Misja Ambasadora (Trudi Canavan)
Początkowo dzieło Trudi Canavan czyta się z trudem. Powiedziałabym nawet, że wstęp zniechęca potencjalnego do kontynuowania przygody z ta powieścią. Sugeruje, że książka będzie traktować o rozgrywkach między Złodziejami a ich tajemniczym wrogiem, i to przedstawionych w dość nieciekawy sposób. Cech Złodziei, którzy są powiązani jakąś mafijną umową i są w stanie wejść dosłownie wszędzie, to temat nienowy i, szczerze mówiąc, niezbyt interesujący. Jednak tych, którzy przebrną przez ten początek, czeka miła niespodzianka.
Akcja powieści rozgrywa się w bliżej niesprecyzowanych czasach, bliższych jednak, według pewnych elementów, wiekom średnim niż oświeconym, w świecie odmiennym od naszego. Magia jest w nim elementem życia, traktowanym równie naturalnie, jak obecnie inżynieria lub archeologia. Magowie są obecni wszędzie. Prowadzą interesy, studia nad historią, lecznice, działają również na arenie politycznej, jako szpiedzy lub dyplomaci, zależnie od potrzeby. Talent magiczny jest przepustką do "lepszego świata" dla młodych ludzi z nizin społecznych, jednak jest to dla nich dużo trudniejsze niż dla uczniów z tak zwanych "dobrych domów". Przede wszystkim w kodeksie Gildii Magów istnieje zapis, na pozór służący jedynie ochronie dobrego imienia Gildii, w rzeczywistości jednak dyskryminujący uczniów z biednych środowisk - zapis o zakazie kontaktów ze światem przestępczym. Rzecz w tym, że, podobnie jak i we współczesnym świecie, rodziny biedne postrzegane są jako kryminogenne, nawet te, w których oprócz biedy nie ma innych problemów. Jak to zwykle bywa, ostre przestrzeganie tego zapisu dotyczy wyłącznie biednych uczniów, bo ci z bogatych domów bardzo rzadko bywają karani za jego przekroczenie. A przecież wymykanie się do przybytków różnych uciech, pijaństwo, a nawet zażywanie popularnego narkotyku, nilu, są niemal na porządku dziennym.
Przeciw tak nierównemu traktowaniu występuje Sonea, specjalistka od czarnej magii i już przez to samo traktowana z nieufnością przez Gildię, która wszakże liczy się z jej zdaniem. Sonea sama pochodzi z nizin i musiała stoczyć twardą walkę o swą obecną pozycję. Jednak oprócz zmagań o równe traktowanie wszystkich nowicjuszy ma ona inne zmartwienie. Jej syn, wychowanek Gildii, decyduje się wyruszyć z jednym z Mistrzów do sąsiedniego kraju, gdzie zagraża mu niebezpieczeństwo. Jak się okaże, obawy Sonei wcale nie są bezpodstawne....
Sytuacja polityczna opisywanego świata nakreślona jest bardzo oszczędnie, tak że wielu spraw trzeba się samemu domyślać, ale nie jest to takie trudne. Na tle magiczno-politycznej historii mamy okazję śledzić drugą, subtelnie powiązaną z główną fabułą - historię Złodzieja, który szuka zemsty na tajemniczym Łowcy za śmierć swej żony i dzieci. Wątek kryminalny wspiera się tu na magicznym, gdyż Złodziej Cery jest przyjacielem Sonei, i to takim, którego ona musi ukrywać przed Gildią. A ona z kolei jest jedyną osobą, do której Cery może zwrócić się o pomoc...
Jak już napisałam, powieść jest ciekawsza, niż sugerowałby to jej początek. Wciąga czytelnika niemal niepostrzeżenie. Na jej przykładzie można by udowadniać słuszność starej zasady, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, gdyż im więcej człowiek się z niej dowiaduje, tym więcej pragnie wiedzieć Również sposób, w jaki treść została ujęta, budzi uznanie. Styl autorki jest czysty, pozbawiony nieeleganckich wyrażeń potocznych, a tym bardziej wulgaryzmów. W istocie najmocniejszymi wyrazami, występującymi w książce, są słowa "dziwka" i "burdel". Również opisy natury erotycznej są tak powściągliwe, by nikogo nie razić, nawet gdy ten ktoś jest dość pruderyjny. Chwilami sposób ujęcia treści jest niemal dokumentalny, co przydaje książce powagi i realizmu. Ciekawym chwytem literackim wydaje się zaznaczenie osobistych przemyśleń bohaterów kursywą, tak, że od razu rzuca się w oczy to, co bohater pomyślał, ale czego nie powiedział na głos. Bardzo dobre jest też uzupełnienie tekstu o to, czego często brakuje w powieściach fantasy - o mapę opisywanych okolic, słowniczek i przypisy.
Na szczególną pochwałę zasługuje szata graficzna książki. Tłoczona okładka, ozdobiona motywem zakapturzonej postaci, jak inne książki Trudi Canavan, jest elegancka i estetyczna, jakby stworzona specjalnie dla kogoś, komu zależy na ogólnej prezencji tomu. Wygląd i treść Misji ambasadora uzupełniają się, i w pełni usprawiedliwiają niemały wydatek, jaki trzeba ponieść, by mieć tę książkę w swojej bibliotece.
Luiza "Eviva" Dobrzyńska

Tytuł: Misja ambasadora
Autor: Trudi Canavan
Okładka: Rabbit Studio
Przekład: Agnieszka Fulińska
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 574
Rok wydania: 2010
ISBN: 978-83-62170-01-2

























































no mnie wlasnie jakis czas
Nerwen, pt., 27/08/2010 - 18:43no mnie wlasnie jakis czas temu okladka zwabila, i dlatego kupilam trylogie Czarnego Maga, a z tego co widze to Misja Ambasadora jest jej kontynuacja?
niby taka ksiazka dla dzieci, ale podobala mi sie i koniec:)
chyba najbardziej przez wzglad na uwypuklenie podzialow klasowych, i mentalnosci, ktora za tym idzie
podoba mi sie jak autorka "widzi" swiat:
wyobrazmy sobie, ze na naszej krajowej he he scenie politycznej szaleja magowie- mamy przerabane!
;):D
E tam, my i tak mamy przerąbane
Eviva, pt., 27/08/2010 - 18:44Magowie nie zdołaliby już bardziej zaszkodzić.
A i może właśnie nam już
Azariah, czw., 02/09/2010 - 22:26A i może właśnie nam już tylko magia mogłaby pomóc...
Czytałam Trylogię Czarnego Maga i bardzo mi się podobała, chociaż powoli się rozkręca.
Do Misji Ambasadora podchodziłam trochę sceptycznie po zakończeniu ostatniej części trylogii, ale może po tej recenzji, jednak w końcu sięgnę po kontynuację. :)
Tu i magia nie pomoże :P
Lorelay, czw., 02/09/2010 - 22:49Tu i magia nie pomoże :P