Opętanie (Izabela Szolc)
"Opętanie" Izabeli Szolc czyli Antychryst wołający o pomstę do piekieł...
„Powieść opowiada o mocy fatum oraz o dorastaniu do akceptacji swego
przeznaczenia w świecie, w którym naprawdę rządzą nadprzyrodzone siły.
O próbach zachowania tożsamości przez jednostkę. Polemizuje z tak
słynnymi dziełami jak «Dziecko Rosemary»
Tak brzmi notka wydawnicza, stojąca wielkimi literami na odwrocie. A wewnątrz?
Otóż moi drodzy, wnętrze głośno woła o pomstę do piekieł.
Zacznijmy może od początku. W ciele pięknej Carol przychodzi na
świat Antychryst. Pewien ksiądz usilnie stara się go unicestwić. Po co?
Najprostszą odpowiedzią na to pytanie wydaje się banalne tłumaczenie
pięciolatka: „Bo tak!”. Z treści książki bowiem jasno wynika, że... dla
samej zasady.
Same postaci miażdżą... trywialnością, bezpłciowością i całkowitym
brakiem charakteru. Szatańska Posłanniczka, starszawy klecha i chłopak
– przyjaciel z dzieciństwa Antychrysta – zakochany w niej z podobnych
przyczyn, jak te dla których Carol należy zniszczyć, niestety nie dają
się polubić. Kto lubi ludzi nijakich? Ja nie bardzo.
Książka nie przeraża, nie straszy i nie wzbudza zgoła żadnych
emocji. Jakby tego było mało, Wielka Pani Córka Diabła przez większość
czasu trwania akcji popełnia nieudane próby samobójcze. Czasem zdarza
się jej także malować paznokcie, brać kąpiel i ożywiać martwe ptaszki.
Jest również postrachem chińskich knajp.
Widać również wyraźnie, że autorka miała problemy z zapełnieniem
narzuconej przez wydawcę liczby stronic – w liczbie zaledwie dwustu. Za
zapchajdziury robią tutaj encykliki papieskie i teksty egzorcyzmów,
naćkane gdziebądź, bez większego składu i ładu. Ot, oby wyszło o kilka
czy kilkanaście stron więcej. Nie one są jednak najgorsze. W trakcie
czytania natrafiamy bowiem na uśmieszek (taki rodem z gadu gadu), a za
nim jeszcze jeden, i jeszcze... i jeszcze, i tak przez calutką
stronicę, gdyby nie liczyć trzech szóstek wciśniętych w prawy dolny
róg. Czym jest owa oszałamiająca innowacja, niestety nie było mi dane
się dowiedzieć. Cóż, być może po prostu nie jestem godna, by pozać
intencje autorki, albo moja ograniczona błyskotliwość stanęła mi na
przeszkodzie do poznania ukrytego przesłania...
Kolejna sprawa to narracja. Określić ją można tylko jednym mianem:
chaos. Cała lektura niezmiennie pozostaje dla mnie Wielkim,
Wszechogarniającym Chaosem. Sceny rwą się, styl przeraża niespójnością,
powoduje wrażenie nie do końca przemyślanego słowotoku, który domagał
się przelania na papier... tylko, że od tego, droga pani Izabelo, są
pamiętniki, blogi internetowe itp. Tam właśnie jest miejsce myśli i
słów, których autor nie umie się powstrzymać od obwieszczenia ich
światu.
Właściwie momentami zastanawiało mnie, czy to co czytam, na pewno jest
powieścią. W niektórych fragmentach bowiem bardziej przypominało mi
reportaż, a raczej relację. Autorka prawdopodobnie na siłę starała się
uprościć swój język i... przekombinowała. Czyżby nie doceniała
czytelników? Czyżby wydawało jej się, że aż tak bardzo nie dorównujemy
jej poziomem, iż trzeba do nas pisać łopatologicznie, bo literackiej
polszczyzny możemy nie pojąć?





















































"Za zapchajdziury robią
tess, pt., 17/04/2009 - 21:11"Za zapchajdziury robią tutaj encykliki papieskie i teksty egzorcyzmów, naćkane gdziebądź" - co znaczy "naćkane"? ^^'
"W niektórych fragmentach bowiem bardziej przypominało mi reportaż, a raczej relację." - albo sprawozdanie :D
No cóż, ładnie i na temat. A ja już wiem, że po książkę nie sięgnę ;p
naćkane to słowo potoczne,
Lorelay (niezweryfikowany), pt., 17/04/2009 - 21:18naćkane to słowo potoczne, nie wiem czy istnieje, ale przez wszystkich członków mojej rodziny od kilku ładnych pokoleń używane jako " powtykane bez sensu i nadmiernie" :P Znaczy, że ono jednak nie istnieje? Tylko gorzej, że nie umiem inaczej wyrazić tego znaczenia, które z sobą niesie...
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Ja znam napaćkane ;p
Vivaldi, pt., 17/04/2009 - 21:20Ja znam napaćkane ;p
Ja go nie słyszałam nigdy
tess, pt., 17/04/2009 - 21:20Ja go nie słyszałam nigdy ;p Napaćkane słyszałam, albo naćpane (nie w sensie narkotyków, tylko "naciapania" właśnie).
eeee...czyżby znowu
Lorelay (niezweryfikowany), pt., 17/04/2009 - 21:25eeee...czyżby znowu regionalizm? Różnica w potocznej wymowie w różnych krańcach polski? Często się z tym spotykam, że w Krakowie, Poznaniu czy Warszawie mnie ludzie nie rozumieją i z wzajemnością :P
Napaćkane to co innego! Dla mnie to oznacza "nabrudzone".
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Ale z kontekstu domyślam
tess, pt., 17/04/2009 - 21:31Ale z kontekstu domyślam się, że Twoje "naćkane" to moje "naćpane" ;p
I zrozumieć sens zrozumiałam, tylko "zapchajdziury", "gdziebądź" i "naćkane" w jednym miejscu jakoś tak strasznie przykuły uwagę... ;p
Hahaha, też sięgnęłam
Firewarrior, pt., 17/04/2009 - 21:41Hahaha, też sięgnęłam kiedyś po to... Gratuluję wytrzymałości, bo ja przez całość nie przebrnęłam. Ba, nie doszłam nawet do strony z uśmieszkami...
A ja przeżyłam to tylko po
Lorelay (niezweryfikowany), pt., 17/04/2009 - 21:55A ja przeżyłam to tylko po to, żeby wam tę traumę opisać, więc dziękujcie!
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
< dzię-ku-ją... > ;p
tess, pt., 17/04/2009 - 22:08< dzię-ku-ją... > ;p
Jest za co < odpowiada, jak
Lorelay (niezweryfikowany), pt., 17/04/2009 - 22:23Jest za co < odpowiada, jak grzeczność nakazuje >
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"