Ambasadoria (China Miéville) - recenzja

    China Miéville był dla mnie do tej pory postacią nieznaną. Wynika to z faktu, że niespecjalnie interesowałam się science fiction, a autor Ambasadorii celuje w tym gatunku. Urodził się w Anglii, gdzie skończył studia antropologiczne. Na co dzień zajmuje się dziennikarstwem, a także jest politykiem lewicowym. Jego utwory zostały obsypane deszczem nagród. Czy podzielam powszechny zachwyt nad książkami tego pisarza? Po części tak.

    Rzecz ma miejsce w mieście Ambasadoria. Żyją tam Ziemianie oraz rdzenni mieszkańcy planety Arieki zwani Gospodarzami. Ci ostatni wyglądają specyficznie i posługują się Językiem, w którym nie istnieje pojęcie kłamstwa. Ludzie nie potrafią wyartykułować dźwięków Języka. Konieczne są w tym celu dwa aparaty mowy, ale jeden umysł. Tylko zmodyfikowani genetycznie Ambasadorowie mają tę umiejętność. Ciężko wypracowany status quo obraca się w pył, gdy pojawia się ktoś nowy – EzRa. Nowo przybyli nie są identyczni, ale dzielą ze sobą empatyczną więź. Nikt nie pojmuje, jak tak różni ludzie mogli stać się jednością na tyle, by mówić w Języku. Wkrótce okazuje się, że ich głos działa na Gospodarzy upajająco…

    Narratorka to Avice Benner Cho, Ziemianka urodzona w Ambasadorii. Podróżuje przez nurt czasoprzestrzeni, czyli jest Zanurzaczką. Pewnego dnia postanawia wrócić wraz z mężem na rodzinną planetę. Nawet nie wie, jaką burzę z piorunami wywołają. Narracja pamiętnikarska, z perspektywy Avice, sprawiła, że doskonale poznałam naszkicowane przez autora imaginarium. Jestem pod wrażeniem rozległości tego wymyślonego świata. Pisarz nie pozostawia żadnych białych plam, wyczerpuje temat do końca. Jednocześnie spaja fabułę rozważaniami lingwistycznymi i problematyką społeczno-polityczną. Nie wprowadził mnie powoli w świat przedstawiony, tylko od razu rzucił na głęboką wodę. Oswajanie z tym całkowicie nowym uniwersum przychodziło powoli i rzekłabym, że nawet w bólach, ale powieść jest warta początkowych męczarni. Neologizmy stworzone na potrzeby Ambasadorii w pierwszych rozdziałach brzmią enigmatycznie, ale z czasem się z nimi oswoiłam. Pisarz nie przedstawia także prawideł rządzących światem, wierząc w inteligencję czytelnika, który potrafi wyciągnąć wnioski z tekstu. Dzięki temu, że dopiero po czasie wszystkie elementy układanki wskakują na swoje miejsce, książka ma w sobie jakąś tajemnicę. Nawet na długo po odłożeniu Ambasadorii myślę o niej i analizuję każde słowo. Miéville napisał genialną powieść z gatunku fantastyki społecznej.

    Na okładce widnieje opinia Ursuli K. Le Guin: „Ambasadoria to w pełni dojrzałe dzieło sztuki”. Gdy patrzę na językową stronę książki, to Le Guin ma całkowitą rację. Język odznacza się nie tylko dojrzałością w sensie poprawności, ale stał się czymś, co ewoluowało, zmieniło się i przekształciło w coś, co jest prawdziwą sztuką nowoczesną. Zadziwia, szokuje, lecz czy uwodzi? Ma w sobie wiele niezwykłości, nadzwyczajności, jednakże trudno mi powiedzieć, że urzeka. Miéville swoją dziwność doprowadził do perfekcji, a idealność cenię zawsze i wszędzie. Mimo tego kunsztu literackiego i popisu słowotwórstwa, język wydaje się mało plastyczny. Nie potrafiłam wyobrazić sobie wyglądu uniwersum. Zdecydowanie za mało opisów, a także szczegółowych charakterystyk. Książkę trudno się przyswaja i trawi się ją powoli. Jednakże czyta się ją zadziwiająco szybko przy tak wielkiej ilości neologizmów opisujących techniczne zagadnienia.

    Fabuła przedstawiona została nielinearnie, choć mniej więcej zachowała ciąg chronologiczny. Powieść podzielono na 9 części. Akcja w początkowych i końcowych rozdziałach zachowuje ciąg przyczynowo-skutkowy, w środku rozwarstwia się na „wcześniej” i „później”. A kolejność pojawiania się rozdziałów wcale nie jest taka oczywista.

    Bohaterowie zostali kiepsko scharakteryzowani, jednak mam przedziwne wrażenie, że to zabieg celowy, ażeby zsyntetyzować fabułę i uczynić z niej coś przykładowego, ogólną analizę przedstawionej rzeczywistości. Oczywiście drugą opcją, tą mniej optymistyczną, jest to, że pisarz tak bardzo poświęcił się ekwilibrystyce językowej, że aż zaniechał pracy nad portretami psychologicznymi. A jednak skłaniam
    się do pierwszej wersji. Kolejną wadą Ambasadorii jest wyzucie z emocji. Mimo wielu dramatycznych wydarzeń nie potrafiłam utożsamić się z bohaterami i zrozumieć ich postępowania. Przyczyny ich decyzji wciąż pozostają dla mnie tajemnicą. Główna bohaterka to osoba zupełnie mi obca i bez charakteru. Wewnątrz niej jest próżnia, z resztą tak jak w innych postaciach.

    Książka to doskonały przykład na to, jak można bawić się językiem. Pisarz naciągnął językową cięciwę i okazało się, że jest wystarczająco silna, by wytrzymać takie napięcie. Gratuluję tłumaczce, która musiała włożyć wiele trudu w przekład tej powieści. Utwór dziwaczny, jak przystało na postmodernizm. Specyficzny, klimatyczny i nietypowy. Zupełnie oryginalny, a znane motywy tak zmienione, że trudno odnaleźć w nich dawny kształt.

    Karolina "Scarlett" Baran
    Redakcja i korekta: Anna „Kresyda” Drwal

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Zysk i S-ka

    Tytuł: Ambasadoria
    Tytuł oryginału: Embassytown
    Autor: China Miéville
    Wydawca: Zysk i S-ka
    Tłumaczenie: Krystyna Chodorowska
    Miejsce wydania: Poznań
    Data wydania: lipiec 2013
    Liczba stron: 468
    ISBN: 9788377851692
    Ilustracja na okładce: Vincent Chong
    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus