Amerykański modlitewnik. Luizjański blues. Viator (Lucius Shepard) - recenzja


This is madness…

Lucius Shepard. Pisarz dotychczas całkowicie mi nieznany, autor wielu książek z gatunku szeroko pojętej fantastyki. Jednakże kogo bym nie pytała z moich znajomych, nikt nie kojarzył jego nazwiska, a co za tym idzie, nie był w stanie mi powiedzieć, czego mogę spodziewać się po jego najnowszym zbiorze powieści „Amerykański modlitewnik. Luizjański blues. Viator”. Niezbyt cieszył mnie ten całkowity brak jakiejkolwiek opinii o tym autorze. Nie żebym czytała wyłącznie książki polecane mi przez bliższych lub dalszych znajomych, bowiem sama lubię odkrywać nowe rejony fantastyki, poznawać styl pisarski coraz to innych fantastów... Jednakże cała ta cisza przy nazwisku Luciusa Sheparda była dla mnie niemałym zaskoczeniem, jako że – jak już wspomniałam – jest on autorem całkiem sporej liczby powieści i opowiadań (jak się później dowiedziałam). Ale w końcu do odważnych świat należy, więc nie zastanawiając się dłużej nad zagadnieniem popularności, zagłębiłam się w lekturze trójksięgu „Amerykański modlitewnik. Luizjański blues. Viator”. I poznałam rzeczywistość, o istnieniu której nie miałam wcześniej pojęcia.

Nie wiem, czy człowiek może naprawdę zmienić to, kim jest, ale na pewno może zmienić to, kim stara się być.[*]
[*] s.31

Będąc już po lekturze, stwierdziłam, że obecni i przyszli czytelnicy najnowszej powieści Luciusa Sheparda powinni być wdzięczni Wydawnictwu MAG za to, że umieściło wszystkie trzy powieści (choć „Luizjański blues” należy raczej do gatunku noweli) w jednej publikacji. W oryginale bowiem tytuły te zostały opublikowane oddzielnie, na przełomie dwóch lat. Dzięki temu mogłam cieszyć się poznaniem prozy Sheparda w kilku różnych wariantach. Choć czy aby na pewno różnych? Wkrótce się o tym przekonamy.

„Amerykański modlitewnik” jest odpowiedzią na amerykański trend religijny, który zaczął zrównywać wiarę z telewizyjnym show okraszonym mnóstwem serpentyn, śpiewów i tańców oraz cudownymi uzdrowieniami. Pod całym tym blichtrem i przepychem wiara jednak gnije, bowiem jej prawdziwość zostaje zamieniona na pieniądze. Jedynie drobne, prywatne modlitwy są w stanie przynieść ukojenie czy być początkiem nowego życia. Nie jest ważne do kogo się je kieruje, liczy się intencja i głęboka wiara w ich spełnienie. Z drugiej strony istnieje ryzyko, że prosta, "domorosła" religijność może w szybkim tempie przemienić się w fanatyzm, co z kolei przyczynia się do stopniowej utraty "nowonarodzonej" duchowości.

W „Luizjańskim bluesie” Shepard ukazuje południe USA wraz z jego duszną, napiętą atmosferą i szeroko rozpowszechnionymi kultami voodoo i hoodoo. Mała miejscowość Grail, otoczona luizjańskimi bagnami, jest mieściną, gdzie pomyślność jej mieszkańców, jak i rozwój samego Grail, od ponad dwustu lat są związane z tradycją nakazującą co dwadzieścia lat wybrać królową nocy letniej, de facto ofiary dla Dobrego Szarego Człowieka, który według wspomnianego wcześniej paktu, chroni miasteczko przed nieszczęściami i zapewnia mu rozwój.
„Luizjański blues” to nowela traktująca głównie o tym, że od przeznaczenia nie można uciec i nawet kroki podjęte w celu wyrwania się z ciążącego nad człowiekiem fatum nie są w stanie zapobiec zapisanej w kartach przyszłości. Jest to również po części studium wiary, nie chrześcijańskiej, lecz innych zabobonów, które częstokroć w znacznie większym stopniu wpływają na życie i decyzje osób w nie wierzących.

I na koniec „Viator”, mój zdecydowany faworyt w całej książce. Autor przedstawił w nim swoiste studium obłędu, pokazał jak cienka i krucha jest granica między jawą a marą. W jaki sposób wykraczanie poza rzeczywistość i "poznawanie" obcych światów pozostaje poza zdolnością zrozumienia przeciętnego człowieka, skazując go w oczach innych na etykietkę osoby mającej nierówno pod sufitem.

Wszystkie trzy dzieła zawarte w najnowszym wydawnictwie MAGa łączy jedno: analiza społeczna wiary, próba zrozumienia czym jest normalność, gdzie kończy się głęboka wiara, a zaczyna szaleństwo i obłęd.
To, co mi się bardzo spodobało, to fakt, że w swojej książce autor pozostawia czytelnikowi możliwość interpretacji poszczególnych wydarzeń, nie pozwalając tym samym na najmniejszy nawet powiew nudy. Lektura wciąga i z każdą kolejną stroną coraz bardziej intryguje, dzięki czemu moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach.

Muszę jednak przyznać, że zdarzały się momenty, kiedy gubiłam się w narracji Sheparda. Było to spowodowane głównie jego "zamiłowaniem" do wielopoziomowych, bardzo rozbudowanych zdań. Część z nich ciągnęła się przez ponad pół strony, co niejednokrotnie zmusiło mnie do zatrzymania się i ponownego czytania danego fragmentu książki. Jednak z każdym takim kolejnym tasiemcem i kolejną przeczytaną stroną przyzwyczajałam się do stylu autora, który – jak się ostatecznie okazało – bardzo mi się spodobał i wpasował w mój gust literacki.

Nie jest to powieść lekka, aczkolwiek jej lektura przypominała mi degustację wyszukanych potraw, na pierwszy rzut oka ciężkostrawnych i całkowicie nie do przełknięcia, jednakże już po pierwszym kęsie okazały się one dla mnie ambrozją.
Cóż więcej mogę powiedzieć? Wraz z Wydawnictwem MAG zapraszam Was na wspaniałą i pełną obfitości „Ucztę Wyobraźni”, która pozwoli Wam przeniknąć poza otaczającą rzeczywistość i poznać nowe, dotychczas nieodkryte, wymiary fantastyki.

Anka „Wiedźma” Chramęga
Redakcja i korekta: Monika „Katriona” Doerre

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękujemy Wydawnictwu MAG


Tytuł: Amerykański modlitewnik. Luizjański blues. Viator
Tytuł oryginału: A Handbook of American Prayer. Louisiana Breakdown. Viator
Autor: Lucius Shepard
Wydawnictwo: MAG
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Miejsce wydania: Warszawa
Data premiery: 16 sierpnia 2013r.
Liczba stron: 560
ISBN: 978-83-7480-368-7
Okładka: twarda

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus