Lśnienie, nr 1/2009
Od czasu zniknięcia z rynku „Czachopisma”, fani szeroko pojętej grozy byli bardzo dyskryminowani przez rynek czasopism. To uczucie łagodziło co prawda istnienie „Grabarza Polskiego”, ale wiadomo przecież, że czym innym jest PDF, a czym innym – trzymanie w rękach własnego, papierowego egzemplarza, pachnącego jeszcze farbą drukarską czy też krwią ofiar gniewu naczelnego… Dlatego też z wielką radością przeczytałam informację o ukazaniu się „Lśnienia” – nowego magazynu grozy. Nazwisko redaktora naczelnego – Łukasza Śmigla – sugerowało, że pismo nie powinno przynieść zawodu… Oczywiście, musiałam sprawdzić to osobiście.
Pierwszy kontakt ze „Lśnieniem” był sympatyczny – okładka umiejętnie łączyła w sobie makabryczny obrazek z dość spokojną szatą graficzną, duża i prosta winieta rzucała się w oczy, czerwone „plamy” jednoznacznie wskazywały na klimat. Egzamin z pierwszego wrażenia zdany, no ale nie oceniajmy po okładce…

Pierwszy numer „Lśnienia” liczył sobie 82 strony, z których 42 były kolorowe. Muszę przyznać, że bardzo spodobało mi się takie „łączone” rozwiązanie – w zależności od nastroju mogłam wybrać teksty krzyczące grafiką lub spokojne, czarno-białe. Graficznie magazyn stoi na wysokim poziomie. Część kolorowa pełna jest zdjęć, często makabrycznych, umiejętnie ilustrujących artykuły, część czarno-białą ozdobiły subtelniejsze grafiki, budujące klimat. Dodatkowo całość została zgrabnie złożona, czcionki pasowały do artykułów, nie gryząc się ze sobą nawzajem (jedynym wyjątkiem była strona z recenzjami – tam raziły mnie niedopasowane podpisy z danymi recenzowanych produktów). Korekta także stanęła na wysokim poziomie – literówek niemal nie było. Ciekawostką są reklamy – które w piśmie oczywiście musiały się pojawić – w większości wyglądają na dopasowane graficznie do całości pisma. No i na szczęście dotyczą tylko tematyki pokrewnej pismu, dzięki czemu stają się jego integralną częścią, zamiast wywoływać grymas niechęci u czytelnika.
Zawartość pisma była dość zróżnicowana, co oczywiście także liczy się na plus. W klimat pisma wprowadził już wstępniak (ozdobiony zdjęciem naczelnego z nożem), który na szczęście nie skupił się na powtarzaniu tego, co w piśmie czy rzucaniu sloganów. A co zawarło w sobie „Lśnienie” oprócz wstępniaka? Nie zabrakło artykułów dla miłośników gore, opowiadań, wspomnianych już recenzji, felietonów, a nawet komiksu. Ponieważ pierwszy numer pisma zasługuje na szczegółowe „przemielenie”, pokrótce przedstawię całość zawartości.
Na pierwszy rzut poszły teksty o sprawach mało apetycznych – przegląd najbardziej makabrycznych tortur kina gatunku torture porn i wyjaśnianie fenomenu „Piły”. Oba zaciekawiły, choć specjalnie nie zagłębiły się w temat – co nie przeszkadzało przy „złotej dziesiątce”, ale raziło już trochę w tekście o jednym filmowym tytule. „Tępa Piła” bardziej nakreśliła temat, niż zagłębiła się w fenomen – maniak serii nie dowiedziałby się z niej nic nowego, ale że maniakiem nie jestem, artykuł nie zrobił na mnie negatywnego wrażenia. Sięgając jednak w przyszłość (czyli kilkanaście kartek do przodu) wspomnę już teraz, że „Piły” w tym numerze było trochę za dużo. Pojawiła się w zestawieniu, był tekst tylko o niej, a jeszcze powróci. Z jednej strony – dobre na start, by przyciągnąć czytelników chwytliwym tematem. Z drugiej – dało się odczuć nieco przesytu. Nieco, ponieważ artykuły patrzyły na „Piłę” z różnych perspektyw – na szczęście.
Kolejne teksty skupiły się na muzyce – grozie zawartej w twórczości The Cure oraz w scenicznych show muzyków. Pierwszy tekst napisany został bardzo zgrabnie, zebrał ciekawe fakty, przybliżył twórczość The Cure, umiejętnie rozłożył akcenty. Wciąż pojawiało się jednak u mnie pytanie – czemu akurat The Cure, a nie jakikolwiek inny, bardziej kojarzący się z horrorem zespół? Na to pytanie próbował odpowiedzieć już autor artykułu, moim zdaniem, niestety, niewyczerpująco. „Sceniczne show w stylu grozy” skupiły za to w sobie wiele ważnych momentów i ciekawostek, jednak urwały się, nie zaspakajając mojej ciekawości. Pod tekstem znalazłam obietnicę ciągu dalszego – z pewnością po niego sięgnę.
I znów przyjrzę się dwójce tekstów – tym razem w tematyce komputerowej. Mimo iż dziedzina nie moja, z zainteresowaniem przeczytałam także o tym obliczu horroru. Pierwszy z tekstów skupił się na zombie w grach komputerowych, drugi – na „eGRAnizacjach” m.in. „Frankensteina”czy losów Kuby Rozpruwacza. Oba zaliczyłam pismu na plus.
Porzucając konwencję dwójkową, wspomnę, że bardzo przypadł mi do gustu artykuł „Metamorfozy Grozy”, czyli pomysł na horrorowy makijaż. W tym numerze charakteryzatorka stworzyła postać z „Piły”, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
Na kolejnych trzech stronach znalazłam mini-recenzje – każda na pół strony. Dużym plusem było to, że nie skupiły się na jednej dziedzinie twórczości (muzyka, film, komiks), minusem – pobieżność, wymuszona formą. Po sąsiedzku z recenzjami „Lśnienie poleca”, czyli zajawki czterech książek, przepracowano więc najpopularniejsze formy obcowania z grozą.
W „Lśnieniu” nie zabrakło miejsca dla komiksu – cztery strony zajęła utrzymana w zimnej tonacji opowieść obrazkowa. Na pierwszy rzut oka – wykonana poprawnie, jednak nie wciągnęła mnie, z prostego powodu – nie przepadam za komiksami. Nie wykluczam, że dla miłośnika tej formy mogło być ciekawie.
Kolorową część pisma zamyka tekst o Kubie Rozpruwaczu, oddzielający fakty od mitów. Obecność tego typu tekstów w magazynie szczególnie mnie cieszy – jeśli szukam opowiadania, sięgam po antologię, recenzje czytuję zwykle w Internecie, dlatego po pismach oczekuję przede wszystkim publicystyki. Tekst sam w sobie był da mnie ciekawy, choć ukłuło mnie w oczy zdanie: „Zainteresowanych odsyłam do literatury przedmiotu”. Oczywiście rozumiem, że trzy strony to o wiele za mało na satysfakcjonujące zmierzenie się z tym tematem, ale skoro pojawia się „odesłanie”, przydałaby się też, choćby skrótowa bibliografia, do której zainteresowani mogliby sięgnąć. Tej niestety zabrakło.
Pojawiła się natomiast w tekście kolejnym: „Co straszy w Japonii?” – tytuł artykułu mówi sam za siebie, ja dodam od siebie, że czytało się przyjemnie, a minimalistyczna grafika na pierwszej stronie tekstu bardzo przypadła mi do gustu.
Kolejne strony to zdecydowanie największa perełka numeru – Łukasz Śmigiel zapytał dziewięciu polskich pisarzy grozy, jak wyobrażają sobie swój pogrzeb, a ci udzielili odpowiedzi tak interesujących, że nie mogłam się oprzeć, by nie czytać urywków na głos znajomym. Twórcom gratuluję pomysłu, odpytywanym – wyobraźni. Szczerze liczę na ciąg dalszy w kolejnych numerach.
Stroną literacką „Lśnienia” zajęli się w tym numerze Kazimierz Kyrcz Jr i Jakub Małecki. Pierwszy zaprezentował, bezbłędne moim zdaniem, miniatury, drugi nieco dłuższą „Opowieść o złodzieju liter”, która, choć opierała się na bardzo ciekawym koncepcie, jakoś nie trafiła w mój gust. Ale jak już wspomniałam – nie dla opowiadań sięgam po czasopisma, zresztą oznajmienie, że tekst był słaby, byłoby grubą przesadą.
Fakty i mity o Kubie Rozpruwaczu nie były jedynymi – przyszedł też czas na wiadomości o kotach. Autorka tekstu zgrabnie połączyła legendy i przekazy z cytatami klasyków, kreśląc ciekawy obraz kociego życia. Jako fanka kotów – czuję się zadowolona. A po tych fascynujących zwierzakach nastąpił powrót do tematyki komputerowej – tym razem na tapetę poszły gry o nawiedzonych domach. Jak zapowiedział nagłówek – to dopiero pierwsza część cyklu, wystarczająco interesująca, bym chciała przeczytać kolejne.
Kolejnym smaczkiem okazał się wywiad z polskim egzorcystą. Bez filmowych fajerwerków, za to z odsłonięciem faktów o tej nietypowej funkcji i opowieścią popartą osobistym doświadczeniem. Jeszcze jeden tekst, za pomysł na który twórcom „Lśnienia” należy się medal, uzupełniony krótkim tekstem o postaci egzorcysty w naszej kulturze.
W piśmie zagościł też tekst popularno-naukowy, pierwsza część cyklu „Seryjni mordercy”, zatytułowana „Zbrodnicza płeć”. Od nakreślenia tego, kim jest seryjny morderca, aż po spacer po częściach mózgu, prześledziłam różnice między płciami i wiadomości, dlaczego mężczyźni są bardziej podatni na popełnianie zbrodni. Tekst może nie wywołał dreszczy emocji ani rumieńców, ale nie taka była jego funkcja. Przedstawił całkiem interesujące fakty, mam nadzieję, że kontynuacja utrzyma poziom.
Na zakończenie, jak to w magazynach bywa, dostałam felietony. „Giallo. Jak oni pięknie zabijają!” przybliżający ten, dość mało znany, gatunek filmowy oraz „Wszystkie dzieci nasze są” Łukasza Orbitowskiego, o horrorach z udziałem małoletnich bestyjek. Pierwszy nie wywarł na mnie większego wrażenia, ani negatywnego, ani pozytywnego, ot, przeczytałam go, traktując dość informacyjnie. Drugiego – z racji osoby autora – chyba nie trzeba przedstawiać? Mocne i zabawne zamknięcie numeru. W sam raz, żeby zacząć odliczanie do premiery drugiego…
Słowem podsumowania: w „Lśnieniu” nie było słabego tekstu. Część trzymała bardzo wysoki poziom, niektóre miały braki, ale każdy z pewnością odnajdzie swój target. A że pismo kierowane jest do szerszej grupy osób niż jeden czytelnik – dobrze, że podejmuje (w obrębie grozy, oczywiście) różnorodną tematykę w zróżnicowanych formach. Graficznie i treściowo zaczęło istnienie na rynku mocnym akcentem – ma więc szansę na stabilną pozycję. I dobrze.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawcom i redakcji magazynu „Lśnienie”.




















































Tak ciekawie zapowiadająca
Firewarrior, wt., 08/12/2009 - 14:40Tak ciekawie zapowiadająca się gazeta, a ja jeszcze jej nie mam? Trzeba nadrobić :D
Hmmm... a ja w ogóle nie mogę
Lorelay, wt., 08/12/2009 - 17:40Hmmm... a ja w ogóle nie mogę tego znaleźć w sklepach :/
ja też :(
Firewarrior, wt., 08/12/2009 - 17:59ja też :(
Lśnienia było całkiem sporo w
Vivaldi, wt., 08/12/2009 - 18:24Lśnienia było całkiem sporo w krakowskim empiku... może jeszcze jest...
Jakbym nadal mieszkała w
Lorelay, wt., 08/12/2009 - 19:03Jakbym nadal mieszkała w Krakowie to może bym się z tego ucieszyła. W Gdyni natomiast nie bardzo...
Jeśli się nie mylę, to
tess, wt., 08/12/2009 - 20:55Jeśli się nie mylę, to Lśnienie można zamówić na stronie.
więc będę zmuszona już
Lorelay, wt., 08/12/2009 - 23:04więc będę zmuszona już wszystko kupować wysyłkowo :P