header

Logowanie

Ankieta

Kim byłbyś w świecie fantasy, jeśli miałbyś możliwość wyboru?
Orkiem
0%
Krasnoludem
14%
Elfem
24%
Niziołkiem
0%
Bestią (np. smokiem)
29%
Pozostał(a)bym człowiekiem!
33%
Razem głosów: 21

Subskrybuj

Subskrybuj zawartość

Obecnie dostępni są:

portret użytkownika Gotan
portret użytkownika Koala
portret użytkownika Anansi
W tej chwili stronę przegląda 3 użytkowników i 1 gość.

Nowi użytkownicy

portret użytkownika pleannapoet
portret użytkownika Rafineria
portret użytkownika PaniKasia
portret użytkownika Fhtagn
portret użytkownika Kadzia
portret użytkownika Seidhewedd
portret użytkownika zara
portret użytkownika Ivka
portret użytkownika Valvado777
portret użytkownika tyiga

Billy Wolter

Oto jeden z rozdziałów powieści, którą zacząłem: Billy Wolter, jest to oczywiście tekst wyrwany z kontekstu, ale nie chciałem zamieszczać ogromnego tekstu i męczyć. ;)

Najeźdźcy
Billy razem z Estanem skierowali się w stronę wielkiej białej wieży magów, szli w tym kierunku oglądając obóz. Genel opowiadał co chwilę jakieś sytuacje, które miały tu miejsce. Nie wszystkie miały sens, ale większość z nich dawała powody do śmiechu. Po chwili chłopak przypomniawszy sobie coś zaczął:
-A skąd wiesz jak się nazywam? Wymieniłeś moje nazwisko, gdy byliśmy w namiocie, a przecież nie przedstawiałem ci się.
-Jeszcze dużo o mnie nie wiesz.- Piskliwie, głośno zaśmiał się genel, w jego głosie czuć było radość, że może zaskoczyć czymś chłopca.
-Jak mam być szczery to nie tylko o tobie, to miejsce jest dla mnie nowe, to, co tutaj widzę jest inne Nie wiem, kiedy wrócę do domu, nie wiem w ogóle gdzie jest mój dom i nie wiem, co ja w ogóle tutaj robię?
-Na pewno niedługo wrócisz do domu.- Powiedział poważnie Estan.
-Tak tylko mówisz, ale jak będzie nikt tego nie wie.
-Spójrz to drzewo.- Wskazał na drzewo rosnące pośród namiotów.
- Zwykłe drzewo, co w tym takiego dziwnego?
-To nie jest zwyczajne drzewo, chodź, szybko sam zobaczysz.- Wykrzyknął genel.
Chłopak przyśpieszył kroku i biegł za Estanem w kierunku drzewa, które było naprawdę ogromne, jego korzenie wystawały z ziemi a korona rzucała cień na kilka namiotów.
-Masz rację to naprawdę ogromne drzewo, jeszcze takiego chyba w życiu nie widziałem.
-Nie chodzi mi o jego wielkość ono jest magiczne, to stworzenie.
-Co ty znowu wymyślasz, to roślina, czyli żyje, ale nie jest to żadne stworzenie.
Genel ukłonił się i podszedł bliżej drzewa, które jak by samo się poruszyło, po czym jego kora jak by zaczęła się ruszać w kilku miejscach przypominających oczy nos i buzie.
-Przyprowadziłem gościa: Bill Wolter.- Powiedział genel przedstawiając chłopca.
-Witam panie Wolter, pewnie nie jest pan przyzwyczajony do takich widoków jak mniemam jest pan zdziwiony.- Powiedziało powoli jak by ze zmęczeniem drzewo.
-Ty potrafisz mówić? Kim jesteś?
-Ja jestem… elfy mówią na mnie ent, zaś inne istoty najczęściej nazywają mnie drzewcem.
Chłopak się nie odzywał, stał, był wpatrzony w drzewo, które jeszcze przed chwilą stało nie ruchomo, a teraz mówi do niego.
-Nie musi się mnie pan obawiać, jestem istotą, która na pewno nie zrobi ci krzywdy. Jak wiem jutro macie podróż do białej wieży, gdzie odbędzie się próba. Nie boisz się?
-Trochę, a jeżeli nie będę tym, którego szukają? Będę mógł z powrotem powrócić do domu?
-Niestety na to pytanie nie mogę odpowiedzieć. Zapytaj mnie o coś innego, a postaram się tobie udzielić odpowiedzi.
-Czy moi rodzice martwią się o mnie?
-Czy ty nie starasz się przypadkiem mnie sprawdzać? Ty nie masz rodziców.- Odpowiedział ze współczuciem.
-Nie starałem się ciebie sprawdzać, tak jakoś zapytałem, ale naprawdę jesteś mądry.
-Dziękuję.
-Ty od początku żyłeś w takiej formie?
-Ja nie, to, co widzisz jest klątwą, jestem zwykłym człowiekiem uwięzionym w takiej formie.
-Jak to się stało? Dlaczego ci to ktoś zrobił?
-Kilkanaście lat temu byłem magiem, miejsce, do którego niedługo pójdziesz było niegdyś moim domem dopóty nie dostałem misji sprawdzenia terenów wschodnich gdzie znajdują się cmentarze, lasy i groty. Królują tak przeklęci i ożywieńcy. Jedynym miastem gdzie można znaleźć schronienie jest krasnoludzka twierdza Tarranol, jest ono nie zależna od nikogo. Jest to jedyne miasto, które istnieje przy granicy chaosu… tak chaosu długo szukałem słowa, którym można nazwać to część i w końcu znalazłem. Istotami żyjącymi tam są szkielety, zombi, licze i wiele innych żywych trupów. Gdy tylko dostałem się do cmentarza, bo właśnie wydawało mi się, że to jest centrum tego przeklętego zła, pojawił się on.
-Kto to był?- Zapytał wciągnięty w te historie Billy.
-Wygnaniec szkoły czarodziejów, był najlepszy, ale jego zainteresowania budziły lęk wśród wszystkich. Został ukarany wygnaniem, miał przestać z używaniem magii, ale zaniechał tego zakazu. Przyzwał sobie liczną armie i stworzył swój świat, w którym to on właśnie jest władcą i on wydaje rozkazy. Wszyscy są jego podwładnymi, a na dodatek tereny, które posiada nie wystarczają, chce powiększyć swoje terytorium. Ciągłe walki, które stacza, dostarczają mu tylko następne liczne oddziały staje się to w pewnym sensie beznadziejne.
-Jak to przez walkę jego oddziały się powiększają?- Zapytał zdziwiony chłopak.
-Widzisz chłopcze, jego wojsko to tak na prawdę nasze oddziały, tylko, że zmarłe, on je przywraca do życia tylko w dużo bardziej okrutnej formie.
-Jak go można pokonać? Przecież on stworzył coś nie ludzkiego.- Powiedział z oburzeniem Billy.
-Zgadzam się z tobą chłopcze, to nie jest normalne, ale on spostrzega to inaczej i dla zaspokojenia swoich planów, marzeń posuwa się do tak drastycznych środków.
-Co on z tego miał? Bądź ma?
-To jest jego królestwo, a przecież władza jest każdego marzeniem, każdy chce być na górze i dowodzić, nikt nie lubi by ktoś nim rządził, a tym bardziej zakazywał czegoś.
Genel z zaciekawieniem patrzył się na drzewca, stał i nawet nie śmiał wtrącić się. To, co słyszał interesowało także i jego.
-Co zamierzałeś zrobić będąc już tam?
-Jeżeli mam być szczery, byłem jednym z najlepszych magów w wieży, ale gdy się tam znalazłem sam nie wiedziałem, co mam zrobić, rzucałem zaklęcia niszczyłem, ale to wszystko było na darmo ich było za dużo. Nekromanta chciał abym na wieki cierpiał, abym nie zaznał spokoju i zesłał na mnie klątwę, której nigdy wcześniej nie widziałem, teraz sam wymyśla swoje zaklęcia, jego magia jest całkowicie inna od naszej przez większość nazywana białą. To, co potrafi naprawdę mnie zaskoczyło.
-Czyli jako jedynemu udało dotrzeć ci się do samego centrum tego i z powrotem wrócić.
-Tak, ale nie jestem w stu procentach czy tak na prawdę jest to centrum w prawdzie jest tam najwięcej jego potwornych wojowników, ale nigdzie nie widziałem jego siedziby.
-Więc może mieć on w ogóle gdzie indziej centrum?- Zapytał z zaciekawieniem chłopak, a genel tylko przewrócił oczyma i jeszcze bliżej przybliżył się drzewca.
-Tak, ale to także nie jest pewne.
Chłopak stał, nie wiedział, o co zapytał, czuł współczucie do czarodzieja, któremu nekromanta dosłodził życie.
-Chłopcze mam do ciebie prośbę, przez wiele czasu czekałem prawdopodobnie właśnie na to, wierzę, że moje przewidywanie się spełni.- Drzewiec wygiął się na lewą stronę, całe drzewo wyglądało jak by się miało zaraz wywrócić, lewa strona korony prawie dotykała ziemi. Ent spod kawałka kory wyciągnął jak by kopertę, była ona zapieczętowana.- Masz to jest list do magów, jeżeli uda ci się przejść próbę, a właśnie głęboko w to wierzę daj ten list magowi. Nie otwieraj go przed tym, bo stanie się nie ważny.
-Mam do ciebie jeszcze jedno pytanie.- Powiedział chłopak.
-Pytaj.- Odpowiedział.
-Rozmawiam z tobą, wiem, kim jesteś, kim byłeś, ale nie znam twojego imienia. Czy możesz mi je ujawnić?
-Teraz wszyscy wołają na mnie drzewiec bądź ent, ale to tylko nazwa istoty, tak jak zauważyłeś, w którą się przemieniłem. Kiedyś nazywałem się … nie pamiętam, to było tak dawno temu. Nie wiem jak miałem nawet na imię, to nie możliwe nigdy nawet nie zastanawiałem się nad tym to było dla mnie banalne. Zaskoczyłeś mnie chłopcze, jeszcze nikt nigdy mnie tak nie zaskoczył. Chciałbym teraz pozostać sam, potrzebuję trochę odpoczynku, my drzewce szybciej się męczymy niźli zwykli ludzie.
-Dziękuję.- Odparł chłopak.
-Nie chłopcze to ja dziękuję, potrzebowałem takiej rozmowy.
-Do widzenia. – Powiedział Billy, a stworek tylko po nim powtórzył.
Ale drzewiec nie odpowiedział, jego oczy zamknęły się i nadal wyglądał jak zwyczajne drzewo, odpoczywał. Jego ogromne gałęzie poruszały się na wietrze, liście, których było naprawdę dużo trzeszczały pod wpływem otarć wiatru.
-I nie dowiedziałeś się jak ma na imię. Bo sam nie wiedział.- Powiedział szeptem ironicznie genel.- To ja pamiętam jak mam na imię.- Mówił nadal śmiejąc się.
-Tak, ale ty nie masz klątwy, nie jesteś drzewem i nie stałeś naprzeciwko tego parszywego nekromanty.
Genel nie odezwał się, tylko nerwowo przewracał oczami. Wyglądało to dość podejrzanie, ale Bill nie zwracał na to uwagi. Ciągle przyglądał się otaczającemu go światu. Był zafascynowany tym wszystkim, ta jedna rozmowa z drzewcem odmieniła jego spojrzenie na wszystko. Szedł powoli w stronę namiotu Balla, gdy nagle rozległ się krzyk, wszyscy zaczęci wbiegać do swoich namiotów. Trwał chaos, wszyscy krzyczeli. Jedynym słowem, które zrozumiał było:
-Wampiry…
To w zupełności wystarczyło, Billy szybko wbiegł do namiotu, w którym siedział już Estan. Był to opuszczony namiot, prawdopodobnie ktoś go pozostawił.
-Dlaczego wszyscy się chowają?
-Wampiry pija krew!- Wykrzyknął z obrzydzeniem genel.
-Czyli oni także są po stronie tego Nekromanty?
-Nikt tego nie jest pewny. Magowie mówią, że ich eliksirem życia jest krew i właśnie dla tego musza to robić.
Koło namiotu coś się poruszyło, Billy zaś wzrokiem szukał miejsca dobrego do ukrycia się.
-Bill niech wchodzi za zasłonę.- Wskazał odsłaniając ja stworek.
-Zmieścimy się we dwóch?- Zapytał niepewnie Billy.
-Nie, ale tylko tutaj możesz się schować. Ja zmieszczę się wszędzie, a najlepiej będzie pod stołem.- Zarechotał.
Bill zasłonił zasłonę ukrywając się za nią, gdy nagle do namiotu ktoś wszedł. Bill nie wiedział, co robić jego serce zaczęło pracować dynamiczniej, a pot płynąć szybciej. Bał się wyjrzeć za zasłony, nie chciał być dostrzeżony. Im dłużej czekał tym bardziej się obawiał. Osoba, która weszła ciągle chodziła po namiocie i czegoś szukała.
-Czyyystaaa krrrewww.- Powiedział warcząc, jego głos był ochrypły i gruby. Billego przeszły ciarki po samym głosie, już nie biorąc pod uwagę słów, które także były straszne.
Billy dokładnie słyszał kroki, które ciągle zbliżały się w jego kierunku. Czuł już odległość, jaka dzieli tą istotę od niego.
-Wwwieeem żeee tu jesssteś.- Powiedział jego głos jeszcze bardziej przyprawiał o dreszcze. A sama końcówka podobna była do syku węża.
Był ciągle bliżej, gdy nagle stanął. Po chwili przez zasłonę na szyi Filipa zacisnęła się zimna niczym lód ręka. Podnosząc go do góry wyciągnął zza zasłony. Oczom Billego kazała się cała postać, wyglądająca niczym zwyczajny człowiek około metr osiemdziesiąt, czarne włosy opadające na ramiona i blada twarz. Z jego ust wystawały kły, które z pewnością utrudniały mowę, po chwili zaczęły znikać.
-Nieee zgginiesz dzisiaj, będziesz wspaniałym prezentem dla mojego pana.- Powiedział z szyderczym śmiechem. Jego głos wraz ze znikającymi kłami stał się normalny.
Billy nie mógł z siebie wydusić żadnego słowa, ręka, która go uciskała była coraz bardziej zimna, tak mocno ciskała, że oddychanie stawało się coraz większym problemem.
-Pan mnie wynagrodzi.- Powiedział kierując się ku wyjścia.
Gdy nagle na drodze stanął skrzat.
-Nigdzie z nim nie wyjdziesz!- Wykrzyknął.
-A to, dlaczego tak myślisz? Mały bezbronny genel zdoła mnie powstrzymać?- Powiedział ironicznie.
-Tak on jest mój, nie dam go skrzywdzić…
To były ostatnie słowa, jakie usłyszał Billy, po czym zemdlał.
-Billy musi żyć.- Krzyczał skrzat podskakując i co chwilę klepiąc chłopca po twarzy.
-Co się stało?- Zapytał Billy.
Ale stworek jak widać nawet tego nie zauważył i jeszcze raz mocniej uderzył do po twarzy. Mówiąc przy tym:
-Billy musi…
-Tak żyć!- Dopowiedział nerwowo chłopak.- Nic mi nie jest, co się wydarzyło? Gdzie jest ten wampir?
-Uciekł i zostawił cię tutaj.
-Jak ci się udało to zrobić?- Zapytał ze zdziwieniem chłopak?
-Nie wiem Estan po prostu stał.
-Jak to? Dlaczego powiedziałeś, że jestem twój?- Zapytał przebiegle chłopak.
-Bo jesteś moim przyjacielem.- Odpowiedział uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Nie ma już ich?- Zapytał powoli wstając.
-Nie, wszyscy już uciekli .
-Wracajmy do Balla.

Proszę o komentarzyki ;)

portret użytkownika Michael

Proszę o komentarzyki ;)
Jak się podoba, co jest źle, jakie błędy??
;))





Wydarzenia

Reklama

Heartless

Ostatnie odpowiedzi

Patronaty

Księga Wojny

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Zajdel

Wyjście z cienia

Polcon 2011

Opowieści

Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny

Krawędź

Koniasz

Nefilim

Nefilim

Lewiatan

Raj utracony

Kod Lyoko

Kod Lyoko

Ulysses Moore

Moherfucker

Moherfucker

Przedwiośnie żywych trupów

Psalmodia (Michał Krzywicki)

Wilcze Dziedzictwo

Antologia fanów!

Amnesia

Wilcze Dziedzictwo: Ukryte cele (Magda Parus)

Tolkien

Genesis

Przedświt (antologia)

Krawędź czasu

Krzyż Południa. Rozdroża

Puckon

Krawędź czasu

JFK

JFK Przemytnik

JFK2

Awanturnik

Kamień na szczycie

Naznaczeni

Panopticon

Księga Przeznaczenia

Śmiertelna fantazja