Arkadia (Iwona Michałowska) - recenzja

    …kobiece science fiction

    Kobiece? Owszem. Napisane przez kobietę o kobietach. Mężczyzn z imionami, z kilkoma linijkami dialogu, jest może dwóch czy trzech. Od razu nadstawiłam uszu, takich książek nie było jeszcze na polskim rynku (a jak już, to jak na lekarstwo). Do tego Arkadia promowana jest jako powieść apokaliptyczna, a nic tak nie zaostrza apetytu czytelniczego jak opis katastrofy ekologicznej, która zmienia obraz Ziemi.

    W przyszłości przedstawionego świata morza zalały większość lądu, ludzkość ledwo wiąże koniec z końcem; nauka, technika, kultura uległy szarej rzeczywistości – prawie zniknęły, by dać miejsce zwykłemu instynktowi przeżycia. Tak ponure warunki często zmuszają do złego. Helena nie jest wyjątkiem, popełnia przestępstwo, za które zostaje wrzucona do zakładu poprawczego. Tam rozpoczyna kompletnie odmienne życie, odkrywa siebie na nowo i nawet poznaje miłość.

    Poprzez narrację i sposób prowadzenia fabuły da się wyczuć zupełnie inną wrażliwość, niż tę, do której zostałam przyzwyczajona przy okazji czytania książek tego gatunku. Nie jest mroczna, choć ponura; w powieści nie ma szybkiej akcji i wydarzeń dziejących się wszędzie we wszechświecie. Wręcz przeciwnie. Całość skierowana jest do i od wnętrza postaci, to właśnie kobiety stanowią centralny punkt historii i to od nich wychodzą wszelkie inicjatywy. Brakuje kosmitów, zombie, cyborgów i wszelakich innych dziwadeł. Działania zostają podejmowane na relatywnie małą skalę, ale dla bohaterek stanową one cały ich świat. I dlatego są najważniejsze i na nich skupia się akcja książki. Bo refleksje na temat natury ludzkiej, moralności i znaczenia życia można przecież snuć bez dodatkowych fajerwerków.

    Jako iż nie ma elementów, które wygodnie odwracałyby uwagę czytelnika od postaci, bo nawet ogromny kryzys w więzieniu jest niewielki w porównaniu z taką apokalipsą zombie, na przykład, to na Helenie i jej współtowarzyszkach doli i niedoli skupia się uważne oko czytelnika. Powinny być one zatem niesamowicie szczegółowo dopracowane, wręcz iskrzyć życiem i historiami, prawda? A nie! Autorka wymyśliła bowiem miejsce zwane ciemnią, gdzie pamięć więźniarek zostaje wymazana, co sprawia, że muszą one, kawałek po kawałku, zbierać i odkrywać na nowo swoją osobowość i naturę. Dobry chwyt, który sprawdził się na kilku poziomach. Po pierwsze, ujął powieść w klamry, dzięki czemu stanowi ona zwięzłą całość, ale pozwala na otwarte zakończenie, co daje złudzenie, że postacie żyją dalej – pomimo zakończenia lektury. Po drugie, ciemnia sprawiła, że przeszłość Heleny zaintrygowała mnie, a co za tym idzie, zaangażowałam się w jej sprawy, chciałam żeby odkryła swoją zbrodnię i świat poza murami więzienia.

    Inne bohaterki były również interesujące, szczególnie Waponki – autorka starała się dać każdej jakieś cechy odróżniające je od reszty. Większość bliskich Helenie postaci – po obu stronach krat celi – dostała pełne, zróżnicowane osobowości. Ta mała, zamknięta społeczność kobiet stanowi dynamiczne środowisko i ciekawie było obserwować interakcje pomiędzy różnymi personami o różnych statusach. Związki, jakie się zawiązały, również dodają kolorów tej, skądinąd szarej, rzeczywistości. Spodobało mi się naturalne i nie wyzywające potraktowanie homoseksualizmu – kobiety zachowują się normalnie, ich relacje są zwyczajne, a uczucia przedstawione w sposób nieprzesłodzony czy patetyczny.

    Nie obyło się bez potknięć (według mnie to potknięcia). Pierwszoosobowa narracja Heleny przeważnie nie razi, jej obserwacje są często wnikliwe, ale miejscami zdarzają się jej (czy też autorce) koślawe i powiewające sztucznością dialogi i przemyślenia. Przeszkadzało mi również przedstawienie bohaterki jako jakiejś super empatycznej, głębokiej postaci. I nie chodzi mi o sam fakt, że ma ona taki dar, bo przecież istnieją osoby natychmiastowo zyskujące sympatię innych, ale raczej o nachalny sposób wprowadzenia tego elementu – być może został on wrzucony do książki zbyt nagle i zbyt pośpiesznie.

    Inną częścią powieści, która lekko mnie drażniła, to stereotypowe i czasem jednowymiarowe potraktowanie Waponek (zdaje się Japończyków lub, ogólnie rzecz biorąc, Azjatów) – ciche, lojalne, poważne i oddane swojej pracy. Troszkę to boli, ale mogę to autorce podarować.

    Samo wydanie jest ładne, książka ma czytelną czcionkę i to właściwie się liczy najbardziej. Nie zauważyłam błędów w redakcji tekstu, choć, jak wspomniałam, oszlifowałabym lekko niektóre dialogi. Poza tym nie mam zastrzeżeń.

    Czy polecam? Pewnie, ale od razu ostrzegam, że nie wszystkim się Arkadia spodoba. Akcja jest wolna, wydarzenia dzieją się na małą skalę, nie ma eksplozji i heroicznych czynów. Są kobiety i ich próby poskładania swojego życia w całość. Zdecydowanie powiew świeżości w polskiej literaturze.

    Diana „Mongfind” Cereniewicz
    Korekta: Monika „Katriona” Doerre

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
    Wydawnictwu Videograf

    Tytuł: Arkadia
    Autor: Iwona Michałowska
    Wydawnictwo: Videograf
    Korekta: Joanna Szewczyk
    Oprawa: miękka
    Format: 135x210 mm
    Data i miejsce: Chorzów, 2013
    Ilość stron: 256
    ISBN: 978-83-7835-205-1

     
     
     
     
    A książka ma nawet swój zwiastun:
     

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus