header

Logowanie

Biblioteka

Ankieta

Kim byłbyś w świecie fantasy, jeśli miałbyś możliwość wyboru?
Orkiem
0%
Krasnoludem
14%
Elfem
27%
Niziołkiem
0%
Bestią (np. smokiem)
27%
Pozostał(a)bym człowiekiem!
32%
Razem głosów: 22

Subskrybuj

Subskrybuj zawartość

Obecnie dostępni są:

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 2 gości.

Nowi użytkownicy

portret użytkownika DarkMoonxon
portret użytkownika baskaaas
portret użytkownika Bulion
portret użytkownika pleannapoet
portret użytkownika Rafineria
portret użytkownika PaniKasia
portret użytkownika Fhtagn
portret użytkownika Kadzia
portret użytkownika Seidhewedd
portret użytkownika zara

Metamorfoza (zamarly)

Metamorfoza
zamarly

Jak zwykle nie chciało mi się wstać. Poranne promienie słońca raziły w oczy, pomyślałem więc, że dobrze będzie zasłonić okno i zdrzemnąć się jeszcze z godzinkę. Wiedziałem, że dzisiaj wraca żona, ale po wczorajszej balandze sen był mi bardzo potrzebny. Wstałem i… wytrzeźwiałem w jednej chwili. Przede mną na dwóch łapach stał potwór. Wysokie na blisko dwa metry, kudłate bydlę patrzyło na mnie ogromnymi czerwonymi oczami. Odwróciłem się w poszukiwaniu jakiegoś narzędzia obrony i kątem oka zobaczyłem, że stwór robi to samo.

– Lustro – błysnęło mi w myślach. – To przecież lustro w szafie.

Chwilowa ulga szybko zamieniła się w przerażenie.

– Zaraz, jeżeli to lustro, to jak ja, do cholery, właściwie wyglądam?

Uszczypnąłem się, bo pomyślałem, że jeszcze śpię. Nie był to dobry pomysł.

– Łojatokurwapierdziu!!! – Zawyłem tak, że mieszkanie zatrzęsło się w posadach. Z przerażeniem popatrzyłem na swoje dłonie. No tak, blisko piętnastocentymetrowe pazury wyglądały na takie, które mogłyby bez problemu rozedrzeć na strzępy bawoła, a ja właśnie wbiłem sobie dwa w tyłek podczas daremnej próby obudzenia się.

– Dobra, przyjmijmy, że to nie jest sen. Trzeba by zobaczyć, czym ja właściwie jestem. – Autoperswazja podziałała przynajmniej na tyle, że jeszcze raz spojrzałem w lustro. Ani chybi, ze szklanej tafli patrzył na mnie, z bardzo głupim wyrazem twarzy, ni mniej, ni więcej, tylko prawdziwy człowiek-wilk.

– Skąd mi się to mogło wziąć? Przecież nikt mnie nie pogryzł, w rodzinie też nie było żadnych takich przypadków… – Eliminowałem znane mi mityczne sposoby przemiany w wilkołaka.

– Cyganka! – Olśnienie spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. – To przecież ta jędza wrzeszczała przekleństwa, kiedy przeganiałem ją spod mojego kiosku. Wtedy myślałem, że naczytała się Sapkowskiego, bo z jej wrzasków dało się zrozumieć coś o potworze w ludzkiej skórze, który teraz będzie prawdziwym.

No nic, trzeba będzie ją znaleźć i przekonać do odwrócenia uroku.

Zatrzymałem się praktycznie w drzwiach. Zaraz, przecież nie mogę tak wyjść na ulicę. Jeżeli prawdą jest, że istnieją wilkołaki, a byłem tego najlepszym dowodem, to zapewne można znaleźć również ich pogromców. Co prawda ostatnio słyszałem, że ludzie-wilki są przedstawiani jako obrońcy ludzi, ale czy każdy musi się zgadzać z poglądami amerykańskiej pisarki? Jakiś domorosły Wędrowycz czy Van Helsing ubije mnie jak nic, pewnie tylko czeka na takie świeże i nieostrożne wilkołaki jak ja. Co prawda ten drugi był znany z walki z wampirami, ale wolałbym nie ryzykować spotkania z jakimkolwiek szalonym łowcą.

Otworzyłem szafę, żeby wybrać coś do ubrania i zamaskowania obecnej postaci.

Jeżeli poprzednie wycie nie obudziło wszystkich sąsiadów, to w tej chwili dałem taki popis, że nie mieli szans na kontynuowanie snu. Drzwi szafy otworzyłem tak gwałtownie, że z górnej półki spadła na mnie patera, którą dostałem w ślubnym prezencie. Teraz przynajmniej mam pewność, że jest wykonana z czystego srebra. Ból, jaki poczułem przy zetknięciu z nią, był niewyobrażalny – jakby ją wykonano z gorejącej lawy.

Znalazłem w końcu jakiś płaszcz, w który zdołałem się wbić, na głowę założyłem czapkę i tak zamaskowany wyruszyłem na poszukiwanie Cyganki.

Co tu dużo mówić, ta eskapada okazała się jedną wielką porażką. Na mój widok koty wrzeszczały, jakby je kto obdzierał ze skóry. W sumie nawet nie musiały mnie widzieć, wystarczało, że mnie wyczuły, a potrafiły mnie zwęszyć prawie ze stu metrów. Na dodatek psy zapałały do mnie wielką miłością i postanowiły podążać za mną, gdziekolwiek bym nie poszedł. W odległości piętnastu metrów miałem więc stale powiększające się stado. Załamałem się w pobliżu sklepu mięsnego. Moimi trzewiami targnął taki głód, że z ledwością powstrzymałem się przed wparowaniem do środka. Ostatnim wysiłkiem woli wróciłem do domu i pożarłem całe mięso, jakie znajdowało się w lodówce.

No nic, pozostało mi tylko czekać na żonę i spróbować ją ukąsić. Może zamieni się w Shakirę?

Dobre! Zabawne, lekkie,

portret użytkownika Lorelay

Dobre! Zabawne, lekkie, typowo humorystyczne. Taki dowcip przypadł mi do gustu ;)

Tylko... nie wiem czy to celowe, czy błąd korektorski: SapkowSkiego!

Literówka - poprawione

portret użytkownika Gotan

Literówka - poprawione :)
Dzięki :)

naprawdę fajne

portret użytkownika miriad

naprawdę fajne





Wydarzenia

Reklama

Heartless

Ostatnie odpowiedzi

Patronaty

Księga Wojny

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Demonomania

Zajdel

Wyjście z cienia

Polcon 2011

Opowieści

Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny

Krawędź

Koniasz

Nefilim

Nefilim

Lewiatan

Raj utracony

Kod Lyoko

Kod Lyoko

Ulysses Moore

Moherfucker

Moherfucker

Przedwiośnie żywych trupów

Psalmodia (Michał Krzywicki)

Wilcze Dziedzictwo

Antologia fanów!

Amnesia

Wilcze Dziedzictwo: Ukryte cele (Magda Parus)

Tolkien

Genesis

Przedświt (antologia)

Krawędź czasu

Krzyż Południa. Rozdroża

Puckon

Krawędź czasu

JFK

JFK Przemytnik

JFK2

Awanturnik

Kamień na szczycie

Naznaczeni

Panopticon

Księga Przeznaczenia

Śmiertelna fantazja