Kameleon (Rafał Kosik)
W teatrze świata…
– William Shakespear –
„Kameleon” Rafała Kosika to scena wielkiego teatru, w którym, zasiadając w honorowej loży, obserwujemy cywilizację. Powieść ta prezentuje nam rozwój świata w pigułce, prowadzi od wynalazców do filozofów, by następnie skupić się na działaniach wojennych, polityce i strukturze społeczeństwa. A wszystkiemu przygląda się załoga misji ratunkowej USS „Ronald Regan”, która głowi się na rozwikłaniem zagadki: skąd na planecie oddalonej o sto dwadzieścia lat świetlnych od Ziemi wzięła się kilkumilionowa społeczność?
Fabuła „Kameleona” skupia się na dwóch głównych wątkach. Pierwszy z nich to załoga misji ratunkowej, odhibernowana właśnie nad planetą Ruthar Larcke, czyli w miejscu, gdzie czterysta trzynaście lat wcześniej rozbił statek poszukujący „drugiej Ziemi” – a raczej planety, którą poprzez terraformowanie da się przygotować na przyjęcie człowieka. Załoganci, poza kwestią wyjaśnienia liczebności mieszkańców planety, spotkają się też z innymi problemami – poczynając od tego, skąd na Ruthar Larcke ekosystem identyczny z ziemskim, poprzez bunt komputera pokładowego, aż po wyjaśnienie właściwego celu ich misji, który nagle przestał się wydawać taki oczywisty…
Drugim, znacznie bardziej rozbudowanym wątkiem, jest rozwój cywilizacji Ruthar Larcke. Tę poznajemy dogłębnie, z różnych punktów widzenia, w tym jednego z najważniejszych bohaterów książki, Noana. Spotykamy go już w pierwszym zdaniu powieści, gdy wpatruje się w niebo. Noan pasjonuje się astronomią i uważa się za kogoś przeznaczonego do wyższych celów niż bycie pospolitym rolnikiem, z wzajemnością nienawidząc swego brata – Pachzana. Czytelnik nie spotka się jednak z jasnym podziałem mówiącym, że Noan jest dobry, a Pachzan zły (czy na odwrót), jego nastawienie do postaw braci zapewne będzie się zmieniać w zależności od tego, którego z nich punkt widzenia przedstawi akurat autor.
Wraz z przewracaniem kolejnych stron powieści, losy bohaterów będą się różnicować, a my będziemy poznawali coraz to nowe postaci. Zobaczymy zdrady i wojnę, geniuszy i tchórzy, spiski i polityczne zagrywki, przejmującą miłość i gorącą nienawiść. Spotkamy bohaterów poświęcających się za innych oraz tych brnących do celu po trupach. A wszystkie te wątki splotą się w prawdziwie sensacyjną fabułę, której ciągu dalszego będziemy coraz bardziej spragnieni, a którą Rafał Kosik osadził w realiach niezwykle zbliżonych – przynajmniej z początku – do naszego średniowiecza.
Recenzując tę powieść, powinnam się do czegoś przyznać – nie przepadam za literaturą science fiction. Z tego powodu długo nie mogłam przekonać się do sięgnięcia po tę książkę – nawet gdy już, z autografem autora, spoczywała na mojej półce. Gdy jednak przekonałam się, by zacząć czytać „Kameleona”, nie potrafiłam przestać – wciągnęły mnie już pierwsze zdania, a potem lektura pochłaniała mnie coraz bardziej. Skończyłam czytać głęboką nocą, słaniając się na nogach, ale nie mogąc zasnąć, póki nie poznałam ostatniego zdania. Wątki fantastyczno-naukowe podane zostały przez Kosika tak, że nie miałam problemów z ich zrozumieniem i nie musiałam – jak nie raz zdarzało mi się w wypadku innych pozycji tego gatunku – omijać wzrokiem długich partii tekstu, by nie poczuć znużenia. Przeciwnie, chłonęłam je z niecierpliwością, próbując rozwikłać stawiane przez autora zagadki.
„Kameleon” to jednak powieść godna polecenia nie tylko dla czytelników science fiction (lub tych, którzy z powodu tej pozycji właśnie się do tego gatunku przekonają). Duże ustępy tekstu czyta się jak świetnie napisaną fantasy lub historię alternatywną, a całość podgrzewa trzymająca w napięciu akcja. Zdecydowanie jest to książka, która powinna zainteresować większość fanów fantastyki, bez względu na ich ulubiony podgatunek. Sądzę, że także osoby nie stykające się z fantastyką na co dzień nie powinny poczuć się taką lekturą rozczarowane.
Język powieści jest jasny i przejrzysty, ale zdecydowanie nie łapie się na zarzut „zbyt prosty”. Można smakować opisy wynalazków jak i dialogi bohaterów, a jednocześnie nie trzeba się bać, że warstwa językowa utrudni dotarcie do treści. Psychologia postaci jest także ogromną zaletą „Kameleona”, wydaje się, że bohaterowie to żywe postaci przeniesione na karty książki, nie czuć w nich ani odrobiny papierowości. Zaskakiwać mogą jedynie szybko dokonywane odkrycia… ale to zostaje przez autora sprawnie wytłumaczone. Konstrukcja wydarzeń jest bardzo misterna i dopracowana i nieprzypadkowo świat Kosika został przeze mnie porównany do teatru – wszystkie zdarzenia z Ruthar Larcke dzieją się bowiem nie tylko na „dużej scenie”, ale także „mniejszej” – w terrarium na pokładzie „Regana”. Czym jest ono dokładniej, przekonajcie się już sami. Pozostawiam Wam także do odkrycia, do czego nawiązuje tytuł powieści, gdyż zdradzenie tego w recenzji zniszczyłoby sporą część przyjemności z czytania.
Pozostaje jeszcze zakończenie „Kameleona” – ostatni rozdział książki nawiązuje do opublikowanych przed kilku laty opowiadań Kosika, co może zdradzać główną intrygę osobom, które się wcześniej z nimi zapoznały. Ja tego nie zrobiłam, więc rozwiązanie zagadki wywarło na mnie piorunujące wrażenie – i nawet gdyby reszta powieści była słaba, warto by było po nią sięgnąć – dla tego jednego wrażenia. A że „Kameleon” słaby nie jest, ostatni rozdział stanowi wyjątkowo apetyczną wisienkę na niecodziennym torcie.
Wspomnę jeszcze o sprawach bardziej technicznych - książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph, okładkę – przedstawiającą kosmonautę – zaprojektował sam autor. Jest estetyczna i schludna, choć nie w moim guście (ale wyjaśnienie, dlaczego w niego nie trafia, wymagałoby osobnego artykułu, więc na tym stwierdzeniu poprzestanę). Wadą jest dla mnie natomiast zbyt biały papier książki – duży kontrast z czarną czcionką sprawia, że oczy męczą mi się szybciej niż w wypadku czytania książek wydanych na papierze kremowym. Jak większość książek Powergraphu „Kameleon” posiada ciemny grzbiet, a nazwisko autora i tytuł napisane zostały charakterystyczną dla tego wydawnictwa czcionką. To dobra wiadomość dla kolekcjonerów – pozycja będzie się dobrze prezentować na półce, jeśli postawi się ją obok innych przedstawicieli tej stajni.
Rafał Kosik pisał „Kameleona” sześć lat i widać, że świetnie wykorzystał ten czas. Nie pamiętam, kiedy ostatnio spotkałam się z tak kunsztowną na każdej płaszczyźnie książką. Mimo iż – jak już wspomniałam – fanką science fiction zdecydowanie nie jestem – uważam, że ta pozycja zalicza się do grona najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czekałam. Nie strąciła co prawda z tronu „Mistrza i Małgorzaty” (co sądzę, że żadnej innej także się nie uda), ale uplasowała się w ścisłym finale mojej prywatnej czołówki. Już w czasie lektury nie miałam wątpliwości, że przyznawane „Kameleonowi” nagrody są w pełni zasłużone… a gdy doczytałam do końca, pewność ta jeszcze się ugruntowała. Szczerze polecam.

autor: Rafał Kosik
tytuł: Kameleon
wydawnictwo: Powergraph
miejsce wydania: Warszawa
data wydania: 2008
grafika i projekt okładki: Rafał Kosik




















































Ciekawa recenzja, może się
Gotan, pon., 20/07/2009 - 17:49Ciekawa recenzja, może się kiedyś skuszę i przeczytam książkę ;)
"Klękajcie narody, oto Wielki_i_Mroczny ukazał swe oblicze! Niech będzie pochwalony Wielki Imperator! Za Imperium! Na pohybel Jedi!"
Recenzja git, zachęciłaś
Firewarrior, pon., 20/07/2009 - 19:56Recenzja git, zachęciłaś mnie do przeczytania :D
Mnie też zachęciłaś.
Lorelay, sob., 25/07/2009 - 19:53Mnie też zachęciłaś. Korci mnie, żeby tę książkę przeczytać (och, mój biedny portfel!). Sama recenzja udana, choć nie przeczę, że zdarzało ci się obierać lepszą, bardziej uporządkowaną i mocniejszą formę, trafniej ubierać myśli w słowa. Sprawdź ją też jeszcze pod względem powtórzeń i brzmienia zdań wielokrotnie złożonych - niektóre mnie przytłaczały, musiałam czytać po dwa - trzy razy, żeby załapać całą ich treść. Tak więc, albo to moje przemęczenie robi swoje, albo rzeczywiście trochę za bardzo nakomplikowałaś.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"