Rhezus. Zielone oczy wyroczni (Róża Jakobsze)
Rhezus: Zielone oczy wyroczni (tom 1, księga 2) - Róża Jakobsze
Do drugiej części „Rhezusa” podchodziłam z dość dużą rezerwą – pierwsza bowiem miała kilka typowych dla debiutantów błędów, jak sztywny język dialogów czy niedopracowani, miejscami nielogicznie zachowujący się bohaterowie. Na stronie autorki przeczytałam, że skończyła ona pisać pierwszy tom Rhezusa w okolicach matury – co tłumaczyłoby niewyrobiony warsztat i niedojrzałość postaci. A że recenzowana pozycja jest niczym innym jak drugą księgą pierwszego tomu, obawiałam się, że poziom książki będzie taki sam. Myliłam się na szczęście – widać tu pewien postęp, co niesie nadzieję, że każda kolejna książka będzie lepsza.
Akcja dzieje się zaraz po wydarzeniach opisanych w księdze pierwszej – nie chciałabym za wiele zdradzić osobom, które nie czytały jeszcze „Tułaczki śladami konania”, więc napiszę tylko tyle, że zmienił się cel Rhezusa - nim zginie, musi się zająć paroma sprawami i osobami, w tym Pytią, szaloną wyrocznią, która już nieraz zasłużyła na śmierć. Tak jak w poprzedniej części, nie tylko Rhezus jest narratorem (i bohaterem) wszystkich rozdziałów – w części z nich autorka oddaje głos Naservie, kochankowi Pytii, czy Maximilianowi Ozyshowi, egzorcyście. Są to głównie wspomnienia owych osób, co stanowiłoby świetne historie postaci do RPG-a, ale w książce wydają się być umieszczone nieco na siłę – choć z drugiej strony pozwalają lepiej poznać towarzyszów i wrogów Rhezusa, sprawiając, że przestają być płaskimi postaciami, zyskują nieco ciała. Część z nich zmieniła się – na przykład Agresja, która nie jest już tą samą demonicą, czy sam Rhezus, który nieco dojrzał i stał się bardziej konsekwentny w działaniu.
Akcja biegnie tu równie szybko co w części pierwszej, a ilość wylewanej krwi jest jeszcze większa (co pasuje do imienia głównego bohatera*). Językowo „Rhezus” stoi na nieco tylko wyższym poziomie niż poprzednia księga, dialogi w dalszym ciągu są dość drewniane, a opisy myśli i przeżyć bohaterów trącą banałem lub wynurzeniami cierpiącej nastolatki piszącej bloga. Za to autorka potrafi plastycznie oddać wygląd i atmosferę miejsc, w których toczy się akcja, a także sprawnie opisać jej przebieg, nie nużąc czytelnika.
Okładka jest bardzo ładna, utrzymana w stylu pierwszej, co się bardzo chwali – konsekwentna szata graficzna sprawia, że książki ładnie prezentują się na półce. Korekta została wykonana porządnie, nie udało mi się wyłapać żadnego błędu (inna sprawa, że specjalnie nie szukałam). Czcionka jest duża, wyraźna, nie męczy oczu.
Drugą księgę „Rhezusa” czyta się szybko, a jeśli nie nastawia się przed lekturą na intelektualny wysiłek lub smakowanie języka, również przyjemnie. Przyjemność tę można porównać do oglądania filmów w rodzaju „300” – dużo się dzieje, krew się leje strumieniami, walki są - to co z tego, że dialogi nie powalają czy że film nie skłania do głębszych refleksji. Swoją rolę – czytadła – spełnia Rhezus doskonale. Nie każda książka musi przecież być wybitna. Po kolejne części sięgnę z zaciekawieniem – interesują mnie przyszłe losy Rhezusa oraz to, jak Róża Jakobsze będzie się dalej rozwijać.
Gosia "Firewarrior" Stopińska
dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów.

Tytuł: Rhezus, t.1, ks.2
Cykl: Legenda Cierniowych Tatuaży
Autor: Róża Jakobsze
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: czerwiec 2010 r.
ISBN-13: 978-83-7574-139-1
Wymiary: 125 x 195
Liczba stron: 288
Oprawa: miękka
Seria: Asy polskiej fantastyki
Cena: 29,99 zł
____________________________________
* http://pl.wikipedia.org/wiki/Rezus - to od tych małpeczek pochodzi nazwa czynnika Rh we krwi :)
























































Widzę, że generalnie miałyśmy
Lorelay, nie., 22/08/2010 - 19:12Widzę, że generalnie miałyśmy podobne spostrzeżenia (recenzowałam tę książkę kilka dni temu).
Z jednym natomiast się absolutnie nie zgadzam:
"(...)dialogi w dalszym ciągu są dość drewniane, a opisy myśli i przeżyć bohaterów trącą banałem lub wynurzeniami cierpiącej nastolatki piszącej bloga."
Widziałam to wyraźnie w pierwszym tomie, natomiast w drugim obserwuję ogromny postęp. Owszem, myśli i przeżycia bohaterów nie są jakimś szczytem psychologicznej psychodelii. Ale w zasadzie czemu miałyby być? Mnie poruszają, nie płakałam nad książką, ale byłam momentami poruszona tymi nieskomplikowanymi, ludzkimi i prostymi emocjami. I nie kojarzyły mi się zupełnie z blogiem cierpiącej nastolatki - jeśli bohaterowie cierpieli mieli do tego realne podstawy, nie widzę więc powodu, żeby mieliby nie cierpieć. Ta książka ogólnie ma taką a nie inną specyfikę i jednym ona po prostu odpowiada mniej lub bardziej, a innych razi. Moim zdaniem to nie jest błąd ani niedociągnięcie tylko zwykły degustibus.
A drewniane dialogi? Albo zupełnie nie zwróciłam na nie uwagi, albo przesadzasz ;) Jasne, że nie mistrzostwo świata, ale od razu drewniane? Jak dla mnie zupełnie przeciętne. Wypowiedzi humorystyczne natomiast zwykle potrafiły mnie tu rozbawić. Nie czułam tego drewna...
Ale jako rzekłam... może i kwestia degustibusa...
Nie wiem, trąciły mi
Firewarrior, nie., 22/08/2010 - 19:26Nie wiem, trąciły mi sztucznością i tyle :) Może po prostu ostatnio czytam inne książki i dla mnie ta "przeciętność" znaczy obecnie coś innego, a poprzeczka jest troszkę wyżej? Chociaż z książek fantasy pożarłam ostatniego Ćwieka i tam dialogi były o wiele lepsze, bardziej wyraziste i prawdziwe niż u Jakobsze.
A z emonastolatkoblogowością to nie chodziło mi o realność/nierealność cierpienia, a o egzaltowaną stylistykę w wyrażaniu go.
"Chociaż z książek fantasy
Lorelay, nie., 22/08/2010 - 20:08"Chociaż z książek fantasy pożarłam ostatniego Ćwieka i tam dialogi były o wiele lepsze, bardziej wyraziste i prawdziwe niż u Jakobsze. "
Zależy którego Ćwieka konkretnie. Tak, tak, wiem, że Jakuba, ale którą książkę? Bo to w tym przypadku dość istotne moim zdaniem ;P
Lori, no jak to, jakiego -
tess, nie., 22/08/2010 - 22:16Lori, no jak to, jakiego - ostatniego :P Ostatni Ćwiek to Krzyż, nie?
Tak właśnie :D Wiem, że moje
Firewarrior, nie., 22/08/2010 - 22:21Tak właśnie :D Wiem, że moje określenie zabrzmiało kanibalistycznie, ale nie mogłam się powstrzymać ;)
Cholera, coś mam dzisiaj z
Lorelay, nie., 22/08/2010 - 23:20Cholera, coś mam dzisiaj z oczami... Ja przeczytałam "pożarłam ostatnio Ćwieka" zamiast "ostatniego Ćwieka" :P
chyba zacznę czytać blogi
Nerwen, wt., 02/11/2010 - 12:55chyba zacznę czytać blogi emo-nastolatek
;)