Fiolet (Magdalena Kozak)
Ready, set, go!
„Fiolet” przyciągał mnie jak magnes, odkąd usłyszałam, że ma się ukazać. Przyciągał nazwiskiem autorki – czy Magda Kozak mogłaby napisać słabą książkę? Przyciągał okładką – wyeliminowanie odruchu, że co ładne, to i dobre, idzie mi dość opornie, a Piotr Cieśliński jest moim ulubionym grafikiem… I przede wszystkim przyciągał tytułem. „Fiolet” – za tym słowem mogło kryć się wszystko. Ponadto – ładnie brzmiało. A tu odruch mam identyczny jak w wypadku okładki, w dodatku lubię jednowyrazowe tytuły. Ale przecież kiedy książce stawia się wysokie wymagania, łatwo o rozczarowanie… Na szczęście, nie tym razem.
Świat „Fioletu” to nasz świat – bliska przyszłość, a może teraźniejszość? W świat ten brutalnie wdzierają się komiczni zabójcy – wielkie, rozpylające wokół siebie cyjanowodór rośliny, potocznie zwane Fiołkami. Ich barwa nagle staje się dla ludzi barwą śmierci. Każdy zasypia ze świadomością, że może się już nie obudzić…
Ponad osiemdziesiąt stron powieści to prolog – autorka pokazuje nam początek inwazji, pierwsze niedowierzania, próby odparcia niebezpieczeństwa… a potem nagle dajemy się porwać akcji. Jest ona tak żywa, tak wciągająca, że zdziwiłam się, odkrywając początek pierwszego rozdziału. Jak to, przecież on już musiał być... Naprawdę przez dłuższą chwilę upewniłam się, czy nie przeoczyłam czegoś w numeracji.
A potem… naprawdę zaczęła się akcja.
„Fiolet” to świat ludzi, nie znajdziemy w nim kojarzonych z Magdą Kozak wampirów, natomiast nie zabraknie jej innych „wizytówek”. Zobaczymy broń, oddziały specjalne, medycynę i spadochrony – a wszystko w jak najlepszym wykonaniu. Główna oś fabularna skupia się na młodych ludziach mierzących się z Fiołkami. Ale przecież po godzinach mają swoje życie, choć tak bardzo je narażają. Też chcą wypić, wyskoczyć do pubu, zasnąć dla odmiany obok kogoś bliskiego. Kogoś, kto nie odejdzie następnego dnia, w akcji… Uczucia, przemyślenia bohaterów autorka przedstawiła po mistrzowsku. Miałam wrażenie, iż te postaci naprawdę żyją, oddychają, odczuwają. Nie czuć w nich ani śladu papierowości, sztuczności. Magda Kozak stworzyła pełnokrwistych ludzi – a więc też związała ich z czytelnikiem. Gdy bohater jest osobą z krwi i kości, nikt przecież nie życzy mu śmierci, o którą tak łatwo w świecie pełnym Fiołków…
Skoro autorka tak dobrze poradziła sobie z kreacją bohaterów, nikogo nie powinno zaskoczyć, że w swojej specjalizacji wykazała się po mistrzowsku. Ważnym elementem fabuły są skoki na spadochronach. Od tych zupełnie niewinnych, dla odprężenia, po te w sytuacjach ekstremalnych. Każdy opisany tak, że wręcz czuje się pęd powietrza. W sytuacjach, w których czytelnik powinien odczuwać każdą sekundę z życia bohaterów, Magda Kozak przechodzi do narracji w czasie teraźniejszym, w drugiej osobie. Chyba żaden inny sposób opowiadania nie zbliża tak bardzo czytelnika i postaci. Nagle odczuwa się wraz nią, napina mięśnie, by skok zakończył się pomyślnym lądowaniem… W dodatku, choć wątek pojawia się często, za każdym razem opisany jest trochę inaczej, więc nie czuje się potrzeby przewracania stron, szukania końca opisu. Wręcz przeciwnie – czyta się w kilkanaście sekund, pochłaniając tekst, by zdążyć przed zderzeniem z ziemią.
Nie zapominajmy jednak, że to nasz świat, Polska. Nasz świat, a więc i ludzie, jakich znamy. Żadna katastrofa nie powstrzyma tych, którzy wietrzą w cudzym nieszczęściu korzyści dla siebie. Stąd już tylko krok do chęci eliminacji „tych dobrych”, a nie zawsze od razu da się rozstrzygnąć, kto jest tym prawdziwym „złym”. Intryg nie zabraknie.
Odrywając się od treści, skupmy się na konstrukcji powieści. „Fiolet”, oprócz prologu, składa się z dwudziestu rozdziałów. Każdy z nich rozpoczyna się cytatem – czasem jest to fragment tekstu popularno-naukowego, kiedy indziej tekst piosenki, zdarzają się też urywki informacji ze świata opanowanego przez Fiołki, np. treść graffiti. Oczywiście każdy odnosi się do treści danego rozdziału, pozwala dokładniej go zrozumieć, głębiej wniknąć w treść. Muszę przyznać, że dobór tych wstawek był znakomity – od suchych, podręcznikowych rad po poezję. Wszystkie wpasowywały się w rytm powieści tak mocno, że trudno sobie wyobrazić, by ich tam zabrakło. To byłoby porównywalne z wymazaniem gumką jednego z bohaterów.
Przeczytałam „Fiolet” jednym tchem, bez odrywania się od tekstu. Nie umiałam. Dopóki nie dobrnęłam do słowa „KONIEC”, świat wokół mnie mógł się walić, za moim oknem mogli wylądować kosmici, nawet fioletowi – przegapiłabym ich. Dawno nie dałam się aż tak ponieść lekturze.
Jeśli ktoś jest fanem twórczości Magdy Kozak – szczerze polecam. Jeśli nie jest… może czas, by nim został?
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękujemy Agencji Wydawniczej RUNA i wydawnictwu Bellona.

autor: Magdalena Kozak
tytuł: Fiolet
wydawcy: Bellona, Runa
Runa ISBN 978-83-89595-62-1
Bellona ISBN 978-83-11-11791-4
liczba stron: 528
wymiary: 125x195 mm
okładka: miękka
ilustracja na okładce: Piotr Cieśliński
premiera: 21 kwietnia 2010 r.


















































Odpowiedzi
Ciekawie to wygląda, na pewno
Ciekawie to wygląda, na pewno przeczytam książkę, jak tylko przebrnę przez te, które już obiecałem przeczytać ;]
________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...
No, z chęcią bym przeczytał.
No, z chęcią bym przeczytał. Nocarz mi się podobał, a tu jeszcze sf w polskim sosie... i tylko kasy brak ;] A recka całkiem zgrabna.
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
Mogę pożyczyć. Książkę, nie
Mogę pożyczyć. Książkę, nie kasę :)
Ha, kolejna książka do
Ha, kolejna książka do dopisania na listę... :) Polskie SF, może być ciekawie :)
Książkę przeczytam... by
Książkę przeczytam... by zweryfikować zasłyszane opinie. A są one skrajne. Tak skrajne, jak tylko mogłyby być. Niedawno słyszałam na własne uszy, że książka jest beznadziejna, w dodatku od osoby, z której ust najmniej się takiej krytyki spodziewałam. Teraz czytam, że jest świetna i genialna. Cóż. Nie pozostaje mi chyba nic innego jak sprawdzić kto ma rację ;)
Jeśli chodzi o samą recenzję: ładnie, zgrabnie i przyjemnie napisana. Uwagi techniczne brzmią natomiast następująco:
1. "W świat ten brutalnie wdzierają się komiczni zabójcy" - jacy ci zabójcy są? komiczni? kosmiczni? Nie czytałam jeszcze książki, więc ciężko mi stwierdzić... komiczni przecież też mogli być ;)
2. Jest to recenzja, dzięki której do końca życia nie zapomnę imienia i nazwiska autorki tej książki. Obudzona w środku nocy na pytanie o to, kto napisał "Fiolet", odpowiem niczym zaprogramowana maszyna "Magda Kozak!", po czym z powrotem padnę twarzą w poduszkę.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
1. Kosmiczni... ;p Także
1. Kosmiczni... ;p Także wyedytuję, jak Internet znormalnieje.
2. Tylko trzy razy padło!
Cztery. Całe cztery razy. Na
Cztery. Całe cztery razy. Na dziewięć krótkich akapitów.
Może i da się powtórzyć je więcej razy, ale i tak zrobiło na mnie piorunujące wrażenie :P Po przeczytaniu recenzji i tak czuję się jakbym przez bite dwie godziny wkuwała na pamięć frazę "Książkę pod tytułem Fiolet napisała Magda Kozak":P
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Ach, bo raz jest "Magdą" i mi
Ach, bo raz jest "Magdą" i mi nie znalazło w automatycznym wyszukiwaniu ;p
Moim skromnym zdaniem lepiej użyć czasem nazwiska, niż w kółko powtarzać "autorka"... ;) No ale cóż - z Twoimi wrażeniami dyskutowała nie będę ;)
Po Nocarzu, Renegacie i
Po Nocarzu, Renegacie i Nikcie nie można było spodziewać się niczego innego.
W wolnej chwili trzeba zdobyć i przeczytać, główna misja.
Przy okazji, tak dobrze się wypowiadasz i wszystkich książkach autorki, jesteś zarejestrowana na jej oficjalnym forum, tess?
- Barbarzyństwo jest naturalnym stanem ludzkości - rzekł w końcu tropiciel, patrząc posępnie na Cymmeryjczyka. - To cywilizacja jest nienaturalna. Jest zbiegiem okoliczności. I barbarzyństwo musi ostatecznie zatryumfować.
No to sprawa znajomości chyba
No to sprawa znajomości chyba nam się wyjaśniła ;)
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Zarejestrowana, ale tylko
Zarejestrowana, ale tylko zarejestrowana jak na razie ;)
Faktycznie, od 13 lutego...
Faktycznie, od 13 lutego... Szczęśliwa data.
- Barbarzyństwo jest naturalnym stanem ludzkości - rzekł w końcu tropiciel, patrząc posępnie na Cymmeryjczyka. - To cywilizacja jest nienaturalna. Jest zbiegiem okoliczności. I barbarzyństwo musi ostatecznie zatryumfować.
Mnie szukaj pod tą samą datą
Mnie szukaj pod tą samą datą :) O ile dobrze pamiętam ;)
Zresztą... skoro tak się sprawy mają, powinieneś jednak mnie kojarzyć chociażby jako osobę, która przeprowadzała wywiady z Waszymi ludźmi :P Albo jako znajomą Twoich znajomych. Albo w jeszcze innej roli.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Odpowiedziałem na to na forum
Odpowiedziałem na to na forum (tym), zbyt mało chyba piszesz na forum (nocarza) abym Cię dokładniej kojarzył.
- Barbarzyństwo jest naturalnym stanem ludzkości - rzekł w końcu tropiciel, patrząc posępnie na Cymmeryjczyka. - To cywilizacja jest nienaturalna. Jest zbiegiem okoliczności. I barbarzyństwo musi ostatecznie zatryumfować.
Dostałem tą książkę w
Dostałem tą książkę w prezencie od Żony. Trochę odczekała na półce zanim skończyłem poprzednią. W końcu wziąłem się za "Fiolet" i ... wsiąkłem. Nie mogłem się oderwać i tylko konieczność pójścia do pracy zmusiła mnie do przerwy w czytaniu. Przeczytałem raz i wziąłem się do czytania od nowa by na spokojnie rozsmakować się we wszystkich szczegółach. Polecam.
"i ... wsiąknąłem" Wsiąkłem!
"i ... wsiąknąłem" Wsiąkłem!
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
tak 7 na 10 bym dała. Chyba...
Przeczytałam kilka dni temu i tak zbierałam się do napisania i zebrać się nie mogłam...
Hmmm... mam mieszane uczucia. Długo się nie mogłam wkręcić w fabułę, jak się wkręciłam to nie mogłam się oderwać, ale...
Delikatne SPOILERY:
Co na plus: Fajny i ciekawy pomysł. Fiołki i Róże spadające z nieba i akcje ze spadochronami, ale najlepszym pomysłem był chyba wyścig. Rozterki Filozofa nad jego "igłą w stogu siana" też mi się podobały, chociaż bardzo mnie niepokoiły te cholerne zwłoki poniewierające się po strefie śmierci. Owszem to nadawało jej klimatu, ale na litość boską! Nie ma mowy żeby coś takiego przeszło - nigdy i nigdzie, raz że z tymi szczurami epidemia gotowa, a dwa że ci ludzie na pewno mieli jakieś rodziny, które chciałby ich pochować. Nie dawało mi to spokoju, a nieśmiałe tłumaczenia tego stanu rzeczy w ogóle do mnie nie przemawiały. Choć mówię bez tego Filozof spałby po nocach, a jego poszukiwania akurat mi się podobały xD Chyba jedyna postać w tej książce, którą darzyłam jako-taką sympatią.
Jeśli chodzi o postacie to strasznie oklepane i papierowe. A już najgorsza była Milka, ale z tym to się akurat szybko pogodziłam, bo już przy nocarskiej trylogii zauważyłam, że jeśli chodzi o postacie kobiece, to autorka w mój gust akurat nie trafia.
Tak w ogóle to mamy tu strasznie dużo bohaterów, każdego pokazanego pobieżnie i byle szybciej, i w dodatku zrobiło się z tego osobliwe love story. Taki czworokącik, a na upartego to i pięciokącik, w dodatku jakiś taki zbyt zawiły jak dla mnie. I tak: facet wzdychał do dziewczyny, która wzdychała do jego przyjaciela, ale ostatecznie przeleciał ją jego brat. Trochę za blisko mody na sukces, zwłaszcza jak na książkę akcji o kosmitach.
Na dodatek przez te ich wyszukane ksywki i tłum bohaterów zwyczajnie mi się mylili i kiedy w pewnym momencie padła ksywa Kosa, to musiałam się wrócić i odszukać gościa w natłoku wrażeń, bo zwyczajnie nie wiedziałam o kogo chodzi. No i w gruncie rzeczy przegapiłam przez to dramatyzm momentu. Fail :/
Generalnie tło świetne - pomysł na inwazję, na walkę z nią, mafia urządzając wyścig, przedstawienie zrujnowanej Warszawy. Gorzej z bohaterami, bo tajemniczy i zamknięty w sobie Drakkar, wzdychający i zawsze w cieniu kolegi Żuku czy poczciwina Ari, do spółki z nijaką i miotającą się Milką do mnie wcale nie przemówili - sztampowi i przerysowani z jednej kalki. Nic nowego. Nie miałam się o kogo zahaczyć. Ale wzbudza ciekawość, głodni wrażeń przekładamy kolejne kartki, zwłaszcza warszawiacy mogą nieźle się wkręcić i już żadna ulica w centrum nie będzie taka sama :D
"To są właśnie rzeczy jakie przychodzą mi do głowy kiedy siedzę w domu podczas burzy, czekając na telefon od kuratora sądowego."
Nie czytałam wprawdzie
Nie czytałam wprawdzie jeszcze nadal "Fioletu", ale już zamówiłam i czekam na paczkę. Czytam kolejne opinie tutaj, na forum Nocarz.pl i słyszę od znajomych... i mam coraz większą ochotę przeczytać tę książkę. Tylko dlatego, że opinie są tak skrajnie różne, że korci mnie by sama to zweryfikować. Spotkałam się już z czytelnikami zachwyconymi, takimi, którym podobało się umiarkowanie, nie zdecydowanych i zażenowanych. Jestem niezmiernie ciekawa jak ja odbiorę tę historię i jej bohaterów.
Kometo, w jednej kwestii się z Tobą na pewno zgodzę.
"ale z tym to się akurat szybko pogodziłam, bo już przy nocarskiej trylogii zauważyłam, że jeśli chodzi o postacie kobiece to autorka w mój gust akurat nie trafia. "
Akurat tutaj miałam podobne odczucia. Żeńskie postacie u Magdy Kozak są strasznie stereotypowo-kobiece, a do tego jakieś takie ckliwe obrzydliwie i "bez jaj".
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
A mi się ksywki podobały!
A mi się ksywki podobały! Takie zwykłe, polskie, jakie może mieć znajomy. A nie na siłę amerykańskie.
A ja nie wytrzymałam i
A ja nie wytrzymałam i zakupiłam Fiolet wczoraj. Nie miałam jeszcze czasu przeczytać ale w przyszłym tygodniu z pewnością podzielę się opinią.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna