Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
49%
Dobra.
28%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
7%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 43

Subskrybuj

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 4 gości.

Strona główna | Blogi | Eviva's blog

Część XVI

Never nastawił radio i rzucił się na fotel, otwierając nowego „Newsweeka”. Obaj przyjaciele zapatrzyli się w szachownicę, pochłonięci problemami natury strategicznej. Zawsze tak było, gdy zaczynali rozgrywać partię.
- Sytuacja w Wietnamie znowu się zaostrza – rzekł Hindus po dłuższej chwili – Nie podoba mi się to. A w USA nasilają się antywojenne demonstracje hipppisów.
- Niechby spróbowali tak podemonstrować we Francji, w 1369 na przykład – prychnął Thierry, nie spuszczając oczu z planszy – Nie wiem, czy by który z życiem uszedł. Amerykanom brakuje dyscypliny, zresztą nic w tym dziwnego, co to za naród? Wcale żadnym narodem nie są. To żałosna zbieranina o kryminalnej przeszłości i nic dziwnego, że za grosz nie mają prawdziwego patriotyzmu.
- To kolebka demokracji. - zauważył Gerard, zastanawiając się jednocześnie, czy ruszyć gońcem, czy wieżą.
- Demokracja do brednia. Jak można pozwolić na to, by wpływ na losy kraju miał nie tylko człowiek mądry i wykształcony, ale też byle niepiśmienny bałwan? – Thierry przesunął swego hetmana i zerknął na przyjaciela – I co teraz zrobisz, mądralo?
Geard podrapał się po głowie.
- Nie wiem – przyznał – Może po prostu pociągnę za obrus?
Obaj roześmieli się, ale przerwał im nieoczekiwany dźwięk. Pies podniósł się wolno z dywanu, dziwnie powarkując, potem nagle otrząsnął się gwałtownie. Czarna, brązowo podpalana sierść poleciała na wszystkie strony. Na dywanie klęczała chuda, skulona, zupełnie naga dziewczyna, którą już chyba znali. Była zdecydowanie nieładna, ale jej oczy zachowały migdałowy kształt i ciepłą barwę psich ślepii, a gęsta czupryna czarnych włosów, rudawo podbarwionych na końcach, opadała jej na czoło i kark.
- Czego tak się gapicie? - mruknęła niechętnie.
- Abo jest na co. Gdzie masz sukienkę, nasza parkowa sylfido? - Thierry ściągnął koszulę i rzucił ją dziewczynie. Na jego owłosionej piersi matowo błysnął srebrny ryngraf.
- Zgubiłam. - odparła dziewczyna, ubierając się pospiesznie. Była niewysoka i chuda, koszula Frondy siegała jej prawie do kolan.
- To ty byłaś w parku? Teraz rozumiem, czemu ci faceci chcieli cię zatłuc – Gerard oparł głowę na rękach – Ale jest w tym jakaś fikcja. Dlaczego pies, nie wilk?
- Wszystkie wilkołaki to owczarki – pouczył go Never – To logiczne, wiesz? Co ma wspólnego wilk z człowiekiem? Nic i jeszcze raz nic. A pies towarzyszy człowiekowi od dziesiątków tysięcy lat, nic zatem dziwnego, że gdy doszło do wymieszania genów wskutek jakiegoś kataklizmu... No, moja panno, mów teraz, coś ty właściwie za jedna.
Dziewczyna usiadła na jednej z poduszek.
- Nazywam się Augusta Monteloupi, dla przyjaciół Oggy – powiedziała z westchnieniem – Chociaż teraz nie mam już przyjaciół. Urodziłam się w Palermo. To stało się ze mną, gdy byłam już pełnoletnia. Miałam studiować archeologię, byłam zakochana w przystojnym chłopaku z sąsiedztwa... Nagle któregoś dnia odezwało się u mnie dziedzictwo przodków i wszystko runęło. W mojej rodzinie tak już jest, że mniejwięcej raz na sto lat rodzi się wilkołak i nie ma na to żadnej rady. Wszyscy wtedy, na szczęście, zbyt byli zajęci tym, co mówił w gazetach pan Hitler, by zauważyć, że się zmieniam...
- Zaraz, zaraz – przerwał jej Gerard – To ile ty masz lat?
Na jego rozeznanie dziewczyna nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia.
- Więcej, niż myślisz – odparła – Wilkołaki starzeją się co prawda, ale bardzo wolno.Jakieś pięć lat na stulecie, nie więcej, to znaczy, o ile tak długo pożyją, co, jak wy się pewnie domyślacie, bywa problematyczne. Kiedy przekonałam się, iż dotknęło mnie rodzinne przekleństwo, zaczęłam się ukrywać, nie chcąc, aby moja inność zaszkodziła krewnym. Powoli nawykłam do samotności i krycia się przed ludźmi, choć to nie zawsze bywa miłe.
- A czemu nam pomogłaś? - spytał Never. Dziewczyna uśmiechnęła się słabo.
- Wy też mi pomogliście – przypomniała mu – Od tej pory trzymałam się blisko was, choć o tym nie wiedzieliście i kiedy spostrzegłam, co się święci, nie mogłam pozostać obojętna. Co było trudne, to wspiąć się jako pies po tej drabince na dach. Znikłabym zaraz po akcji, ale gdy ty mi obiecałeś kolację, postanowiłam jechać z wami. Nic nie jadłam od dwóch dni.
Zapięła starannie guziki koszuli i zwróciła na Frondę swe ciepłe, brązowe oczy. -
- Jak możesz nosić srebro?- spytała.
- Przywykłem. Kwestia samodyscypliny. - odpowiedział jej Thierry, na chwilę wracając myślami w tamte dni, gdy możliwość zatrzymania jedynej pamiątki po tym, co minęło, opłacał niekończącym się koszmarem.
- No cóż,maleńka – rzekł powoli Never – Jak sama widzisz, samotna egzystencja nie jest dla ciebie zbyt bezpieczna. Przyłącz się do nas. Będziesz miała przyjaciół, ochronę i zawsze zapewnione jedzenie, bo sądząc po tobie, nie dojadasz od dawna.
Oggy oblizała się nieznacznie.
- To prawda – przyznała z pewnym ociąganiem – Chyba kiedyś było mi łatwiej coś upolować lub ściągnąć, teraz rzeczywiście przez większą część czasu muszę pościć. Jem właściwie tylko surowe mięso, więc są z tym kłopoty. Nie chciałabym jednak narzucać się nikomu ze swymi problemami... Naśmieciłam tu, przepraszam.
- Nie szkodzi. Prowadzimy tu kawalerskie gospodarstwo i nie jesteśmy przesadnie pedantyczni - pocieszył ją Thierry – A tak poważnie, Oggy, zostań z nami. Ja wiem, co to znaczy być samotnym i zaszczutym. Wartaś lepszego losu.
Siedział na swoim miejscu, założywszy ręce na nagim torsie i patrzył na dziewczynę życzliwie. Ta uśmiechnęła się nieśmiało.
- Wiesz, że jesteś pierwszym, który mi powiedział coś takiego? - szepnęła z wdzięcznością.
- Nie przeceniaj tego, on po prostu umie rozmawiać z babkami – rzekł Never trochę zazdrośnie – Ale ma rację, zostań. Wkupiłaś się w nasze bractwo daniną krwi, że tak powiem. Mów teraz, co ci kupić: sukienkę, bieliznę, jakieś kosmetyki?
- Wystarczy sukienka. Bielizny nie noszę. Wyobrażacie sobie mnie jako psa w majteczkach? - zachichotała Oggy. Rozjaśniwszy się wyglądała nieco lepiej, choć jej wydłużona, chuda twarzyczka o bezkrwistych wargach nieco bardziej przypominała psi pysk niż przeciętną dziewczęcą twarz. Kształtu uszu nie widzieli, zakrywały je nieporządne, nastroszone pasma włosów, matowych, przyrudziałych na końcach, ale zęby miała zdecydowanie psie, o dużych kłach, choć nieco mniejszych niż u owczarka.
- Marzę o kąpieli – powiedziała, otulając się mocniej zbyt dużą na nią koszulą Frondy – Gdzie jest łazienka?
Pomaszerowała we wskazanym kierunku wesoło, jakby mieszkała w tym domu od wieków.
- Już kiedyś było nas czworo – rzekł cicho Never, opierając swój spiczasty podbródek na dłoni – Nawet więcej. Musimy dobrze pilnować tej małej, przecież Łowcy i jej by nie darowali.
- O to niech cię głowa nie boli. - Thierry odwrócił się i pokręcił gałką radia. Podawano właśnie wiadomości sportowe, a tego nigdy nie omieszkał wysłuchać, szczególnie w miesiącach letnich, gdy odbywała się większość mityngów.

Odpowiedzi

portret użytkownika tess

Podlinkowane :)

Podlinkowane :)

portret użytkownika Eviva

Dzięki, Tess :)

Jesteś skarbem.

portret użytkownika tess

Ojej... Mój były też tak

Ojej... Mój były też tak mówił xD

portret użytkownika Eviva

I miał rację

Jego strata, że jest byłym.

portret użytkownika Gotan

Ano jego strata, mój zysk ;]

Ano jego strata, mój zysk ;]

________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...

portret użytkownika Eviva

Jak najbardziej

Faceci są czasem nie tylko głupi, ale i ślepi. Na całe szczęście tylko niektórzy, a ci mądrzejsi z tego korzystają.

portret użytkownika tess

Padłam... xD Bo tak jakby...

Padłam... xD Bo tak jakby... trafiłaś z tą ślepotą... xD

portret użytkownika Eviva

Poważnie?

To ze mnie taka Wszystkowiedźma?

portret użytkownika Lorelay

Mądrzejsi faceci? A cóż to za

Mądrzejsi faceci? A cóż to za oksymoron?

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Eviva

Znam jednego naprawdę mądrego

Jest tylko jeden kłopot - kiedyś był kobietą. I bynajmniej nie jest to żart.

portret użytkownika Lorelay

No i wszystko jasne. Moje

No i wszystko jasne. Moje tezy się potwierdzają :P

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika tess

Evivo - jak widać... :)

Evivo - jak widać... :)

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi