Logowanie
Nowe wątki
- Rafineria 2012: 100% czystego Tornado - konwent postapo
- Pyrkon 2012
- Elyanne
- Klucz do fantastyki
- Czego baliście się w dzieciństwie?
- Filmy Fantasy
- Paranormal romance - dlaczego wszyscy najeżdżają?
- Fanfik - dobre to czy złe?
- Tydzień Wampirów
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - dyskusje
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Kveldurf "Smokobójca"
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Yngvar
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Asbjorn
- Ragnarok PBF (www.ragnarok.wxv.pl)
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego
- Runy i Wyrd
- Copernicon 2011!
- Parodie
- Pierwszy rozdział mojej książki proszę o opinie.
- Falkon 2011 - bogowie przyjęli wyzwanie!
Obecnie dostępni są:
Cudownie malownicza kraina tonęła w blasku południowego słońca. Niebo od wschodu do zachodu cięła bajecznie kolorowa wstęga tęczy. Las szumiał pod batutą delikatnego zefirku.
Czarny rycerz przystanął w cieniu rozłożystego dębu, ściągnął rogaty hełm i otarł perlący się na czole pot. Oddychał z trudem, był zmęczony i przerażony. Wokół otaczała go wymiotna kakofonia kolorów, piękna i magii. Niedaleko rosły krzaki dorodnych poziomek, gałązki uginały się pod ich urodzajem. Rycerz podszedł bliżej, narwał całe ich naręcze i jednym płynnym ruchem zmiażdżył je okutą w metal dłonią. Powstała na skutek tego krwista czerwona breja nieco podniosła go na duchu. Gdyby tak chociaż raz zapulsowała, niczym najprawdziwsze wyrwane z piersi serce przeciwnika, byłby chyba eksplodował ze szczęścia.
Westchnął i wrócił do swej kryjówki pod drzewem. Uniósł głowę, lecz próżno szukał chociaż cienia pocieszenia na niebie. Jego czystej lazurowej barwy nie kalała nawet jedna ciemniejsza chmura.
- Niech to piekło pochłonie! – przeklął rycerz i rozgoryczony osunął się na listowie.
Nie dane mu było dłużej odpocząć. Ledwie zmrużył oczy, zaczęły go obłazić przeklęte leśne stwory o błyszczących czarnych oczkach, marszczonych noskach, wystrzyżonych uszkach i zabawnie drgających wąsikach. Rycerz dobył w akcie desperacji swego diabelnego miecza i jął się opędzać od straszydeł. Niestety, jego magiczny oręż nieomal całkiem wyczerpał się ze swej mocy. Normalnie poprzecinany zaklętymi przez zwoje runami, wysysający wszelkie życie z najbliższego otoczenia, teraz nie był niczym więcej jak przerośniętym sztućcem.
Rycerz tonął w spojrzeniu dziesiątek par utkwionych weń oczu. Ręce zaczęły mu drżeć, a rękojeść miecza bezwiednie wysunęła mu się z dłoni. Jak do tego doszło? – pytał sam siebie.
Zaczął się dyskretnie cofać, rojąc sobie w głowie myśli o ucieczce, ale na nieszczęście potknął się o wystający kamień i runął jak długi na ziemię. Ledwie spróbował wstać, coś przygniotło mu pierś i wbiło w ziemię. Uniósł głowę, dostrzegając zza przegrody metalowego kołnierza główkę małego króliczka.
- Precz ode mnie, słodkie stworzenie! – Szarpał się jak szalony i jakoś zdołał oswobodzić. Pędem ruszył do panicznej ucieczki, w ogóle nie zdając sobie sprawy z kierunku, w którym biegnie.
Odrobinę rozsądku odzyskał dopiero kiedy dotarł na krawędź lasu. Rozpościerała się teraz przed nim niemożliwa do przebycia łąka, przetkana kobiercem najrozmaitszej maści kwiatów. Jego noga nie postanie na tej przeklętej ziemi.
Obejrzał się. Czuł za sobą pogoń, wiedział, że potwory są coraz bliżej.
- Kocie! – wrzasnął rycerz. – Rozkazuję, pokaż się!
Na najbliższej gałęzi drzewa zaszeleściło kilka listków, a z pomiędzy nich wyłoniła się głowa czarnego jak pancerz rycerza kota o parze różnokolorowych oczu.
- Nie wytrzymam tego dłużej! Oszukałeś mnie, bestio! Nie tak miało to wyglądać!
- W czym mogłem Cię oszukać, mój Panie i Mistrzu? – zapytało zwierze z pozorną urazą w głosie.
- Obiecałeś, że pokarzesz mi najstraszniejsze piekło, takie, które przyspieszy bicie nawet najczarniejszego serca!
- Czyż nie jest właśnie tak, jak obiecałem? Twe serce o mało nie wyskoczy Ci z piersi.
- Nie żartuj sobie! To nie jest piekło! – oburzał się rycerz.
- Nie jest? A czymże innym jest piekło, jak nie udręką dla naszej duszy. Nie zgodzisz się, że piekło to nie miejsce, lecz stan, w jaki popadasz?
Rycerz zasępił się na moment, niepewny, co powinien odpowiedzieć.
- Nie igraj ze mną słownymi sztuczkami Jeśli to nazywasz piekłem, żądam więc… weź mnie do nieba!
- Za dużo wykrzykników w twym głosie Panie. Czemu mam spełnić kolejne twoje życzenie?
Zza niewielkiego pagórka wyłoniła się głowa drobnej sarenki. Zwierzątko ciekawsko przekrzywiło łepek, po czym zaczęło nienaturalnie piszczeć, jak gdyby zwoływało towarzyszów.
- Błagam Cię! Nigdy o nic nie prosiłem, lecz teraz… błagam! – Rycerz opadł na kolana. W kącikach oczu zatańczyła mu łza.
Kot wzdrygnął się z niesmakiem.
- Chyba zstąpiłeś na samo dno piekła, Mistrzu. A więc pomogę Ci się odbić. - Kot machnął łapką i na ziemię upadło jakieś zawiniątko. Czarny rycerz zaczął gmerać wśród traw, znajdując mały zawiązany woreczek.
- Odwiąż to i westchnij z ulgą – rzekł kot i zniknął w nagłej eksplozji krwistego światła.
Rycerz wysypał na rękę ciemny proszek, zaciągnąć się mocno, chłonąc go w nozdrza. Poczuł mdłości, dym wypełnij jego usta i nos. Zwymiotował. Zamknął oczy, a kiedy znów uniósł powieki, rozgrywała się przed nim nowa scena.
Na tle zasnutego burzowymi chmurami nieboskłonu unosił się kłąb dymu z palącej się wioski. Powietrze przecinały wrzaski i jęki cierpiących.
Rycerz wyszczerzył zęby w uśmiechu. Wiedział już, że trafił do nieba.
"Musi być znacznie gorzej, zanim może być lepiej"
-

- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- 252 odsłony
