Wojna nigdy się nie kończy (miniatura)
Sierżant Evans spojrzał na pułkownika. Na pociągłej twarzy widać było ślady zmęczenia, twardy zarost nie był golony od tygodni, podobnie jak włosy, skołtunione i tłuste. Mężczyzna oddychał ciężko, ale w jego oczach – zupełnie niepasujących do reszty postaci – tańczyły ogniki. Czy tryumfu, czy złości – sierżant nie był w stanie określić. Ale sam ten płomień wystarczył by Evans zasalutował z szacunkiem.
- Melduję, że statek został przejęty. – powiedział sucho, obserwując reakcje więźnia. – Opór wyeliminowany, sprzęt zabezpieczony w ładowni. Paliwa mamy dość, by opuścić ten układ. Jakie rozkazy?
- Wojna.
Sierżant spojrzał na rozmówce lekko skonsternowany. Vulgar w odpowiedzi uśmiechnął się.
- Wojna, przyjacielu. Jeśli jest coś stałego i niezmiennego w tym świecie, to jest to właśnie ona. Wojna nigdy się nie zmienia. I nigdy się nie kończy. Wszyscy politycy, pacyfiści, śmiecie systemu społecznego, za dnia wrzeszczący o pokój, a wieczorem oglądający relacje z frontu – wszyscy oni są głupcami. Jak długo istnieć będzie ludzkość, istnieć będzie wojna. Jak długo istnieć będzie wojna, istnieć będzie żołnierz, który będzie ją prowadził. Pokojowe utopie, świat bez walk, wieczny porządek i harmonia, nowy ład – wszystko to liście unoszone przez wiatr, skrawki papieru wrzucone w ogień. Ludzie boją się spojrzeć na siebie. Boją się zajrzeć w głąb i odkryć tam krwiożerczą bestię, łaknącą walki! Walki… Walki! Bitwy! Wojenna symfonia artyleryjskiego ostrzału, eksplozji i jęków konających! Czyż to nie raduje serca żołnierza? Radosny moment wyzwolenia się z wszelkich kajdan i więzów społecznej moralności i etyki, niczym niezmącona zwierzęcość i euforia!
Oni… oni nie rozumieją. Nie potrafią. Przykuci do życia, do tej marnej egzystencji którą prowadzą, do wszystkich bogactw, ekskluzywnych samochodów, rodzin i relacji nie potrafią dostrzec tej prostej zależności. Żołnierz nie istnieje po to, żeby wygrywać, ale po to, żeby walczyć! Walka jest sensem, napędzającym jego życie, wyznaczającym drogę którą należy się kierować! Walczyć i umierać… poprzez pola bitew, wojenną zawieruchę, masakry i bombardowania, iść przez to dokładając własną cegiełkę do krwawego, trupiego muru, bez żadnych celów, ideałów czy dążeń! Tylko czysta, niczym niezmącona chęć uczestniczenia w wojnie. A potem w kolejnej, i jeszcze jednej, i następnej…
- A jeśli nie będzie wojen? Jeśli tam, gdzie polecimy, nikt nie będzie walczył?
- Będzie, towarzyszu. Uwierz mi – wojna się nie zmienia. Mogą się zmienić narzędzia, strony konfliktu czy idee – ale sama wojna nie zmienia się nigdy. Zawsze chodzi o to samo, zawsze wypływa z tego samego i w ten sam sposób się kończy. Nasz świat, to świat permanentnej wojny, niekończącego się potoku krwi i trupów. A my będziemy szli po tym trupim trakcie, od zwycięstwa do zwycięstwa, sycąc się tym, co da nam nasza Matka Wojna.
Jeśli poskąpi nam darów, sami je odbierzemy. Jeśli zabraknie walk – sami je wzniecimy. Oto jest cel: by nie milkły działa i nie ustawała kanonada, by nie wygasł nigdy ogień…
Czyż to nie wspaniałe?
- Niczym sen… - powiedział sierżant, od dłuższego czasu niepotrafiący oderwać wzroku od swego dowódcy. – Przysięgam, że gdziekolwiek miałby nas zaprowadzić bóg wojny, pójdę za panem wszędzie!
- Bóg wojny? Nie, przyjacielu… My jesteśmy bogami wojny. My jesteśmy Wojną. I już niedługo, pośród bitewnego płaczu, zaświeci nam jutrzenka wiecznego konfliktu…

















































Odpowiedzi
Temat i sposób jego
Temat i sposób jego przedstawienia mnie zachwyciły. Przekazane w tym tekście myśli przewodnie bardzo mnie zainteresowały, a dobór słownictwa i ogólny styl wypowiedzi nadają im mocnego wydźwięku. Nie zachwyciła mnie natomiast forma. Pewnie dlatego, że doskonale wiem, że stać cię na więcej. Tekst mógłby być świetny, gdyby nad nim teraz porządnie przysiąść i uporządkować myśli, w wyraziste, składne zdania, proste i logiczne dla odbiorcy. Jeszcze trochę bym na twoim miejscu popracowała, dopieściła tu i ówdzie, opanowała lekki chaos.
Uwagi techniczne:
"wystarczyłby" - wystarczył by
"do wszystkich ich bogactw" - "ich" moim zdaniem zbędne, lepiej brzmi bez.
"Walka jest sensem, który napędza jego życie, który wyznacza drogę, którą należy się kierować!" - który, który, którą... masakra :P
"i ten sam sposób się kończy. Ten świat, to " - i w ten sam sposób... - zrezygnowałabym też z jednego "ten", trochę ich za dużo, za blisko siebie.
Powtórzenia w większości nie rażą, bo są przemyślane, celowe i zastosowane w odpowiedni sposób, za to razi mnie ilość zaimków. Można by je trochę zredukować, bo czytając na okrągło: "jego", "jej", "go", "tego", "ten" itd. po trzy w każdym niemal zdaniu, można lekko zwariować :P
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
No cóż, pewien chaos był
No cóż, pewien chaos był zamierzony, z uwagi na lekkie zwichrowanie umysłu wypowiadającego się. Chciałem, by pułkownik był człowiekiem, który zatracił w sobie częśc zdolności do logicznego myślenia, zastąpionych przez obraz niekończącej sie walki, a sama wypowiedź miała mieć w sobie coś z propagandowych przemówień. Na ile mi sie to udało - nie mam pojęcia ;p
A - i dzięki za uwagi techniczne ;]
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
Zamierzenie da się
Zamierzenie da się odczytać, ale mam wrażenie, że efekt trochę wymknął się spod kontroli. Owszem, wypowiedź może być chaotyczna, oddaje wtedy osobowość i charakterystyczny sposób myślenia postaci, ale jednak zbyt duże nagromadzenie powtórzeń (moim zdaniem nie zawsze ze sobą współgrających) i błędów gramatycznych, w tak krótkim tekście, mimo wszystko utrudnia trochę czytanie.
Ale to tylko moja sugestia, subiektywna.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
No cóż, faktycznie może
No cóż, faktycznie może jeszcze zerknę, bo w sumie z biegu napisałem i poprawiłem, nie pozwalając mu sobie poleżec... Zresztą, zobaczymy ;]
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/