Głową w mur (Rafał W. Orkan)
orkanem w mur
goni mnie, goni
tysiąc gór
…głoszą moje notatki z poetyki, z zakresu tonizmu (choć autora tegoż wiersza, mimo najszczerszych chęci, nie udało mi się zidentyfikować). A my – czytelnicy – też dostajemy w mur, ale nie orkanem, a głową. Za to w wykonaniu Rafała W. Orkana. Pogoni nie zabraknie, a i bohater wielki jak góra się znajdzie. A wszystko to w pierwszym tomie trylogii zatytułowanej „Paramythia Vakkerby”, czyli w „Głową w mur”, która ukazała się nakładem Fabryki Słów.
Książka ta to powieść mozaikowa, składa się z sześciu apologów* zebranych w dwie części. Pierwsza z nich nosi tytuł „Ślepe zaułki”, druga – „Uciszyciel”, a tytuły te charakteryzują zarazem treść apologów – pierwsze trzy pokażą nam rozmaite zakamarki świata przedstawionego, trzy kolejne skupią się wokół pewnej postaci, a każdy z nich opatrzony jest cytatem z polskiej muzyki. Ponadto w książce znajdziemy osiem zapisków kazań z Placu Szalonych Proroków, czyli miejsca scharakteryzowanego w prologu „Głową w mur”. Ale dość o budowie.
Świat przedstawiony w książce Orkana nie będzie zaskoczeniem dla kogoś, kto wcześniej zapoznał się z opowiadaniem „Miód z moich żył” w antologii „Kochali się, że strach” (Fabryka Słów, 2007) czy z „Zemstą jednorożca” (Fahrenheit, nr 59) – powyższe teksty w „Głową w mur” nie stanowią już odrębnych całości, a okazują się idealnie dopasowanymi puzzlami wchodzącymi w skład całej układanki, prezentującej nam Vakkerby, Wieczne Miasto, w całej okazałości.
Vakkerby to moloch, wchłaniający w swoje łono i połykający jedną po drugiej kolejne dusze. To miejsce pełne okrucieństwa i brutalności, a jednocześnie przesycone jedyną w swoim rodzaju atmosferą. Na szczycie Vakkerby znajdują się Stalowe Ogrody, miejsce życia tajemniczych Arystokratów, zaś pod nimi mieści się Domena Pierza. Zamieszkują ją Złotoręcy, podli i bogaci, podlegli Arystokratom i za nic mający mieszkańców swoistego miasta pod miastem, czyli Domeny Dzbana, w której dzieje się akcja większości wątków powieści.
Domenę Dzbana zamieszkuje głównie biedota, choć nie można powiedzieć, by była to warstwa niezróżnicowana. Obok jednostek, którym udało się „ustawić” i zapewnić życie na całkiem przyzwoitym poziomie zobaczymy ludzi przymierających głodem, żywiących się surowymi szczurami, w dodatku zniekształconych z powodu skażenia magicznego tak okrutnie, że wyglądających raczej jak parodia homo sapiens. Zanieczyszczenia to kolejny z ważnych elementów świata „Głową w mur”. Winę za nie ponosi Technomagiczny Zakon Braci Konstruktorów, trudniący się przedziwnymi eksperymentami i sprawujący rzeczywistą władzę nad miastem. Zarówno spowodowane przez nich skażenia, jak i poczynania samych Braci niejednokrotnie będą miały duży wpływ na fabułę powieści. Na uwagę zasługuje także sam opis tego, czym jest technomagia.
Przez niemal sto pięćdziesiąt stron nie uświadczymy w powieści głównego bohatera, kolejne apologi będą ze sobą pozornie niepowiązane i tylko co czujniejszy czytelnik zauważy powtarzające się co jakiś czas imię… Można wręcz powiedzieć, że z początku pierwszoplanową postacią jest właśnie miasto-moloch, bezlitosne dla swoich mieszkańców, choć każda z części ma swoich, wyrazistych bohaterów, wokół których koncentruje się fabuła. Postaci te są zróżnicowane – sześcioręka Tane-tani, dziewczyna o uczciwym sercu i odrażającym wyglądzie, tocząca okrutne walki na arenie Eyra, wychowująca małego synka czy uciszyciel Byhtra o przedziwnym rogu wyrastającym z głowy, potężny mężczyzna, z którym nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby zadrzeć. Vakkerby pełne jest takich indywidualności, zaś ich losy na trwałe wpisane są w wojny gangów Domeny Dzbana. Nie brakuje w niej też trucicieli, dziwek, naćpanych błękitem i szkarłatem indywiduów, specjalistów do spraw podrzynania gardeł czy ściągania haraczy oraz innych postaci, trudniących się równie miłymi profesjami…
W takiej mnogości bohaterów łatwo się pogubić, jednak Rafał W. Orkan stanął na wysokości zadania. Zadbał mianowicie o język powieści, co sprawia, że czytanie jest samą przyjemnością. Każdy z bohaterów „Głową w mur” mówi w specyficzny tylko dla siebie sposób. Spotkamy się też ze ściśle ukształtowanymi odmianami języka – pyskówką z Psiego Dołka, którą „szczekają” przedstawiciele marginesu społecznego czy odmiennym od mowy mieszkańców Vakkerby językiem Najrajów. Dialogi bohaterów są jedną wielką lingwistyczną ucztą. Znajdziemy też nieco kazalniczej retoryki – w przemowach z Placu Szalonych Proroków. Na równie wysokim poziomie stoi język całej powieści. Opisy zachwycają pięknem, kiedy podziwiamy dzielnice Domeny Pierza i wzbudzają dreszcze, gdy zagłębiamy się w ponurej Domenie Dzbana. W zetknięciu z okrucieństwem język powieści staje się mocno naturalistyczny, jednak nie uświadczymy tu bezsensownego epatowania przemocą; widać, że każdy z opisów został przemyślany i ma swoje miejsce w większej całości. Emocje bohaterów „Głową w mur” malują nam się niezwykle prawdziwie, nie sposób nie odczuć współczucia dla niesłusznie cierpiących czy niechęci dla zimnych nowobogackich. Niejednokrotnie, w czasie lektury byłam mocno poruszona, ale też czułam zachwyt wraz z bohaterami powieści.
Język uważam za największą zaletę „Głową w mur”, ale z pewnością nie jedyną. Równie mocno urzeka specyficzny, z detalami skonstruowany przez Orkana świat. Interesujące są postaci bohaterów, których losy wciągają już od pierwszych stron. Choć akcja każdego z apologów jest szybka, fabuła całości posuwa się naprzód dość powoli – czytelnik nie ma jej przecież podanej wprost, musi sam wychwytywać nawiązania pomiędzy kolejnymi częściami. Świetną pomocą w tym są wspomniane już kazania z Placu Szalonych Proroków – przedstawiciele różnych sekt ze swego punktu widzenia ostrzegają nas przed mającymi nawiedzić Vakkerby zmianami… Pod każdym względem lektura zapewnia pozytywne doznania.
Także pod względem technicznym książka spełnia oczekiwania czytelnika. Wydana została ładnie, poskładana starannie, w dodatku ozdobiona okładką z interesującą grafiką, wykonaną przez Piotra Cieślińskiego. Przedstawia ona monumentalną postać Byhtry i trzeba przyznać, że robi wrażenie. Tło wokół postaci jest ciemne, wydaje się, iż jest przesycone mrokiem – i kolorystyka ta dobrze oddaje klimat powieści. I niech mnie utopią w Mrocznicy, jeśli nie jest to pozycja warta uwagi!

autor: Rafał W. Orkan
tytuł: Głową w mur
cykl: Paramythia Vakkerby
wydawnictwo: Fabryka Słów
miejsce wydania: Lublin
data wydania: 2009
grafika i projekt okładki: Piotr Cieśliński
____________________________________________________________________
*apolog (gr. apólogos = opowieść) – krótki utwór prozą lub wierszem o charakterze dydaktyczno-moralizatorskim, często alegoryczny. Bohaterami takich utworów są postacie o schematycznych cechach [źródło: Wikipedia].



















































:D Nic dodać nic ująć,
Firewarrior, wt., 21/07/2009 - 21:56:D Nic dodać nic ująć, świetna recenzja.
Od siebie dodam tyle, że podczas lektury miałam skojarzenia ze swoimi ulubionymi grami - koncepcja Vakkerby przypominała mi nieco Midgar z Final Fantasy VII, a kazania i poglądy różnych sekt - frakcje z Planescape:Torment... :)
Zachęciłaś mnie. Na pewno
Lorelay, sob., 25/07/2009 - 20:42Zachęciłaś mnie. Na pewno po tę książkę sięgnę, Byłam jej ciekawa już dawno, a teraz tylko tę ciekawość podsyciłaś.
Recenzja sama w sobie... cóż... muszę ci pogratulować, na mój gust jedna z twoich najlepszych.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
O, dziękuję :)
tess, nie., 26/07/2009 - 10:30O, dziękuję :)
--
bezczelna i ruda
Całkowicie się zgadzam z
jimajl, wt., 03/08/2010 - 11:30Całkowicie się zgadzam z recenzją. Jedno z największych zaskoczeń w fantastyce a.d. 2009.