Ujarzmienie (Jeff VanderMeer) - recenzja

    Jeff VanderMeer „kupił” sobie wielu czytelników za sprawą nietypowego podejścia do fantastyki jako materiału, z którego kreuje swoje powieści. Trylogia o niezwykłym mieście Ambergris nie zyskała rzeszy fanów, ale ci, którzy zdecydowali się sięgnąć po książki nieznanego im wcześniej autora, z pewnością nie odkładali ich niezadowoleni. „Trylogia Southern Reach”, jego kolejny cykl ukazujący się na polskim rynku, to ponownie rzecz nietypowa, co zaś odbiorcy otrzymali w kontynuacji „Unicestwienia”, czyli „Ujarzmieniu”?

    Tym razem bohater powieści to tajemniczy Kontroler, osoba związana z monitorowaniem strefy anomalii. Jego głównym zadaniem przez większą część książki jest dojście do prawdy na temat tego, co wydarzyło się podczas ekspedycji opisanej w „Unicestwieniu”, a której członkinią była jednocześnie osoba istotna dla funkcjonowania projektu. Tym samym przyjdzie nam obserwować mozolne dopasowywanie elementów układanki, krok po kroku, i odkrywanie nowych faktów na temat Strefy X. Których w pierwszym tomie trylogii autor umieścił, jak się okaże, zaskakująco dużo.

    Nie da się ukryć, że „Unicestwienie” bywało męczące ze względu na narrację i wielki niedobór informacji na temat tego, co miały okazję obserwować bohaterki. Kontroler wie na temat Strefy X znacznie więcej, jednak i on stawiany jest wobec wielu ograniczeń. Niechęć ze strony dotychczasowych pracowników agencji powodowana dość brutalnym wtargnięciem bohatera w jej struktury jest widoczna niemal na każdym kroku: czy to ze względu na lakoniczne zeznania, czy wręcz utrudnianie mu dostępu do danych. Krótko mówiąc, niezrozumienie Strefy X nie dotyczy już tylko czytelników i osób, które miały okazję ją eksplorować – nawet rządowa agencja najwyraźniej boi się tego, czym może być tajemniczy obszar.

    Dezinformacja jest zresztą kluczowym aspektem „Ujarzmienia” – VanderMeer w niewielkim stopniu kontynuuje wątek losów uczestniczek rzekomej dwunastej ekspedycji badawczej, ale ich rola w recenzowanej powieści przez bardzo długi czas jest w ogóle trudna do zrozumienia. Kobiety nie pamiętają, jak zdołały wydostać się ze Strefy oraz co działo się z nimi w międzyczasie. Tutaj właśnie wkracza do akcji wspomniany wcześniej Kontroler – czytelnicy zaś mają okazję obserwować powolne, skrupulatne próby odkrycia zależności w szczegółach zupełnie nieistotnych na pierwszy rzut oka, jak na przykład ilość słów wypowiadanych przez przesłuchiwane. Autor ukrywa klucz do zrozumienia sedna „Ujarzmienia” gdzieś bardzo blisko, ale zarazem przez kilkaset stron wodzi czytelnika za nos. I, wbrew pozorom, wyszło mu to fantastycznie. Zarówno dosłownie, jak i w odniesieniu do sztafażu, którego twórca użył.

    „Ujarzmienie” to doskonałe uzupełnienie tego, co czytelnicy mieli okazję zaobserwować podczas lektury „Unicestwienia” i zarazem niebagatelny wstęp do „Ukojenia”, ostatniego tomu „Trylogii Southern Reach”. Strefa X pozostaje tworem niesamowitym i niewytłumaczalnym – a utrzymanie atmosfery tajemnicy przez co najmniej dwa tomy z trzech to wyczyn niebagatelny, czym zresztą VanderMeer pokazał, że jego trylogia o Ambergris nie była tylko wypadkiem przy pracy.

    Dawid "Fenrir" Wiktorski
    Korekta: Matylda Zatorska

    Dziękujemy wydawnictwu Otwarte za udostępnienie egzemplarza książki do recenzji


    Tytuł: Ujarzmienie
    Autor: Jeff VanderMeer
    Wydawca: Otwarte
    Miejsce wydania: Kraków
    Data wydania: 2014
    ISBN: 9788375153002
    Oprawa: miękka

    Polski