Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
49%
Dobra.
28%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
7%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 43

Subskrybuj

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 4 gości.

Strona główna | Blogi | Eviva's blog

Część II: EZZE

Książę wyszedł ze świątyni i przystanął obok swego skutera. Machinalnie pogładził jego kierownicę, jakby ten pojazd był żywym, czującym stworzeniem. Ostatnio był jego jedynym towarzyszem. Wszyscy ci, którzy odkryli jakoś jego prawdziwe „ja” i walczyli u jego boku, zginęli. Silvand miał dziwne, nieodparte wrażenie, że został zupełnie sam. Ojciec oddalił się od niego, rodzeństwa nie miał, matka zmarła dawno temu, gdy był mały. Wszyscy, których znał, trzymali się od niego na dystans – w końcu był synem króla, następcą tronu. Nie wolno było spoufalać się z nim. Przeżuwając te gorzkie myśli książę skierował skuter w stron Elandy, stolicy kraju, ale w miarę, jak zbliżał się do pałacu, odczuwał coraz większą niechęć do tego, co nazywał swoim domem. Nie chciał tam wracać. Nikt tam na niego nie czekał, nawet ojciec, zajęty jak zawsze sprawami królestwa i jak zawsze urażony tym, że syn nie chce go wspierać w rządzeniu krajem. No, teraz już będzie mógł. Jednak ta myśl nie przyniosła Silvandowi ulgi. Czuł się wypalony w środku i zdawał sobie sprawę z tego, ze nadrobienie złej opinii będzie pracą na całe lata. Nie miał na to siły. Wiedział aż nazbyt dobrze, że jutro będzie miał problem nawet z tym, by wstać z łóżka. Zawsze tak było, że książę Silvand płacił za wyczyny Tytana. Ciało człowieka nie jest przystosowane do tego, co musiał robić magiczny wojownik, nieraz więc kiążę gryzł nocami ręce, by nie krzyczeć z bólu.
Zauważywszy siedzącą na niskim murze Ezze zatrzymał pojazd z uczuciem ulgi. Nie spieszyło mu się do domu, a możliwość rozmowy z kimś życzliwym była bardzo kusząca. Ta dziewczyna nigdy się z niego nie wyśmiewała, choć dla jej ciętego języka nie było świętości. Naraziła się nieraz bardzo wpływowym ludziom, śpiewając o ich przywarach i nieładnym zachowaniu, ale młodego księcia jakoś omijała. Nie dlatego, że był następcą tronu – w swoich piosenkach nie omijała nawet samego króla. Silvanda po prostu lubiła. Nigdy też nie odsuwała się od niego, okazując sztuczny szacunek jak inni. W jej towarzystwie czuł się tak jakoś… normalnie. Tak jakby był zwykłym dwudziestoletnim młodzieńcem, takim jak inni w jego wieku. W pałacu patrzono dość krzywo na jego przyjaźń z Ezze – nie uchodziło, by syn króla wdawał się w tak poufałe znajomości ze zwykłą uliczną śpiewaczką. Co prawda, wcale nie musiała być taka zwykła… Jej złocisty głos i muzyczny talent warte były wszystkich pieniędzy, ale Ezze nigdy nie przyjęła żadnej z oferowanych jej intratnych posad. Wolała śpiewać na ulicy, dla biedaków, wśród których mieszkała. Była dziwna, ale Silvand wiedział że nie może być taka jak wszyscy. Pochodziła z bardzo daleka, aż z innego układu słonecznego i na Arnanę dostała się wskutek zawirowania czasoprzestrzennego, które na moment połączyło dwie odległe planety czymś w rodzaju tunelu teleportacyjnego. Kto i dlaczego wywołał to zjawisko, Ezze nie chciała mówić, może zresztą nie wiedziała. Miała poważne luki w pamięci. Nie było w tym nic dziwnego – dziwne było raczej to, że odbywszy tę drogę w ogóle coś pamięta. Teleportacja na krótkie dystanse wywołuje najwyżej mdłości, ale gdy odległość obejmuje już nie mile, a lata świetlne, może dojść do całkowitego przemieszania mnemonów w mózgu, a nawet ich opustoszenia. Człowiek staje się umysłowo na powród noworodkiem. Ezze to szczęśliwie ominęło, ale niewiele mogła sobie przypomnieć z dawnego życia. Prawie nic konkretnego.
- Wiem, nie zjawiłem się na lekcję – powiedział Silvand, siadając na murze obok dziewczyny – Miałem pewne sprawy…
Brał u Ezze lekcje muzyki. To dawało dziewczynie wstęp do pałacu, o co zresztą nie dbała – jak o wszystkie zaszczyty czy zniewagi. Patrząc na nią nie po raz pierwszy zastanawiał się, ile ona właściwie ma lat. Była szczupła, delikatna, o drobnej, okrągłej twarzy i całej masie niezwykłych włosów – były czarne, faliste, przetykane złotem. Czy na jednej głowie mogą razem rosnąć włosy czarne i złoto blond? Czegoś takiego Terna, a nawet cała planeta Arnana, jeszcze nie widziała.Ale było jej z tym ładnie. Wyglądała na nie starszą od niego, tylko te oczy… były jakieś wyblakłe, jak u bardzo starego człowieka. Doświadczenie życiowe, jakie czasem przejawiała, też nie pasowało do osoby młodej. Ciekawe, jak ona poradziłaby sobie na jego miejscu?
- Życie jest czasem niesprawiedliwe.- mruknął posępnie.
- Nie czasem, zawsze.- odparła Ezze, nie podnosząc wzroku znad strun swego serenitu. Ten osobliwy instrument był niejako jej znakiem rozpoznawczym. Zaopatrzony w dwa szeregi strun i rząd guzikowych klawiszy miał niezwykłą skalę możliwości, ale mało kto odważyłby się na nim grać. Chyba tylko jedna Ezze to potrafiła.
- Zaśpiewaj mi coś, tylko dla mnie..- poprosił Silvand.
Lubił piosenki Ezze, dziwne, często niezrozumiałe, ale piękne. Lubił dźwięk jej głosu, nieprawdopodobnie piękny, niepodobny do żadnego innego. Ale najbardziej lubił to, że często śpiewała mu piosenki, których nie wykonywała publicznie. Były tylko dla niego. Teraz też nie dała się prosić. Uderzyła lekko w struny, przebiegła palcami po przyciskach i zaśpiewała o tym, że w jeszcze wszystko może się zdarzyć. Że życie kryje niejedną niespodziankę. Że rano trzeba wstać z nową nadzieją i nowymi marzeniami, choćby poprzedniego wieczoru pogrzebało się je wszystkie. Jak zwykle, wyczuła, czego książę potrzebuje, jakich słów chce słuchać, co może mu pomóc. Patrząc na nią Silvand czuł, że gorycz odpływa z jego serca, a rozhuśtane nerwy uspokajają się z wolna. Lepiej teraz rozumiał, jakim błogosławieństwem była Ezze dla ludzi, między którymi mieszkała, a którzy zmagali się z niełatwym losem. Nic dziwnego, że ją kochali.
- Dziękuję ci – powiedział gorąco, gdy skończyła – Dziękuję ci za to, że jesteś.
- Od tego są przyjaciele, Sylwuś – Ezze zeskoczyła z murku i zarzuciła sobie serenit na ramię – Od tego, żeby byli, gdy człowiekowi jest źle na świecie. Uwierz, mój książę, wielu ludziom jest źle, nie tylko tobie, choć pewnie z innych powodów. Jeśli będziesz chciał pogadać, to wiesz, gdzie mnie szukać.
- Przyjdziesz jutro na lekcję?
- Jasne. Tylko tym razem bądź w domu.
Silvand patrzył za nią, póki nie znikła w oddali, a potem, westchnąwszy ciężko, wsiadł ponownie na swój skuter i na pierwszym biegu dotarł do bram pałacu. Naprawdę mu się nie spieszyło, musiał jednak wreszcie tam wrócić. Odstawił motor pod wiatę dla pojazdów i wolnym krokiem wszedł do pałacu.

Odpowiedzi

portret użytkownika Lorelay

Podtrzymuję całą opinię. To

Podtrzymuję całą opinię. To co tyczyło się poprzedniej części, mogłabym napisać również pod tą.
Dodam tylko tyle, że już zdążyłam polubić Silvanda :) Ezze natomiast wydaje mi się postacią baaardzo interesującą.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi