Uczeń skrytobójcy (Robin Hobb) - recenzja

    Będę szczera – zanim w moje ręce nie wpadła powieść „Uczeń skrytobójcy”, nie miałam pojęcia o istnieniu amerykańskiej pisarki fantasy Robin Hobb. Nazwisko to niespecjalnie rzucało mi się w oczy przy przeglądaniu nowości czy zapowiedzi wydawniczych. Dopiero niedawno natrafiłam na wspomnianą wyżej historię, która, jak się okazało, została wznowiona po raz trzeci i tym samym z końcem września trafiła na półki księgarni.

    Zimna, wietrzna noc. Łzy matki i karcący męski głos. Twarde dłonie, popychające do przodu drobne dziecięce ciało. Zatłoczona kuchnia pełna żołnierzy. Dominująca postać mężczyzny z kaleką nogą. Zapach koni, siana i mokrej psiej sierści. Takie były pierwsze wspomnienia Bastarda, bękarta księcia Rycerskiego, następcy tronu Królestwa Sześciu Księstw. Wychowywany przez koniuszego swego ojca, Brusa, chłopak zostaje wciągnięty w wydarzenia, które z jednej strony otworzą przed nim całkowicie nowe możliwości, lecz z drugiej stanowić będą dla niego śmiertelne zagrożenie.

    „Uczeń skrytobójcy” to powieść fantasy rozpoczynająca trylogię „Skrytobójca”. Jej głównym bohaterem i narratorem jest Bastard, naturalny syn księcia Rycerskiego. Postać ta zostaje przedstawiona czytelnikowi od samego początku, wraz z jego pierwszymi wzlotami i upadkami. Odbiorca poznaje chłopaka na starcie nowego życia, które obfitować będzie w drobne radości, jak i bolesne doświadczenia związane z nieprawym pochodzeniem. Widzi się zmagania młodzieńca, zmianę charakteru, z początku nieco męczące, lecz z czasem pozwalające na lepsze i pełniejsze zrozumienie jego zachowań, sposobu myślenia oraz podejmowania konkretnych decyzji. Jako że Bastarda poznaje się jako sześcioletniego chłopca, znienacka zabranego od matki i pozostawionego wśród całkowicie obcych ludzi, nie można spodziewać się od niego od razu spektakularnych akcji, śmiałych zamiarów czy ciętych ripost. Na dobrą sprawę postać chłopaka rozwija się powoli, acz interesująco, jako że młodzieniec został obdarzony dwiema cennymi zdolnościami: Rozumieniem, pozwalającym mu na poznawanie uczuć zwierząt, oraz Mocą, która dana jest tylko członkom rodu królewskiego. Choć są to niezwykle potężne umiejętności, to wcale nie sprawią, że Bastard będzie miał łatwiejsze życie, a wręcz przeciwnie, nieraz przysporzą mu one więcej problemów niż radości.

    Obok świetnie zarysowanej pierwszoplanowej postaci pojawiają się inne, drugoplanowe, równie mocno nakreślone. Z początku wydawało mi się, że autorka poszła na łatwiznę, nadając bohaterom pojawiającym się na kartach powieści imiona symbolizujące – a raczej mające symbolizować – ich główne cechy charakteru: król Roztropny, książę Szczery czy księżna Cierpliwa. Jednakże wraz z rozwojem fabuły zauważyłam, że są to postacie znacznie bardziej skomplikowane, których miano nie zawsze określa ich osobowość. Król bywa niezdecydowany i pochopnie wyciąga wnioski, księżna jest nerwowa, a następca tronu o niektórych sprawach nie mówi otwarcie. Wszyscy oni mają swoje tajemnice i słabe punkty, które ujawniają się w kolejnych rozdziałach książki, lecz tym samym czynią ich bardziej ludzkimi, ciekawszymi. Jedną z mocno absorbujących postaci jest... królewski błazen: pojawiający się znienacka, mówiący zagadkami, na pewno dysponujący tajemną wiedzą. Ciekawi mnie ewolucji tego bohatera w kolejnych tomach trylogii.

    Świat stworzony przez Robin Hobb został przedstawiony czytelnikowi niezwykle szczegółowo. Obok opisów poszczególnych krain, wzajemnych powiązań politycznych i gospodarczych, autorka zaprezentowała również sceny z życia codziennego ich mieszkańców, tradycje i zwyczaje. Dodało to powieści wielowymiarowości, w znacznej mierze urozmaicając lekturę. Dzięki temu ziemie wchodzące w skład Królestwa Sześciu Księstw nie są tylko punktami na mapie, lecz przemyślanymi i dobrze opisanymi terytoriami. Całości dopełniają wstępy poprzedzające każdy rozdział książki, w których opisane zostały fragmenty historii poszczególnych krain, dogmaty religijne czy wierzenia zwykłych ludzi. Osobiście lubię takie wtrącenia, bowiem dodają powieści klimatu oraz w pewien sposób uzupełniają lekturę.

    „Uczeń skrytobójcy” został napisany przyjemnym, lekkim stylem. Choć powieść ma narrację pierwszoosobową, to znaleźć w niej można sporą ilość elementów opisowych, dotyczących nie tylko krajobrazów czy fragmentów nawiązujących do historii danej krainy, lecz również przemyśleń i rozterek głównego bohatera. Sądzę, że niektórym czytelnikom, w szczególności tym nastawionym na szybką, pełną dynamizmu akcję, może to nieco przeszkadzać, lecz jak dla mnie nie stanowiły one żadnej przeszkody. Tym bardziej, że nie spowalniały w żaden sposób rozwoju fabuły, a wręcz ją uzupełniały. Choć na początku powieść nie wciąga, to wraz z kolejnymi przeczytanymi rozdziałami coraz trudniej jest się od niej oderwać.

    Pierwszy tom trylogii „Skrytobójca” to książka, która przypadnie do gustu czytelnikom lubującym się w klimacie klasycznego fantasy. Świetnie zarysowane postacie, interesujące wątki poboczne i intrygi polityczne oraz walka ze złem za pomocą nie tylko magii i miecza, ale sztyletu i trucizny – wszystko to można znaleźć w recenzowanym tytule. Osobiście jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Bastarda, ucznia skrytobójcy, który ma już za sobą pierwszą poważną misję, aczkolwiek niebezpieczeństwo zagrażające Królestwu Sześciu Księstw nie zostało jeszcze pokonane. Zapowiada się intrygująco.

    Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękujemy Wydawnictwu MAG

    Anka „Wiedźma” Chramęga
    Redakcja i korekta: Monika „Katriona” Doerre


    Tytuł: Uczeń skrytobójcy
    Autor: Robin Hobb
    Tytuł oryginalny: Assassin’s Apprentice
    Przekład: Agnieszka Ciepłowska
    Cykl: Skrytobójca
    Tom: 1
    Wydawnictwo: MAG
    Data wydania: 24 września 2014 r.
    Ilość stron: 495
    ISBN: 978-83-7480-447-9
    Okładka: twarda

    Polski