List do mamy
Kochana Mamusiu!
Miałam osiem miesięcy, kiedy widziałyśmy się po raz ostatni. Może to
dziwne, może mi nie uwierzysz, ale ja cię pamiętam. Tak, byłam maleńka,
nie umiałam chodzić ani mówić, ale umiałam coś innego. Umiałam kochać.
I kochałam... Ciebie Mamusiu. Byłaś dla mnie wszystkim, całym moim
światem, jak każda matka dla swojego małego dziecka. Uwielbiałam, gdy
tuliłaś mnie w swoich ramionach, kiedy całowałaś mnie w czółko,
łaskotałaś w maleńkie stópki. Mówiłaś do mnie " skarbeczku najdroższy"
albo
"żabciu". Lubiłam, gdy tak mnie nazywałaś. Pamiętam, jak pierwszy raz
uśmiechnęłam się do ciebie, byłaś wtedy taka szczęśliwa. Obie byłyśmy.
Albo, gdy znalazłaś mój pierwszy ząbek i kiedy zaczęłam raczkować.
Bawiłaś się ze mną. Doskonale pamiętam tę sroczkę, która ważyła
jagiełki i książeczkę o zwierzątkach i piłeczkę z grzechotką w środku.
Mamusiu... ja nie rozumiałam i nadal nie rozumiem... co się potem
zmieniło. Nagle stałaś się jakaś... daleka,nieobecna, dziwna... A
potem... Pamiętasz tamten dzień. Było mi zimno i bałam się wyrazu
twoich oczu. Bolało, tak bardzo bolało. Nie mogłam uwierzyć, że to ty,
że ty mi to robisz Mamusiu... Nadal mi trudno w to uwierzyć... Mamusiu!
Tamtego dnia, kiedy mnie biłaś, kiedy wsadziłaś do wanny moje
krwawiące, posiniaczone ciałko... ja nadal cię kochałam... Mamusiu...
kocham cię także dzisiaj, dlatego piszę ten list. Bo ja nadal mam osiem
miesięcy. Mimo, iż minęło tak wiele lat, nadal jestem tamtą malutką
dziewczynką, bo nie pozwoliłaś mi urosnąć. A jak wiadomo, dzieci
kochają bezinteresownie.
Twoja Małgosia.
Paulina Maria "Lorelay" Szymborska–Karcz


















































