Anielski śpiew (Adrian Turzański) - recenzja

Książki o tematyce okołoniebiańskiej, w których autorzy a to tworzą własne, alternatywne wizje chrześcijaństwa, a to po prostu opisują konflikt „góry” z „dołem”, są obecnie na czasie. Na rynku wydawniczym święci właśnie triumf najnowsza powieść Tada Williamsa „Brudne ulice nieba” traktująca o niebiańsko-piekielnych przepychankach, fani „Angelfall”, postapokaliptycznej historii o aniołach, drżą z uciechy, bo wydawnictwo wypuściło niedawno drugi tom serii, w Polsce szumu narobiła kolejna część przygód o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie, a tu proszę, Novae Res dokłada coś od siebie. „Anielski śpiew” Adriana Turzańskiego to pozycja obowiązkowa dla fanów historii o skrzydlatych bohaterach.

Choć tytuł sugeruje inaczej, to nie jest „grzeczna” książka. Wizja świata wykreowana przez polskiego autora jest brutalna. Powiedziałabym, że „Anielski śpiew” można nawet przyrównać do kontrowersyjnego cyklu o Mordimerze Madderdinie, gdzie Chrystus zszedł z krzyża, by mścić się na ludziach. Tyle że u Andrzeja Turzańskiego to anioły są rządne krwi. A wszystko przez Boga, który niespodziewanie znika. Mówi się, że stracił wiarę w potomków Adama oraz Ewy i odszedł. Wystarczy przyjrzeć się z bliska temu, co dzieje się na ziemi, by przestać się dziwić decyzji Najwyższego. Plac Świętego Piotra w Watykanie opustoszał, niedzielne nabożeństwa nie przyciągają już wiernych do świątyń. Człowiek zapomniał o miłosierdziu. Anioły to widzą i dochodzą do własnych wniosków. Szczególnie jeden, Gabriel, w zniknięciu Boga upatruje znaku, że czas ukarać ludzi. Chce stanąć na czele zastępów nieba i pod nieobecność Najwyższego zrobić porządek ze światem, czyli rozpętać Apokalipsę. Swą żarliwą wiarą zaraża powoli innych mieszkańców Królestwa Niebieskiego. By być niezwyciężonym, potrzebuje miecza Michała – jedynego oręża zdolnego pokonać Złego. Właściciel broni nie jest zachwycony pomysłem, nie udzielenia wsparcia bratu. Jeszcze nie wie, że odmowa wiąże się z konsekwencjami…

Podczas czytania „Anielskiego śpiewu” nie można się nudzić. Bohaterowie przemierzają świat – począwszy od zatłoczonych ulic Hong Kongu, przez Petersburg, deszczowy Londyn, zalaną słońcem Turcję, a nawet Niebiosa. Cała gama miejsc, a bohaterów nie mniej. Zastępy serafinów, cherubinów, upadłych, demonów i wampirów gęsto zasiedlają świat. Tak, różnorodność to dobre określenie, jeśli chciałoby się opisać „Anielski śpiew” jednym słowem.

O ile łatwiej jest stworzyć prostych, pełnych niedoskonałości bohaterów, niż porywać się na istoty nie z tego świata. Takim trzeba zapewnić grę o naprawdę wysoką stawkę i zagwarantować przeciwników odpowiedniej ligi. Wydawałoby się, że skoro po jednej stronie barykady stoją skrzydlate istoty, to wystarczy zajrzeć do piekła i wyciągnąć z czeluści kilku „rogatych”, by scenariusz na powieść był gotowy. I tu zaskoczenie. Autor trochę to skomplikował. Postanowił rozpętać wojnę nieba z piekłem, ale oprócz tego zasiać ziarno niezgody w szeregach mieszkańców Królestwa Niebieskiego.

Adrian Turzański w „Anielskim śpiewie” kreuje posępną wizję świata. Taką, która mogłaby być gorzką refleksją na temat czasów współczesnych. Pisze o ludziach pozbawionych wiary, zajętych wieczną walką o „lepsze jutro”. I w swej powieści chce ich ukarać za to, że są odpowiedzialni za zniknięcie Boga. Narzędziem zemsty są anioły, które wydają się być gorsze od demonów: straszliwe i bezwzględne. Ludzka degradacja religijna w powieści jest naprawdę zaawansowana. Nawet w obliczu rzeczy niezwykłych, gdy znaki na niebie wydają się być oczywiste, że oto nadchodzi Apokalipsa, człowiek nadal nie łączy tego z religią. Dopóki media znajdują przyziemne wyjaśnienie na wszystko, co dzieje się wokół, nikt prócz szaleńców nie składa rąk do modlitwy. A najwyższy czas ku temu…

Tym, co przeszkadzało mi podczas czytania, były zgrzytające zwroty, których pojawia się mnóstwo. Nie wspominam o „makówce”, jaka na dobre zastąpiła „głowę”. Wyobraźcie sobie opis wielkiego, majestatycznego anioła kiwającego „makówką”. A to nie wszystko, bo są jeszcze „oczy zatrzaskujące się za powiekami” albo wyrażenie, którego nijak nie potrafię odtworzyć w wyobraźni, mianowicie: „podeszła dumnym susem”. Niby nic wielkiego, a jednak skutecznie odciąga od lektury.

Nie na tyle jednak, by zepsuć mi radość z czytania. O ile w przypadku „Anielskiego śpiewu” można mówić o radości, bo to książka niewesoła. Tom pierwszy ponurej wizji Adriana Turzańskiego za mną. Podejrzewam, że kolejny będzie utrzymany w równie „optymistycznym” tonie. Widać, człowiek zasłużył sobie na taki los. Tak, po przeczytaniu powieści można pogrążyć się w niewesołych rozważaniach. Na szczęście to tylko fantastyka, więc nic nam, ludziom, w świecie rzeczywistym nie grozi.

Marta „Prokris” Sobiecka
Korekta: Monika "Katriona" Doerre

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Novae Res

Tytuł: Anielski śpiew
Autor: Adrian Turzański
Wydawca: Novae Res
Tom: I
Projekt okładki:Krystian Żelazo
Miejsce wydania: Gdynia
Data wydania: 2014
Liczba stron: 388
ISBN: 978-7942-089-6

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany

Konkursy

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus