Logowanie
Nowe wątki
- Rafineria 2012: 100% czystego Tornado - konwent postapo
- Pyrkon 2012
- Elyanne
- Klucz do fantastyki
- Czego baliście się w dzieciństwie?
- Filmy Fantasy
- Paranormal romance - dlaczego wszyscy najeżdżają?
- Fanfik - dobre to czy złe?
- Tydzień Wampirów
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - dyskusje
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Kveldurf "Smokobójca"
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Yngvar
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Asbjorn
- Ragnarok PBF (www.ragnarok.wxv.pl)
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego
- Runy i Wyrd
- Copernicon 2011!
- Parodie
- Pierwszy rozdział mojej książki proszę o opinie.
- Falkon 2011 - bogowie przyjęli wyzwanie!
Obecnie dostępni są:
Od owego pięknego dnia, w którym
to w jednym z zakątków bezkresnej przestrzeni, zakończono
stawianie misternej konstrukcji fundamentów Świata Między
Wymiarami, wszystkim, których stopy kiedykolwiek postały na
tych ziemiach, wiadomo doskonale, kto jest w naszych gościnnych
stronach pierwszy po znamienitej parze Miłościwie Nam Panujących.
Dla tych jednak, do których ta niezmienna i bezsprzeczna
prawda nie zdążyła jeszcze, z niezrozumiałych dla mnie powodów
dotrzeć, łaskawie objaśnię. Najwyższą Władzą, zaraz po Władzy
Absolutnie Najwyższej i Piękniejszej Władzy Prawie Absolutnie
Najwyższej, jestem Ja. Lakoniczne, acz mówiące samo za
siebie, proste słowo Ja, oznacza zaś ni mniej, ni więcej, jak Lady
Saulael Sanaraes Arunhlasen, Oficjalny Rezydent Kraju
Gehaimes (zwanego w niektórych
światach także Głębią, Piekłem czy przez nieżyczliwych
Otchłanią) w jednym z największych Wymiarów Astralnych,
Kronikarz Dworu Gehaimes, a teraz także Świata Między Wymiarami,
Strażniczka Ksiąg, w miłosierdziu swym oszczędzająca wam
wszystkich pozostałych funkcji i przydomków.
Jeśli
w tej chwili łamiesz sobie właśnie język, próbując na
głos przeczytać moje imię i rodowe tytuły, dla ułatwienia możesz
nazywać mnie po prostu Lorelay, bowiem tym imieniem, ponoć
prostszym do wymówienia dla tutejszych bywalców,
posługuję się w obrębie mej obecnej rezydentury. Ja sama nie
widzę wprawdzie w jego brzmieniu nic mniej skomplikowanego, niż w
moim prawdziwym mianie, jednak zdążyłam się już przyzwyczaić,
że w tych rejonach Przestrzeni Międzywymiarowej wszystko jest Inne
przez wielkie I.
Z
pewnością nasuwa ci się zrazu kolejne pytanie. Śmiem podejrzewać,
że brzmi ono nie inaczej, jak „Inne niż...?”. Dlatego też
postanowiłam napisać ten krótki tekst. Tak, zdecydowałam
się jednak choć trochę dokarmić twoją ciekawość. Nie z
wrodzonego miłosierdzia bynajmniej, wiadomym jest bowiem, że jeśli
uchyli się rąbka tajemnicy, w nie do końca doinformowanym narasta
drastycznie przemożna chęć dowiedzenia się całej reszty. Mam
więc ochotę, dla własnej perwersyjnej rozrywki, trochę cię
potorturować.
W
tym miejscu, to w mojej głowie rodzi się pytanie, brutalnie
tendencyjne zresztą. Brzmi ono mianowicie: „ Od czego zacząć?”.
Wiem, większość opowieści należy zaczynać od początku. Ta
jednak zdecydowanie należy do uprzywilejowanej mniejszości. Powód
takiego stanu rzeczy jest banalny. Moja historia, a przynajmniej jej
interesująca cię część, nie posiada czegoś, co można by nazwać
jedynym słusznym i bezsprzecznym początkiem. O mnie, istotach mi
podobnych,moim świecie, jego historii i specyfice wiesz bowiem tak
niewiele, że gdybym zaczęła przedstawiać własną, osobistą
przeszłość, tak jak ona w rzeczywistości wyglądała, po prostu
pogubiłbyś się i niewiele z niej pojął. Jeśli natomiast
rozpoczęłabym próbami przybliżenia ci wszystkich powyższych
kwestii, od momentu powstania mojego rodzinnego świata lub
przynajmniej od chwili własnych narodzin, nie zdążyłabym
skończyć, przed twoją śmiercią.
Ograniczę
się w takim razie do krótkiego objaśnienia podstawowych
zagadnień, któe mogą cię zainteresować. Po części mogą
ci one przybliżyć to, kim jestem, skąd pochodzę i w jaki sposób
pojawiłam się tu, w Świecie Między Wymiarami.
Wyobraź
więc sobie ogromny Wymiar Astralny, zamieszkały pierwotnie przez
kilka zaledwie, spokrewnionych ze sobą Istot, które ty
zapewne nazwałbyś po prostu bogami. Wymiar ów z czasem
rozwinął się i rozrósł do niewyobrażalnych rozmiarów,
Istoty tworzyły i tworzą nadal wciąż nowe Światy i nowe,
zamieszkujące je pośledniejsze istoty. Obecnie znany jest on, pod
rozmaitymi nazwami, w większości cywilizowanych Światów i
Wymiarów, nie boję się nawet użyć sformułowania – został
w wielu z nich osławiony w pieśniach i zapisany pośród
mitów i legend.
Stało
się to za sprawą najmłodszej z Istot, rozkapryszonego chłopca,
którego imię – Bóg – dało początek uniwersalnej
nazwie istot o najwyższym statusie społecznym w swoim Świecie,
podobnych wspomnianym przeze mnie Istotom. On to, dla własnego
kaprysu, a może z doskwierającej samotności i lęku przestrzeni,
rozpoczął rozbudowę mego rodzinnego Wymiaru. Przywołał w tym
celu z próżni, istoty słabsze od samego siebie, do tamtej
pory istniejące gdzieś na granicy niebytu. Było ich wtedy zaledwie
kilkoro – płci męskiej i żeńskiej, a młody Bóg nadał
im formy, których byli pozbawieni. Od tamtej chwili zaczęli
oni egzystencję materialną w postaciach o dumnych postawach i
białych skrzydłach. W czasach o wiele późniejszych swoje
nowe zabawki nazwał Bóg – angelos. Istoty te znane są w
wielu światach, choć w znacznej ich większości jedynie z nazwy,
ponieważ jedynymi, którzy ich w danych rejonach widywali,
byli szaleńcy lub dzieci. Mity podają, iż Bóg stworzył ich
z niczego, względnie z ognia czy też własnego słowa. Każdy mit
ma jednak pełne prawo i przywilej, dodawać do ziarna prawdy, cały
gąszcz fikcji wyssanej z palca jego autora, by głównego
bohatera uczynić bardziej heroicznym i wspanialszym.
Angelos,
w mowie międzywymiarowej zwani aniołami, zamieszkali, a raczej
umieszczeni zostali, w z pozoru idyllicznym Świecie Eden, będącym
ogromnym, lecz otoczonym wysokim, nie możliwym do sforsowania murem,
ogrodem. Wiele czasu upłynąć musiało wprawdzie, zanim sami
zorientowali się, że w ogóle istnieje cokolwiek poza Edenem,
a oni zostali w nim ni mniej, ni więcej, jak uwięzieni. Tak się
jednak stało jeszcze przed moimi narodzinami. Niektórzy z
aniołów od początku nosili w sobie pragnienie wolności, z
którego jednak nie byli w stanie zdać sobie sprawy, gdyż ich
pan skrupulatnie zadbał o własne bezpieczeństwo, pozbawiając ich
wolnej woli. Wychował więc aniołów na urodzonych
niewolników, nie świadomych tego, że kiedykolwiek mogliby
uczynić cokolwiek z własnej woli, nie zaś na jego wyraźne
polecenie. Prawa, które na nich nałożył, były jedynym
wyznacznikiem tego, jak anioł potrafił postępować, a jak
zwyczajnie nie był w stanie.
Znalazło
się jednak, między najstarszymi z aniołów kilku, w których
powoli kiełkować zaczęła niepewność. Dzięki owym wątpliwością
i podświadomemu pragnieniu wolności, węszyli oni po cichu, aż
wreszcie dotarli do prawdy, która nimi wstrząsnęła.
Pierwsze próby tajnych eksperymentów i spisków,
mających na celu odzyskanie woli, na razie knutych ostrożnie, bez
rozgłosu, zakończyły się klęską, a dla niektórych z
uczestników osobistą tragedią. Zarzucili je więc ze strachu
o siebie samych i swych najbliższych. Przynajmniej na razie...
Sytuacja,
którą nakreśliłam, wydaje mi się na tyle jasna dla laika,
iż mogę teraz przejść do kwestii zdecydowanie ważniejszej,
mianowicie własnej osoby.
Aniołom
w Edenie wolno było mnożyć się, rzecz jasna pod ścisłą
kontrolą ich rzekomego stwórcy. Co jakiś czas rodzili się
więc nowi skrzydlaci niewolnicy. Ci od początku posiadali już
formę, która tak jak u innych istot rozwijała się wpierw w
łonie matki, przychodziła na świat, powoli rosła, dojrzewała, by
wreszcie osiągnąć swą pełną postać dorosłego osobnika. Tak
właśnie powstałam również ja. Narodziłam się w Edenie,
jako Saulael Sanaraes, córka jednego z najstarszych i
najpotężniejszych, wydobytych z samej próżni – Saruna
Sanaraes, oraz jego małżonki Annlael.
Dorastałam
jak typowe edeńskie dziecko – mała, nieświadoma istota,
kształtowana na kolejną cząstkę bezwolnej masy. Mimo, iż to mój
własny ojciec był, jak się okazało, jednym z pierwszych
spiskowców, którzy odkryli prawdę o sobie, ja nie
miałam jej nigdy poznać, podobnie jak reszta jego rodzonych dzieci.
Ci z najstarszych, którzy pozostali jeszcze, po ostatnich
cichych próbach, knuli bowiem znów, nie mieli jednak
żadnej pewności, że kolejny plan, o wiele bardziej radykalny, nie
okaże się brzemienną w skutkach klęską. Ojciec mój,
Sarun, bał się więc narażać nas – swoich dzieci – na
niepewny los, utrzymywał więc w tajemnicy przed nami swoją tajną
działalność. On sam tylko wie, a ja mogę jedynie się domyślać
ile kosztowało go to przy świadomości, że nawet jeśli plan się
powiedzie, nas będzie zmuszony zostawić w starym porządku rzeczy.
Czas
miał pokazać jednak, że i ja należałam do tych, którzy od
zawsze nosili w sobie pragnienie wolności. Niezależnie jak bardzo
ojciec usiłował mnie przed tym uchronić, nie zdołał zdławić we
mnie tej wewnętrznej potrzeby, która kiedyś musiała dotrzeć
do świadomości, rozwinąć się i wybuchnąć. Jedyne, czego udało
mu się dokonać, to odwleczenie w czasie tej chwili, za co, jak
mniemam, jest teraz niezmiernie wdzięczny losowi.
Odkąd
pamiętam byłam jak kot. Wolałam chodzić własnymi drogami i
nadmiernie nie bratać się z nikim, prócz kilkorga
najbliższych, których krąg ograniczał się do mojego ojca i
tej bardziej znośnej części rodzeństwa. Nawet im dawałam się
jednak „głaskać” wyłącznie kiedy sama tego chciałam. Gdy z
dziewczęcia zaczęłam przeistaczać się powoli w kobietę, gdzieś
głęboko wewnątrz mnie zakiełkowało coś jeszcze. Teraz wiem, że
była to duma, siła, wola walki, nienawiść do życia w niewoli i
potrzeba zmiany tego stanu. Były one jednak zbyt słabe, a ja nie
dojrzałam do uświadomienia sobie ich. To wszystko nigdy nie
skumulowałoby się we mnie i nie znalazło ujścia, gdyby nie...
paradoksalnie - mój ojciec.
Oprócz
własnych dzieci wychował on bowiem braci bliźniaków –
sieroty pozostawione przez parę przyjaciół, którzy
nie przeżyli niestety pierwszych eksperymentów – Gabriela i
Lucyfera. Przyjął ich, gdy byli jeszcze małymi dziećmi i
usynowił. Z czasem odkrył, że chłopcy mogą okazać się kluczem
do wolności, który Bóg nieopatrznie nam zostawił, a
może po prostu sam nie wpadł na jego istnienie. Bracia byli bowiem
jakby dwoma przeciwnymi biegunami. A przeciwne bieguny zazwyczaj mają
to do siebie, że potrafią wzajemnie się uzupełniać.
Silniejszy
z bliźniąt – Lucyfer - przejawiał niebezpieczny nadmiar
niepożądanych u anioła cech, a głęboko w nim pulsowały
czekające na uwolnienie emocje, będące w Edenie czymś absolutnie
i kategorycznie zakazanym. Według planu ojca i drugiego z
najstarszych (tylko oni dwoje pozostali przy życiu po represjach,
jakie spotkały spiskowców), to właśnie on miał, w
odpowiedniej chwili i pod wpływem określonych okoliczności,
rozpocząć jawną rebelię. Tylko on bowiem był zdolny do tego.
Nikt inny nie odważyłby się, nawet ojciec, który mimo, iż
najbardziej honorowy i dumny ze znanych mi istot, zawsze miał w
sobie zbyt wiele zdrowego rozsądku i spokoju. Drugi bliźniak –
Gabriel – zbyt słaby i zbyt ufny, musiał podzielić los wielu
innych, pozostawionych na własne życzenie jako bezwolne kukły w
teatrzyku rozkapryszonego Boga. On jednak także mógł na coś
się przydać, był przecież drugą częścią układanki. Tylko on
potrafił, znalazłszy się w nieodpowiednim miejscu i czasie,
pobudzić w bracie impuls, który miał przeważyć i popchnąć
go do czynów, jakich najstarsi oczekiwali.
Tak
też się stało. Szczegóły pominę, gdyż są one materiałem
na zupełnie inną opowieść, której może kiedyś doczekasz,
jeśli tylko ja dopatrzę się sensu w jej opisaniu. Rozpoczęła się
ostateczna, desperacka próba wydostania się z Edenu i
odzyskania wolnej woli. Wybuchła wojna, która wbrew definicji
tego słowa, nie była aktem nienawiści, agresji czy żądzy władzy
lub posiadania. Stanowiła ona tylko drogę do osiągnięcia celu, w
rzeczywistości była jedynie rozpaczliwym usiłowaniem ucieczki
stamtąd – na zewnątrz, albo w śmierć. Efekt był o wiele mniej
istotny od samego faktu wyrwania się, cokolwiek miałoby ono
znaczyć.
Jak
wiele wojen, ciężko jest rozsądzić obiektywnie, kto był
zwycięzcą. Obie strony wysuwają argumenty mające dowieść
własnej wygranej, a porażki przeciwnika. Ja brałam udział w tej
wojnie i przeżyłam ją, nie mam więc żadnego obowiązku być
obiektywną w ocenie. Mój subiektywny punkt widzenia mówi
zatem, że to my odnieśliśmy zwycięstwo. Odzyskaliśmy wolność i
wolę. Za cenę wprawdzie wysoką, gdyż wielu naszych bliskich
zginęło, niektórzy z nas zmuszeni byli podnieść miecz na
własnych braci, siostry, ojców, matki i dzieci, a potem
opuścić go karmiąc ziemię ich krwią, ale nikt nigdy nie
mówił, że wojna nie jest brutalna.
Wbrew
mitom nikt z nas nie umiał nigdy wskrzeszać zmarłych, leczyć ran
śmiertelnych jednym dotykiem ani dokonywać innych rzeczy
niemożliwych, zwanych w legendach cudami. Nie mieliśmy magicznych
proszków ani naparów z kory dębu, zabliźniających
natychmiast rany, przywracających brakujące kończyny czy nawet
leczących niewyobrażalny ból, jaki się odczuwa spoglądając
na zmasakrowane zwłoki istoty, którą się kochało, a której
krew przelało się właśnie własnoręcznie. Przeżyli więc
jedynie ci, którzy po prostu i zwyczajnie, mieli tyle sił, by
to przetrwać. Żaden z tych nigdy później jednak nie żałował
i nie żałuje do dziś.
Wypędzenie
z Edenu miało być dla nas karą. Brzmi śmiesznie, prawda?
Śmiesznie i okrutnie naiwnie... Owszem,podcinanie skrzydeł bolało,
bolał również lot w ciemność i nicość, bolał też
upadek na twarde kamienie nowego, zewnętrznego świata. Byliśmy
jednak tymi, którzy przeżyli wojnę – najsilniejszymi.
Wstaliśmy więc i otrzepaliśmy się. Wypluliśmy z ust ziemię i
pozwoliliśmy czasowi powoli zaleczyć rany na ciele i duszy. Potem
zaś wybudowaliśmy własny Świat. Nazwaliśmy go Gehaimes, a na
jego środku wznieśliśmy dwór.
Gehaimes
nie jest i nigdy nie miało być sielską idyllą ani utopią. W
praktyce panuje u nas niezwykły ustrój czy też jego brak,
będący połączeniem oligarchii i anarchii. Wiem, że dla ciebie
brzmi to idiotycznie, ale zapewniam cię, funkcjonowanie czegoś
takiego jest możliwe, jeśli obywatelami są czarni aniołowie,
zwani też upadłymi. Obecnym mieszkańcom nowego Świata dali bowiem
początek starannie wyselekcjonowani przez samą naturę,
najsilniejsi i najwytrwalsi przedstawiciele dawnej anielskiej
arystokracji i armii.
Tu
należy obalić jeszcze jeden mit, funkcjonujący w wielu Światach.
Nie jesteśmy wcieleniami zła. Fakt, wielu z nas to ekscentryczni
dziwacy, nieprzystosowani społecznie socjopaci czy też narwani
idealiści. Nie mamy jednak nic wspólnego z wcielonymi
obliczami zła i innymi tego typu bajkami do straszenia niegrzecznych
dzieci i naiwnych wiernych. Jesteśmy po prostu wolni, a co z tą
wolnością robi każdy z nas, jest już wyłącznie jego
indywidualną sprawą. Rozczaruje cię też pewnie fakt, że w
fizycznym wyglądzie jedyną różnicą między nami, a tymi,
którzy zostali jest kolor skrzydeł. Nasze zwyczajnie
poczerniały w wyniku podcięcia, tak jak czernieją rośliny,których
kawałek się odetnie. Ot, cała filozofia. Nie ma wśród nas
ani jednego cuchnącego siarką straszydła. Pachniemy rozmaicie, tak
samo jak ty i tobie podobni. Ja, na ten przykład, pachnę jaśminem
i poziomkami. Inni roznoszą zapach lawendy, tytoniu, cynamonu,
piżma, opium, cytrusów czy też wanilii. „Jesteśmy tacy
sami, choć innego koloru mamy skrzydła” - śpiewał kiedyś
pewien bard i muszę przyznać, że po części miał rację.
Co
się zaś tyczy mojej, nie nadto skromnej osoby, w Gehaimes
rozwinęłam wreszcie skrzydła, dojrzałam. Stałam się kobietą
silną i dumną, a przy tym nad wyraz egocentryczną i narcystyczną,
nawet jak na gehaimskie standardy. Dalsze życie upłynęło mi
głównie na prostych, codziennych przyjemnościach i pracy,
którą pokochałam najbardziej. Pełniłam bowiem w rodzinnym
Gehaimes funkcję kronikarza i Strażniczki Ksiąg. Przechowuję
nasze największe skarby – zwoje opisujące dzieje najstarszych i
Istot, spisuję kolejne dzieje nowego Świata, jestem również
mistrzynią literatury, patronką wiedzy, mądrości i słowa
pisanego.
Dlatego
właśnie mój przybrany brat, Lucyfer, od razu wysunął moją
kandydaturę, kiedy to Gotan, władca Świata Między Wymiarami,
przybył do Gehaimes z prośbą o przyznanie jego nowo utworzonemu
światu rezydenta, który i tu spisywałby dzieje i zapełniał
bibliotekę nowymi księgami. Propozycji tej przyklasnęli zgodnie i
z ochotą ci, którzy z radością wysłaliby mnie jak najdalej
od siebie, by więcej nie musieć oglądać mojego kuszącego ciała.
Mowa oczywiście o moich byłych kochankach, czyli mniej więcej
czwartej części męskiej populacji Gehaimes. Decyzję tę
przeważyły jednak naciski, jakie wywarł na moim bracie, jeden z
ważniejszych generałów gehaimskiej armii - Lord Arakiel
Arunhlasen – mój jedyny prawowity małżonek (którego
tytuł rodowy nota bene noszę nadal, głównie dla własnej
fanaberii, jako, że podoba mi się jego brzmienie), chcący odpocząć
ode mnie i zaznać odrobiny świętego spokoju.
Tak
oto znalazłam się tutaj i rozpanoszyłam w najlepsze. Nowa rola
spodobała mi się, tak więc planuję pozostać w Świecie Między
Wymiarami jakiś czas. Z czasem z pewnością tutejsi mieszkańcy
będą mieli mnie tak dosyć, że sami znajdą sposób na
pozbycie się mnie, a wtedy ja znajdę sobie nowe, równie
ciekawe zajęcie, albo wrócę do rodzinnego Gehaimes, ku
zgrozie męża, witana lamentami kochanków, których
dawno niewidziawszy z pewnością będę miała ochotę jeszcze
podręczyć.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
-

- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- 187 odsłon

No to macie niespodziankę :)
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Łiii, niespodziewanka ^^
Już się nie mogę doczekać, aż dziś wieczorem wyrwę chwilę i poczytam ^^
--
bezczelna i ruda
Lori ty rządzisz i robisz wodę z mózgu. zostań dyktatorem Kuby:)wielki szacunek i pełen podziw z mojej strony:)
Oj tak, wielki szacunek i pełen podziw także i z mojej strony:)
PS. Mówisz, że nie zaliczasz się w poczet istot złych, niemniej jednak samą swoją obecnością wysysasz nadzieję z autora tych słów, który wątpi, czy kiedykolwiek choć w połowie osiągnie twą moc:)
"Musi być znacznie gorzej, zanim może być lepiej"
"Musi być znacznie gorzej, zanim może być lepiej"
Jenai - Cóż, po to tu jestem:) Taki już mój swoisty urok :D I małe sprostowanie... mojej mocy nie da się osiągnąć :P
M.A.- Trafiłeś w sedno! Zostanie dyktatorem od dziecka jest jednym z moich największych marzeń.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"