Gwiezdne Wojny w PRL-u (Część 7)

Zdjęcia

Informacje o istnieniu filmu Star Wars pojawiały się w polskiej prasie już dwa lata przed krajową premierą, w roku 1977, więc pierwszymi przedmiotami, jakie mogły przybrać charakter kolekcjonerskiego gadżetu z Gwiezdnych wojen, musiały stać się siłą rzeczy wycinki prasowe. Istnienie zawierających je, tworzonych w czasach PRL-u, fanowskich zeszytowych albumów, z których wiele przetrwało do dziś, dowodzi że podobne kolekcje cieszyły się w latach 70/80 sporą popularnością. Materiały pochodzące bezpośrednio z gazet nie wyczerpują jednak zbioru atrakcji, które można znaleźć w zachowanych do dziś albumach, bowiem niejednokrotnie dzieliły one miejsce z różnego rodzaju – najczęściej czarno-białymi – zdjęciami, reprodukowanymi klasyczną metodą, na fotograficznym papierze. Zdjęcia te przechowywano także „luzem”, nigdzie ich nie wklejając, dzięki czemu do dzisiaj przetrwała spora ilość tego rodzaju przedmiotów, zachowana w bardzo dobrym, często nienaruszonym w żaden sposób – jeśli nie liczyć nieuniknionego, powodowanego upływem czasu powolnego blaknięcia – stanie.


1. Kilka zdjęć z poznańskiego Fotoplastykonu.

Oferta rynkowa podobnych produktów była w latach osiemdziesiątych bardzo bogata. Czarno-białe zdjęcia na papierze fotograficznym sprzedawano wówczas na różnego rodzaju targach, rynkach i bazarach, ale dostępne były także na strzelnicach – gdzie można było wejść w ich posiadanie, trafiając z wiatrówki w drewniany patyczek, na którym je mocowano – a także w innych nietypowych punktach sprzedaży, np. w Poznaniu bogatą ofertę w tym zakresie przedstawił fanom zakład o nazwie Fotoplastykon.

Fotoplastykonem nazwano galerię fotografii, mieszczącą się przy ulicy Czerwonej Armii (obecnie Św. Marcin) 53a. Nazwa galerii, prowadzonej w latach 1981-2005 przez artystę fotografika Antoniego Ruta, pochodziła od prezentowanego w niej urządzenia służącego do oglądania fotografii stereoskopowej1. Choć działalność tej instytucji obejmowała cały szereg związanych z fotografią artystyczną usług, a przede wszystkim w zamierzeniu twórcy służyć miała prezentacji sztuki, dla miłośników Gwiezdnych wojen największe znaczenie miał niewielki, wypełniony charakterystycznym zapachem świeżo wywołanych fotografii i przyćmionym nieco światłem, sklepik w przedsionku lokalu, w którym można było kupić zdjęcia przedstawiające sceny z ulubionego filmu. W latach osiemdziesiątych zbiegały się tam drogi wielu fanów Star Wars z Poznania i okolic. Fotografie z trylogii Lucasa stanowiły znaczącą – a w napędzanych premierami kolejnych filmów porywach, główną – część komercyjnej oferty Fotoplastykonu, ale można było tam nabyć także i inne reprodukcje, których tematyka dotyczyła rozmaitych popkulturowych zjawisk, takich jak kino w ogóle, czy też scena muzyczna.

Podstawowy format oferowanych tam zdjęć to 14/9 cm, ale zdarzały się zarówno większe, jak i mniejsze. Te mniejsze, o wymiarach 6,5/5 cm, były zazwyczaj kolorowe, a ograniczenie wymiarów zapobiegało konieczności podniesienia ceny za sztukę, która dopasowana była do zasobności kieszeni głównego klienta sklepiku – ucznia szkoły podstawowej lub średniej. Dostępne były jednak, choć w mniejszym wyborze, kolorowe fotografie o standardowym wymiarze, a także dużo większe, zarówno czarno-białe jak i kolorowe odbitki nazywane przez kupujących „plakatami”. Ceny dużych zdjęć, zwłaszcza kolorowych sprawiały, że kupowano je okazjonalnie – często przygotowywano je dopiero po złożeniu przez potencjalnego nabywcę zamówienia – skutkiem czego bardzo trudno je dzisiaj odnaleźć. W Fotoplastykonie plakaty takie – pełniąc rolę wzoru – zdobiły ściany, nadając lokalowi specyficzny charakter, miły sercu każdego miłośnika Gwiezdnych wojen. Wzory zdjęć o standardowych wymiarach prezentował sprzedawca, rozłożywszy na ladzie wypełniony nimi album. Dla ułatwienia poszukiwań pożądanej reprodukcji wprowadzono kilka roboczych kategorii – takich jak np. „sceny z filmu”, „postacie” albo „składanki”. Były też odbitki przecenione, reprezentujące niską jakość – ale i one cieszyły się powodzeniem, zapewne nie tylko z uwagi na obniżoną cenę, ale za sprawą natury kolekcjonerskiej pasji, która popycha zbieraczy do prób skompletowania możliwie pełnych kolekcji2. Materiały źródłowe wykorzystywano w pełni i na rozmaite sposoby, tak aby przedstawioną na nich treść można było sprzedać kilka razy. Rozkładówka zagranicznego magazynu zawierająca składankę kilku kadrów była obfotografowywana na wiele sposobów, a wizerunek poszczególnych fragmentów, które mogły być uznane za odrębną całość, sprzedawano jako samodzielne zdjęcie – jak np. w przypadku artykułu opublikowanego „Bravie” z 26 czerwca 1981, które posłużyło za bazę co najmniej czterech różnych reprodukcji – raz jako całość i trzy razy w formie fragmentów3.

  
2. Trzy różne składanki wykonane na bazie jednej rozkładówki z Bravo nr 5 z 22.01.1981 r.

Fotografie dostępne w innych miastach nie różniły się od tych poznańskich praktycznie niczym i dziś nie sposób zidentyfikować miejsca ich produkcji, zwłaszcza że materiały stanowiące podstawę prezentowanej treści pochodziły w lwiej części z tego samego źródła, a była nim z reguły różnego rodzaju prasa, choć nie tylko. Fotografowano także i inne przedmioty, na których widniały sceny z filmu, wizerunki zabawek czy chociażby logo Star Wars. Niekiedy trafiały się wizerunki kart Topps, fragmentów opakowań figurek firmy Kenner, ulotek reklamowych, dostępnych w zagranicznych sklepach zabawkarskich lub kinach, strony katalogów, okładki i fragmenty wnętrza okładek winylowych płyt czy inne, podobne kurioza.

Jednym ze źródeł były na pewno polskie czasopisma, w których obok niewielkich, towarzyszących tekstom obrazków, prezentowano niekiedy także duże kolorowe fotografie, w formie – jak to określano – plakatów, czyli w praktyce tzw. rozkładówek. Źródłem tych polskich publikacji prasowych z kolei bywały niejednokrotnie materiały publikowane pierwotnie w prasie zagranicznej. Ciekawy przykład wędrówki graficznego motywu stanowi przypadek plakatu opublikowanego pierwotnie w niemieckim magazynie „Bravo”. W grudniu 1983 w dwutygodniku tym znalazł się specjalnie przygotowany kolaż, przestawiający kilka scen z filmu Powrót Jedi4. Już dwa miesiące później ten sam plakat pojawił się na rozkładówce czasopisma „Ekran”, z tą niewielką różnicą, że na poszczególnych segmentach zdjęcia przedstawiających rozmaite postacie umieszczono niewielkie numerki, a na prawym marginesie przedstawiono informacje, kim te postaci są. Całość przycięto w taki sposób, żeby pozbyć się logo magazynu „Bravo”, które w oryginalnej wersji znajdowało się w lewym górnym rogu, a umieszczony w oryginale po prawej stronie, u dołu niemiecki tytuł Powrotu Jedi, zapomniawszy o jakiejkolwiek finezji, zasłonięto czarnym prostokątem5.

Istnieje czarno-biała reprodukcja tego plakatu, którą można było nabyć w połowie lat osiemdziesiątych w formie zdjęcia o rozmiarach 14/9 cm. Producenci tego gadżetu sięgnęli po wersję z „Ekranu”, który stał się w ten sposób swego rodzaju pomostem pomiędzy światem zachodniego rynku popkultury, a naszym czarnym rynkiem nielicencjonowanych fotografii. Mimo że rozmiar zdjęcia sprawia, iż redakcyjny opis postaci staje się kompletnie nieczytelny, pozostawiono go, prawdopodobnie po to, by zachować odpowiednie proporcje fotografii.

Po roku ten sam materiał – znów bazując na oryginalnej wersji z „Bravo” - opublikowano w „Świecie Młodych”, tym razem bez ingerencji w jego treść – na ilustracji nie zabrakło ani niemieckich napisów ani nagłówka z tytułem gazety6.

  
3. Fotokopia "plakatu" z "Ekranu". 4. Zdjęcie stanowiące kopię fragmentu karty Topps.

W poszukiwaniu atrakcyjnych ilustracji do powielenia najczęściej sięgano jednak bezpośrednio do prasy zagranicznej, a zwłaszcza wspomnianego już niemieckiego magazynu „Bravo”. W dekadzie lat osiemdziesiątych stanowił on źródło dostarczające najatrakcyjniejszych i najczęściej kupowanych zdjęć, a zwłaszcza tego ich rodzaju, który nazywano składankami. Ten niemiecki dwutygodnik dla młodzieży pojawił się na rynku w 1956 i aż do końca pierwszej dekady dwudziestego pierwszego wieku cieszył się ogromnym powodzeniem, przegrywając ostatecznie wyścig z mediami internetowymi dopiero w 2017 roku, kiedy zapotrzebowanie na ten papierowy magazyn praktycznie zniknęło7. W latach osiemdziesiątych nakład pojedynczych numerów tego pisma przekraczał milion egzemplarzy8. Był to dwutygodnik, adresowany głównie do młodych i bardzo młodych ludzi, a jego tematyka dotyczyła przede wszystkim zagadnień związanych z popkulturą. Docierające do Polski z Niemiec egzemplarze stanowiły cenioną przez odbiorców krynicę informacji o świecie kina i muzyki, a plakaty i zdjęcia, drukowane na papierze o jakości jakiej wówczas w Polsce nie spotykano, uważano za ogromną atrakcję.

W obiegu oficjalnym magazyn ten był praktycznie nieosiągalny, choć teoretycznie można było go kupić. Kiedy jedna z czytelniczek poszukujących w 1985 roku możliwości wzbogacenia swej kolekcji o atrakcyjne materiały z „Bravo” napisała do redakcji „Świata Młodych”, by zadać pytanie, w jaki sposób można zaprenumerować to niemieckie pismo uzyskała następującą odpowiedź:

„Bravo” oraz inne zagraniczne gazety można prenumerować w Polsce. Ich przesyłaniem i rozprowadzaniem zajmuje się Centrala Handlu Zagranicznego Ars Polona w Warszawie, przy ulicy Krakowskie Przedmieście 7, kod 00-068. Tutaj należy zgłosić się osobiście w celu otrzymania specjalnego druku. Na podstawie takiego druku należy wpłacić w banku odpowiednią sumę dewiz (opłaty za prenumeratę czasopism pochodzących z tzw. drugiej strefy płatniczej przyjmowane są w dewizach). Opłata za „Bravo” wynosi 250 marek zachodnich (około 100 dolarów) miesięcznie. Opłacony druk trzeba przekazać z powrotem do Ars Polona i czekać na przesyłkę z wybranym czasopismem. Podajemy tę informacje, ponieważ otrzymaliśmy wiele listów w tej sprawie. Nie sądzimy jednak, by naszych czytelników stać było na taki wydatek9.

Pomijając fakt, że cena 250 marek za dwa numery gazety, która w niemieckich kioskach kosztowała półtorej marki, jest absurdalna, należy zdać sobie sprawę z tego, że na początku lat osiemdziesiątych średnie wynagrodzenie w Polsce pozwalało na zakup zaledwie 35 dolarów, a pod koniec dekady już tylko 2210. Trudno byłoby znaleźć entuzjastę gotowego wydać trzy lub cztery pensje na dwa egzemplarze najbardziej nawet kolorowego pisma. Co prawda średnie miesięczne wynagrodzenie w omawianym okresie bardzo szybko rosło – od 5 098 zł w roku polskiej premiery Gwiezdnych wojen (1979)11, przez 14 405 zł, gdy na ekrany wchodziło Imperium kontratakuje(1983)12, aż do 20 005 zł w dzień kinowego debiutu Powrotu Jedi(1985)13, ale wynikało to jedynie z inflacji, a cena dewiz zmieniała się jeszcze szybciej, dostosowując się do okoliczności14. W roku 1980 dolar kosztował na czarnym rynku 125 zł, ale już w 1981 jego kurs wymknął się spod kontroli i tak oto w maju trzeba było zań zapłacić 200 zł, na początku grudnia 500 zł, a w chwili ogłoszenia stanu wojennego, 13 grudnia, płacono za niego już tysiąc złotych. Wiosną 1982 roku sytuacja się uspokoiła i cena spadła do około 360-400 zł, by w kolejnych latach systematycznie wzrastać15. W tym samym (1982) roku oficjalny kurs dolara wynosił zaledwie 80 zł  i do roku 1987 nie przekroczył 31516 zł, ale była to wartość fikcyjna, ustalona arbitralnie, przede wszystkim po to, by państwo mogło tanio skupowac dolary od odwiedzających Polskę cudzoziemców, a przeciętny obywatel kraju nie miał możliwości dokonania w banku tak korzystnego zakupu.

Wysoka cena obcych walut nie oznacza jednak, że zachodnie gazety były zupełnie niedostępne. W latach siedemdziesiątych, a po zniesieniu stanu wojennego także osiemdziesiątych, znacznie ograniczono utrudnienia związane z podróżowaniem za granicę i wwozem do kraju zakupionych tam towarów, ponieważ w obliczu narastającego kryzysu gospodarczego władza upatrywała w nie do końca legalnych praktykach handlowych podróżujących obywateli sposobu na rozładowanie rynkowych niedoborów17. Ponieważ na oficjalnym rynku brakowało wszystkiego, w tym nawet kolorowych obrazków dla młodzieży, szybko znaleźli się przedsiębiorczy turyści, którzy odpowiedzieli na popyt także i w tej dziedzinie, oferując przywiezione z zagranicy towary na różnego rodzaju bazarach, rynkach i giełdach.

Aktywny uczestnik życia ówczesnego fandomu, realizujący swoje zainteresowania w ramach działalności Gliwickiego Klubu Fantastyki, Mariusz Ramach podzielił się ze mną opowieścią o swoich wyprawach na targ staroci w Gliwicach oraz katowicki „Czarny Rynek”, gdzie starał się dotrzeć przed innymi kolekcjonerami do materiałów z Gwiezdnych wojen, co wymagało wymarszu z domu o godzinie piątej rano. Niekiedy udawało mu się upolować zawierający pożądane materiały magazyn „Bravo” lub „Pocorn”, który kupował w całości, a później wycinał z niego odpowiednie strony, by resztę gazety sprzedać. Z czasem stał się rozpoznawalny w środowisku handlarzy i gdy zjawiał się na targu, sprzedawcy sami oferowali mu pojedyncze strony, zgadzając się na umiejętne wycięcie ich za pomocą żyletki, zaś pozbawione starwarsowej treści magazyny sprzedawali później nieświadomym klientom jako kompletne. Podobno nie było reklamacji. Pozyskane w ten sposób materiały stały się podstawą produkcji wielu czarno-białych zdjęć, a także slajdów, które wykonywał poznany na targu podczas jednej w wypraw fotograf z pochodzący z Bielska-Białej. Fotograf ów podróżował po całej Polsce oferując na lokalnych targach różnych miejscowości szeroki asortyment fotografii filmowych, zdjęć aktorów i zespołów muzycznych.

Oprócz stron magazynu „Bravo”, reprodukowano także treść zdjęć, które pierwotnie sprzedawało Przedsiębiorstwo Usług Filmowych „Polfim”. Mój rozmówca dokonał zakupu wszystkich możliwych wzorów podczas wizyty w Warszawie, około roku 198518. Sklep „Polfilmu” mieścił się wówczas przy ulicy Marszałkowskiej 56, w budynku będącym równocześnie siedzibą kina „Polonia”19.

Przedsiębiorstwo „Polfilm” z siedzibą w Warszawie przy ulicy Ogrodowej 1a, zajmowało się dystrybucją plakatów filmowych, a także fotosów, które wywieszano w kinowych gablotach. Oprócz tego prowadziło sprzedaż zdjęć, które można było nabyć między innymi w kasach kin oraz we wspomnianym wyżej sklepie. Format zdjęć „Polfilmu” dostępnych w sprzedaży to 18/13 cm natomiast fotosy miały wymiary 30/24.5 cm. Na białym pasku u dołu kinowego fotosu widniały napisy informujące o tytule filmu oraz nazwisku jego reżysera, a także komunikat o treści: „Reprodukcja w prasie bezpłatna” i logo „Polfilmu” oraz Zjednoczenia Rozpowszechniania Filmów.

Podobną działalność jak Mariusz Ramach i jego znajomy fotograf, prowadzili także fani Gwiezdnych wojen z innych klubów fantastyki. Jak relacjonują Jacek Horęzga oraz Piotr Nowicki20 z Klubu Miłośników Astronomii, Astronautyki i Science Fiction „Astron”, znakomitą bazę do prowadzenia takiej aktywności stanowiły udostępniane młodym ludziom zasoby pracowni fotograficznej w Brzeskim Domu Kultury w Brzegu, w ramach działalności którego funkcjonował klub. Jedynym kosztem, jaki musieli ponieść klubowicze była cena papieru fotograficznego, bo cały sprzęt i wszystkie niezbędne odczynniki zapewniał dom kultury. Przedsiębiorczy fani fotografowali i powielali wszelkie starwarsowe materiały, jakie udało im się zdobyć, a później rozpowszechniali je wśród kolegów. Nierzadko osoby, które zakupiły zdjęcia, powielały je w tej samej pracowni i rozprowadzały dalej kopie kopii. Wśród pamiątek tamtych czasów, na które istniał wówczas popyt, znajdują się nawet takie kurioza jak fotografia otrzymanego przez jednego z fanów listu z oficjalnego fanklubu, w którym „kilka słów o sobie” napisał Mark Hamill.

 
5. Zdjęcie obrazu widocznego na ekranie podczas seansu "Powrotu Jedi". 6. Fotokopia listu wysłanego przez Oficjalny Fankub Star Wars.

Jeszcze jednym źródłem fotografii był sam film, nie brakowało bowiem pomysłowych fanów, którzy zabierali do kina aparaty fotograficzne i robili zdjęcia przedstawionych na ekranie scen. Jakość odbitek nie była najlepsza, ale można było uchwycić i zakonserwować sceny, których nie przedstawiono wcześniej ani w prasie, ani w żadnej innej formie. Odbitki takich materiałów zachowały się w archiwum Jacka Horęzgi i są dziełem brzeskich fanów Star Wars, ale zdarzało mi się trafić także na podobne pamiątki wklejone do zeszytów będących własnością miłośników filmu z innych rejonów Polski.

Jak widzimy, obcowanie z treściami, które po zachodniej stronie „żelaznej kurtyny” stanowiły domenę najbardziej popularnej wersji kultury i były powszechnie dostępne, w PRL-u wymagało pewnego nakładu wysiłku, zarówno finansowego jak i umysłowego, oraz zaangażowania czasu. Ludzkie realizowanie się w działalności związanej z banalnym przecież w swej pierwotnej istocie hobby, w obliczu warunków wynikających z obowiązującego wówczas absurdalnego systemu ideologiczno-politycznego wymagało prawdziwej determinacji osób pragnących obcować z przedmiotami uosabiającymi ich pragnienia i zaspokajającymi metafizyczne potrzeby. Świadomość tego faktu sprawia, że polska odmiana zjawiska Star Wars w porównaniu z tą pierwotną – łatwą – nabiera pewnej szlachetności. Przyglądanie się materialnym pozostałościom pasji działających wówczas fanów będziemy kontynuować w kolejnych odcinkach cyklu.

Jakub Turkiewicz
Korekta: Anna Tess Gołębiowska

Przypisy:

1. Antoni Rut, Galeria Fotografii Fotoplastykon, [wizyta 15. 09. 2014] <http://www.fotoplastykon.com.pl/?page_id=82>; Urządzenie to pojawiło się w Poznaniu już w roku 1923 i było dostępne dla poznaniaków w pomieszczeniu przy ulicy Piekary. Po wojnie przeniesiono je na ulicę Czerwonej armii. W roku 2009 Fotoplastykon udostępniono publiczności na 6 biennale fotografii w 2009 roku w Starym Browarze, a w roku 2014 został zakupiony przez miasto Poznań i ponownie służy jego mieszkańcom, jako jeden z dwóch ostatnich ocalałych aparatów tego typu w kraju. Urządzenie można podziwiać w Galerii Miejskiej „Arsenał” w Poznaniu, Stary Rynek 3; [b.a.], Poznań kupuje Fotoplastykon, TVN 24, opublikowano: 8 grudnia 2013, [wizyta 15. 09. 2014], <www. tvn24. pl/poznan, 43/poznan-kupuje-fotoplastykon-jeden-z-trzech-takich-w-polsce, 377783. html>.
2. Na temat motywów kierujących poczynaniami zbieraczy rozmaitych przedmiotów, na przestrzeni dziejów, a także o dwudziestowiecznym modelu kolekcjonerstwa – stanowiącym zjawisko blisko związane z omawianym tutaj tematem czyt.: K. Pomian, Zbieracze i osobliwości, Warszawa 1996. Zob. też: R. Tańczuk, Ars colligendi, Kolekcjonowanie jako forma aktywności kulturalnej, Wrocław, 2011.
3 „Bravo”, nr 27 czerwca 1981 r., s. 6-7.
4. „Bravo”, nr 52 z grudnia 1983 r., wkładka.
5. „Ekran”, nr 8 z  lutego 1984 r., s. 12-13.
6. „Świat Młodych”, nr 55 z 7 maja 1985, s. 6.
7. K. Czajka, Koniec magazynu „Bravo”, czyli faktyczny kres lat 90. w Polsce, „Polityka.pl”, < https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1732780,1,koniec-magazynu-bravo-czyli-faktyczny-kres-lat-90-w-polsce.read>, [publikacja 28.12.2017, wizyta 27.05.2018].
8.”Markische Oderzeitung” nr. 26/27 z sierpnia 2006, S. 4.
9. [b.a.], Czy można prenumerować zagraniczne czasopisma?, „Świat Młodych”, nr 121 z 9 października 1984, s. 7.
10. J. Kochanowski, Tylnymi drzwiami; „Czarny rynek” w Polsce 1944-1989, Warszawa 2015, s. 306.
11. Mały Rocznik Statystyczny 1980, GUS, Warszawa 1980 s. 64.
12. Mały Rocznik Statystyczny 1984, GUS, Warszawa 1984 s. 99.
13. Mały Rocznik Statystyczny 1988, GUS, Warszawa 1988 s. 107.
14. Trzeba też pamiętać, że transakcje związane z zakupem lub sprzedażą dewiz zawsze były w pewien sposób ryzykowne, ponieważ handel obcą walutą aż do marca 1989 roku był w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej nielegalny, co musiało mieć wpływ na jej cenę. Ogłoszone przez komunistyczną władzę w 1950 roku akty prawne zakazywały nawet posiadania dolarów, które należało oddać w depozyt państwu, a niepodporządkowanie się temu zarządzeniu skutkowało przepadkiem mienia oraz karą więzienia. W roku 1956 posiadanie obcej waluty stało się legalne, ale wciąż nie wolno było nią handlować. W roku 1960 wprowadzono w Polsce sprzedaż deficytowych towarów krajowych oraz importowanych, zagranicznych w specjalnych, prowadzonych przez Polską Kasę Opieki sklepach i nazwano tę aktywność eksportem wewnętrznym. PeKaO S.A. był to bank, do którego wpłacali pieniądze Polacy mieszkający za granicą, którzy chcieli wspomóc swoim zamieszkałych w Polsce krewnym. Krewni ci otrzymywali owo wsparcie w postaci nominowanych w dolarach bonów towarowych, natomiast dolarami obracał bank. W tak skonstruowanej rzeczywistości szybko narodził się czarny rynek, w którym handlowano zarówno prawdziwymi dewizami jak i wspomnianymi bonami.; J. Beksiak, T. Gruszecki, U. Grzelońska, J. Papuzińska, D. Żochowski, Polska Gospodarka w XX wieku. Eseje historyczno-ekonomiczne, Łódź 2003, s 50-52.
Dekadę Edwarda Gierka rozpoczęto od dużych akcji wymierzonych przeciwko osobom otrzymującym większe ilości dolarów, a także przeciwko handlującym walutami cinkciarzom, ale nim minął rok 1971 fala akcji wygasła i do końca rządów ekipy Gierka podobnych inicjatyw nie podejmowano. W roku 1974 zreformowano sklepy dewizowe, przekazując je pod opiekę założonego 1 stycznia tego roku przedsiębiorstwa Pewex. Zaowocowało to szybkim rozwojem pokrywającej całą Polskę sieci sklepów o bogatej i atrakcyjnej ofercie. Ich istnienie służyło pozyskiwaniu dolarów przez państwową kasę, a co za tym idzie na działalność osób zdobywających w nielegalny sposób dewizy, by wydać je w Peweksach, patrzono przez palce.  Po stanie wojennym, od roku 1983 podejmowano pewne próby zwalczania tzw. „przestępczości dewizowej” ale były to akcje niemające większego wpływu na funkcjonowanie praktycznej „dwuwalutowości” polskiego rynku lat osiemdziesiątych. Od 1 stycznia 1985 zniesiono wszelkie ograniczenia w dysponowaniu dewizami gromadzonymi przez obywateli na tzw. koncie „A”, czyli takim gdzie znajdowały się pieniądze o udokumentowanym pochodzeniu, natomiast dla obcych walut, których pochodzenia nie trzeba było dokumentować zakładano konta „N”. Po odleżeniu na nim roku, tzw. „luźne” pieniądze mogły być przelane na konto „A”. 15 lutego 1989 roku wydano ustawę umożliwiającą legalny handel dewizami osobom prywatnym, a 16 marca 1989 roku otwarto w Polsce pierwszy kantor wymiany walut; J. Kochanowski, Tylnymi drzwiami..., s299-308.
15. J. Kochanowski, Tylnymi drzwiami..., s. 304
16.13. Mały Rocznik Statystyczny 1988..., s. 87.
17.O ile po roku 1949 a przed 1956 w związku z wynikającym ze stalinizmu terrorem podróże zagraniczne nie były w ogóle możliwe, to od czasu przejęcia władzy przez Władysława Gomułkę politykę dotyczącą turystyki zagranicznej stopniowo liberalizowano, choć ułatwienia dotyczyły w głównej mierze kontaktów z krajami bloku socjalistycznego. Otrzymanie paszportu wciąż nie było sprawą prostą i wymagało licznych zabiegów, a fakt przyznania takiego dokumentu przedstawiano w oficjalnym dyskursie jako wyjątkowy przywilej i wyraz głębokiego zaufania władzy do obywatela. Do końca lat osiemdziesiątych, zgodnie z obowiązującym prawem obywatelowi PRL-u wolno było posługiwać się wyłącznie jednym dowodem tożsamości, więc otrzymując tuż przed wyjazdem z kraju paszport należało pozostawić dowód osobisty w odpowiedniej komendzie Milicji Obywatelskiej, a po powrocie niezwłocznie zdać tam paszport, odzyskując dowód. O ile uzyskanie paszportu celem wzięcia udziału w organizowanej przez państwowe biuro podróży nastręczało stosunkowo najmniejszej ilości problemów, to turystyka indywidualna wiązała się z koniecznością załatwienia licznych formalności. Przede wszystkim konieczne było pozyskanie zaproszenia wystawionego przez mieszkańca docelowego punktu podróży, w którym zobowiązywał się on do zapewnienia turyście noclegu, wyżywienia a także tzw. kieszonkowego. Mimo wszelkich utrudnień indywidualna turystyka zagraniczna - w tym także zarobkowa - nie podlegała w latach osiemdziesiątych jakimś szczególnie dotkliwym represjom ze strony władzy, a na nielegalne przywożenie do kraju zarobionych dewiz patrzono wręcz przychylnym okiem, umożliwiając dokonywanie za nie zakupów w tzw. eksporcie wewnętrznym, a nawet wpłacanie dewiz na konto państwowego banku bez konieczności podawania źródła, z jakiego je pozyskano; M. Morzyski-Markowski, Jak przekraczano granice w socjalizmie. Przykład PRL., [w:] Bocznymi drogami. Nieoficjalne kontakty społeczeństw socjalistycznych 1956-1989., red.Kochanowski J., Borodziej W., Warszawa 2010, s. 45-60.
18. Rozmowa z Mariuszem Ramachem, [7.03.2016]; arch. aut.
19. Blog „Wczoraj i dziś”, "Warszawa sprzed lat" - wracamy na Śródmieście Południowe; [publikacja:24.01.2014, wizyta: 29,05,2018].
20. Rozmowa z Jackiem Horęzgą i Piotrem Nowickim, [7.04.2018], arch autora.

Ilustracje:

1. Foto z arch. aut.
2. Arch aut.
3. Arch aut.
4. Zdjęcie z arch. aut. stanowi fotokopię karty Topps nr. 141 z serii "The Empire Strickes Back". Zobacz oryg. z kolekcji Ł. Pacanowskiego: <www.starwarsy.pl/top/toppps.jpg>
5. Zdjęcie z fanowskiego zeszytu; arch. aut.
6. Fotografia z arch. Jacka Horęzgi.

<<< Poprzedni odcinek | Następny odcinek >>>

Polski