Logowanie
Nowe wątki
- Rafineria 2012: 100% czystego Tornado - konwent postapo
- Pyrkon 2012
- Elyanne
- Klucz do fantastyki
- Czego baliście się w dzieciństwie?
- Filmy Fantasy
- Paranormal romance - dlaczego wszyscy najeżdżają?
- Fanfik - dobre to czy złe?
- Tydzień Wampirów
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - dyskusje
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Kveldurf "Smokobójca"
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Yngvar
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Asbjorn
- Ragnarok PBF (www.ragnarok.wxv.pl)
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego
- Runy i Wyrd
- Copernicon 2011!
- Parodie
- Pierwszy rozdział mojej książki proszę o opinie.
- Falkon 2011 - bogowie przyjęli wyzwanie!
Obecnie dostępni są:
O skały ziemi gallenowskiej rozbijało się rozszalałe morze. Przebijające się z trudem przez chmury promienie słońca rozświetliły sylwetkę mężczyzny siedzącego na koniu, nadając postaciom poświatę w kolorze umbry. Mężczyzna wpatrywał się w rozgniewany błękit. Zdążę przed zmierzchem- pomyślał.
- Ruszajmy Direno.- poklepał konia po czarnej błyszczącej szyi, po czym ruszyli wzdłuż urwiska drogą wiodącą do Kaburii.
Było już szaro, gdy wjechali do stolicy. Mężczyzna na koniu rozglądał się spokojnie w poszukiwaniu karczmy osławionej nazwą „Pod okiem Sokoła”. Przechodnie od razu zwracali na niego uwagę. Wszyscy wpatrzeni byli w konia, który podkuty był bogato zdobionymi, złotymi podkowami. Jeździec okryty ciemną szatą nie wyglądał na tutejszego. Wszędzie, gdzie się pojawił, słyszał szepty dotyczące swojej osoby. Nie był tym zachwycony, ale starał się nie zwracać na to uwagi. Postanowił skupić się na odnalezieniu karczmy, o której wiedział tylko tyle, że stoi przy starym dębie.
- Panie zaczekaj!- dał się słyszeć głos w oddali. Mężczyzna dosiadający Direno obejrzał się. Na środku ulicy stał starzec. Podpierał się laską zrobioną z drewna. Była rzeźbiona, a wzory na niej były niemalże dościgające kunsztem rzeźbiarzy z Ogrodów Dałowych, gdzie uczą się najlepsi artyści na Asderze Wschodniej.
- Czego chcecie starcze?
- Jestem ślepy, ale czy dosiadasz Panie konia o złotych podkowach?
To zainteresowało jeźdźca. Zatrzymał się. Chwilę się wahał, ale jednak zdecydował się zbliżyć do mężczyzny. Ślepy i jako jedyny zapytał o złote podkowy- zaśmiał się ironicznie w duchu.
- Tak, dosiadam konia o złotych podkowach. A skąd to wiecie, skoro wzroku nie macie?
- Mam słuch, Panie, a ten mnie nie zawiódł jeszcze nigdy. Ich dźwięk roznosi się po kamieniu ulicy inaczej, niż te, które słyszałem do tej pory...- tutejszy przerwał na chwilę, po czym zapytał: Szukacie go prawda?- starzec zrobił krok do przodu i otworzył oczy, jak by chciał coś zobaczyć.
- Starcze skąd o tym wiesz?- zapytał wyraźnie zainteresowany.
- Panie, legendy o tobie i Direno o złotych podkowach krążą od Gallenos po Linferth! Historie twych mężnych czynów przemierzyły wszystkie lądy, a wieści o twym pragnieniu zemsty przeszywają zgrozą nie tylko nas ludzi, ale i elfy, krasnoludy, syreny i mieszkańców wysp Kanran- Sannaar. Panie, jeśli jest coś w czym mogę pomóc...- przerwał. Zorientował się, że nie są już sami. Tłum gapiów powiększał się z każdą chwilą.
- Nie interesuje mnie to, co o mnie mówią. Szukam jedynie sprawiedliwości.- zamilkł i rozejrzał się. Wziął głębszy wdech- Czy ktoś z was wie, gdzie jest karczma „Pod okiem Sokoła”?
Długo nie uzyskał odpowiedzi. Patrzył błędnym wzrokiem i czekał. Ludność zaczęła się rozchodzić bardzo szybko. Podążając w swoim kierunku czasem odwracali się i spoglądali na jeźdźca z przerażeniem. Mężczyzna w końcu poklepał konia po grzywie i ruszył w głąb uliczki.
- Panie zaczekaj!- usłyszał głos ślepca.- Dlaczego chcesz tam jechać? To straszne miejsce, mówią, że jest przedsionkiem piekła! Tylko ci, którzy posiadają jakąś moc mogą przekroczyć próg tego naznaczonego przekleństwem miejsca!- przestrzegał staruszek z laską.
- Potrzebuję porady, której może udzielić jedynie Iduana.
- To zła kobieta mój Panie. Mówią o niej, że wygląda jak jakieś widmo, czy straszydło! Nikt nie przeżył z nią spotkania!- zapewniał.
- Doprawdy? To skąd te wyobrażenia i plotki dotyczące jej osoby?- zadrwił rycerz.
Starzec na dźwięk imienia upadł na ziemię i zakrył się rękoma. Jego rzeźbiona podpora towarzyszyła mu w tajemniczym ukłonie. Zachowanie to wzbudziło ciekawość w czarnym jeźdźcu. Dlaczego tak się zachował, pomyślał, czyżby ta kobieta była aż tak straszna?
- Starcze powstań. Nie lękaj się.
- O, Panie, to straszna kobieta! Opętana przez złe moce! Nie ufaj jej żadnemu słowu, bo przepełnione jest ono żądzą władzy!- starzec wypowiadając te słowa krzyczał, machał rękami.
- Dlaczego tak sądzisz? Czy coś uczyniła w swym życiu, co by tak ją źle osławiło?
- O, Panie, wszyscy wiedzą, że cokolwiek złego się dzieje na ziemiach państwa naszego to jej zasługa. Nikt nie ma wątpliwości.
- A czy masz dowody starcze?
Staruszek zamilkł. Z jego ust nie padło żadne słowo przez dłuższą chwilę.
- Nikomu nie jest dane wypowiedzenie miejsca położenia karczmy. Nikomu w tymże języku… ale można tego dokonać w innym.
- Dlaczego?
- Każdego czeka kara za wskazanie miejsca, gdzie siedziba zła się znajduje. Każdego i jego rodzinę, aż do trzeciej krwi.- mówił z przerażeniem mężczyzna.
- Czy ty znasz ten inny język starcze?
- Panie, znam go. Ale ty nie jesteś w stanie pojąć znaczenia mych słów… Ty nie jesteś w stanie pojąć ich znaczenia…
Uniósł głowę, jakby patrzył w niebo. Nagle zaczął drżeć. Tajemniczy człowiek dosiadający czarnego wierzchowca widział wyraźnie, jak ślepiec otworzył usta, rozłożył ręce, a jego oczy zrobiły się czerwone. Jego twarz i ręce rozświetliło złociste i czerwone światło. Jego czoło oraz nadgarstki pokryły się znakami- trzy oddzielne trójkąty z zaokrągleniem, skierowane ostrzem ku dołowi. Ciekła z nich krew koloru bordowego...
- Arathada ma na ta ka...- powiedział cicho.- Arathada ma na ta ka- powiedział głośniej i wziął głęboki wdech.- Arathada ma na ta ka, arathada ma na ta ka, arathada ma na ta ka...- krzyczał i pokazywał laską na mężczyznę dosiadającego wierzchowca.
Oczy Direno błyszczały. Napływał do nich blask wydobywający się z ran ślepca. Koń parsknął, obrócił się dookoła trzy razy i popędził wzdłuż uliczki. Ślepiec leżał na bruku i ciężko oddychał. Próbował się podnieść, ale nie dał rady. Jeździec zdążył się odwrócić i spojrzeć na leżącego zanim koń skręcił w kolejną alejkę. „Mowa Milczących”- pomyślał rycerz. Mowa, którą uczą jedynie na świętych wyspach! Kim był ten starzec?
- Prowadź Direno, skoroś zrozumiał jego słowa. Ufam ci!
Koń parsknął, blask w jego oczach nie zmalał. Pędził jak w transie. Mijał sieci ulic, aż dotarł w końcu na strefę, gdzie nie było w pobliżu żadnej chaty. Direno zwolnił a jego oczy powoli stawały się czarne. Mężczyzna zsiadł z konia. Złapał za uzdę i powoli prowadził przyjaciela w kierunku budynku, mieszczącego się przy wielkim, rozłożystym drzewie, tuż przy murze obronnym miasta. Przybysza zadziwił jedynie fakt, iż gospoda stała we wnęce muru. Dlaczego nie odbudują tej dziury- dziwił się zbliżając do chaty.
- Panie, wezmę konia i napoję go- usłyszał głos. Rozejrzał się i dostrzegł karzełka, który biegł w jego stronę.
- Czy to jest…- urwał rycerz, który odziany był w czarne szaty ze złotymi obwolutami.
- Tak Panie, to karczma, której szukasz.- uprzedził jego pytanie chłopiec.
- Dobrze więc. Weź mojego przyjaciela i zaopiekuj się nim.
- Tak Panie.
- Direno idź z nim. Spotkamy się później.- mężczyzna pogładził wierzchowca i oddał go pod opiekę miejscowemu.
- Tak, to tu.- odezwał się głos wydobywający się z głębi wejścia do karczmy.- Nie zachodź nawet w głowę, jak to możliwe, że mówię to, o czym myślisz.
- W takim razie nie będę.
Z drzwi wyłoniła się postać kobiety, której blask włosów sprawił, iż czarny rycerz zmuszony był przymknąć powieki. Zasłonił się ręką i zapytać, gdzie znajdzie Iduanę. Kobieta uśmiechnęła się. W ręku trzymała garść czerwonych poziomek. Jadła jedną za drugą, obserwowała jednak „nowego”.
– Moje włosy rażą w oczy prawda?- spytała, choć odpowiedź była oczywista.- Jeśli ty zdejmiesz kaptur, ja go nałożę i każde z nas będzie zadowolone. Co ty na to?- zaproponowała.
– Niech i tak będzie.
Przyjezdny zdjął powoli nakrucie głowy, a kobieta z poziomkami założyła je. Blask ustał. Teraz dziwna postać w wejściu mogła dokładniej się przyjżeć mężczyźnie, który jak wyczuła, nie posiadał żadnej mocy. Miał czarne długie włosy, przewiązane czerwoną wstążką; błękitne oczy, prosty zgrabny nos, wąskie usta i ostre rysy twarzy. Uwagę zwracała szrama na lewym policzku. To on- stwierdziła w myślach. Zjadła ostatnią poziomkę, po czym podeszła do jeźdźca.
– Proszę, proszę. Jukon Weronard we własnej osobie.- okrążyła go powoli- masz piękny miecz- stwierdziła z aluzyjnym uśmiechem.
– Skoro wiesz, jak się nazywam, to zapewne wiesz, czego tu szukam?- spytał.
– Teraz już tak. Weź to- złotowłosa podała mężczyźnie mały zwój- jeśli ktokolwiek, kto nie posiada mocy rzecz jansa, chce wejść do karczmy Iduany, musi mieć rekomendację. To jest właśnie takie poświadczenie, że jesteś godzien zaufania.- wyjaśniła.
– Czemu zawdzięczam taki przypływ dobroci?- zapytał nieufnie.
– Bo historie o zamordowanych bestialsko kobietach i dzielnych, przystojnych wojownikach, którzy próbują się zemścić na mordercy, zawsze mnie wzruszały. Poza tym z Heondem mam stare sprawy, które chciałabym wyrównać. Taka mała sprzeczka.
Kobieta o słonecznym blasku podążyła w stronę drzewa. Spojrzała raz jeszcze na Jukona i weszła w korę dębu. Mężczyzna nie mógł opanować zdziwienia. Po chwili osłupienia powrócił jednak do pierwotnej myśli i udał się w stronę wejścia.
W progu siedział czarny kot połyskujący chabrowym odcieniem. Spojrzał na przyjezdnego i zapytał, czy ma przepustkę. Czarnowłosy mężczyzna zawahał się, czy aby zwierzę jest odpowiednią „osobą”, która może sprawdzać jego wiarygodność, jednak podał zwój strażnikowi.
– Ślepyś, czy jak? Przecież nie mam rąk!- zaharczał- Rozwiń to cholerstwo!- ponaglał.
– Przepraszam, nie sądziłem, że to…
– Dureń.- skwitował
Podczas rozwijania zaświadczenia, pojawiały się kolejne złote litery, których Weronard nie potrafił rozszyfrować. Jednak wszystko musiało być w porządku, bo kocur zanurzył łapę w czerwonym proszku i odbił swoją łapę na pergaminie. Mężczyzna mógł wejść.
„Bezmagiczny” rozglądał się długo po wnętrzu izby. Większość gości była pijana, niektórzy z nich krzyczeli, inni śmiali się, jeszcze inni spali z kuflami w dłoni. Jak w normalnej karczmie pomyślał zbliżając się do lady. Zanim zapytał o cokolwiek, przyglądał się przez chwilę rudowłosej dziewczynie przecierającej blat. Jej delikatne ruchy przyciągnęły jego spojrzenie. Nie mógł się uwolnić od pragnienia patrzenia na nią.
– Podać coś?- zagadnęła go przyjaźnie.
– Nie… To znaczy tak… Albo nie- miotał się.
– Może coś polecę, będzie ci łatwiej?
– Szukam Iduany- powiedział szybko.
– O, tego tak szybko się nie dostaje. A o co chodzi konkretnie?
– To sprawa osobista i wolałbym ją omówić z nią, a nie z tobą. Bez urazy.
– Jasne. Myślisz tak jak wszyscy ludzie. Jak trzyma w ręku szmatę, to jej zakres obowiązków nie wykracza poza nią.- stwierdziła.
– To nie tak, tylko ja potrzebuję jej pomocy!
– Idź przed chatę. I żadnych „ale”.
Czarnowłosy odszedł niepewnym krokiem w stronę, gdzie chwilę temu mijał czarnego strażnika. Minął go, skinął głową na pożegnanie i udał się w miejsce, gdzie rozmawiał ze dziewczyną o lśniących włosach.
Stał w bezruchu, a jego umysł przepełniały różne myśli. Nie mógł się doczekać, kiedy ujrzy wreszcie właścicielkę tego dziwnego przybytku. Nagle usłyszał „jestem”. Odwrócił się i ujrzał przed sobą tę samą rudowłosą, która kazała mu tu przyjść. Żarty, czy co?- pomyślał.
– To nie żarty. Wiem, po co tu przyszedłeś.- stwierdziła patrząc mu głęboko w oczy.
– Czy wy wszyscy czytacie w myślach?
– Nie, ale większość.- wyjaśniła, zaspokajając tym samym jego ciekawość.
– Ty jesteś Iduana?- w jego głosie wyczuwalna była niepewność i zdziwienie.
– Tak, to ja. Zaskoczony, jak widzę. Niewielu ludzi porywa się na przyjazd tutaj. Zazwyczaj mają zamiar nas posłać do Vassdahu.- stwierdziła z ironią.
– Ale im się nie udaje, jak mniemam?
– Zgadza się. Ale skończmy z tymi grzecznościami. Powiem ci, gdzie go szukać, w zamian za…- zastanawiała się, a Jukon patrzył na nią z niepokojem.- Kochałeś ją. Czuję to bardzo wyraźnie. Powiedz mi, czy twoja zemsta nadal jest chęcią pomszczenia ukochanej, czy jest to już tylko strach przed normalnym życiem i strachem, że nikogo nie pokochasz tak, jak jej?
– Nikogo nie pokocham już nigdy, przysięgam!- wykrzyczał- Powiedz mi, gdzie go znajdę, a zrobię wszystko!- zapewnił
– Chcę tego, na czym ci teraz najbardziej zależy, z rzeczy materialnych oczywiście.
Weronard długo milczał i zastanawiał się, co ma dla niego najwyższą wartość. Nie mógł niczego znaleźć. Pustka go ogarniała, jednak przez ułamek sekundy przebiło się coś, co rudowłosa wychwyciła. Kazała mu to oddać natychmiast. Mężczyzna z trudem sięgnął po czerwoną wstążkę, która zapleciona była w jego włosy. Była ostatnią pamiątką po Zoar, ostatnim elementem spajającym ich ze sobą. Reszta nie miała dla niego takiego znaczenia. Nawet Direno, bo kupił go już po śmierci ukochanej, by móc odszukać mordercę. Z wielkim bólem Jukon podał kobiecie kawałek materiału. Właścicielka karczmy przyjęła dar i wskazała na dziurę w murze.
– Ten, którego szukasz jest po drugiej stronie muru, nie daleko Qsry. Prowadzi tam kampanię w imieniu…- urwała- … wiesz kogo.- potem sięgnęła ręką do dekoltu i wyciągnęła coś, wypowiedziała kilka słów i podała przybyszowi- W środku jest pył, który wskazuje drogę do Heonda. Uważaj, bo możesz z niego skorzystać tylko pięć razy. Ścieżka, którą wyznacza, utrzymuje się w powietrzu tylko trzy dni, więc spiesz się. Wykorzystaj go mądrze.
Jukon podziękował, choć nadal bolało go, że stracił jedyną pamiątkę po ukochanej. Na horyzoncie pojawił się karzełek z Direno u boku. Jeździec wskoczył na grzbiet przyjaciela, sypnął pyłem przed siebie i pogalopował.
-

- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- 240 odsłon

w tytule miało być oDszukać, a nie OSZUKAĆ... drobna pomyłka...
Chyba możesz to wyedytować.
"Musi być znacznie gorzej, zanim może być lepiej"
"Musi być znacznie gorzej, zanim może być lepiej"
Wyedytowane :)
"Klękajcie narody, oto Wielki_i_Mroczny ukazał swe oblicze! Niech będzie pochwalony Wielki Imperator! Za Imperium! Na pohybel Jedi!"
________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...
dzięki wielkie!!:)
Mogę się mylić, ale chyba przeoczone są dwa słowa kluczowe.
A tak jeszcze ode mnie: interpunkcja do poprawy i brakuje mi tu magii w magii.
---
Jeżeli szczęście jest przeszkodą dla zbawienia
To osądzi mnie bezduszna wieczna noc
---
"Nie biorę narkotyków – sam jestem narkotykiem."
"Skromność właściwie nie jest moją specjalnością."
/Salvador Dali/
dzięki za wskazówki :) sprawdzę. to mój debiut pisarski w tym stylu, więc proszę o wyrozumiałość...