Część I: DAR ODEBRANY
Przykuty do złowrogiej aparatury Tytan wił się rozpaczliwie, usiłując wyrwać ręce z metalowych obręczy. Czuł, jak ta maszyna wysysa z niego moc do ostatniej kropli, a on nie może nic zrobić. Po raz pierwszy, odkąd został Tytanem, był całkowicie bezradny. Odwykł od tego uczucia – w końcu prowadził swą walkę, odkąd skończył szesnaście lat i od tego dnia musiał liczyć tylko na tę szczególną moc, którą mu ofiarowano nie licząc się z jego wolą. Półbóg wezwał go po prostu i wręczył mu diadem, uśmiechając się we właściwy sobie, ironiczny sposób. Od tej pory miał być Tytanem, obrońcą ludzi i wrogiem wszelkiego zła. Początkowo był z tego bardzo dumny, szybko jednak przekonał się, że bycie Tytanem to nie powód do chwały, a ciężki łańcuch. Nikomu nie mógł zwierzyć się ze swej podwójnej tożsamości, a już najmniej ojcu. Król Yaher nawet się nie domyślał, czym zajmuje się jego wiecznie sprawiający kłopoty syn i właściwie nikt się nie domyślał oprócz Rhondy… starszej siostry… Gdybyż ona żyła…. Ale Rhondy już nie ma, zginęła w walce z najemnikami Medona, tego samego, który siedział teraz obok i z zimnym wyrazem twarzy obserwował, jak miernik poziomu mocy w aparaturze pełznie wolno w górę. W pewnej chwili pochylił się i kościstym palcem starł łzę z policzka Tytana
- Nie szarp się tak – poradził swemu więźniowi – Mniej będzie bolało.
Lodowaty spokój Medona był przerażający. Ten potwór o upiornej twarzy, przypominającej czaszkę oblepioną plasteliną, nie znał ludzkich uczuć i gdyby przejął władzę w Ternie, byłoby to prawdziwą katastrofą. A wszystko wskazywało na to, że teraz mu się to uda. Tylko tytan był na tyle silny, by go powstrzymać, a i to dlatego, że Półbóg udzielił mu Mocy Słońca i Gwiazd. Teraz to Medon miał ją przejąć, dzięki tej diabelskiej aparaturze. Sama myśl o tym była nie do zniesienia.
Aparatura zapiszczała cicho, gdy wskaźnik mocy stanął na „Full”. Medon wstał i wyjął z odbieralnika menzurkę, napełnioną złocistą cieczą. Tytan nie spuszczał z niego swych wielkich, czarnych, i bardzo w tej chwili przerażonych oczu. Nie miał już siły nawet na to, by poruszyć palcami i dobrze wiedział, że gdy Medon wypije zgromadzoną w odbieralniku płynną Moc, będzie niezwyciężony. Cała planeta znajdzie się wkrótce w rękach szaleńca. Ale on, Tytan, tego nie dożyje – pierwszym czynem Medona będzie zabicie go. To lepiej. Nie chciałby oglądać tego, co tu się będzie działo. Czemu Półbóg nie odpowiada na telepatyczne wezwania? On przecież mógłby jakos tu pomóc.
Medon uniósł w górę menzurkę.
- Twoje zdrowie.- rzekł szyderczo i wypił złoty płyn do dna.
Stracił na chwilę oddech, potem spojrzał na bezradnego więźnia z przerażeniem nie do opisania.
- Ty… wiedziałeś…- stęknął i w ułamku sekundy zniknął pośród obłoku płomienistego dymu.
Tytan przez chwilę nie mógł uwierzyć własnym oczom. Nie rozumiał, co się stało, jednak po chwili dotarło do niego, że razem z Medonem znikła cała jego armia. Superczuły słuch wojownika nie wychwytywał już żadnych dźwięków z zamku, który przedtem rozbrzmiewał odgłosami przekleństw i kłótni. Tytan poruszył ostrożnie ręką. Wyglądało na to, że odzyskał jakąś cząstkę swej siły, więc po dłuższej manipulacji udało mu się uwolnić najpierw jedną rękę, potem drugą, wreszcie nogi. Wstał z blatu maszyny i zatoczył się na ścianę. Nie pamiętał, by kiedyś już czuł się tak słaby, tak bardzo bezbronny. Trzymając się ściany wyszedł na korytarz, wysoki hall o ścianach wyłożonych lustrami. Spojrzał w jedno z nich i zadrżał. Wyglądał niczym zjawa z tamtego świata, mimo że wciąż był w postaci wojownika. Nagle zapragnął wrócić do swej codziennej postaci, obawiał się jednak, z wtedy nie uda mu się dotrzeć do domu. Był zbyt osłabiony. Nagle tafla lustra zamgliła się i ukazał się w niej Półbóg, jak zawsze chłodny i niewzruszony.
- Przyjdź do świątyni.- powiedział i znikł.
Tytan uśmiechnął się gorzko, ale, przywykły do posłuszeństwa wobec swego patrona, ruszył korytarzem do wyjścia. Z trudem dotarł do pojazdy – skutera powietrznego, którego zwykle używał – i skierował go w stronę Świątyni Uniwersum.
Gdy wszedł do środka, zastał Półboga siedzącego jak zwykle na swym tronie. Niewiarygodnie delikatny i kruchy z wyglądu, o srebrnych włosach i niebieskawej skórze, zawsze ubrany na biało i błękitno, był w istocie najpotężniejszą istotą, jaką Tytan znał. Nie było właściwie rzeczy, której nie mógłby zrobić, a jednak nie robił prawie nic. Gdy pojawiało się poważne zagrożenie, powoływał kolejnego Tytana, wręczał mu diadem mocy i kierował nim. To wszystko. Sam, osobiście, nie wtrącał się do niczego. Można by odnieść wrażenie, że nic go nie obchodzi, jednak gdyby tak było, nie powoływałby kolejnych Tytanów, by bronili ludzi i planety.
- Już po Medonie – rzekł na widok Tytana – Chciał ukraść twoją Moc i popełnił błąd. Twoja Moc była skoncentrowanym dobrem i musiała go zniszczyć, a razem z nim jego popleczników. Była między nimi silna więź magiczna. No cóż, twoje zdanie zostało wypełnione. Oddaj diadem. Znów będziesz mógł być sobą – królewiczem Silvandem.
Młodzieniec wolno zdjął ze skroni swój bezcenny diadem. Zwykle nosił go na szyi, jak osobliwego kształtu ozdobę – w końcu tego rodzaju naszyjniki były modne wśród ternańskiej młodzieży, nie zwracał więc tym niczyjej uwagi. W chwili niebezpieczeństwa przesuwał diadem z szyi na czoło i to wraz z magiczną formułą starczało do zainicjowania przemiany. Mięśnie pęczniały, skóra ciemniała, wszystkie żyły wypełniała kipiąca Moc, rysy twarzy ulegały wyraźnemu zaostrzeniu i oto Tytan był gotowy, by ruszyć do walki.
- Ze zbrodniarzami obdarzonymi magiczną mocą nie da się walczyć zwykłymi sposobami – mawiał Półbóg – Może to robić tylko ktoś, kto jest wybrańcem. Jedynie Wyrocznia wie, kto ma nim być i za moim pośrednictwem ofiarowuje mu dar Tytana.
Ten dar był przekleństwem. Silvand zapłacił za niego bólem, śmiercią najbliższych przyjaciół i całkowitym zrujnowaniem swego życia osobistego. Stracił szacunek u ludzi, nie skończył studiów a własny ojciec uważał go za skończonego niedołęgę. To bolało. Wielokrotnie prosił Półboga, by ten pozwolił mu powiedzieć ojcu o swej podwójnej tożsamości, ale zawsze odmawiał. Całkowita tajemnica stanowiła zabezpieczenie na przyszłość i, co nawet sam Silvand musiał przyznać, chroniła jego najbliższych przed atakami wrogów Tytana. Ale teraz może mógłby…?
- Nie, nie mógłbyś – odezwał się Półbóg, który najwyraźniej odczytał jego myśli – To tajemnica, która nie należy do ciebie. Och tak, wiem, że chciałbyś, ale nic z tego. Wiesz co? Byłeś naprawdę dobrym Tytanem, może nie aż tak dobrym, jak Theowe ze Złotej Wyspy, ale prawie tak. A przyznam się, że miałem co do ciebie wątpliwości. Tylko w bajkach syn króla jest najlepszym materiałem na bohatera, w życiu bywa wręcz odwrotnie. To najgorszy materiał z możliwych. Gdy Wyrocznia wskazała na ciebie, byłem tak zdziwiony, że powtórzyłem pytanie. Jednak odpowiedź była ta sama. Poszukałbym innego mimo wszystko, ale w każdym pokoleniu może być tylko jeden Tytan, musiałem więc wezwać cię do Świątyni i powierzyć ci diadem Mocy. Nie miałem wyboru. Sprawiłeś się jednak bardzo dobrze, przyznaję. Teraz wrócisz do dawnego życia. Nim znów pojawi się zagrożenie, wymagające siły Tytana, ciebie może już nie być na świecie.
Silvand nic nie powiedział. Czuł się oszukany i wykorzystany, ale czegoś takiego nie mógł przecież powiedzieć Półbogowi, tajemniczemu protektorowi planety i strażnikowi jej najgłębszych tajemnic. Mało kto w ogóle odważał się z nim rozmawiać i trzeba było prawdziwej determinacji, by przyjść tu, do Świątyni Universum ze swoją sprawą.

















































Odpowiedzi
Hmm... Ciekawe podejście.
Hmm... Ciekawe podejście. Zazwyczaj opowieść zaczyna się od tego, że mały, nic nie znaczący ludek staje się nagle nie wiadomo, kim. Ewentualnie odwrotnie, ale nie w aż takiej skali - jeśli ktoś zaczyna mieć nadprzyrodzoną moc, to raczej jej nie traci.
Wnioskuję, że dalsze opowieści będą dotyczyły dalszego życia byłego Tytana i tego, jak on się teraz poczuje. Aż się nie mogę doczekać. :)
No, zobaczymy, czy dalej też
No, zobaczymy, czy dalej też się spodoba :)
Mnie też pozytywnie zaskoczył
Mnie też pozytywnie zaskoczył ten tekst. Jestem bardzo ciekawa dalszego ciągu.
Mam tylko sugestię. Przejrzyj go raz jeszcze pod kątem stylistycznych zgrzytów, znalazłam ich trochę, zwłaszcza w początkowych akapitach. Niestety nie jestem aktualnie wstanie wskazać ich i zasugerować poprawek (nawał pracy i migrena nie są dobrymi sprzymierzeńcami w tej dziedzinie :P), więc może sama byś to jeszcze trochę popieściła...
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna