Ant-Man (DVD) – recenzja


    Zwątpienie ogarnęło mnóstwo ludzi. Wiele osób, obejrzawszy trailer nowego filmu ze stajni Marvela, miało ogromne wątpliwości, czy ten film może się udać. Człowiek-mrówka bohaterem kolejnej ekranizacji kultowych komiksów? Może i Strażnicy Galaktyki osiągnęli niesamowity, naprawdę zaskakujący sukces, ale drugi raz to powtórzyć? Czy to nie graniczy z cudem? A jednak, na przekór wszystkiemu i wszystkim, nowy Ant-Man daje radę. Nie należy co prawda do tej klasy filmów co obie odsłony Avengersów czy trylogii Iron Man, ale spokojnie można przypisać mu miano całkiem niezłej komedii w fantastycznej odsłonie.

    Pokrótce o fabule, chociaż nie warto się nad nią zbyt długo rozwodzić, bowiem im więcej się wie, tym mniejszą przyjemność sprawi seans. Scott Lang to oszust średniej klasy. Daleko mu do wielkich złodziei pławiących się w bogactwie, bowiem bardzo często zostaje złapany na gorącym uczynku. Tym razem bohater może utracić coś więcej niż tylko osobistą wolność – jego była żona stawia mu warunek, aby się poprawił, bo inaczej pożegna się z widzeniami z ukochaną córeczką. Jednak czym ma się zająć Scott, skoro lwią część jego życia stanowił rabunek i różnorodne przekręty? Na szczęście z pomocą przychodzą mu... mrówki, pewien podstarzały, nieco szalony doktor oraz jego urocza, chociaż początkowo kąśliwa, córka.

    Ant-Mana można przyrównać jedynie do Strażników Galaktyki, bowiem oba filmy łączy ogromna dawka humoru. Mało tego, to właśnie w omawianym obrazie znajduje się go o wiele więcej: poważne sceny walki zostają przeplecione humorystycznymi wstawkami (wszystkim widzom z pewnością zapadła w pamięci scena z lokomotywą Tomkiem), protagoniści próbują się pojedynkować na słowa prawie na każdym kroku i na dodatek brak bezpośrednich, spojlerujących nawiązań do innych bohaterów Marvela, które zdradzałyby w jakiś sposób ich obecne położenie lub sytuację (scena z Falconem jest bardzo miła oku i nie wymaga znajomości dogłębnej pozostałych filmów, a ich bardzo ogólny zarys).

    O dziwo, Peytonowi Reddowi udało się stworzyć świeży film, jaki nie powiela schematu wcześniejszych disney'owskich produkcji: nie ma super-złoczyńcy, skomplikowanych zmian w fabule i długich wyjaśnień, dlaczego właśnie tak, a nie inaczej potoczyły się pewne wydarzenia. Ant-Man, choć przewidywalny, to obraz lekki, humorystyczny, nie posiadający patosu (jaki chociażby miał Thor: Mroczny świat) i mnóstwa scen z wybuchami (mówi Wam coś tytuł Iron Man 3?). Zamiast tego widz otrzymuje przyjemną opowieść o winie i odkupieniu, z nienarzucającym się wątkiem miłosnym oraz z delikatnymi nawiązaniami do poprzednich obrazów od Marvela.

    Ważnym motywem, jaki przewija się w kolejnych scenach Ant-Mana, jest problem relacji na linii rodzic-dziecko. Dzieje się to dwutorowo: z jednej strony odbiorca śledzi losy Scotta walczącego o spotkania z ukochaną kilkulatką (Scott), zaś z drugiej obserwuje próbę naprawienia trudnych relacji między ojcem i córką, która znacznie pogorszyła się po tajemniczej śmierci żony i zarazem matki (wątek Hanka i Hope). Wątek dramatyczny, ale jednocześnie pozbawiony patosu, nieco przewidywalny, niemniej nie rażący widza swoją infantylnością.

    Pod względem gry aktorskiej wszyscy wypadli naprawdę przyzwoicie. Aż ciężko uwierzyć, że Paul Rudd (Ant-Man) jest grubo po 40-stce (swą postać zagrał z lekkością i niewymuszonym humorem), Michael Douglas, mimo swego wieku, nadal jest w bardzo dobrej formie i potrafi świetnie zagrać miotającego sprzecznościami bohatera (doktor Pym), a Evangeline Lilly (córka doktora, Hope) miała szansę na pokazanie szerszej palety nastrojów niż danej jej to było w Zagubionych i Hobbicie.

    Znakomitą pracę wykonali graficy i animatorzy, zwłaszcza w scenach z mrówkami: sposób ich poruszania się, porozumiewania i latania jest naprawdę godny podziwu. Realia mikroskopijnego świata zostały ukazane w naprawdę przyjemnej dla oka odsłonie, ze wszystkimi szczegółami i odgłosami.

    Podsumowując, Ant-Man jest przyzwoitym filmem, z którym można rozpocząć swą przygodę z Marvelem. Nie wymaga znajomości innych tytułów studia i jednocześnie kreuje nowego, pozbawionego głębszej ideologii życiowej, ale nadzwyczaj inteligentnego bohatera. Nie musi ratować świata, który ma od tego Avengersów, za to powinien sprostać najważniejszemu zadaniu w życiu, jakim jest odpowiedzialne rodzicielstwo. Mnóstwo gagów (bazujących na humorze słownym, ruchach i dźwiękach) i przyjemna, lekka historia – oto nowy Ant-Man, udana propozycja na leniwe, niedzielne popołudnie.

    Patrycja ‘Pattyczak’ Wołyńczuk
    Korekta: Monika „Katriona” Doerre

    Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
    dziękujemy Galapagos Films


    Tytuł oryginalny: Ant-Man
    Tytuł polski: Ant-Man
    Gatunek: Akcja, Sc-Fi
    Czas trwania:115 minuty
    Kraj produkcji: USA
    Premiera DVD: 27 XI 2015

    Obsada:
    Scot Lang/Ant-Man: Paul Rudd
    dr Hank Prym: Michael Douglas
    Hope Van Dyne: Evangeline Lilly
    Daren Cross/Yellowjacket: Corey Stoll
    Paxton: Bobby Cannavale

    Produkcja:
    Reżyseria: Peyton Redd
    Scenariusz: Adam McKay, Paul Rudd, Edgar Wright, Joe Cornish
    Studio: arvel Studio

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus