Peter Quill a "Avengers. Wojna bez granic"

    Od premiery trzeciej części "Avengersów" minęły niecałe dwa tygodnie, ale jak zawsze po premierze filmów z MCU - w internecie wrze. Coraz trudniej unikać spoilerów, sieć zapełnia się memami. I właśnie z częścią z nich chcielibyśmy podyskutować, więc ostrzegamy - w rozwinięciu wpisu będzie aż gęsto od informacji zdradzających fabułę filmu. Innymi słowy - to materiał tylko dla tych, którzy już są po seansie oraz tych, którzy są całkowicie spoileroodporni.

    Jak wie każdy, kto obejrzał "Wojnę bez granic" - w finale filmu Thanos wygrał. Zdobył wszystkie Kamienie Nieskończoności i jednym pstryknięciem palców wymazał z istnienia połowę mieszkańców wszystkich planet we Wszechświecie, wliczając w to część Avengersów. Sceny te były naprawdę przejmujące, szczególnie pożegnanie Petera Parkera z Tonym Starkiem zaimprowizowane przez Toma Hollanda. No a kiedy nasi przegrywają, zwłaszcza tak sromotnie, odruchowo szukamy winnego. I winny się znalazł... Mowa oczywiście o Peterze Quillu (a.k.a. Star-Lord) i scenie, w której ten dowiaduje się, że Thanos zamordował Gamorę. Quill ogarnięty szałem rzuca się na Thanosa, wybudzając go tym samym z transu, który umożliwiał zdjęcie Rękawicy Nieskończoności. Przytomny Thanos z łatwością pozbywa się Avengersów. Innymi słowy, wniosek jest prosty: Quill zawinił, to przez niego wymordowano połowę wszechświata. W zasadzie na Quilla spada hejt większy niż... na samego Thanosa, który bywa rozpatrywany jako postać, która zrobiła straszne rzeczy w imię większego dobra. Tylko że wszyscy, którzy pomstują na Star-Lorda, zapominają o czymś, co padło w filmie. I to niemal wprost. Otóż: gdyby Quill nie przyłożył Thanosowi, Avengersi... przegraliby wojnę. Skąd taki wniosek? Już wyjaśniamy!

    Pamiętacie z pewnością scenę, gdy doktor Strange, oczekując na starcie z Thanosem, przeanalizował wszystkie możliwe zakończenia wojny. Jak oznajmił w rozmowie z Tonym Starkiem, poznał ich ponad 14 milionów. I tylko w jednym, jedynym scenariuszu Avengersi tryumfowali. Stephen Strange poznał ten scenariusz i logicznym jest, że postanowił doprowadzić do jego realizacji. Po czym można to poznać? Gdy Strange ustalał plan starcia z Thanosem, podkreślił, że życie Iron Mana i Spider-Mana w porównaniu z koniecznością obrony Kamienia Czasu nic dla niego nie znaczą i poświęci je bez wahania. Gdy jednak zapoznał się już z wizją przyszłości, oddał Kamień Czasu - bez wahania! - aby tylko ocalić Tony'ego. Łatwo wywnioskować, że tylko jedna rzecz mogła sprawić, że doktor złamie swoje śluby - świadomość, że właśnie w ten sposób realizował będzie ten jedyny zwycięski scenariusz. Czy można zatem zakładać, że tak inteligentny i mogący zaglądać w przyszłośc człowiek nie przestrzegłby grupy (zwłaszcza Mantis, która zorientowała się jako pierwsza, że Thanos jest w żałobie), że nie można zdradzić Star-Lordowi losów Gamory, bo jego wściekłość zniweczy cały plan? Doktor Strange nie zrobił nic w tym kierunku, bo doskonale wiedział, że Quill musi dać ponieść się emocjom i doprowadzić do klęski starcia, ponieważ tak właśnie wydarzyło się w wizji maga. Także później nic nie wskazywało na to, by Stephen Strange zawahał się choć na chwilę - nawet gdy sam zostawał unicestwiony. Poinformował tylko Tony'ego, że czas skończyć tę partię. Partię - ponieważ wojnę wciąż można wygrać, co oznacza, że scenariusz przebiega zgodnie z wizją.

    Siłą rzeczy tak samo rozpatrywać można Thora - i padający pod jego adresem zarzut, że nie celował w głowę. Obaj zrobili dokładnie to, co musieli zrobić, by można było pokonać tyrana. I choć możemy przypuszczać, że bohaterowie, którzy rozpłynęli się w powietrzu, powrócą (o czym świadczą zapowiedziane filmy czy kontrakty części z nich), to choćby ich unicestwienie miało okazać się ostateczne, wciąż to może być ta zwycięska wizja. Bo przecież nie wiemy, czy w pozostałych Thanos nie unicestwiał większej liczby istnień, może wręcz całego wszechświata...

    Jedno jest pewne - doktor Strange wiedział, co robi. Pomstując na Quilla (albo Thora), tak naprawdę domagacie się ziszczenia wizji, w której Avengersi przegrywają, a wraz z nimi - cały wszechświat. Chyba kiepsko by było, prawda?

    Adam Gotan Kmieciak
    Korekta: Anna Tess Gołębiowska