą poprawność. Dajcie mi wreszcie ŚWIĘTY spokój, a ja wam dam PROFANACJĘ wolnego czasu do spędzenia w sposób czysty i niewinny.

---

Odkrywam nowe granice muzyczne. Poznaję nowe dla siebie brzmienia. Zatapiam się w dźwiękach. Owijam się nimi szczelnie i zamykam oczy. Unoszę się ponad podłogą. Muzyka nabiera nowego kształtu. Wino pozwala jej się unosić nad moja głową. Pod moimi plecami też. Lewituję unoszona na falach dźwiękowych. Tekst jeszcze nie zaistniał. Jest tylko melodia, jest rytm, są instrumenty, jest wokal. Świat poza nie istnieje. Jestem tylko ja, smak wina i cała reszta, która jest muzyką. Muzyka wypełnia mnie szczelnie. Tak szczelnie, jak i przestrzeń poza mną. Uniesienie.

---

Powietrze zrobiło się gorące. Nie mam czym oddychać. Nie mam jak funkcjonować. Położyć się w cieniu ze szklanką mojito, dobrą książką i tak trwać.

---

Lubię niektóre momenty.

***
Muzycznie:
http://www.youtube.com/watch?v=erOVB0bZi1A&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=w2WURHY3D4A

http://www.youtube.com/watch?v=sLEgjBVtdhE&feature=related

..nocna rozmowa z żarówką..

Mamy środek nocy, a Sadu, mimo bardzo wczesnego wyjazdu, nawet nie jest jeszcze spakowana. Zachciało się wsłuchiwania w muzykę, to teraz trzeba intensywnie myśleć. Ach, problemy z cyklu 'co ze sobą zabrać'.

Nie wiem dlaczego palce pachną mi shishą wiśniową. Przecież ostatni raz w shisha-barze byłam z Filipem, czyli jakoś pod koniec lutego.

Teksty niewydrukowane leżą i kwiczą, a trzeba je ze sobą zabrać. A jeszcze trzeba iść pod prysznic. Nie wspomnę o ogarnięciu tego chaosu, który tu aktualnie panuje.

Wesoło (:

Muzyczna nisza otulająca mnie z każdej niemal strony.





Wydarzenia

Reklama

Heartless

Ostatnie odpowiedzi

Patronaty

Księga Wojny

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Zajdel

Wyjście z cienia

Polcon 2011

Opowieści

Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny

Krawędź

Koniasz

Nefilim

Nefilim

Lewiatan

Raj utracony

Kod Lyoko

Kod Lyoko

Ulysses Moore

Moherfucker

Moherfucker

Przedwiośnie żywych trupów

Psalmodia (Michał Krzywicki)

Wilcze Dziedzictwo

Antologia fanów!

Amnesia

Wilcze Dziedzictwo: Ukryte cele (Magda Parus)

Tolkien

Genesis

Przedświt (antologia)

Krawędź czasu

Krzyż Południa. Rozdroża

Puckon

Krawędź czasu

JFK

JFK Przemytnik

JFK2

Awanturnik

Kamień na szczycie

Naznaczeni

Panopticon

Księga Przeznaczenia

Śmiertelna fantazja