Amerykańscy bogowie (Neil Gaiman) - recenzja


Zastanawialiście się kiedyś, co rządzi dzisiejszym światem? Nauka, Bóg, cywilizacja i postęp techniczny? Co, gdybym Wam powiedziała, że mityczne bóstwa, którym pradawne ludy składały hołd, istnieją i żyją wśród nas? Niewiarygodne, prawda? W Amerykańskich bogach Neila Gaimana odpowiedź na ostatnie pytanie brzmi: tak. Ta powieść ukazuje prawdziwy, choć z drugiej strony wydający się obcym, świat. Gaiman obnażył prawdę na temat społeczeństwa, życia, śmierci oraz marzeń. Podczas lektury tej książki czułam się, jakbym była obierana ze skóry. Dostrzegałam wszystkie popełnione przez siebie błędy. Magia płynąca z Amerykańskich bogów zawładnęła mną bez reszty i chyba szybko mnie nie opuści.

Cień ma wyjść z więzienia. Im bliżej chwili odzyskania wolności, tym większy ogarnia go niepokój. Dwa dni przed końcem wyroku jego żona, Laura, i najlepszy przyjaciel giną w wypadku samochodowym. Jak się okazuje, ukochana miała romans. W drodze na pogrzeb, w samolocie, mężczyzna poznaje niejakiego pana Wednesday, który oferuje mu pracę. Cień i jego nowy znajomy wyruszają w podróż po Stanach Zjednoczonych w celu rozwiązania zagadki tajemniczych morderstw w małych miasteczkach. Co niesie ze sobą ta wyprawa? Z kim główny bohater będzie musiał zawrzeć pokój?

Niewątpliwie Neil Gaiman stworzył arcydzieło. Nigdy wcześniej nie miałam okazji czytać jego książek, ale po doświadczeniu z Amerykańskimi bogami na pewno sięgnę po kolejne. Czuję pewien niedosyt, chociaż powieść ta jest sporych gabarytów. Początek, pierwsze kilka stron, wydaje się dość niewinny. Ot, poznaję Cienia i dowiaduję się o nim kilku podstawowych informacji. Potem następuje uderzenie – akcja ni stąd, ni zowąd zaczyna przyśpieszać, żeby nabrać niebotycznego tempa i wciągnąć czytelnika w szalony świat tytułowych amerykańskich bogów. Wtedy oniemiałam, wkręcona w fabułę i wydarzenia, ciekawa dalszych losów Cienia i jego nowych znajomych.

Chociaż powieść wydawała się obszerna, przeczytałam ją w tempie, w jakim jeszcze nigdy nie pochłonęłam żadnej pozycji. Nie lubię, gdy interesująca książka szybko się kończy i nie posiada kontynuacji, która stanowiłaby wyjaśnienie niedopowiedzianych rzeczy. Z drugiej strony fabuła ciągnąca się jak spaghetti też mi się nie podoba, bo odnoszę wrażenie, iż pisarz na siłę przeciąga akcję. Amerykańscy bogowie pod tym kątem są idealni. Neil Gaiman sprawił, iż ta powieść zachwyciła mnie swoim bogactwem – zarówno jeśli chodzi o słownictwo jak i przedstawione wydarzenia – oraz lekkością. Lektura książki była dla mnie czystą przyjemnością, gdyż ze szczegółami poznawałam Cienia, jego życie, myśli i znajomych, nie będąc przy tym przytłoczoną patosem i powagą. Autor w świetny sposób wprowadził do tej powieści humor, przedstawiając czytelnikowi nie tylko przywary Amerykanów, ale także wszystkich innych narodów. Pokazał, jak rozwój cywilizacji wpłynął na wiarę ludzi w bogów, bóstwa i mityczne istoty, oraz jak zmieniają się priorytety. Gaiman interesująco przedstawił, co dąży do rządów nad światem, a także dokąd on zmierza. Z przerażeniem czytałam praktycznie o samej sobie, dostrzegając swoje błędy i zgubne nawyki, które ewidentnie wynikają ze stylu życia. Zostałam zmuszona do zastanowienia się nad tym, co się stanie, jeśli ludzie dalej będą niedbale egzystować, tak jak to robią obecnie. Pod tym względem Gaimanowi należą się gromkie brawa, ponieważ rzadko spotykam tak mądre, a zarazem interesujące i niosące rozrywkę książki.

W Amerykańskich bogach zaskoczył mnie styl, jakim posłużył się autor. Nauczona doświadczeniem, spodziewałam się ciężkiego tomiska – ciężkiego słowem, niekoniecznie wagą. Tymczasem dostałam lekki, przyjemny tekst. Język powieść jest piękny w swej prostocie, ale jednocześnie przystępny. Zwróciłam uwagę na dobór słów i opisy z pozoru prymitywnych sytuacji, które potem okazywały się bardzo istotne. Kiedyś usłyszałam, że klasyka jest ideałem piękna. Przypomniałam sobie to stwierdzenie właśnie po rozpoczęciu lektury Amerykańskich bogów i zobaczeniu, że mądra, magiczna i tak naprawdę trudna historia może być napisana prosto i przystępnie.

Neil Gaiman stworzył prawdziwe arcydzieło, warte każdej nominacji i nagrody, jaką otrzymało. Doczytałam, że stacja HBO przygotowuje serial na podstawie tej powieści. Ucieszyła mnie ta wiadomość, gdyż podczas czytania chodziła mi po głowie myśl, że jest to doskonała historia do przedstawienia na ekranie – nie banalna, ale dostatecznie rozrywkowa. Dobrze zrobiona może powtórzyć sukces Gry o tron. Amerykańscy bogowie to powieść, którą powinien przeczytać każdy. Cytując Pabla Neruda z wypowiedzi Jonathana Carrolla umieszczonej w blurbie: nie przeczytać jej, to jak nigdy nie skosztować pomarańczy.

Sylwia „PersilGold” Zazulak
Redakcja i korekta: Monika „Katriona” Doerre

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękujemy Wydawnictwu MAG

Autor: Neil Gaiman
Tytuł oryginalny: American Gods
Tytuł polski: Amerykańscy bogowie
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 9 października 2013
Miejsce wydania: Warszawa
ISBN: 978-83-7480-387-8
Liczba stron: 464
Format: 150x225
Oprawa: twarda z obwolutą

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus