header

Logowanie

Biblioteka

Ankieta

Kim byłbyś w świecie fantasy, jeśli miałbyś możliwość wyboru?
Orkiem
0%
Krasnoludem
14%
Elfem
24%
Niziołkiem
0%
Bestią (np. smokiem)
29%
Pozostał(a)bym człowiekiem!
33%
Razem głosów: 21

Subskrybuj

Subskrybuj zawartość

Obecnie dostępni są:

portret użytkownika Gotan
portret użytkownika Koala
portret użytkownika Anansi
W tej chwili stronę przegląda 3 użytkowników i 1 gość.

Nowi użytkownicy

portret użytkownika pleannapoet
portret użytkownika Rafineria
portret użytkownika PaniKasia
portret użytkownika Fhtagn
portret użytkownika Kadzia
portret użytkownika Seidhewedd
portret użytkownika zara
portret użytkownika Ivka
portret użytkownika Valvado777
portret użytkownika tyiga

Część VII

- Śmiało - powiedział Thierry widząc, iż jego młodszy kolega obawia się podchodzić bliżej do klatek większych zwierząt – Zwierzaki nas lubią. Nie zapominaj, że żyłem między wilkami i jakoś mnie nie zjadły. Gusto mówi, że to feromony, które informują większość zwierząt ‘spokojnie, jestem niegroźny i nie nadaję się do jedzenia’. Nie wiem dokładnie, co to feromon, ale wierzę Gustowi. Jego głowa to istna encyklopedia i działa niczym maszyna cyfrowa.
Wyjął z portfela wytrych i otworzył nim jedną z klatek. W środku leżała wspaniała, czarna pantera, a jej złote oczy świeciły w ciemności niczym oczy Nevera. Gerard pierzchnął w tył, ale Thierry wszedł bez obawy do klatki i przyklęknął obok ogromnego kota.
- Nie bój się, Fanfanie – powiedział, kładąc dłoń na łbie pantery – Ona jest naprawdę przyjazna.
Łagodnie podrapał zwierzę za uszami i w nadstawione podgardle. Pantera poddawała się jego pieszczotą, uderzając nerwowo ogonem o dno klatki i ocierając się pyskiem o rękę Frondy, gdy ten przestawał ją drapać. Gerard obserwował tę sielankę z bezpiecznej odległości, nie odważając się podejść bliżej, gdyż nie ufał drapieżnikowi, nawet urodzonemu i wychowanemu za kratami. Zbyt niedawno stał się wampirem, by nauczyć się czerpać korzyści ze swego nowego statusu, a jedną z tych korzyści było niewątpliwie owo względne bezpieczeństwo przed atakami zwierząt. Nie to, by Gerard ich nie lubił – co prawda czuł lęk przed niektórymi z nich, zdecydowanie brzydził się gadami, ale lubił psy, konie, ptaki... Braterstwa z nimi zdecydowanie jednak nie czuł.
- Często tu przychodzisz? - spytał obserwując przyjaciela.
- Do niej? Do niej często. - odparł Thierry, przytulając policzek do łba pantery.
- Wariat. - mruknął aktor z mimowolnym dreszczem.
- Uwierz mi, żadne zwierzę cię nie zaatakuje, jeżeli ty go nie zaczepisz. - zawołał Never, który nieopodal usiłował obudzić śpiącego w swej wolierze orła przedniego. Orzeł obudził się wreszcie, skrzeknął i dziobnął go w rękę. Never, ubawiony, pociągnął go lekko za skrzydło i poczochrał po piórach na szyi.
- Chodźmy jeszcze do pawilonu dla egzotycznych ptaków – zaproponował Gerard po chwili – Chciałbym obejrzeć je z bliska.
W rzeczywistości pragnął, by Fronda wyszedł wreszcie z klatki pantery i zamknął ją porządnie. Wolał nawet towarzystwo jadowitych węrzy, nieruchawych w nocy i ospałych, choć budziły w nim dreszcz obrzydzenia. Takich oporów nie miał ani Never, z racji swojej hinduskiej krwi obyty z wężami, ani Fronda, nie obawiający się żadnego stworzenia. Gerard był, w porównaniu z nimi, na wskroś produktem cywilizacji dwudziestego wieku i skrycie odetchnął, gdy wszyscy trzej opuścili menażerię. Była jeszcze głęboka noc, zatem w parku obok ZOO nie było nikogo. Lubili tam przychodzić w dżdżyste dni i nocami, bowiem nawet gdy było pochmurno, w parku było zbyt wielu ludzi, aby można było czuć się tam bezpiecznie. Przechodnie na ulicach nie stanowili zagrożenia, spieszyli do swoich spraw i nie mieli czasu przyglądać się ludziom, ale park to co innego. Park to miejsce wypoczynku i zabawy, zbyt łatwo narazić się tam na zdemaskowanie. Podczas silnego deszczu i głęboką nocą byli bezpieczni, tak jak teraz. Drzewa szumiały jednostajnie, czasem odezwał się nocny ptak lub jakiś kot miauknął w krzakach, gdzieniegdzie szeptały zakochane pary, kryjące się przed całym światem. - Zauważyliście, jaki słodki smak ma nocne powietrze? – westchnął lirycznie Never, oddychając głęboko – W Indiach jest gorące i wilgotne jak w łaźni tureckiej, a tu, we Francji, jest jak świeży owoc.
- Zabawne. Nigdy tak o tym nie myślałem. - mruknął Gerard. W życiu miał zbyt wiele zainteresowań i spraw na głowie, by przejmować się nocnym powietrzem. Najpierw była wojna, potem studia, walka o pozycję w świecie sztuki, filmy, objazdowa scena, działalność w związku aktorskim, małżeństwo i dzieci... Gdzie w takim świecie czas na delektowanie się nocnym powietrzem?
- Za czasów Frondy pewnie powietrze nie było takie zatrute ale teraz... - powiedział niepewnie. Thierry zaśmiał się cicho.
- W lasach było czyste, ale po wsiach cuchnęło gnojówką, dymem i padliną, a w miastach było jeszcze gorzej – rzekł – Przecież o kanalizacji nikomu się nie śniło, zabudowa była gęsta, a dymy z setek kominów też robiły swoje. A jeszcze gdy się mieszkało obok garbarni czy niedaleko rzeźni...
Machnął ręką ze zniechęceniem i wtedy usłyszeli z daleka cienki, rozpaczliwy krzyk.
- Co jest? - zdziwił się Never, przystając. Thierry spojrzał na zegarek.
- Prawie trzecia – odpowiedział – Komuś najwyraźniej przeciągnął się horror.
Krzyk powtórzył się, krzyk młodej, najwyraźniej przerażonej dziewczyny.
- Co za siksa włóczy się po parku o tej porze? - Never ruszył biegiem w kierunku, z którego dobiegał głos, ale Fronda prześcignął go z łatwością. Gerard był ostatni. Mimo pozornego wyzdrowienia wciąż miał niewiele siły i łatwo się męczył, mimo że zwinność i refleks wyraźnie mu się poprawiły.
- Będzie lepiej. - pocieszał go Never i pewnie miał rację, chwilowo jednak Gerard czuł się pod opieką przyjaciół jak przygarnięte, bezradne dziecko, co bardzo go deprymowało. Widok, który ukazał się jego oczom, był conajmniej nieoczekiwany; kilku mężczyzn, uzbrojonych w kije, usiłowało zatłuc nimi chudą dziewczyninę w kolorowej sukience, trzymaną przez jednego z napastników za włosy.Dziewczyna szarpała się i wyrywała, tak że trudno im było trafić.
- Co tu się dzieje?! - wrzasnął Never z oburzeniem.
- My się do was nie wtrącamy. Idźcie swoją drogą, a nic się wam nie oberwie. - powiedział napastliwie jeden z mężczyzn. Thierry pokręcił głową.
- Nie da się zrobić – oznajmił – Może jestem dziwak, ale nie lubię, gdy czterech czy pięciu dryblasów atakuje jedną chudzinę. Puszczać mi ją, ale już, bo się rozgniewam.
- Nie wiesz, co mówisz. To czarownica. - usiłował tłumaczyć się ten, który trzymał dziewczynę, ale to wampira tylko rozeźliło.
- Czarownica! I co jeszcze wymyślicie?! – krzyknął – W którym my jesteśmy wieku, w piętnastym?! Puszczaj tę małą, bydlaku!
Jeden z mężczyzn ruszył na niego z groźnie uniesionym kijem, ale Frona uchylił się, z ironicznym uśmiechem wyrwał mu kij, złamał go na kolanie i ciosem podbródkowym posłał napastnika na ścieżkę. Drugi rzucił się na Nevera, ale ten przyjął go takim uderzeniemn na odlew, że napastnik dosłownie przekoziołkowoł w powietrzu i runął, plując krwią z rozbitych ust. Thierry, nie czekając na to, co będzie dale, rzucił się na pozostałych, jednemu rozdzierając gardło zębami, drugiemu łamiąc rękę wprawnym chwytem. Walka była krótka, choć zacięta. Gerard nie brał w niej udziału, niepewny swych sił i umiejętności, ograniczył się tylko do tego, że pomógł wstać dziewczynie i odciągnął ją w bezpieczne miejsce. Wciąż nie pojmował, czemu została napadnięta i co wogóle robiła o tej porze w parku. Na prostytutkę nie wyglądała. Wątła i nieduża, raczej nieładna, ubrana w prostą sukienkę po kolana i całkowicie pozbawiona makijażu i biżuterii, nie mogła być przedstawicielką najstarszej profesji świata, Przytuliła się do niego, drżąc i ciężko dysząc. Dopiero, gdy Thierry i Never, przepędziwszy na dobre jej dręczycieli, otrzepali ręce i podeszli bliżej, odważyła się puścić ramię aktora i wyjść w krąg mdłego światła latarni.
- Dziękuję wam – powiedziała cicho – Zaskoczyli mnie, nie zdążyłam uciec.
- Lepiej uważaj z tym łażeniem po nocach, panienko – Thierry zlustrował ją życzliwym wzrokiem – Odprowadzić cię do domu?
Dziewczyna potrząsnęła głową.
- Dziękuję, teraz już dam sobie radę. - odparła i co prędzej dała nurka w krzaki, jakby obawiając się, że mogliby za nią pójść.
- Dziwne stworzonko – mruknął Never, patrząc za nią – No, zbierajmy
się, niedługo będzie świtać.





Wydarzenia

Reklama

Heartless

Ostatnie odpowiedzi

Patronaty

Księga Wojny

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Zajdel

Wyjście z cienia

Polcon 2011

Opowieści

Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny

Krawędź

Koniasz

Nefilim

Nefilim

Lewiatan

Raj utracony

Kod Lyoko

Kod Lyoko

Ulysses Moore

Moherfucker

Moherfucker

Przedwiośnie żywych trupów

Psalmodia (Michał Krzywicki)

Wilcze Dziedzictwo

Antologia fanów!

Amnesia

Wilcze Dziedzictwo: Ukryte cele (Magda Parus)

Tolkien

Genesis

Przedświt (antologia)

Krawędź czasu

Krzyż Południa. Rozdroża

Puckon

Krawędź czasu

JFK

JFK Przemytnik

JFK2

Awanturnik

Kamień na szczycie

Naznaczeni

Panopticon

Księga Przeznaczenia

Śmiertelna fantazja