Złodziejka książek (2014) - recenzja

Słowo jest potężniejsze od miecza i choć czasami trudno w to uwierzyć książki posiadają niesamowitą moc. Wiele osób potrafi zagubić się we frazach, uciec w światy wykreowane na kartach powieści. Rzeczywistość, nieważne jak przytłaczająca i okrutna, przestaje być taka zła, kiedy można się przed nią ukryć w zaczarowanych krainach. Główna bohaterka „Złodziejki książek” odkrywa magię zamkniętą w dziełach literackich – to właśnie one pomagają jej przetrwać horror wojny.

Młodziutka Liesel (w tej roli niesamowita Sophie Nelisse) wraz ze swoim bratem zostaje wysłana do starszego małżeństwa, państwa Hubermann, które ma się zaopiekować dziećmi. Niestety chłopiec umiera w trakcie podróży. Z powodu braku funduszy na pochówek, miejscem spoczynku dziecka staje się pobocze drogi niedaleko torów kolejowych. Jedyną pamiątką Liesel po braciszku jest jego zdjęcie. Kiedy bohaterka dociera wreszcie do celu podróży, zostaje przyjęta w niezbyt przyjazny sposób. Rosa (Emily Watson) wita ją ozięble i trzyma dziewczynkę na dystans, podczas gdy Hans (Geoffrey Rush) szybko nawiązuje nić porozumienia z przybraną córką. I to właśnie on jest pierwszą osobą, do której zwraca się Liesel, kiedy dzieci w szkole odkrywają, że nie potrafi czytać. Hans, chcąc pomóc bohaterce poznać alfabet, spędza z nią długie wieczory na nauce abecadła (używając do tego podręcznika grabarza znalezionego przez protagonistkę obok grobu jej brata). Specjalnie dla swojej przybranej córki mężczyzna zmienia ściany piwnicy w wielką tablicę, na której Liesel może wypisywać nowo poznane słowa.

„Złodziejka książek” nie jest filmem dla każdego. Fabuła posuwa się do przodu bardzo powoli. Brak tu wyniosłych przemów i dramatycznych zwrotów akcji, jakich z reguły można oczekiwać od filmów o tematyce wojennej. Tragedie, z którymi zmagają się postacie, wydają się mało istotne i nieważne, zwłaszcza w porównaniu z okrucieństwami wojny. A jednak jest w tej codzienności coś ujmującego i niemal magicznego.

Dużą część „uroku” filmu buduje jego młoda obsada: Sophie Nelisse i Nico Liersch (który gra najlepszego przyjaciela Liesel – Rudy’ego). Geoffrey Rush i Emily Watson to weterani kina i oboje zasługują na najwyższe uznanie – ich występ w „Złodziejce książek” jest pełen subtelności i emocji. Idąc do kina, widz dostaje dokładnie to, czego mógłby się spodziewać po aktorach tego kalibru – wiarygodne postaci i profesjonalny występ. Ale to Sophie i Nico są tu prawdziwymi gwiazdami. Oboje posiadają niesamowity talent i doskonale poradzili sobie z dosyć ciężką tematyką filmu i wieloma bardzo emocjonalnymi scenami. Inna aktorka mogłaby zmienić Liesel w naiwną i płytką dziewczynkę, podczas gdy Nelisse dodała jej niewinności i niezwykłej empatii. Liersch natomiast wykreował ujmującą postać, która doprowadzi wielu widzów do łez.

Pomimo niezwykle utalentowanej obsady i urzekających postaci, film posiada kilka wad. Tym, z czym mam największy problem, jest sposób, w jaki bohaterowie się porozumiewają. Z przyczyn oczywistych, większość kwestii wypowiadana była w języku angielskim, jednak od czasu do czasu pojawiały się dialogi w języku niemieckim (pozostawione w napisach bez tłumaczenia). Można próbować domyślać się intencji scenarzysty (swego rodzaju zabawa dobrze znana ze szkoły – co poeta miał na myśli): pojedyncze niemieckie wtrącenia użyte w celu dodanie filmowi realizmu, przypomnienie widzowi, że bohaterowie są Niemcami i stworzenie pewnej bariery pomiędzy nimi. Dla mnie jednak były to po prostu krótkie momenty, które niszczyły fabułę filmu i sprawiały, że przez chwilę brakowało mi emocjonalnego połączenia z tym, co działo się na ekranie.

Innym problemem, z którym zmaga się „Złodziejka książek”, jest upływ czasu. Ten aspekt z reguły trudno pokazać na ekranie (zwłaszcza jeśli reżyser stara się uniknąć wyświechtanych montaży). Akcja filmu toczy się na przełomie kilku lat, z wyraźnie zaznaczonymi ramami czasowymi (jak choćby Noc Kryształowa, kiedy po raz pierwszy spotykamy Maxa), jednak miasteczko, gdzie mieszka Liesel, zostało jakby zatrzymane w czasie. Nic (poza długością włosów głównej bohaterki) się nie zmienia.

Na koniec pozostaje jedynie wspomnieć o wątku fantastycznym, o którym nie mogę powiedzieć nic, oprócz tego, że istnieje. Każda dodatkowa informacja może zostać uznane za spoiler i ostatecznie zepsuć końcową odsłonę. A ta naprawdę dodaje całości produkcji większej wagi i skłania do przemyśleń, których „Złodziejka książek” dostarcza bez liku. Gorąco polecam.

Agnieszka "Cala" Siemieńska
Korekta: Monika "Katriona" Doerre

Za bilet na seans dziękujemy
sieci Cinema City

Tytuł: Złodziejka książek
Gatunek: Dramat, Wojenny
Czas trwania: 2 godz. 11 min
Kraj produkcji: Niemcy, USA

Obsada:

Hans Hubermann: Geoffrey Rush
Rosa Hubermann: Emily Watson
Liesel Meminger: Sophie Nélisse
Max Vandenburg: Ben Schnetzer
Rudy Steiner: Nico Liersch
Ilsa Hermann: Barbara Auer

Produkcja:

Reżyseria: Brian Percival
Scenariusz: Michael Petroni
Studio: Fox 2000 Pictures, Studio Babelsberg

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus