header

Logowanie

Biblioteka

Ankieta

Kim byłbyś w świecie fantasy, jeśli miałbyś możliwość wyboru?
Orkiem
0%
Krasnoludem
14%
Elfem
27%
Niziołkiem
0%
Bestią (np. smokiem)
27%
Pozostał(a)bym człowiekiem!
32%
Razem głosów: 22

Subskrybuj

Subskrybuj zawartość

Obecnie dostępni są:

portret użytkownika Nubia
portret użytkownika Konrad Staszewski
W tej chwili stronę przegląda 2 użytkowników i 2 gości.

Nowi użytkownicy

portret użytkownika DarkMoonxon
portret użytkownika baskaaas
portret użytkownika Bulion
portret użytkownika pleannapoet
portret użytkownika Rafineria
portret użytkownika PaniKasia
portret użytkownika Fhtagn
portret użytkownika Kadzia
portret użytkownika Seidhewedd
portret użytkownika zara

Pendragon, tom I: Taliesin (Stephen Lawhead)

Przy ostatniej wizycie w bibliotece
natrafiłam akurat na przeczytany już dość dawno temu cykl -
Pendragon. Korzystając z okazji postanowiłam więc powrócić
do niego i na świeżo podzielić się moimi wrażeniami.

Pisałam już o tej trylogii w dziale
"Lorcia poleca", jednak tutaj - w recenzjach - skupię się
na szczegółowych i bardziej osobistych przeżyciach, jakie
towarzyszyły mi podczas ponownego czytania poszczególnych
tomów. Jako pierwszy na tapetę idzie, wedle logicznej
chronologii "Taliesin".

Na początku lektury, przez kolejne
stronice, mój entuzjazm wciąż rósł. Chłonęłam
całą sobą oba fascynujące wątki, na jakie autor podzielił
opowiadaną historię. Zachwycałam się barwnymi opisami Atlantydy -
ostatniej ostoi potężnej i szlachetnej rasy Ludzi Zachodu,
współodczuwałam radości, smutki i lęki opisanych
przedstawicieli tego wspaniałego, lecz jakże - w gruncie rzeczy
ludzkiego - ludu. Nie mniejszym podziwem napawali mnie jednak,
bardziej prości, lecz radośni i mężni celtyccy mieszkańcy Wyspy
Potężnych - Brytanii. Śledziłam z zaciekawieniem losy jednych i
drugich.

Wielkimi atutami tej, jak i zresztą
następnych dwóch, części są niewątpliwie malownicze opisy
miejsc, osób, obyczajów, a przede wszystkim emocji.
Autor poszczycić się może pięknym, lecz nie nadto patetycznym i
napuszonym (co często zdarza się w sagach klasycznego fantasy)
językiem. We fragmentach dotyczących Atlantydy wyczuwa się
tajemniczość, potęgę i moc, z jaką kojarzy się nam ta mityczna
kraina. Wątek celtycki natomiast przywodzi na myśl pieśń barda,
melancholijną, nastrojową, przepełnioną dawnym pięknem, a
jednocześnie przyprawioną nostalgią i tęsknotą. Za największą
jednak zaletę uznaję bezsprzecznie kreacje bohaterów.
Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta. Nie da się nie polubić
dorastającej do stania się waleczną, zdecydowaną i zdesperowaną
kobietą ksieżniczki Charis, światłego i dobrego, choć
ulegającego zwyczajnym, ludzkim słabościom króla Awallacha,
uosobienia matczynej czułości, kobiecej siły i królewskiej
dumy w jego żonie Briseis i innych. Nawet czarne charaktery -
tajemnicza Lily, o której czytelnik kompletnie nie wie, co ma
myśleć, mała Morgiana, wyrastająca na sprytną, utalentowaną
wiedźmę czy niegdyś mądry i godny najwyższego szacunku doradca i
jasnowidz Annubi, z którego świetności z przyczyn, których
możemy tylko się domyślać, niewiele w rezultacie pozostaje -
wzbudzają charakterystyczny rodzaj sympatii. Nie sposób też
nie dażyć ciepłymi uczuciami postaci Celtów: starego,
dumnego wodza Gwydno Garanhira, jego syna Elfyna, która z
okrytego złą sławą pechowca wyrasta na potężnego, powszechnie
szanowanego króla, księcia Taliesina - barda, odbarzonego
niezwykłym talentem- który zdaje się być darem bogów
dla ich ludu, niezwykłego w swej postawie druida Hafgana i
wszystkich niebanalnych, obdarzonym silnym charakterem i dumną
postawą kobiet - Medhir, Hronwyn czy starej Aithne.

Moment zniszczenia Szklanej Wyspy (jak
nazywali Atlantydę nasi brytyjscy bohaterowie) wydaje się
kulminacyjnym punktem opowieści. Nic jednak bardziej mylnego. Choć
wzrusza do głębi i powoduje dreszcz silnych emocji, jest tak
naprawdę dopiero początkiem historii, jaką ma do opowiedzenia
autor. To w tym miejscu łączą się losy ocalonego króla
Awallacha i jego córki z przeżywającym właśnie niemal
równie dotkliwą stratę plemieniem Kymrów z Gwynedu.
To powiązanie w rzeczywistości stanowi podstawę do budowania
kolejnych legend. Tym razem pierwsze skrzypce przejmuje autorska
wizja legend arturiańskich, pod którą wcześniejsze
wydarzenia były tylko przygotowaniem gruntu.

I tutaj właśnie pojawia się pierwsza
fala, na razie umiarkowanych rozczarowań. Otóż w tym miejscu
coś burzy ów niezwykły mityczno-legendarny klimat, z czego
chyba sam autor nie zdał sobie nawet sprawy. Wprowadził bowiem
wątek, który uznał za niezwykle ważny i kluczowy dla
dalszego rozwoju fabuły, który mnie niestety lekko do niej
zniechęcił, zachwiał moją wizją świata przedstawionego. Chodzi
mi mianowicie o masowe nawrócenia na religię chrześcijańską,
z jakimi twórca wyraźnie przesadził.

Owszem, zmieniający się porządek
świata, zastępowanie starego przez nowe, upadek Rzymu i nadejście
nowych czasów dla Brytanii, a przy tym ustąpienbie starych
wiar i kultów, jednej nowej religii, bardzo ładnie
wkomponowuje się w całość. Ale, na litość, nawet najbardziej
wyśmienita zupa przestaje smakować, gdy się ją przesoli! A
dokładnie to, w sensie metaforycznym, popełnił autor czyniąc z
największego z bardów - Taliesina - posłańca boga
chrześcijan, z wielkiego monarchy ocalonych Atlantów -
Awallacha - gorliwego neofity, czy też z Pani Jeziora - w osobie
księżniczki Charis, niegdyś tańczącej ze śmiercią na arenie w
rytulnych walkach z bykami na cześć boga Bela - fascynatki nauk
Jezusa.

Mimo wszystko zdania nie zmieniam,
lektura warta jest przeczytania i zapamietania wszystkich pozytywnych
wrażeń, jakimi raczy nas przed owym nieopatrznym ich zburzeniem.

Pozycją czuję się

portret użytkownika tess

Pozycją czuję się zainteresowana, ale... mam dwa "ale" do samej recenzji.

Pierwsze: "Na początku lektury, przez kolejne
stronice, mój entuzjazm wciąż rósł. Chłonęłam
całą sobą oba fascynujące wątki, na jakie autor podzielił
opowiadaną historię." - między tymi dwoma zdaniami, czyli przed wymienieniem zalet, brakuje mi jednego zdania, ponieważ nie wiem, o czym będę czytać - hard sci-fi, horror, a może mediewistyczne fantasy... Później się tego dowiaduję, ale miło byłoby wiedzieć to od razu, a nie skupiać się na wyciąganiu z recenzji tego, o czym książka jest.

Drugie: Czy nie zdradzasz za wiele? Nie mam porównania z oryginałem, ale mam wrażenie, że opowiadasz najważniejsze wątki, chyba zbyt szczegółowo. Skróciłabym opis książki w recenzji, na moje - za dużo tego.

Ale po dopieszczeniu wyjdzie kawał niezłej roboty... ;)

--
bezczelna i ruda

Co do pierwszego "ale": tak,

portret użytkownika Lorelay

Co do pierwszego "ale": tak, masz rację, dopiszę to pożądane zdanie, jak tylko łeb mi przestanie pękać od tej pogody.
Nie zgodzę się jednak zupełnie z pierwszym "ale". Co takiego zdradzam? Imiona bohaterów? najważniejsze i tak oczywiste wydarzenia? Moim zdaniem opisuję wyłącznie swoje osobiste wrażenia. Jak inaczej mogłabym zaznaczyć, które elementy mi się podobały, a które nie i dlaczego?

"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"

Chodziło mi, o - z mojego

portret użytkownika tess

Chodziło mi, o - z mojego punktu widzenia, jak już zaznaczyłam, że to moje wrażenie, bez zapoznania się z książką - "streszczenie" części wydarzeń, szczególnie:

"Moment zniszczenia Szklanej Wyspy (jak nazywali Atlantydę nasi brytyjscy bohaterowie) wydaje się kulminacyjnym punktem opowieści."

"Chodzi mi mianowicie o masowe nawrócenia na religię chrześcijańską, z jakimi twórca wyraźnie przesadził."

Wydaje mi się, że mają być to punkty zwrotne książki, ale mogę się oczywiście mylić.

--
bezczelna i ruda

Zniszczenie Atlantydy jest

portret użytkownika Lorelay

Zniszczenie Atlantydy jest moim zdaniem czymś skrajnie oczywistym. Jak można za dużo zdradzić, zdradzając coś, co i bez czytania książki jest prawie każdemu znane. Nikt nie pisałby o Atlantydzie, bez opisu jej zniszczenia - wedle mojego logicznego toku rozumowania.

Gdybym z kolei nie napisała o nawróceniach na chrześcijaństwo, generalnie ucięłoby mi to całe negatywne wrażenia z lektury. Pisząc o tym, co mi się nie podobało, musiałam przecież napisać czym jest tajemnicze "to, co mi się nie podobało". Nie uważasz? Miałam stwierdzić, iż "nie podobało mi się wprowadzenie niepotrzebnego, nadmiernie rozbudowanego wątku religijnego"? Czy jak? :P

"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"

Ok, wygrałaś... ;p Masz

portret użytkownika tess

Ok, wygrałaś... ;p Masz rację, w takim razie to było po prostu moje subiektywne odczucie.

--
bezczelna i ruda





Wydarzenia

Reklama

Heartless

Ostatnie odpowiedzi

Patronaty

Księga Wojny

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Zajdel

Wyjście z cienia

Polcon 2011

Opowieści

Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny

Krawędź

Koniasz

Nefilim

Nefilim

Lewiatan

Raj utracony

Kod Lyoko

Kod Lyoko

Ulysses Moore

Moherfucker

Moherfucker

Przedwiośnie żywych trupów

Psalmodia (Michał Krzywicki)

Wilcze Dziedzictwo

Antologia fanów!

Amnesia

Wilcze Dziedzictwo: Ukryte cele (Magda Parus)

Tolkien

Genesis

Przedświt (antologia)

Krawędź czasu

Krzyż Południa. Rozdroża

Puckon

Krawędź czasu

JFK

JFK Przemytnik

JFK2

Awanturnik

Kamień na szczycie

Naznaczeni

Panopticon

Księga Przeznaczenia

Śmiertelna fantazja