Efantastyka
Recenzja: Ergo proxy
Dzisiaj na Efantastyce coś specjalnego dla fanów anime. Ergo proxy, serię telewizyjną w reżyserii Shukou Murase, recenzuje Piotr "Proteus" Ciepły.

Ogromne wieżowce, sieć wygodnych i równych dróg. Samochody kierowane przez roboty, które są zarazem służącymi i towarzyszami życia obywatela. W takim oto mieście-utopii rozpoczyna się akcja Ergo Proxy. Główna bohaterka, Re-I Mayar, jest śledczym wydziału bezpieczeństwa miasta, odpowiednika służb specjalnych policji. Prowadzi dochodzenie w sprawie infekcji robotów wirusem Cogito, który sprawia, że zaczynają one samodzielnie myśleć, czuć, czy też przestają słuchać swoich właścicieli. Prowadząc śledztwo w dolnych częściach miasta, bohaterka poznaje imigranta z Mosque, Vincenta, pracującego w służbie porządkowej. Jego zadanie polega na usuwaniu zainfekowanych wirusem jednostek-robotów, zwanych dalej AutoReiv. Re-I, przeprowadzając śledztwo, napotyka na tajemniczą istotę o aparycji potwora, która fizycznie odbiega od wszystkiego, co agentka dotychczas widziała. Przypadkowo usłyszane hasło Proxy ma być kluczem do odpowiedzi na pytanie, czym była postać, jednak nikt nie chce wyjawić informacji na temat stworzenia ani tajemniczego słowa. Re-I wyrusza w podróż za Vincentem – człowiekiem, który zdaje się mieć coś wspólnego z tą tajemnicą – by poznać prawdę, tak skutecznie zatajaną przez władze miasta.
Jeżeli chcesz przekonać się czy Ergo proxy to anime warte obejrzenia, zajrzyj TUTAJ.
Recenzja: Thor 3D - okiem Lorelay
Pamiętacie co, zaledwie przed kilkoma dniami, o filmie Thor i marvelowskim Steamgardzie pisał Tyrsson? Ale jak wiadomo - ilu widzów, tyle opinii. Tym razem swoje wrażenia związane z tą samą produkcją opisuje Paulina Maria "Lorelay" Szymborska-Karcz. Czy kobiece oko okazało się bardziej przychylne?

Chociaż bardzo rzadko zdarza mi się wracać do tych samych filmów więcej niż jeden raz, marvelowskiego Thora oglądałam aż dwukrotnie. Bynajmniej nie dlatego, że obraz zrobił na mnie tak ogromne i pozytywne wrażenie, iż nie mogłam oprzeć się pokusie powtórnego spotkania z jego bohaterami. Powód jest o wiele bardziej prozaiczny. Zakład z mężem. Mój małżonek twierdził uparcie, że dotrwa do końca, a co więcej – laptop również zdoła wyjść cało z tej opresji. Ja natomiast byłam zgoła innego zdania. Przegrałam, czego dowód stanowi recenzja, którą nieszczególnie szczęśliwy zwycięzca zamieścił na łamach Efantastyki kilka dni wcześniej. Czytając ten tekst uznałam jednak, że nie będę sobie odmawiała przyjemności dodania kilku groszy od siebie.
Z pozoru Thor to tylko kolejna hollywoodzka superprodukcja i kolejna dawka mocno przesadzonego łubudu-bum-cmok. Chociaż… Tym razem film znów trafił na specyficznego odbiorcę o nietypowych oczekiwaniach. Dla takiego widza jak ja, pewne elementy, zarówno fabuły jak i jej oprawy, które przez innych, jak znam życie, zostały odebrane wręcz jako atuty, niestety okazały się co najmniej tak niestrawne jak przeterminowana sałatka śledziowa. Fakt, że przedstawiona przez twórców wizja Asgardu i jego mieszkańców kłóci się z moją własną jest naprawdę najmniej istotnym powodem tej opinii. Tym, co najbardziej mi przeszkadzało był klimat, jaki roztaczały obrazy widoczne na ekranie. I właśnie dlatego, na głowy filmowców także ode mnie lawinowo posypią się kolejne ciosy.
Jeżeli chcesz przekonać się za co Lorelay bije twórców filmu, zajrzyj TUTAJ.
Recenzja Fable 2 i mały konkurs!
Zapraszam do zapoznania się z recenzją gry Fable 2, która jest jednocześnie wstępem do mojej serii artykułów poświęconych produkcjom na konsole XBOX 360. Przy okazji mam dla Was mały konkurs na nazwę dla tego cyklu. Zwycięzca zgarnie pecetową wersję Devil May Cry 4. Swoje propozycje możecie nadsyłać do końca miesiąca na adres gotan@efantastyka.pl .
Fable 2, czyli bajka dla nieco starszych widzów
Pierwsza część Fable była grą, której w moim odczuciu niewiele brakowało do ideału. Piękna, kolorowa, z ciekawie opowiedzianą historią i przede wszystkim wyborami moralnymi, które decydowały o naszym dalszym losie. Przemierzamy świat jako szlachetny wojownik, czy też okropny złoczyńca, który z wielką radością morduje wszystko na swojej drodze. Nie ukrywam, że świat Albionu oczarował mnie do tego stopnia, iż z niecierpliwością wyczekiwałem kontynuacji, która jak na złość, pojawiła się jedynie na konsoli XBOX 360. Ostatnio jednak mogłem nadrobić zaległości i na własnej skórze przekonać się, czy i tym razem twórca serii, Peter Molyneux stanął na wysokości zadania. Przed Państwem Fable 2!
Z całą recenzją możecie zapoznać się w tym miejscu.
Recenzja: Beowulf (2007) - okiem Lorelay
Czytaliście pierwszą recenzję filmu Beowulf z 2007 roku autorstwa Kamila "Tyrssona" Gołębowskiego?
Nieco inne wrażenia, związane z tą samą produkcją, prezentuje Paulina Maria "Lorelay" Szymborska-Karcz:
Za cokolwiek weźmie się Hollywood – efekt końcowy zawsze wygląda tak samo: patos zabija, mdły wątek romansowy zostaje wciśnięty wszędzie, choćby i nawet z kretesem psuł całkiem niezłą historię, humor przeraża prostactwem i idiotyzmem, a obraz bezwzględnie należy naszpikować do granic wytrzymałości efektami specjalnymi. Jednym słowem: Łubudu-bum-cmok-bum-bek-ojej. Tak przedstawia się jedyny słuszny i… generalnie jedyny przepis na „dobre kino” według Hollywood, stosowany dokładnie do każdej produkcji. Do tego zdążyłam się przyzwyczaić już dawno. Dlatego właśnie tak rzadko tracę mój cenny czas na oglądanie amerykańskich superprodukcji. Beowulfa z 2007 roku, w reżyserii Roberta Zemeckisa, nie mogłam sobie jednak odpuścić. Za mocno kusiło mnie, by sprawdzić jak będzie wyglądał anglosaski poemat epicki w wersji mega-turbo-epic-heroic fantasy.
Mamy tutaj przykład najbardziej typowej hollywoodzkiej produkcji z gatunku heroic fantasy. Bohater przepakowany do granic możliwości, mnóstwo efektów specjalnych, nienaturalnie wyglądające potwory rodem z gier komputerowych… Jest i romans, i kiepskie żarty w stylu „na jaja Odyna”, i miecze bez pochew trzymane za ostrza. Irytujący bywa Beowulf noszący kolczugę na gołe ciało, walczący z Grendelem zupełnie nago, czy też skaczący po belkach na suficie niczym prawdziwy ninja. Na wszystko to jednak da się bez problemu przymknąć oko, gdyż film jako całość prezentuje się naprawdę interesująco i niezwykle miło się go ogląda.
Jeśli pragniesz dowiedzieć się więcej, zajrzyj TUTAJ.
Recenzja: Niekończąca się opowieść
Są takie dzieła z dzieciństwa, na wspomnienie których każdy z nas reaguje gwałtownym ożywieniem lub przynajmniej delikatnym uśmiechem. Jednym z nich jest z pewnością film "Niekończąca się opowieść". Przewodnikiem w osobistej podrózy sentymentalnej do krainy Fantazji będzie Marta "Nubia" Porwich.
Od zawsze marzyłam o tym, że spotka mnie jakaś nieoczekiwana przygoda, że doświadczę magii w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Nic więc dziwnego, że zazdrościłam Atreju jego misji ratowania chorej Dziecięcej Cesarzowej oraz ginącej Fantazji. Uzbrojony jedynie w magiczny naszyjnik poddany decydującej misji… Nic też zatem dziwnego, że zazdrościłam Bastianowi – ziemskiemu chłopcu, molowi książkowemu, takiemu jak ja, który w prawdziwy, bynajmniej nie metaforyczny sposób, przenosi się do magicznej krainy poprzez portal, którym okazuje się ukradziona przez niego książka…
Z całą recenzją możecie zapoznać się TUTAJ.
Beowulf - Pogromca Ciemnosci (wersja anglojęzyczna)

Jeśli podobała się Wam recenzja filmu Beowulf - pogromca ciemności, teraz możecie przeczytać ją także w wersji anglojęzycznej, w przekładzie Agaty "PaniPonurej" Staszewskiej.
On Geralt of Rivia, surprisingly called by the name of a certain Viking…
When I hear „Beowulf”, my mind brings about the vision of proud and brave Scandinavian warriors, who fight till the last drop of blood, feast as long as mead is streaming down and have no objections against sailing on unknown waters. I hear sounds of early-medieval instruments, the humming of the sea and the northern wind, carrying terrible roars of monstrous Grendel. The smell of villages, burned by a dragon’s fiery breath, completes the picture.
Cały tekst znajdziesz TUTAJ.
Recenzja: Pomiędzy światami (Jessica Warman)
O tym, że czasem warto doczytać książkę do końca, nawet jeżeli początek nie zachęca, przekonała się Paulina Maria "Lorelay" Szymborska-Karcz, która dla Was zrecenzowała Pomiędzy światami Jessiki Warman.

Po czym najczęściej oceniamy, czy książka zasługuje na to, by po nią sięgnąć? Po okładce i zapowiedzi wydawniczej. Czasami czytamy o niej jeszcze krótkie notki prasowe albo zapoznajemy się z treścią przedmowy lub prologu. Ja wielokrotnie już przekonałam się, że to za mało, aby wyrobić sobie opinię. Czasami powieści rzucające się w oczy na półkach księgarskich, opatrzone chwytliwymi hasłami reklamowymi i zbierające doskonałe opinie wśród krytyków i czytelników, potrafią mnie niesamowicie zawieść. Natomiast takie, które na pierwszy rzut oka pozostają niezauważone, a kilka zdań zapowiedzi wcale nie nawiązuje do właściwej treści i bynajmniej nie brzmi zachęcająco, czasami okazują się naprawdę warte przeczytania. Zdarza się również, że po lekturze pierwszych kilku stron odechciewa mi się brnąć dalej w mdłą fabułę i śledzić losy naiwnych, infantylnych bohaterów. A potem? Po zmęczeniu z przymusu jednego lub dwóch początkowych rozdziałów, dochodzę do wniosku, że rzucenie książki w kąt byłoby bardzo kiepskim pomysłem i w duchu zaczynam wygłaszać peany na cześć własnej wytrwałości oraz cierpliwości. Tak właśnie było w przypadku Pomiędzy światami autorstwa młodej amerykańskiej pisarki – Jessiki Warman.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, zajrzyj TUTAJ.
Recenzja "Snuff" Terry'ego Pratchetta
O tym, że czasem nawet najlepsi zawodzą i że niekiedy radosne oczekiwanie przeradza się w dramatyczne rozczarowanie przekonała się Agata "PaniPonura" Staszewska, która dla Was zrecenzowała Snuff Terry'ego Pratchetta.
Bardzo rzadko czekam na jakąś książkę z wypiekami na twarzy. Nie podchodzę do literatury „na chłodno”. Wręcz przeciwnie. Jednak niemal wszyscy autorzy, których czytuję albo dawno już spoczywają w grobie (jak Tolkien czy Eddings), albo napisali tyle, że i tak pewnie nie uwinę się, zanim skończą. Tak właśnie jest z „Kołem Czasu” Jordana, który co prawda opuścił już ten najpiękniejszy ze światów, ale wrobił w dokończenie serii innego pisarza. Zresztą i tak, halo, jestem dopiero na czwartym tomie. A poza tym zawsze znajdzie się tyyyyyyyyyle książek, że naprawdę będzie co czytać, zanim ukaże się to, na co akurat czekam.
Pratchett stanowi jednak wyjątek. W zasadzie na Pratchett’cie nigdy się nie zawiodłam. Oh, oczywiście nie wszystkie jego powieści wzbudziły mój zachwyt. Nigdy jakoś nie przekonałam się do „Piramid”, „Ruchomych obrazków” czy „Ciekawych czasów”, a ze dwie czy trzy inne pozycje przeczytałam raz i już do nich nie wróciłam. Jednak stanowczo mogę powiedzieć, że do tej pory nie było takiej książki Pratchetta, która by mi się nie spodobała. No właśnie. Do tej pory.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, zajrzyj TUTAJ.
Recenzja: Gra Endera

Po niektóre książki warto sięgnąć, nawet jeśli początkowo może się wydawać, że są zupełnie nie dla nas. Przekonała się o tym Marta "Nubia" Porwich, recenzentka Gry Endera Orsona Scotta Carda.
Gra Endera to książka, którą właściwie mogłabym odłożyć z powrotem na półkę już po przeczytaniu pierwszej strony. Zostałam bowiem od razu zbombardowana motywami, jakie zwykle zniechęcają mnie do poświęcania czasu na czytanie fantastyki. Motyw ratowania świata, wybrańca, cudownego-zwykłego dziecka… Jeśli dodać do tego jeszcze fakt, że to ciasto zostało podane na tacy gatunku science fiction, właściwie – wedle własnych upodobań – w ogóle nie powinnam nawet otwierać tej książki. Gdybym jednak nie dała tej powieści szansy, popełniłabym ogromny błąd. Ominęłaby mnie wspaniała przygoda.
Resztę recenzji znajdziecie TUTAJ.
Fantastyczne święta – podsumowanie akcji
Nasza akcja została zakończona. Przyszedł więc czas na krótkie podsumowanie i podziękowanie wszystkim tym, którzy w niej uczestniczyli, a także przyczynili się do promowania jej . Dzięki Waszej pomocy, dzieciaki z Domu Dziecka im. Janusza Korczaka w Gdańsku miały naprawdę fantastyczne święta.

W sobotę 17 grudnia reprezentanci portalu Efantastyka.pl - Adam „Gotan” Kmieciak, Marta „Nubia” Porwich, Wojciech „Woltus” Kłos i Maciej „Mazur” Mazurek - przekazali zebrane książki na rzecz Domu Dziecka im. Janusza Korczaka w Gdańsku. Wśród zebranych pozycji znajdowały się zarówno książki przekazane nam od wydawnictw (Fabryka Słów, Powergraph, Jaguar, Prószyński i S-ka, Rebis, Egmont) a także od osób prywatnych. Wszystkim serdecznie dziękujemy!
Jednocześnie chcieliśmy poinformować, iż część książek dotarła do nas dopiero po świętach. Nie musicie się jednak martwić, one również trafią do dzieciaków w najbliższym czasie.
Osobne podziękowania kierujemy dla Stefana Dardy, który wspomagał nas od samego początku akcji. Osobiście chciałbym także podziękować Paulinie „Lorelay” Szymborskiej-Karcz, Wojciechowi „Woltusowi” Kłosowi oraz reszcie naszych niezastąpionych redaktorów, a także wszystkim osobom, których wymienić niestety nie potrafię, a których zaangażowanie wpłynęło na sukces samej akcji. Może nie wszystko szło po naszej myśli, ale udało się wywołać uśmiech na twarzach dzieci, a przecież o to właśnie nam chodziło.
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- …
- następna ›
- ostatnia »




















































