Szczurynki (Olga Gromyko) – recenzja

    Nie czytałam książek z serii „Wiedźma” ani „Roku szczura” Olgi Gromyko, niemniej mam świadomość, że białoruska autorka fantasy ma rzeszę fanów w kraju nad Wisłą. Jak najlepiej rozpocząć literacką przygodę z nowym pisarzem? Niektórzy radzą, by rozpocząć od zbioru opowiadań, bowiem to w krótkich formach można dostrzec talent. Tak zaczynali nasi rodzimi fantaści, dlaczego więc by nie spróbować w ten sposób i z zagranicznymi autorami?

    Szczurynki to zbiór opowiadań, jak sama nazwa wskazuje, o szczurach. Ale nie byle jakich gryzoniach, lecz tych, które początkowo miały po prostu posłużyć do literackiego eksperymentu. Po obserwacji zachowania i zwyczajów wszystko miało się skończyć, niemniej Gromyko nie była świadoma, że wpadła jak śliwka w kompot. Zamiast jednego szczura przygarnęła ich kilka, a wszystkie przygody, emocje i reakcje ludzi opisała w krótkich i zabawnych historyjkach.

    Między nienawiścią a miłością jest bardzo cienka granica. I to właśnie ją udało się przekroczyć autorce. Z dzieciństwa wyniosła negatywne doświadczenia w temacie szczurów, zaś w życiu dorosłym zapałała do nich niezwykle pozytywnym uczuciem. I tak się to wszystko zaczęło, od opisów pierwszych kroków w zakładaniu szczurzej hodowli aż po wielogodzinną obserwację i czekanie, aż minie pasiukowy foch (Białołęcka specjalnie nie przetłumaczyła tego rosyjskiego słowa, pozostawiając je w oryginale ze względu na pozytywny wydźwięk). Kulminację stanowi scena, w której Olga Gromyko wadzi się z mężem o kupno kolejnego podopiecznego do ich domowej hodowli.

    Szczurynki są w stanie posłużyć za świetny mini przewodnik po gryzoniowatym świecie. Z pewnością mogą po niego sięgnąć osoby, które dopiero rozważają adopcję własnego szczura. Zbiór opowiadań to tak naprawdę niewielkiej objętości dziennik z życia właścicielki swego pierwszego w życiu gryzonia, opisujący obawy, radości i zaskoczenia związane z opieką nad pasiukiem. Trzeba podkreślać, że te wszystkie uwagi są zapisane pełnym humoru, przyjemnym w odbiorze stylem. Co prawda widać, że miejscami historyjki zostały nieco ubarwione, niemniej ociepliło to tylko wizerunek małych gryzoni i uwypukliło złożoność i różnorodność zwierzęcych charakterów.

    Samo wydanie książki budzi co najmniej zdziwienie. Po pierwsze, jest ono całkowicie inne od tego, do których dotychczas przyzwyczaiło czytelnika wydawnictwo Papierowy Księżyc. Mniejszy format, twarda okładka i… ta czcionka. Ta okropnie duża czcionka, wyglądem przypominająca tę z dziecięcych bajeczek i niewielkich książek, oraz graficzne wyróżnienie porady/wniosku/morału z danej opowieści są miejscami męczące. Chociaż mam świadomość, ze to bardzo subiektywne odczucie, dla mnie to największa wada książki. Niemniej jeśli brać pod uwagę młodszych odbiorców Szczurynek, to właśnie z tego powodu mogą one im przypaść do gustu. Uroku z pewnością dodają ilustracje Mariny Misiury, proste, ale jednocześnie bardzo przyciągające czytelniczą uwagę.

    Olga Gromyko w Szczurynkach występuje przeciwko stereotypowi szczura, jakoby miał być leniwym i nieco strasznym zwierzęciem. Domowy pasiuk okazuje się niezwykle inteligentnym i skorym do okazywania uczuć podopiecznym, lubiącym maczać swój ogonek w herbacie (by następnie go cierpliwie lizać) oraz leżakować na klatce piersiowej właścicielki. I chociaż to niezbyt obszerna książka, to z pewnością jej lektura przyniesie ogrom radości i uśmiechu na twarzy czytelnika.

    Patrycja ‘Pattyczak’ Wołyńczuk
    Korekta: Monika „Katriona” Doerre

    Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
    dziękujemy Wydawnictwu Papierowy Księżyc


    Tytuł: Szczurynki
    Autor: Olga Gromyko
    Tytuł oryginalny: Krysiawki
    Tłumaczenie:Ewa Białołęcka
    Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
    Data i miejsce wydania: 01.07.2015, Słupsk
    Oprawa: twarda
    Wydanie: I
    Liczba stron: 225
    ISBN: 978-83-61386-60-5

    Polski