header

Logowanie

Biblioteka

Ankieta

Kim byłbyś w świecie fantasy, jeśli miałbyś możliwość wyboru?
Orkiem
0%
Krasnoludem
14%
Elfem
27%
Niziołkiem
0%
Bestią (np. smokiem)
27%
Pozostał(a)bym człowiekiem!
32%
Razem głosów: 22

Subskrybuj

Subskrybuj zawartość

Obecnie dostępni są:

portret użytkownika Nubia
portret użytkownika Konrad Staszewski
W tej chwili stronę przegląda 2 użytkowników i 2 gości.

Nowi użytkownicy

portret użytkownika DarkMoonxon
portret użytkownika baskaaas
portret użytkownika Bulion
portret użytkownika pleannapoet
portret użytkownika Rafineria
portret użytkownika PaniKasia
portret użytkownika Fhtagn
portret użytkownika Kadzia
portret użytkownika Seidhewedd
portret użytkownika zara

Pustkostan

Z dedykacją dla Marudy

Wstał powoli i przetarł oczy. Słońce było już wysoko na niebie i jego promienie wpadały bez przeszkód przez otwarte na oścież okno. Wstawał niechętnie. Kolejny dzień, taki sam jak wczorajszy. Kolejny tydzień, identyczny jak poprzedni. Następny bliźniaczy miesiąc i rok. Porażająca ładem i nudą powtarzalność i monotonia. Niczym kostka Rubika o wszystkich ścianach w jednym kolorze. Tysiąc wyborów, jeden wynik.
Poranna toaleta, śniadanie, ćwiczenia – robotyczna praca bez celu i sensu, tylko po to, żeby człowiek nie zamienił się w drzewo i nie zapuścił korzeni. Bez smaku i wyrazu.
Wyszedł na zewnątrz. Pogoda była idealna: dużo słońca, lekki wiaterek i żadnej chmury na niebie. Uśmiechnięta żółta kulka, marząca byś skwierczał na chodniku niczym jajecznica na patelni. Co za idiotyzm… Podszedł do niego jakiś pies. Pudel chyba. Skrzyżowanie szczura z gąbką do mycia naczyń. Nie zastanawiając się, kopnął zwierzaka i obserwował, jak ten kuli się i ucieka, skacząc dziko. Wokół ćwierkały ptaszki i bzyczały muchy. Sielanka.
Wędrował ulicami miasta. Mijał zabytkowe kamienice, pyszniące się nowiutkim towarem wystawy sklepowe i hostele o kiczowatych nazwach. Zresztą, niewiele się nimi przejmował, bo chodnik był dziurawy. I mokry. A przecież nie padało… Minął skrzyżowanie. Normalnie przejście przez ulice było by nie lada wyczynem, biorąc pod uwagę natężenie ruchu. Masy wypucowanej stali, mknące w cztery strony świata. Ale teraz nie było z tym problemu. W mieście nie było żadnych samochodów. Kierowców też nie było, podobnie jak pieszych.
W ogóle nikogo nie było.
Wszedł na pusty rynek miasta i usiadł przy fontannie, w otoczeniu kilku rzeźb. To były brzydkie rzeźby. Fontanna też była brzydka. Ale przynajmniej woda miło szumiała i czasem zraszała mu twarz. Kilkanaście gołębi zleciało się i przechadzało po bruku, obserwując go uważnie. Chwycił pustą butelkę i rzucił w skupisko ptaków, ale te, zamiast odlecieć, tylko uchyliły się przed plastykowym pociskiem. No tak, inteligentne zwierzęta. Wstał z ławki, podniósł butelkę i wrzucił do kosza. Nie powinno się śmiecić. Nawet jeśli wszystko jest sterylnie czyste i przypomina szpital. Nie ma nawet ptasiego gówna. Cudnie.
Odwrócił się na pięcie i obok fontanny dostrzegł dziewczynę. Niewysoka, krótkie czarne włosy, niebieskie oczy, ładna buzia i zwiewna, czarna sukienka na ramiączkach. I bose stopy. Spojrzała na niego wesoło.
- Cześć. – powiedziała – Gdzie idziesz?
- Nigdzie.
- Mogę iść z tobą?
Nie odpowiedział nic, ale dziewczyna widocznie wzięła to za zgodę. Razem z nim poszła do hipermarketu, drepcząc na tych swoich bosych stopach i pogwizdując z rzadka.
W środku chodził między regałami, szukając to chleba, to jakiegoś mięsa. Wziąwszy już wszystko, chwycił siatkę, wpakował tam zakupy i przeszedł koło kas. Będąc już przy wyjściu, usłyszał dziewczynę:
- Halo, jest ktoś przy kasach? – krzyczała, rozglądając się na boki. – Ktoś to policzy?
W ręku trzymała duży słoik kremu czekoladowego.
- Tu nikogo nie ma. Poza tym, nie masz pieniędzy…
Dziewczyna spojrzała na niego, a potem na słoik kremu. Ostrożnie przeszła obok kas i dołączyła do niego. Otworzyła słój i zaczęła jeść.
W domu przygotował sobie obiad. Nic specjalnego – rosół z proszku, kulki ziemniaczane i jakieś mięso. Do popicia sok pomarańczowy. Standard. Dziewczyna nie jadła, choć zastawa była przygotowana. Nie dla niej. Po prostu zawsze przygotowywał dwie zastawy, nie wiedział w sumie dlaczego. Po prostu i już.
Wpatrywała się w niego swoimi niebieskimi oczami, od czasu do czasu zerkając na swoją sukienkę, upaplaną czekoladą. Ale nie było w niej nic interesującego. W sukience, znaczy się. Wstała od stołu i podeszła do regału. Masa książek wszelkiego rodzaju – grubych, cienkich, starych, nowych… i wszystkie pokryte grubą warstwą kurzu. Wszystkie jednego autora.
- Przeczytałeś je?
- Napisałem je.
Spojrzała w bok, na niewielkich rozmiarów porcelanową figurkę samuraja. Miała ubitą główkę, przyklejoną do reszty słabym klejem. Dziewczyna dotknęła jej i kawałek porcelany spadł z cichym brzękiem. Po chwili zaś wszędzie – na ścianach, podłodze, regale z książkami i suficie – pojawiły się cieniutkie pajęczyny pęknięć, które z każdą sekundą stawały się coraz większe i większe, aż w końcu wszystko strzaskało się i pękło niczym rozbita szyba. Pozostał tylko on, stół, dziewczyna i wszechogarniająca pustka.
- Co tam jest? – zapytała, wskazując północ.
- Nic tam nie ma.
- A tam? – wskazała południe.
- Tak samo.
- Tam coś jest? – odwróciła się na zachód.
- Nie ma nic.
- Tam też nic? – spojrzała na wschód.
- Też nic.
Usiadła przy stole i oparła głowę na rekach.
- A czemu tutaj jest tak pusto i nie ma ludzi?
- Bo nie potrzebuję, by był tu ktokolwiek. – powiedział, połknąwszy ostatni kawałek schabowego. – A może to mnie nikt nie potrzebuje? Kogoś, kogo zawsze lekceważą i uważają, że do niczego się nie nadaje. Kto nie potrafi cieszyć się swymi upodobaniami i nie czuje spełnienia w swoich pasjach. Kto nie może znaleźć w sobie nawet odrobiny determinacji i ambicji, by zmienić cokolwiek. Nie satysfakcjonują mnie moje dzieła, nie widzę sensu w komunikacji. Po co mi ludzie?
Dziewczyna spojrzała na niego u położyła głowę na talerzu, uśmiechając się.
- Skoro nikt cię nie potrzebuje i nikt tu nie zagląda, czemu zawsze nakrywasz do obiadu dla dwóch osób?

Dziękuję (: Sadu lubi. I

portret użytkownika Sadyceuszka

Dziękuję (:

Sadu lubi. I swoje zdanie na temat tego tekstu wygłosiła już kilkakrotnie.

Hmmm... ciekawe. Skłania do

portret użytkownika Lorelay

Hmmm... ciekawe. Skłania do refleksji. W sumie tekst nie jest chyba wcale dobry, ale trafił na odpowiedniego odbiorcę. Do mnie trafia. Z powodów osobistych jest mi całkiem bliski. I chyba dlatego mi się podoba.

Odnoszę tylko nieodparte wrażenie, że gdzieś już czytałam coś bardzo podobnego. Nie mogę sobie tylko przypomnieć gdzie.

Wiem, że nie jest dobre.

portret użytkownika Vivaldi

Wiem, że nie jest dobre. Dlatego nie poszedł ten tekst na kuźnię, gdzie był tworzony i gdzie miał trafić :>

No fakt, na kuźni nie miałby

portret użytkownika Lorelay

No fakt, na kuźni nie miałby raczej racji bytu. Jest poprawny, ale pomysł nie powala.





Wydarzenia

Reklama

Heartless

Ostatnie odpowiedzi

Patronaty

Księga Wojny

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Zajdel

Wyjście z cienia

Polcon 2011

Opowieści

Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny

Krawędź

Koniasz

Nefilim

Nefilim

Lewiatan

Raj utracony

Kod Lyoko

Kod Lyoko

Ulysses Moore

Moherfucker

Moherfucker

Przedwiośnie żywych trupów

Psalmodia (Michał Krzywicki)

Wilcze Dziedzictwo

Antologia fanów!

Amnesia

Wilcze Dziedzictwo: Ukryte cele (Magda Parus)

Tolkien

Genesis

Przedświt (antologia)

Krawędź czasu

Krzyż Południa. Rozdroża

Puckon

Krawędź czasu

JFK

JFK Przemytnik

JFK2

Awanturnik

Kamień na szczycie

Naznaczeni

Panopticon

Księga Przeznaczenia

Śmiertelna fantazja