Mediapolis (Tomasz Kopecki)
„Mediapolis Tomasza Kopeckiego ma bardzo dobrą okładkę”. To była moja pierwsza myśl dotycząca książki, która przyszła pocztą. Użyte zostały moje ulubionych kolory i wygląda naprawdę zachęcająco, widać że grafik zna się na rzeczy. Po takiej wizualnej zachęcie, nie mogłam się powstrzymać żeby od razu zacząć czytać. Jednak najpierw, jak większość ludzi, spojrzałam na tylną okładkę. Krótka wzmianka o treści, w porządku, brzmi ciekawie. Jednak pod nią była adnotacja o podobieństwie Mediapolis do Roku 1984 i V jak Vendetta. Z tego co widziałam w innych recenzjach Kopecki zebrał za to baty. Ja ocenię tą książkę bez odnoszenia się do wspomnianych pozycji, zwłaszcza że, co przyznaję ze wstydem, ich nie czytałam.
Historia toczy się w mieście, w którym wszystko jest pod kontrolą rządu Złotej Republiki. Wszechobecne nakazy i zakazy kontrolują życie obywateli w najbardziej błahych detalach. Na czele rządu stoi Wielki Kapłan - mały duchem człowiek, który codziennie pojawia się na ekranach obecnych w każdym mieszkaniu, włączonych dwadzieścia cztery godziny na dobę telewizorów. Biedni mieszkańcy miasta, które dla nich stanowi cały świat nieustannie są przez niego manipulowani. Do tego ograniczana jest jakakolwiek forma wolnego myślenia, nauka w mieście to absurdalna forma spędzania czasu na głupotach. Lecz to właśnie w Instytucie Naukowym pracuje główny bohater książki, Abel.
Jest on człowiekiem pełnym sprzeczności. Wychowany przez zabójcę, nienawidzi przemocy, jednak wie, że to jedyny sposób na przeżycie na ulicach, na których grasują żądni krwi kryminaliści. Pomimo faktu, że przez lata, jak reszta obywateli miasta wystawiony był na wpływ ogłupiających przemów Wielkiego Kapłana, pewnego dnia udaje mu się wyłączyć telewizor w swoim mieszkaniu. To staje się początkiem wielkich zmian w jego życiu. Wszystko co Abel wie o otaczającej go rzeczywistości stanie pod wielkim znakiem zapytania, gdy w poszukiwaniu ukochanej kobiety, która pewnego dnia po prostu znika mężczyzna znajdzie prawdę o swoim mieście.
Religijno-konsumpcyjny reżim kontrolujący miasto jest fascynującym zjawiskiem. Władze dosłownie zaglądają obywatelom pod kołdry, wydając absurdalne rozporządzenia dyktujące warunki ich pożycia seksualnego, co daje początek nielegalnym show rozgrywającym się w labiryncie brudnych uliczek. Każdy obywatel ma przyznany numer identyfikacyjny, którym posługuje się jak drugim imieniem. Jak łatwo przewidzieć, taka ścisła kontrola powoduje zwiększenie liczby ludzi, którzy popełniają przestępstwa by ją ominąć i tym sposobem zbrodnia kwitnie w mieście. Ulice są niebezpieczne – należy unikać zarówno przestępców jak i policji.
Styl pisania jest płynny i przejrzysty, nie da się nic zarzucić warsztatowi Kopeckiego. Akcja prze naprzód wartkim tempem, jedno wydarzenie goni drugie. Jedyne co mnie rozczarowało podczas czytania, to fakt, że wiele wątków nie zostało dostatecznie rozwiniętych. Wiele spraw wzmaga tylko ciekawość czytelnika, by potem zostać przez autora porzuconych. Dotyczy to również zakończenia, które pozostawia po sobie głód informacji. Czytając tą książkę często czułam niedosyt, chciałam wiedzieć dlaczego pewne rzeczy działy się tak jak się działy, wiedzieć więcej o różnych postaciach, o ich przeszłości.
Ogółem jednak Mediapolis mi się podobało. Opisany świat jest fascynujący, potworny, ale chętnie przeczytałabym kolejną książkę osadzoną w tych samych realiach. Książka ta jest dobrym powodem, by odejść od telewizora i poświęcić jej trochę czasu.

Tytuł: Mediapolis
Autor: Tomasz Kopecki
Ilość stron: 280
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2009
Cena: 29,90 zł





















































"Jednak pod nią była
Lorelay, sob., 03/07/2010 - 00:07"Jednak pod nią była adnotacja o podobieństwie Mediapolis do Roku 1984 i V jak Vendetta. Z tego co widziałam w innych recenzjach Kopecki zebrał za to baty."
Fakt, przeczytawszy recenzję stwierdzam, że uwaga jest słuszna. Nie da się ukryć skojarzeń z wyżej wymienionymi pozycjami. Ale ja akurat nie uważam tego za wybitny powód do batów.
Z przyjemnością przeczytałabym tę książkę. Recenzja brzmi zachęcająco.
Jeszcze takie drobne uwagi.
Lorelay, sob., 03/07/2010 - 21:23Jeszcze takie drobne uwagi. Mieliśmy się sobie nie wtrącać, ale chyba jednak lepiej, żebyście wiedzieli co poprawić :) Potem można skasować komentarz.
"Ja ocenię tą książkę bez odnoszenia się do wspomnianych pozycji, zwłaszcza że, co przyznaję ze wstydem, ich nie czytałam."
TĘ książkę
"Biedni mieszkańcy miasta, które dla nich stanowi cały świat nieustannie są przez niego manipulowani."
(...)cały świat, nieustannie(...) - przecinek
"(...)nauka w mieście to absurdalna forma spędzania czasu na głupotach"
Zgrzyta. Proponuję na przykład - nauka jest w tym mieście uważana za absurdalną formę spędzania czasu i trwonienie go na głupoty.
"Wiele spraw wzmaga tylko ciekawość czytelnika, by potem zostać przez autora porzuconych."
(...) by potem zostały przez autora porzucone.
I jeszcze sugestia. Nie ma tu teoretycznie błędu, ale brzmi nieładnie:
"Akcja prze naprzód wartkim tempem(...)"
Jeżeli mogę zaproponować, to może zgrabniej brzmiałoby: Akcja prze wartko do przodu...?