Geneza Fantastyki
Wiele o fantastyce prawimy,
nazywamy się Fanami, Fanatykami, Miłośnikami, Pasjonatami,
Wielkimi Znawcami, Wielce Szanownymi Fascynatami, albo jeszcze
bardziej szumnymi tytułami, ale czy naprawdę wiemy, gdzie szukać
korzeni naszej fascynacji? Często okazuje się, że niekoniecznie...
Jak mówi jednak stare, łacińskie przysłowie „Historia
jest nauczycielką życia”. Uznałam więc, że warto o niej
całkowicie nie zapominać.
Kiedy i jak fantastyka w
literaturze, a także szerzej pojętej sztuce, powstała ciężko
powiedzieć. Właściwie nie da się stwierdzić jednoznacznie, w
którym momencie możemy zacząć ją w ten sposób
nazywać. Człowiek marzy przecież i kreuje rzeczywistość odmienną
do tej, w której przyszło mu żyć, już od zarania dziejów.
Nieodłącznym elementem ludzkiego życia jest snucie fantazji. Tak
więc można z powodzeniem określić, że fantastyka towarzyszy
rodzajowi ludzkiemu,odkąd ów istnieje.
Czym innym są bowiem wszelkie
mity i legendy, dzieła już starożytne, których bohaterami
są wyimaginowane istoty, bogowie (co do kórych istnienia nie
mamy przecież żadnej pewności), herosi odbarzeni nadnaturalnymi
mocami.Następnym krokiem naprzód nazwać można przekazywane
ustnie baśnie, klechdy i podania ludowe, cechujące się podobnymi
przymiotami.
Po epoce starożytnych mitologii
nastąpiły zaś wieki średnie. Z czym kojarzą się one wielu z
nas? Tak! Z magią, alchemią, smokami, pięknymi księżniczkami,
heroicznymi czynami, bardami wyśpiewującymi iście fantastyczne
ballady i przepięknymi, acz w dużej mierze wyssanymi z palca
romansami rycerskimi. Kto poświadczy nam istnienie choćby Rolanda,
Tristana, Izoldy czy nawet świętego Jerzego i jego smoka? Z tych
motywów również po dziś dzień czerpie cała rzesza
twórców.
W dobie oświecenia przyszły zaś
dla fantastyki złe i mroczne czasy. Skupiając się na samym sobie,
człowiek zapomniał, że wyobraźnia jest jego integralną częścią.
Przestano zatem snuć przepełnione magią i fantazją opowieści, a
w zamian za to masowo raczono się sztywnym realizmem.
Wielce światłe ludzkie umysły
doszły jednak do wniosku, że marzyć jednak muszą. Na dłuższą
metę obycie się bez tego okazało się tak samo nierealne, jak
wcześniejsze mity i legendy.. Powrócono więc do nierealnych,
wyimaginowanych światów i postaci w okresie romantyzmu. Tutaj
fantastykę widać gołym okiem. Goethe
czy nasz rodzimy Mickiewicz ze swoimi balladami, i „Dziadami” i
inni, którzy poruszają nagminnie tematykę duchów,
upiorów i innych istot „nie z tej ziemi”... zdaje się, że
wiele wyjaśniać tu nie trzeba.
Następna pozycja w dziejach
światowej literatury to narodzona z tendencji preromantycznych
powieść gotycka zwana jest także powieścią grozy. Posiada ona
sensacyjną akcje rozgrywającą się w scenerii gotyckich zamków
i klasztorów, w atmosferze tajemniczości. Obfituje w elementy
makabryczne. Tu mamy już do czynienia z narodzinami horroru, tak
często obecnie wsadzanego do jednego worka z fantasyką, jak również
lubianych przez wielu miłośników nurtu opowieści o
wampirach.
Lata sześćdziesiąte XIX wieku
są z kolei uznawane za początek science fiction, czyli fantastyki
naukowej, drugiego obok fantasy największego i najpopularniejszego
nurtu literatury fantastycznej. Prekursorem są wedle tej teorii
Juliusz Werne. Wiek XX obfituje już w całą masę pozycji
zagranicznych np. Wellsa, Clarke'a, a także rodzimych Lema, Zajdla
czy Żółkowskiego. Osobiście datowałabym jednak korzenie
s-f na czasy wcześniejsze, sięgając aż początków wieku
XIX. Czym innym jest bowiem „Frankenstein” Mary Shelley?
Wracając zaś do fantasy, warto
nadmienić, że mimo całego mojego wcześniejszego wywodu, powstanie
gatunku o tej nazwie, wedle wiedzy czysto encyklopedycznej,
wyznaczone jest na początki, a dokładniej lata trzydzieste wieku
XX. Za pierwsze ważne wydarzenie uważane jest powstanie postaci
Conana z Cymerii popełnione przez Roberta E. Howarda. Po nim mamy
już Fritza Leibera (twórcę określenia „magia i miecz”),
J.R.R.Tolkiena, a za nim S. C Lewisa.
Tym tropem docieramy do czasów
współczesnych, gdzie mnogość najrozmaitszych nurtów
fantastyki, tytułów i autorów zdaje się przytłaczać
już przeciętnego odbiorcę. Według mnie jednak ten stan rzeczy ma
swój sens i jest o tyle pozytywny, że nastały nam właśnie
czasy, w których, ze względu na ich specyfikę, nie wolno
zapominać marzyć.
















































