Konwergencja kosmicznego wampira
Henry Jenkins, w swojej książce "Kultura konwergencji" tak oto opisuje to zjawisko:
Jako konwergencję rozumiem przepływ treści pomiędzy różnymi platformami medialnymi, współpracę różnych przemysłów medialnych oraz migracyjne zachowania odbiorców mediów, którzy dotrą niemal wszędzie, poszukując takiej rozrywki, na jaką mają ochotę. Konwergencja to pojęcie opisujące zmiany technologiczne, przemysłowe, kulturowe i społeczne – w zależności od tego, kto je używa i o czym wydaje mu się, że mówi.
W dalszej części książki autor analizuje kilka przykładów konwergencji, w tym także Gwiezdne Wojny i Harry’ego Pottera. Wybór ten wydaje mi się dość interesujący, z uwagi na skalę, w jakiej działają rzeczone fenomeny (nie bójmy się użyć tego słowa).
Szał (czy też histeria, zależy jak na to patrzeć) jaki wywołał Harry Potter swego czasu był nie do zniesienia. Kilku tomowa opowieść wżarła się w kulturę w sposób wręcz przerażający, dając specom od marketingu kurę znoszącą złote jaja. Były filmy, koszulki, ilustrowane albumy, masa gadżetów – począwszy od zeszytów, kończąc na okularach, wycieczki i Bóg wie, co jeszcze. Harry straszył nawet z lodówki. A społeczność fanowska przesunęła znacznie granicę inwencji w parzeniu bohaterów filmu w tworzonych masowo fanfikach i fanartach.
Gwiezdne Wojny zresztą nie lepsze. Dzisiaj same filmy – które niby powinny być najważniejsze – wyglądają dość biednie na tle kilkunastu gier komputerowych na wszystkie platformy, licznych książkach i komiksach, prezentujących wydarzenia przed, w trakcie i po wydarzeniach zawartych w filmach, serialach animowanych, potężnej ilości gadżetów, prężnej społeczności fanów i wyznawcach religii Jedi.
Jest tylko jeden problem: są to zjawiska, które w dość brutalny sposób pomijają medium telewizyjne.
Telewizja w ogóle jakoś rozmija się z tego typu multimedialnością (przynajmniej w kwestii produkcji fabularnych, bo jak pokazał Jenkins, reality TV konwergencji podlega). Bez większych problemów można podać inne przykłady tego typu występujące w kinie, literaturze, grach komputerowych czy komiksie, mniej natomiast w telewizji. A jeśli już, to jest ona raczej miejscem ekspansji, niż prowadzącym ją (powstaje tu zresztą pytanie, czy na przykład adaptacje można uznać za przejaw konwergencji?). Czyżby telewizja była tak niewprawna, że nie potrafiła zbudować sobie takiego przedstawiciela? Cóż, jeśli się bliżej przyjrzeć, to można go znaleźć. I to nawet dość poważnej wagi…
Data 8 września 1966 z pewnością nie mówi wiele sporej części populacji zwanej przez wielu ludzką. Jednak dla niektórych, pełnych wewnętrznej siły i czujących pęd do przygody kosmicznych podróżników jest to data ważniejsza niż chrzest Polski i bitwa pod Grunwaldem. Tego dnia bowiem, na antenie amerykańskiej NBC, wyemitowano pierwszy odcinek serialu Star Trek. Jak na popkulturowego giganta, serial nie miał imponującego startu: po zaledwie trzech sezonach, z powodu niewielkiej oglądalności, Star Trek: The Original Series zdjęto z anteny. Serial miał zresztą zejść już po pierwszym sezonie, ale żywiołowa reakcja fanów, którzy zalali producentów powodzią listów, fakt ten odwlekła. Sam serial zaś pozostał w umysłach setek tysięcy, jeśli nie milionów, fanów.
W chwili obecnej Star Trek obejmuje sześć serii telewizyjnych:
Star Trek (1966-1969, Star Trek: The Original Series)
Star Trek: Animowana Seria (1973-1974, Star Trek: The Animated Series)
Star Trek: Następne pokolenie (1987-1994, Star Trek: The Next Generation)
Star Trek: Deep Space Nine (1993-1999, Star Trek: Deep Space Nine)
Star Trek: Voyager (1995-2001, Star Trek: Voyager)
Star Trek: Enterprise (2001–2005, Star Trek: Enterprise)
Część z nich była nawet emitowana w Polsce (sam oglądałem Deep Space Nine i The Next Generation na kanale komercyjnej stacji). Obok nich zobaczyć można także jedenaście (!) filmów kinowych:
1. Star Trek (Star Trek: The Motion Picture, 1979) (reż. Robert Wise)
2. Star Trek II: Gniew Khana (Star Trek: The Wrath of Khan, 1982) (reż. Nicholas Meyer)
3. Star Trek III: W poszukiwaniu Spocka (Star Trek III: The Search for Spock, 1984) (reż. Leonard Nimoy)
4. Star Trek IV: Powrót do Domu (aka Star Trek IV: Powrót na Ziemię) (Star Trek IV: The.Voyage Home, 1986) (reż. Leonard Nimoy)
5. Star Trek V: Ostateczna Granica (Star Trek V: The Final Frontier, 1989) (reż. William Shatner)
6. Star Trek VI: Nieodkryta kraina (aka Star Trek VI: Wojna o pokój) (Star Trek VI: The Undiscovered Country, 1991) (reż. Nicholas Meyer)
7. Star Trek: Pokolenia (Star Trek: Generations, 1994) (reż. David Carson)
8. Star Trek: Pierwszy kontakt (Star Trek: First Contact, 1996) (reż. Jonathan Frakes)
9. Star Trek: Rebelia (Star Trek: Insurrection, 1998) (reż. Jonathan Frakes)
10. Star Trek: Nemesis (2002) (reż. Stuart Baird)
11. Star Trek (2009) (reż. J.J. Abrams)
Ostatni z nich, w reżyserii J.J. Abramska, będący czymś w rodzaju prequela, odniósł dość spory sukces w kinach (nominacje do Oscara) i na nowo rozniecił trekkowy szał na świecie, (wredny paradoks – dla pewnej grupki osób, Star Trek kojarzy się przede wszystkim z filmami kinowymi, nie z serialami. Przebrzydła ta kinematografia!).
Z polskiej perspektywy serial ten wydawać się niczym szczególnym – ot, zwykła opowieść sf, o załodze gwiezdnego statku, przemierzającego przestrzenie kosmosu, bo na Ziemi panuje pokój, miłość i dostatek. A jednak – serial wdarł się w umysły spokojnych Amerykanów. W ten sposób pierwszy prototyp promu kosmicznego nazwano Enterprise, wiele powiedzonek załogi przeniknęło do mowy potocznej, a klingońskie powiedzenie Zemsta to danie, które najlepiej smakuje na zimno (ang. Revenge is a dish best served cold), Quentin Tarantino uczynił mottem Kill Billa.
Można się doliczyć także kilkudziesięciu publikacji książkowych i komiksowych, licznych gier komputerowych i gadżetów, jednak tym, co najważniejsze w świecie Star Treka, to jego fani, zwani trekkerami.
Powiedzmy sobie szczerze – trekkerów uznać należałoby za osobny gatunek ludzki, albo choć mniejszość narodową (kulturową, wyznaniową, polityczną?). W końcu, o ile fan Gwiezdnych Wojen może z dumą prezentować swój mundur imperialnego szturmowca, chwalić się mieczem świetlnym i paradować po miejskim rynku w charakterystycznym habicie Obi Wana, to żeby przebrać się w znaną z filmów federacyjną „piżamkę”, trzeba być naprawdę zdrowo pokręconym. A mimo to, takich ludzi nie brakuje!
W dodatku środowisko trekkerów wydaje się (mówię na podstawie opinii i materiałów wizualnych, bo sam do tego grona się nie zaliczam) wyjątkowo hermetyczne. I płodne. Organizowane są specjalne konwenty, powstają fanowskie filmy (niekiedy nawet z udziałem aktorów z oryginalnych filmów), masa opowiadań, fanfików, fanartów, cosplayów i sam nie wiem, czego jeszcze. Fani przeprowadzają psychoanalizy bohaterów, śledzą działalność i specyfikację techniczną każdego pokazanego w serialu/filmie pojazdu, stwarzają długie, niemal encyklopedyczne wpisy dotyczące zaprezentowanych w serialu ras, słowem – pogłębiają i tak już potężne uniwersum ST. Dla nich jest to z pewnością przeżycie niezwykłe, interesująca gra, która dla człeka normalnego sprawia wrażenie wariactwa (choć biorąc pod uwagę popularność fantastyki, "normalni" ludzie uchowali się chyba jeszcze tylko na Grenlandii). Efekty widać gołym okiem – świat, który w swych początkach uznawano za nudny, skomplikowany i zbyt naukowy, zwłaszcza w porównaniu do rozrywkowych Gwiezdnych Wojen, nadal żyje i ma się dobrze. I nie musi odcinać kuponów jak dzieło Lucasa…
Innym przykładem konwergencji, choć nieco innym, może być lubiany przez wszystkich Zmierzch
O Zmierzchu słyszał chyba każdy, kto stara się w miarę aktywnie śledzić meandry popkultury. Bestsellerowa powieść, która szturmem wdarła się na salony. Opowieść o miłości uczennicy i wampira mało kogo pozostawiła obojętnym. Ogromne rzesze nastolatek i kobiet wprawiła w stan permanentnego uwielbienia dla Edwarda, a potężną liczbę fanów literatury fantastycznej i wampirów wprawiła w stan wrzenia. W końcu wampir to ma być wampir, a nie świecący się na słońcu słit-imoł-boy.
Trzeba jednak przyznać, że pomimo dość miałkiej treści, popartej średnimi filmami kinowymi, cała ta fascynacja Zmierzchem przyniosła nawrót fascynacji postacią wampira, a co ciekawsze, pchnęła go z kinowego ekranu w objęcia telewizji. Tej samej telewizji, która nie potrafiła dostatecznie wykorzystać poprzednich, wielkich fenomenów: Gwiezdnych Wojen, Pokemonów i Harry’ego Pottera.
Premiera książkowego Zmierzchu miała miejsce w 2005 roku. Do tego czasu, postać wampira była niemal całkowicie zawłaszczona przez kino, co potwierdzały duże produkcje wampiryczne: Dracula (1992) czy Wywiad z Wampirem (1994). Telewizyjny wampir postrzegany był przez pryzmat hitu dla nastolatek – serialu Buffy: Postrach wampirów i jej spin-offu, Anioła Ciemności. I choć tytuły te cieszyły się pewnym powodzeniem, niewielu było „poważnych” fanów, którzy traktowaliby te produkcje serio.
Począwszy jednak od 2005 roku, zależność ta zmieniła się niemal całkowicie.
W kinie trudno znaleźć interesujące przedstawienie postaci wampira (ciekawy był w tej kwestii film 30 dni nocy, niestety sam obraz był dość średni) poza „panującym” niepodzielnie Zmierzchem, który w ciągu krótkiego czasu zdołał przedefiniować kanon i stać się wyznacznikiem dla innych filmów. Teraz to już nie Lestat, a Edward jest punktem odniesienia dla kolejnych krwiopijców. Zgroza.
Tymczasem w telewizji liczba produkcji traktujących o stworzeniach nocy nie tylko wzrosła, ale nabrała także rozpędu realizacyjnego, podniosła poziom artystyczny i przejęła pałeczkę od kina, jeśli chodzi o wyznaczanie nowych kierunków. W ciągu zaledwie pięciu lat powstało kilka seriali „wampirycznych:
- True blood (2008, USA)
- Blond ties (2006, Kanada)
- Moonlight (2007, USA)
- Being Human (2008, Wlk. Brytania)
- Vampire Diaries (2009, USA)
Niektóre z nich, jak np. Vampire Diaries próbują wykorzystać koniunkturę na bladolicych przystojniaków. Co ciekawsze jednak, część z nich, choć korzysta z szumu uczynionego przez Zmierzch, staje w poprzek prezentowanego przezeń obrazu wampira, wybierając raczej charakterystykę bliższą tradycji Wywiadu z wampirem. Dochodzi więc do paradoksalnej – z punku widzenia kinomana – sytuacji, kiedy kino, wykorzystując bestseller literatury, zaczyna niebezpiecznie zmieniać i degradować pewną ikonę popkultury (przynajmniej ja uważam, że degraduje – co jak co, ale wampir nie może być niezrównoważonym, niedorobionym Romeo, po prostu nie może) telewizja natomiast staje temu naprzeciw. Z drugiej jednak strony, trudno się temu dziwić – już od dłuższego czasu seriale telewizyjne przestały być postrzegane li tylko jako biedny odpowiednik filmu kinowego. Więcej – zaczęły oddziaływać na widzów nie gorzej, niż duże produkcje, czego przykładem może być chociażby zakończenie serialu Lost, które odbiło się dość mocno w przepastnych zasobach Internetu…
Jakie będą dalsze losy seriali o wampirach? Trudno orzec. Można zakładać, że powstanie ich jeszcze kilka, zwłaszcza jeśli mania na Zmierzch nadal będzie tak mocna. Z pewnością ich poziom nie będzie dorównywał maestrii Draculi, trzeba jednak wspomagać każdą inicjatywę dążącą do zatamowania powodzi sparklących się wampirów…



















































Oryginalnie tekst
Vivaldi, sob., 12/06/2010 - 09:14Oryginalnie tekst opublikowany został na moim blogu. Wstawiony na prośbę tess ;]
Ukłony od trekkerki
Eviva, sob., 12/06/2010 - 09:30za hołd dla Treka. Jestem zobowiązana :)
A to nie były dwa teksty? :)
tess, sob., 12/06/2010 - 12:04A to nie były dwa teksty? :)
Nie, to był jeden tekst w
Vivaldi, sob., 12/06/2010 - 12:31Nie, to był jeden tekst w dwóch częściach ;p
To mi się lepiej czytało w
tess, sob., 12/06/2010 - 12:42To mi się lepiej czytało w dwóch kawałkach xD
Bardzo interesujący tekst.
Lorelay, sob., 12/06/2010 - 22:31Bardzo interesujący tekst. Taki... inny. Oryginalny. Nietypowy. I za to ogromny plus!
A teraz część czepialska:
"11. Star Trek (2009) (reż. J.J. Abrams)
Ostatni z nich, w reżyserii J.J. Abramska"
To jak nazywa się w końcu ów reżyser?
"Z polskiej perspektywy serial ten wydawać się niczym szczególnym"
Mówimy bezokolicznikami? ;)
"jednak tym, co najważniejsze w świecie Star Treka, to jego fani, zwani trekkerami."
tym, co najważniejsze, są jego fani
albo
to, co najważniejsze, to jego fani
"stwarzają"
hmm?
No i to "sparklących" na końcu tekstu, wygląda jakby wygenerowane specjalnie dla mnie :P
Aaaa! I jeszcze:
"Innym przykładem konwergencji, choć nieco innym, może być lubiany przez wszystkich Zmierzch".
No wybacz Viv, ale kto to są, ci wszyscy? Bo ja znam jakiś innych wszystkich. A tamtych wszystkich jakoś chyba nie miałam okazji spotkać... Ja nie lubię, moja rodzina nie lubi, przyjaciele nie lubią, znajomi nie lubią, znajomi znajomych nie lubią, ekspedientka w sklepie osiedlowym nie lubi, moja fryzjerka nie lubi i sąsiadka też twierdzi, że nie lubi i córka sąsiadki również. To... gdzie są ci wszyscy? Kłamią, ukrywają się w podziemiu czy świadomie uciekli z mojego pola rażenia?
Ja sądzę, że to o Zmierzchu
tess, sob., 12/06/2010 - 22:41Ja sądzę, że to o Zmierzchu to raczej ironicznie było... ;)
Nom, to było ironicznie. A
Vivaldi, nie., 13/06/2010 - 08:06Nom, to było ironicznie. A przynajmniej miało być :>
To albo nie wyszło, albo mi
Lorelay, nie., 13/06/2010 - 08:39To albo nie wyszło, albo mi tak drastycznie opadł poziom kumacji, że ironii nie odczytałam :P
Ja załapałam, ale nawet nie
tess, nie., 13/06/2010 - 09:10Ja załapałam, ale nawet nie pomyślałam, że o Zmierzchu można napisać inaczej ;p więc mną się nie kierujcie xD