Musza Góra (Bohdan Głębocki) - recenzja

    Początkowo lektura kilkunastu stronic Muszej Góry może przyprawić o zawrót głowy. Autor porusza przynamniej kilka wątków, jakie wydają się nie pasować do siebie pod żadnym pozorem. Jednakże dość szybko miejsce chaosu i zamieszania zajmuje sprawnie i misternie utkana fabuła, której nie powstydziłby się doświadczony pisarz.

    Do Poznania przyjeżdża Mieczysław Apfelbaum, kapitan sekretnej sekcji „Dwójki”, członek międzywojennego wywiadu polskiego, aby zrealizować tajemniczy plan wojska. Mężczyzna wraz ze swoimi współpracownikami dokonuje szokującego odkrycia na terenie żydowskiego cmentarza. Odnajdują pusty grób Jehudy Loewa ben Bezalela, mahrala z Pragi, twórcy słynnego Golema, w którym spoczywa jedynie tajemnicza szkatułka zawierająca tubę z pieczęciami w języku hebrajskim. Zmroziło to krew w żyłach Mieczysława, bowiem okazuje się, że pudełko skrywa starożytne klątwy, a wyjawienie tej tajemnicy może uczynić z Rzeczpospolitej potężne europejskie mocarstwo. Tej samej nocy zostaje w brutalny sposób zamordowany dozorca cmentarza żydowskiego położonego na terenie Muszej Góry. Wśród lokalnej ludności zaczynają krążyć plotki, jakoby ciało rozszarpał wilkołak. Dość szybko pojawiają się kolejne ofiary, które wydają się potwierdzać tezę o pojawieniu się ponadnaturalnej istoty. Śledztwa w tej sprawie podejmuje się młody i ambitny policjant Schubert. Jednocześnie prywatny detektyw i były komisarz policji, Antoni Kaczmarek, przyjmuje zlecenie odnalezienia zaginionego szwajcarskiego dziedzica. Zaoferowane ogromne wynagrodzenie budzi w nim liczne wątpliwości, bowiem sprawa na pierwszy rzut oka wydaje się banalna. Co łączy tych trzech mężczyzn? Z pozoru nic, ale w trakcie lektury okazuje się, że wszystkie przypadki powiązane są z pewną wąską, aczkolwiek bardzo wpływową grupą ludzi.

    Głębocki szczegółowo opisuje przedwojenny Poznań; jego architekturę, zamieszkałe dzielnice oraz inne elementy topograficzne. Autor kilkukrotnie wspomina Hotel Bazar (miejsce przemów Ignacego Paderewskiego), główny most łączący dwa brzegi Warty, Chwaliszcze (cieszącą się złą sławą dzielnicę miasta) i Muszą Górę (terenie pochówku tamtejszych Żydów) w miejscu której wybudowano gmach Banku Polskiego. Bardzo dobrze udało mu się oddać ówczesne nastroje antysemickie, dodatkowo podsycane przez poznańską endecję: wydzielane są restauracje, do jakich nie mogą wstępować wyznawcy judaizmu, taksówkarze odmawiają im przewozów, a przechodnie nie reagują na przemoc wobec Żydów.

    Powieść Głębockiego należy rozpatrzeć jako książkę fantastyczną, niemniej wątek kryminalny pod względem jakości dorównuje elementom fantastyki. Prowadzone przez Kaczmarka poszukiwania obfitują w liczne i często zaskakujące zwroty akcji: bohater spotyka na swojej drodze zorganizowane grupy przestępcze, członków syjonistycznej organizacji Betaru, styka się z członkami niemieckiego wywiadu Abwehry oraz tajemniczego Zakonu Thule. Autor świetnie łączy ze sobą różnorodne gatunki literackie: doskonale posługuje się poznańską gwarą i językiem jidysz, opisując irracjonalne detale w połączeniu z elementami powieści historycznej, sensacyjnej, science-fiction i horroru.

    W Muszej Górze znajduje się wiele nawiązań do prozy polskich twórców fantastyki, między innymi do prozy Mai Lidii Kossakowskiej i jej Rudej sfory (idea szamańskiego okultyzmu została przeniesiona na grunt słowiański) oraz Krawędzi czasu Krzysztofa Piskorskiego (motyw starożytnej magii kabalistycznej). Nie sposób nie skojarzyć książkowego magicznego pierścienia ze słynną tolkienowską trylogią. Pomysł podróży czasoprzestrzennych i funkcjonowania portali nie jest niczym nowatorskim, został on wykorzystany znany chociażby z filmu Gwiezdne wrota, niemniej w książce został on naprawdę świetnie wykorzystany i w żaden sposób nie razi czytelnika. Wprowadzenie elementów szeroko rozumianej fantastyki ma za zadanie ożywiać tempo akcji, dzięki czemu ciężko się oderwać od lektury powieści.

    Pisarz umiejętnie posługuje się elementami gwary poznańskiej, czytelnik bez trudu rozumie znaczenie poszczególnych słów nie zaglądawszy do mini-słowniczka zamieszczonego na końcu pozycji (mowa o takich słowach jak: pierdoła, brachol, japa, gira, papcie). Podobna sytuacja dotyczy leksemów wywodzących się z języka jidysz, na przykład siksa, kirkut, szajba. Pod względem językowym powieści nie można niczego zarzucić, książkę czyta się przyjemnie, a zamieszczone liczne deskrypcje na temat ówczesnych realiów nie wywołują informacyjnego mętliku dla osoby niezaznajomionej z topografią miasta.

    Poznań zyskał swego pisarza. Przedwojenny Wrocław opisuje Marek Krajewski, Lublin Marcin Wroński, zaś stolicę wielkopolski sławi Bohdan Głębocki. Musza Góra to znakomity debiut, który ma szansę, ze względu na otwarte zakończenie z wieloma niewyjaśnionymi wątkami, doczekać się kontynuacji. Wbrew mnogości różnorodnych wątków, książka jest naprawdę dobrą pozycją dla miłośników wciągającej i zaskakującej literatury.

    Patrycja ‘Pattyczak’ Wołyńczuk
    Korekta: Monika „Katriona” Doerre

    Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
    dziękujemy Wydawnictwu Media Rodzina


    Tytuł: Musza Góra
    Autor: Bohdan Błębocki
    Wydawnictwo: Media Rodzina
    Data i miejsce wydania: 23.10.2014, Poznań/b>
    Oprawa: miękka
    Wydanie: I
    Liczba stron: 560
    ISBN: 978-83-788008-009-6

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus