Armada (Ernest Cline) – recenzja

Nastoletni Zack Lightman nie ma zbyt wielu powodów do narzekania. Chociaż wychowuje go samotna matka (Pamela), to chłopak może liczyć z jej strony na wyrozumiałość w kwestii wielogodzinnego przesiadywania przed ekranem komputera i popołudniowej pracy w pobliskim sklepie z grami komputerowymi. Nieco gorzej wiedzie mu się w szkole: co rusz wybucha bijatyka z Knotcherem, jakiego uważa za swego osobistego arcywroga.

Rozchodzi się głównie o tragicznie zmarłego w wieku 19 lat ojca Zacka, Xaviera Ullyssesa Lightmana, który całe godziny spędzał przed ekranem telewizora, grając na platformie Nintendo. Pewnego razu, podczas kolejnego starcia, na boisku szkolnym nieoczekiwanie ląduje statek powietrzny, kropka w kropkę podobny do tego, jaki istnieje w grze komputerowej "Armada". Ze środka wychodzi Ray Wierzbowski, szef niewielkiego sklepu z akcesoriami dla maniaków wirtualnej rozrywki, twierdząc, iż Zack został wybrany do walki z obcymi. Chłopak postanawia odpowiedzieć na wezwanie.

Najnowsza, samodzielna powieść Ernesta Cline'a Armada, to hołd oddany fanom, a właściwie maniakom starszych gier komputerowych. Na kartach książki przewijają się liczne nazwiska najważniejszych twórców (warto chociażby wspomnieć o Chrisie Robertsie, Richardzie Garriocie, Hidetace Miyazakim, Gabie Newelle i Shigeru Miyamoto), producentów oraz nazwy platform do grania (zarówno starszych, jak i tych nowszych, na przykład Nintendo, Atari, Activision i EA Games), a przede wszystkim mnóstwo tytułów filmów fantastycznych, którymi pasjonują się miłośnicy komputerowej rozrywki (Gwiezdne Wojny, Star Trek, Battlestar Galactica, Fireflyi wiele, wiele innych), o grach nie wspominając (a tych jest od groma).

Jednocześnie właśnie owa zaleta może okazać się niejako przeszkodą do sięgnięcia po powieść Cline'a, ponieważ nieco hermetyczny język oraz opisy przebiegu kolejnych rozgrywek (zwłaszcza w tytułowej "Armadzie", w której głównym zadaniem gracza jest walka z obcymi Sobrukai'ami, najeźdźcami z kosmosu) może nieco odstraszyć potencjalnych czytelników. Warto jednak się przemóc i sięgnąć po Armadę, bowiem to dobrze napisana powieść o dorastaniu, akceptacji własnej osoby oraz stawianiu czoła kolejnym wyzwaniom, które nie zawsze muszą oznaczać walkę z obcymi, ale także zmierzenie się z nieco dziwną przeszłością ojca.

Tutaj macie próbkę odsłony najnowszej wersji "Armady":

Jednym z najciekawszych wątków ukazanych w książce jest motyw podprogowego przygotowywania ludzkości do walki z obcymi. Ta teoria przyświecała ojcu Zacka, który przez kilka lat zbierał dowody na potwierdzenie rzekomego spisku rządzących, począwszy od gier komputerowych aż do wielkich kinowych przebojów (jak chociażby Gwiezdne Wojny i Star Trek). Podobnej analizie poddaje śledztwo ojca młody Lightman– początkowo biorąc rodziciela za niespełna rozumu, zaś z czasem zaczyna wierzyć w wielki przekaz podprogowy, który dzięki grom komputerowym i filmom ma przygotować ludzkość na atak obcych, a najlepszych graczy strzelanek wykorzystać do czynnej służby w obronie planety.

Czy mam jakieś zastrzeżenia wobec języka powieści? W sumie to nie jest najgorzej, ponieważ mimo pierwszoosobowej narracji, Cline'owi udało się z tego wyjść obronną ręką. Pozwala to na wiele lepsze poznanie Zacka, uczuć, emocji, jakie nim miotają i wszystkich wydarzeń z perspektywy nastolatka. A tych ostatnich jest nie mało, jak chociażby walka z obcymi, nowa dziewczyna, rozwikłanie tajemniczej śmierci ojca. Warto dodać, że samą Armadę czyta się naprawdę lekko i przyjemnie, bowiem fabuła, mimo niezbyt szybkiego rozwoju, wciąga czytelnika i nie pozwala mu sie oderwać.

Ciężko nie uciec wrażeniu, że pomysł pisarza jest nieco wtórny, biorąc pod uwagę książki z serii o Enderze autorstwa Orsona Scotta Carda, niemniej należy na to spojrzeć z innej perspektywy. Ernest Cline czerpie pomysły nie tylko z twórczości Amerykanina, ale przede wszystkim z szeroko pojętej kultury science-fiction, umiejętnie wplatając jej najciekawsze elementy w fabułę powieści. Wiele odniesień do najważniejszych dzieł filmowych, literackich oraz gier komputerowych stanowią nie lada gratkę dla miłośników fantastyki. To hołd złożony wszystkim fanom wirtualnej rozrywki.

Podsumowując, Armada to udana powieść dla dorastających czytelników. Ze względu na wiek głównego bohatera (16 lat), jego pasje oraz emocje wiele młodych osób (zwłaszcza chłopców) nie powinno mieć problemów, by się z nim utożsamić. Także fani gier komputerowych oraz filmów pokroju Pixele mogą śmiało sięgać po nową powieść Cline'a. To kolejny dobry tytuł na mapie literackiej fantastyki.

Patrycja ‘Pattyczak’ Wołyńczuk
Korekta: Monika „Katriona” Doerre

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękujemy WydawnictwuFeerie Young


Tytuł: Armada
Autor: Ernest Cline
Tytuł oryginalny: Armada
Tłumaczenie: Jarosław Irzykowski
Wydawnictwo: Feerie Young
Data i miejsce wydania: 13.01.2016, Łódź
Oprawa: miękka
Wydanie: I
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-7229-537-8

Konkursy

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus