Harry Potter i Kamień Filozoficzny (J. K. Rowling)
Harry Potter zdążył się już stać postacią, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Boom na tego bohatera sprawił, że rzesze młodych zainteresowały się czytelnictwem, części z nich na trwałe pozostawiając zainteresowanie fantastyką. Z „Harrym Potterem i Kamieniem Filozoficznym” autorstwa J. K. Rowling zapoznawałam się już w momencie drugiego wydania książki, w którym wyeliminowana zostało wiele błędów korektorskich czy translatorskich, co bez wątpienia pozytywnie wpłynęło na lekturę. Ale teraz o samej książce…
Pierwszy tom otwiera scena rozgrywająca się na dziesięć lat przed właściwą akcją powieści. Właśnie zginął najpotężniejszy czarnoksiężnik, dotąd siejący niezwykle okrutny terror, więc cała społeczność czarodziejska świętuje. A na tle biesiad i wybuchów radości trójka postaci zbiera się przed domem niczego nieświadomej rodziny – państwa Dursley’ów, osobników niemagicznych oraz nienawidzących wszystkiego, co „nienormalne”. Albus Dumbledore, Minerwa McGonagall oraz Rubeus Hagrid nie przybyli tam bez powodu. Dursley’owie są jedyną żyjącą rodziną rocznego chłopca, Harry’ego Pottera, którego rodziców zamordował pokonany właśnie czarnoksiężnik, Lord Voldemort. Nieoczekiwani goście podrzucają na progu zawiniątko z niemowlęciem i listem i opuszczają okolicę. Dom, który był świadkiem tej sceny, znajduje się przy adresie Privet Drive 4.
Dziesięć lat później przy Privet Drive 4 nadal mieszkają Dursley’owie. Nadal nienawidzą magii, a uczucie to przelewają na siostrzeńca mieszkającego pod ich dachem – Harry’ego, całkowicie nieświadomego swojego dziwnego pochodzenia, przekonanego, iż został osierocony w wyniku wypadku samochodowego. Dursley’owie zrobią wszystko, by chłopiec nie dowiedział się, kim jest naprawdę, a także wiele, by nie umilić mu życia. Harry mieszka w komórce pod schodami, w domu traktuje się go jak opóźnionego umysłowo służącego, a jego rówieśnik, kuzyn Dudley, robi sobie z niego worek treningowy. W dni swoich jedenastych urodzin Harry otrzymuje list z wiadomością, że został przyjęty do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Mimo sprzeciwu rodziny chłopiec rozpoczyna magiczną edukację, choć wielka przygoda jego życia jest też początkiem wielkich kłopotów… W szkole dzieje się właśnie coś niepokojącego, a i samo życie tejże nie pozwoli przejść obok siebie obojętnie. Harry zdobędzie nie tylko przyjaciół, ale i wrogów…
Konstrukcja świata w „Harrym Potterze” bardzo przypadła mi do gustu. Świetnie pasuje ona do wyobrażeń dzieci, marzących o tym, że gdzieś obok jest magia, a one pewnego dnia dowiedzą się o tym. Rowling nie pokazała fikcyjnej krainy, jak Śródziemie czy Ziemiomorze, będącej poza zasięgiem zwykłego człowieka. Centrum swojego magicznego świata umieściła w Anglii, sklepy z różdżkami czy miotłami – w Londynie, a pociąg do Hogwartu odjeżdżał ze z dworca King’s Cross. Właśnie ta konstrukcja, z łatwością przeplatająca świat dla czytelnika codzienny i ten rodem z jego marzeń, okazała się jedną z rzeczy decydujących o fenomenie książki – i o ogromnej popularności „Harry’ego Pottera”.
Misterna jest też sama konstrukcja wewnętrzna czarodziejskiego świata. Czarodzieje mają swoje ministerstwo i szkołę, własną walutę, sposoby przekazywania informacji i środku transportu… Ich zasady oparła Rowling na mitach i legendach, a także znanych baśniach. W miejsce wiedźmy na miotle mamy więc czarodziejów uprawiających na miotłach sport – quidditch, także koty czy ropuchy – nieodłączni towarzysze czarownic – zostały zaadaptowane do nowego świata.
Przyjemność czytelnikowi mogą sprawiać też zabawy lingwistyczne i mitologiczne Rowling. Większość bohaterów książki ma nazwiska znaczące, ich genezy można szukać głównie w językach angielskim, łacińskim i starofrancuskim. I tak na przykład Draco Malfoy, szkolny wróg Harry’ego, nosi nazwisko, które ze starofrancuskiego można przetłumaczyć jako „wiarołomny”, a jego imię nawiązuje do tyrana Drakona oraz łacińskiego słowa „draco” – „smok”, „wąż”; nauczycielka zielarstwa to profesor Sprout, czyli angielskie „kiełek”. Mitologii natomiast doszukiwać się nie trzeba – widoczna jest na pierwszy rzut oka. Na kartach książki spotkamy jednorożce, duchy i centaury, a nawet smoka i trójgłowego psa. Nie zabraknie też nawiązania do postaci rzeczywistej, związanej ściśle z tytułem powieści.
Wreszcie, bohaterowie „Harry’ego Pottera” stanowią ciekawy zbiór archetypów. Pierwszy podział jest oczywisty – czarodzieje i mugole. Ci pierwsi obdarzeni są umiejętnościami, o których drudzy mogą jedynie pomarzyć, a jednocześnie obarczeni większą odpowiedzialnością – ich czary mogą wpływać nie tylko na życie czarodziejów, ale też mugoli. Kolejny obserwujemy już w Hogwarcie – szkoła dzieli się na cztery domy, z których każdy pielęgnuje inne cechy swoich wychowanków. Podział na domy w pewien sposób koresponduje z podziałem według poglądów – jedni uważają, że ważne ocenianie jest przymiotów jednostki, inni – jej pochodzenia.
Nie można też zapomnieć o samych bohaterach książki – ich cechy pokazują wartości, które powinny zostać wpojone dziecku, takie jak męstwo, przyjaźń czy odwaga. Łatwo odróżnić pozytywnych bohaterów od negatywnych, Harry, Ron i Hermiona to dzieci, z którymi chętnie usiadłoby się w jednej ławce, w przeciwieństwie do ich antagonistów, z Malfoyem na czele.
Co jeszcze może przyciągać w „Harrym Potterze”? Bez wątpienia sam Hogwart, szkoła magii. Jego wnętrze namalowane jest z budzącym zachwyt przepychem – zwłaszcza gdy oglądamy Wielką Salę, ze sklepieniem wyglądającym jak niebo, czy błonia wokół zamku. W każdym calu tej budowli czuć magię i widać, że Rowling przyłożyła się do wielu detali jej opisu – np. ożywionych portretów. Interesujące są też same lekcje – widać, że czary to nie tylko machanie różdżkami – uczniów Hogwartu czeka wiele ciężkiej pracy. Studiowanie ksiąg, wkuwanie dat, zarwane noce, godzinne ćwiczenia ruchów – to coś więcej niż wyciągnięcie królika z tiary. Obudowanie tego barwnymi postaciami profesorów, historią szkoły i jej tradycjami tworzy niepowtarzalny klimat, podtrzymywany przez opisy magicznych miejsc poza Hogwartem, w szczególności Ulicę Pokątną, pełną barwnych sklepów ze wszystkim, o czym tylko czarodziej może zamarzyć…
To właśnie takie opisy, tworzące harmonijny i ciekawy świat, przyciągały moją uwagę najbardziej. Chciałabym móc zrobić zakupy na Ulicy Pokątnej czy wysłać list za pomocą sowy. Latanie na miotle nie pociąga mnie z racji lęku wysokości… ale zobaczenie kogoś szybującego na niej byłoby z pewnością emocjonującym przeżyciem. Nie zabraknie też atrakcji dla miłośników innych wrażeń – pojawią się sceny komediowe i przerażające, a także pełne sentymentalizmu. Dla fanów sportu emocjonujące będą opisy rozgrywek w quidditcha, dla miłośników akcji – rozwiązywanie wraz z bohaterami głównej zagadki tomu oraz finałowa walka. A oprócz tego wspomniane smaczki dla lingwistów czy fanów mitologii…
Niestety, w „Harrym Potterze” autorka nie wystrzegła się błędów. Do jednych z najbardziej widocznych należy z pewnością opis rocznego Dudleya, kopiącego matkę i krzykiem domagającego się cukierków; pomyłek nie jest jednak wiele i nie zaburzają one odbioru książki. „Harry” nie jest trudny w odbiorze – to powieść pisana dla rówieśników głównego bohatera, więc dzieci około jedenastoletnich – nie można więc oczekiwać, by stawiał przed czytelnikiem wygórowane wymagania. Jest raczej sprawnie napisanym „czytadłem”, pełnym jednak wielu smaczków i między ciekawą akcją przemycającym bezboleśnie pozytywne wartości. Napisany żywym i jasnym językiem, czyta się szybko i bez trudu, czym zachęcił do lektury wiele dzieci wychowanych na grach komputerowych. Nie jest to jednak lektura płaska i płytka – można pochłonąć ją szybko, skupiając się na wartkiej akcji, a można wracać do niej kilkakrotnie, za każdym razem wychwytując nowe detale. Z powodu tej konstrukcji może być nie tylko łatwą lekturą dla dzieci, ale i przyjemną dla ich rodziców.
W Polsce „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” autorstwa J. K. Rowling ukazał się nakładem wydawnictwa Media Rodzina. Wydanie ilustrowane jest najpopularniejszymi wśród wydań na całym świecie rysunkami Mary GrandPré, wielu fanom jednoznacznie kojarzącymi się z historią o losach młodego czarodzieja. Książkę przetłumaczył Andrzej Polkowski, bardzo dobrze radząc sobie z językiem i neologizmami Rowling i oddaniem specyficznego nastroju starej, angielskiej szkoły z tradycjami, będącej jednocześnie szkołą nie z tego świata. Na powieści umieścił „Kilka słów od tłumacza, czyli krótki poradnik dla dociekliwych”, w którym wyjaśnił genezę nazw polskich lub po prostu etymologiczne znaczenie pojawiających się w książce nazw własnych, co jest kolejnym ukłonem w stronę miłośników języka, ale przede wszystkim przybliżeniem fanom Harry’ego tego, co nieprzetłumaczalne. Jak już wspomniałam, jestem w posiadaniu drugiego wydania książki, w którym usuniętych zostało wiele błędów językowych, jednak wciąż dość daleko do ideału. Nie obraziłabym się, gdyby redaktor dokładniej przysiadł nad konstrukcją zdań Polkowskiego, ponieważ efekty są niekiedy komiczne. Na szczęście porównanie z pierwszym wydaniem pokazuje postępy, mam nadzieję, że w przyszłości zostaną wyeliminowane z „Pottera” pozostałe byki.
Graficznie jest to pozycja bardzo miła dla oka. Tekst charakteryzuje czytelność czcionki, każdy z rozdziałów inicjuje mała czarno-biała grafika, zapowiadająca jego treść. Okładka jest ładna i kolorowa, w sam raz dla przyciągnięcia uwagi dziecka, ponadto zawiera w sobie ważne dla fabuły elementy.
Choć „Harry Potter” nie był najlepszą książką, jaką dane było mi przeczytać, pamiętam wciąż, że jako dziecko się nim zachwycałam. Teraz natomiast patrzę na tę pozycję z sentymentem oraz dostrzegam wiele zalet, których kiedyś bym nie zauważyła. Choć główna fabuła – motyw wybrańca – nie jest niczym odkrywczym, to podana została w sposób świeży i ciekawy, w dodatku spójny wewnętrznie i potrafiący zainteresować sobą miliony czytelników. I chyba właśnie to jest największą zaletą książki J. K. Rowling.

autor: J. K. Rowling
tytuł: Harry Potter i Kamień Filozoficzny
tytuł oryginalny: Harry Potter and the Philosopher’s Stone
język oryginału: angielski
wydawnictwo: Media Rodzina
tłumacz: Andrzej Polkowski
cykl: Harry Potter
tom w cyklu: 1
miejsce wydania: Poznań
data wydania: 2000 rok
wydanie: 2
liczba stron: 328
oprawa: miękka
ilustracje: Mary GrandPré
ilustracja okładkowa: Mary GrandPré
opracowanie polskiej wersji okładki: Jacek Pietrzyński
ISBN 83-7278-000-5



















































Pamiętam kiedy pierwszy raz
Hestia737, nie., 09/05/2010 - 10:53Pamiętam kiedy pierwszy raz przysiadłam do jednej z części "Harr'ego Potter'a"(konkretnie była to "Komnata Tajemnic"), nie mogłam się oderwać i cały tom przerzuciłam w jeden dzień. Ta książka po prostu uzależniała. Mimo że, czasami jest trochę schematyczna, ma klimat i zawsze będę miała do niej swoisty sentyment.
Chętnie będę wracać nie tylko do tego tomu, ale i do całej serii.
Moje doświadczenie było zupełnie inne
Eviva, nie., 09/05/2010 - 12:27Kilka razy próbowałam zgłębić HP i za każdym razem przebrnęłam raptem kilka stron. Diabli wiedzą czemu, ale zupełnie mi to nie podeszło.
To podobnie jak mi.
Lorelay, nie., 09/05/2010 - 15:58To podobnie jak mi. Czytałam cztery pierwsze tomy z przymusu. Mam o kilkanaście lat młodszego od siebie brata. Dziś jest już starym koniem (znaczy się fajnym, młodym chłopakiem! :P), ale w tamtych czasach trzeba mu było jeszcze czytać na dobranoc. Rodzice się nie kwapili, więc czytałam ja (około 20-letnia chyba wtedy, nie do końca już pamiętam ile lat temu to było :P). Nie podeszło mi całkowicie. Ale za to bratu się podobało.
Ja byłam dość młoda jak to
Hestia737, nie., 09/05/2010 - 20:09Ja byłam dość młoda jak to przeczytałam ^^"(i dalej nie nie przekroczyłam magicznej liczby 18...). Prawdopodobnie więc to książka dla młodego pokolenia:)
Wow! To ja jestem co? Stare
Lorelay, nie., 09/05/2010 - 21:35Wow! To ja jestem co? Stare pokolenie? :D Wielkie dzięki, kochana! To było szalenie uprzejme :*
Poczułem się tak jakoś nagle
Heos, nie., 09/05/2010 - 21:52Poczułem się tak jakoś nagle staro, jestem kilka lat starszy od Hestii a także byłem młody kiedy czytałem pierwsze części HP...
Lori, sądzę, że to, czy w
tess, nie., 09/05/2010 - 22:08Lori, sądzę, że to, czy w czasie pierwszego czytania miało się 20 czy 12 lat mogło jednak robić różnicę w odbiorze... ;) Ja miałam chyba jedenaście, czyli stanowiłam idealny target ;)
Owszem, z pewnością różnica w
Lorelay, nie., 09/05/2010 - 22:28Owszem, z pewnością różnica w odbiorze jest. Ale cóż... jak miałam 11 czy 12 lat, taka książka jeszcze nie istniała :P Czasu nie cofnę, żeby sprawdzić jak to jest, czytać ją w dzieciństwie ;) Wierzę jednak, że mogła się podobać młodszym czytelnikom. Zwłaszcza sądząc po tym, jak bardzo lubił ją mój brat.
Ja miałam dziesięć lat kiedy
Nubia, nie., 09/05/2010 - 22:30Ja miałam dziesięć lat kiedy po raz pierwszy natknęłam się na tą książkę. Wtedy jeszcze żyłam w świecie własnej wyobraźni. W "Potterze" zachwyciło mnie najbardziej to, że świat czarodziejów wydaje się być taki rzeczywisty... Dlaczego jeszcze na nich się nie natknęłam? To oczywiste. Nawet jeśli się natknęłam, to specjalne służby zatroszczyły się o to, by wymazać to spotkanie z mojej pamięci... Przez wiele lat oczekiwałam listu z Hogwartu. Teraz głupio mi mówić o tym wszystkim, ale tak właśnie było. Do dziś to mój ulubiony świat fantastyczny.
Nie mogę powiedzieć, że ta seria sprawiła, że sięgnęłam po książki, bo czytam od zawsze - najpierw mama czytała mi i mojej siostrze na dobranoc, a później gdy już sama nauczyłam się czytać, stałam się stałym bywalcem bibliotek. Jednak to ta seria pogłębiła moje zainteresowanie i miłość do czarodziejów...
Tess - ciekawa, choć mam wrażenie, że nieco zbyt chłodna recenzja.
"Większość bohaterów książki ma imiona mówiące, ich genezy można szukać głównie w językach angielskim, łacińskim i starofrancuskim."
Imiona mówiące? Mam wrażenie, że albo miałaś na myśli nazwiska znaczące, albo coś w tym zdaniu Ci umknęło.
Rzeczywiście pisałam akurat o
tess, nie., 09/05/2010 - 22:35Rzeczywiście pisałam akurat o nazwiskach... ;) Jakby nie było, imiona mówiące to także funkcjonujący termin, ale tamten trafniejszy w tym wypadku ;) Poprawię, ale nie w tym momencie, bo siedzę nad korektą pracy rocznej.
A zbyt chłodna? Niby dlaczego?
Imiona mówiące to chyba zbyt
Nubia, nie., 09/05/2010 - 22:43Imiona mówiące to chyba zbyt specjalistyczny termin jeszcze dla mnie na razie, ale sprawdzałam na wszelki wypadek na wikipedii czy coś takiego istnieje, ale nie znalazłam. W moim słowniku terminów literackich też tego nie ma, ale posiadam jedynie wersję szkolną.
Dlaczego zbyt chłodna? Cóż, to tylko moja subiektywna opinia. Po prostu ja się zawsze bardzo mocno emocjonowałam tą książką.
Nubio, ale autorem recenzji
Lorelay, nie., 09/05/2010 - 22:47Nubio, ale autorem recenzji jest Tess, tak więc książka oceniona została z jej punktu widzenia. To, że Ty masz do niej emocjonalny stosunek, nie oznacza, że Tess również musi mieć podobny ;)
Nie mówię przecież, że to
Nubia, nie., 09/05/2010 - 22:51Nie mówię przecież, że to dobrze albo źle. Po prostu chciałam wyrazić jakie wrażenie wywarła na mnie ta recenzja.
Nubio, obawiam się, że jednak
tess, nie., 09/05/2010 - 23:07Nubio, obawiam się, że jednak pani profesor z mojego uniwersytetu zna się nieco bardziej na rzeczy niż Wikipedia, a ostatnim miejscem, gdzie widziałam ten termin, był jej esej... ;) Czemu akurat tego terminu użyłam w momencie pisania - nie wiem. Napisałam to jakieś pół roku temu i zapomniałam wrzucić. Ale to oznacza, że przynajmniej w okresie pisania i w okresie robienia korekty na termin natrafiłam w jakichś artykułach ;p
A kwestia? Mam do Pottera podejście cholernie emocjonalne ;p Inaczej nie wiem, czy ta recenzja byłaby pozytywna. Nie napiszę, że to najgenialniejsza książka, jaką w życiu czytałam, bo z pewnością nią nie jest. Nie będę też skakać pod sufit, jakie zrobiła na mnie pierwsze wrażenie, bo od tego pierwszego wrażenia minęło niemal dziesięć lat i czytałam ją od tego czasu około trzydziestu razy. Nie będę się zachwycać, że oryginalna, bo mnóstwo motywów ma wtórnych i to jest po prostu fakt. Można to wychwycić lub nie wychwycić w czytaniu, ale fakt pozostanie faktem. Nie zachwycę się, że idealna, jak z nudów w czasie któregoś okienka bawiliśmy się w wyszukiwanie błędów w Potterze - nie logicznych, językowych. Oczywiście w polskiej wersji, ale tę właśnie recenzuję. Im dalszy tom, tym gorzej. Piłka podaje się sama do siebie, miotła lata na graczu, a czoło jest w kształcie błyskawicy. Uważam, że Polkowski świetnie tłumaczy nazwy własne (choć i tu bym się paru rzeczy czepiała), ale ze składnią polską to mu nie po drodze... W dodatku robi okrutne kalki językowe. Jak w "Opowieściach z Narnii" zobaczyłam "wydaje się być", to nie mogłam uwierzyć, że redakcja to puściła.
Nie napiszę także, że Potter zachęcił mnie do czytania czy odkrył przede mną świat literatury, bo przeczytałam przed nim setki innych książek. Po nim także.
Harry jest lekką książką, czytadłem. Świetną książką dla dzieci. Z pewnością będę ją czytać moim, sama nie raz do niej wrócę, choć już chyba nie po polsku (aktualnie czytam po czesku, w wakacje zamierzam wreszcie w oryginale, bo różnice miejscami są ciekawe i chciałabym się dowiedzieć, jak to było naprawdę...). Ba, zamierzam pisać pracę z tłumaczenia nazw własnych w Potterze na języki słowiańskie. Bardzo lubię tę książkę. Ale to nie znaczy, że będę ją przedstawiała jako coś, czym nie jest ;) Nie zrobię z niej wybitnego dzieła literackiego.
Jest to fenomen, ale w ogromnej mierze socjologiczny, nie literacki ;)
Właśnie o coś takiego mi
Woltus, nie., 09/05/2010 - 23:21Właśnie o coś takiego mi chodziło ;) W każdym bądź razie gdybym to ja miała pisać recenzję o Potterze, to pewnie wręcz roiło by się tam od pozytywnych przymiotników i ogólnie nadawałaby się do kosza xD Nie mam Ci za złe Twojego tekstu. Po prostu wiem jak sama lubisz Pottera i trochę zdziwiło mnie, że w tym tekście nie czuło się tego.
Co do błędów wszelkiej maści - nie pamiętam już kto mi to mówił, ale podobno Polkowski tak się puszy, że wydawnictwom nie pozwala, by jakikolwiek redaktor grzebał w jego tłumaczeniach. A przecież wiadomo, że nawet ktoś mocno zaprzyjaźniony z zasadami poprawnej polszczyzny nie wyłapie wszystkich błędów w swoich tekstach tak dobrze, jak ktoś inny.
by Nubia
Tak, słyszałam o tym. Mi
tess, nie., 09/05/2010 - 23:24Tak, słyszałam o tym. Mi osobiście wydawało się, że moją sympatię do serii w tej recenzji czuć, zwłaszcza, że zaraz po napisaniu czytało ją parę osób, znających moje podejście, i nikt mi uwagi na chłód nie zwrócił... ;)
Tak czy inaczej - recenzja ma wyrażać, co ma wyrażać, grzebać nie będę, a imiona zmieniłam na nazwiska, żeby było bardziej zrozumiale ;)
PS. Pozmieniać Wam nicki w komentarzach, jak piszecie z nieswoich kont? ;)
Nie trzeba ;) siedzę sobie
Woltus, nie., 09/05/2010 - 23:28Nie trzeba ;) siedzę sobie właśnie Woltusowi na kolanach. Myślisz, że w takich okolicznościach przeszkadza mi taka drobnostka? ;)
By Nubia :P
Ja, nawet siedząc Gotanowi na
tess, nie., 09/05/2010 - 23:30Ja, nawet siedząc Gotanowi na kolanach, poprawiam nicki... ;p A jak dochodzę do wniosku, że szkoda czasu, to wyłączam monitor i skupiam się na tych kolanach, na których siedzę... ;)
EOT ;)
A ja i Alerian zazwyczaj
Lorelay, pon., 10/05/2010 - 09:03A ja i Alerian zazwyczaj pisząc na ef siedzimy każdy przy swoim laptopie, a jak poczujemy sytuację naglącą to... wyłączamy laptopy i idziemy do sypialni :P Takie logiczne i bardzo praktyczne rozwiązanie :P
" w wakacje zamierzam wreszcie w oryginale, bo różnice miejscami są ciekawe i chciałabym się dowiedzieć, jak to było naprawdę..."
Pierwszy raz słyszę, że znasz angielski w takim stopniu, by czytać książki w tym języku. Ja bym się nie poważyła mimo, moim zdaniem, przyzwoitej, komunikatywnej znajomości.
Po pierwsze - ostatnio dużo
tess, pon., 10/05/2010 - 13:39Po pierwsze - ostatnio dużo czytam po angielsku, bo muszę. Krótkie formy, artykuły - nie wszystko, co jest mi potrzebne na uczelni, zostało przetłumaczone na jakikolwiek język. Po drugie - zirytowana jakością tłumaczeń filmów już jakiś czas temu przestałam niemal całkowicie patrzeć na napisy w filmach, a jeśli patrzę, to tylko po to, żeby porównać napisy z oryginałem. Po trzecie - już od kilku osób słyszałam, że Potter jest napisany językiem bardzo prostym ;) Po czwarte - zirytowana tym, że wszystko wokół dzieje się po angielsku, zrobiłam sobie gruntowną powtórkę tego, co już umiałam i czego zdążyłam zapomnieć ;) Było nie było - uczyłam się tego języka chyba siedem lat. Co prawda miałam różne anglistki i z czasem słabł mi zapał, ale nawet przy najszczerszych chęciach nie jest się w stanie czegoś nie nauczyć ;p
Nie używałam angielskiego, bo nie chciałam. Ten język jest dla mnie brzydki. Twarde powtarzanie, że czytam tylko po niemiecku dało wreszcie efekt taki, jak powinna dać autosugestia - przestałam używać angielskiego.
Aktualnie byłam zmuszona do angielskiego wrócić, no to wróciłam... ;) A że dochodzi do tego miejscami ciekawość, choćby "co oni naprawdę powiedzieli w House'ie, bo słychać, że tłumacz coś spalił" czy obecnie porównanie dwóch przekładów angielskiego oryginału, to idzie łatwiej ;)
Ja się uczyłam z 10 lat i
Lorelay, pon., 10/05/2010 - 14:01Ja się uczyłam z 10 lat i używam w umiarkowanym stopniu cały czas tego języka, a książki nie potrafiłabym przeczytać.
Tak więc podziwiam.
Zacznij podziwiać, jak już
tess, pon., 10/05/2010 - 14:13Zacznij podziwiać, jak już powiem, że przeczytałam... ;)
;)
Tixon, czw., 25/11/2010 - 22:46Bardzo dobra recenzja, pozwalająca przypomnieć to, co w Potterze przed laty się spodobało i zadecydowało o kontynuowaniu znajomości z kolejnymi tomami.
Chociaż... można by troszkę pociągnąć i troszkę wyjaśnić motyw czarnoksiężnika i przeżycia tylko chłopca (tylko, że to bardziej tak pro forma, bo komu Pottera trzeba przedstawiać, no nie? ;)).