Atlas chmur (David Mitchell) - recenzja

    Podczas niedawnej rozmowy na temat literatury, jedna osoba zwróciła mi uwagę, iż większość książek z gatunku fantastyki nie reprezentuje sobą nic ponad czystą rozrywkę. Swego czasu pisarze poruszali ważne kwestie dotyczące egzystencji, granicy ludzkiej moralności, zadawali pytania o moment utracenia człowieczeństwa, jednak teraz na próżno szukać tego w książkowych nowościach. Sięgnęłam pamięcią do ostatnio przeczytanych pozycji i musiałam ze smutkiem przyznać rację memu rozmówcy – dawno nie miałam do czynienia z wciągającą i głęboką powieścią, którą można interpretować w różny sposób, niosącą ze sobą określony bagaż tematyczny oraz wyróżniającą się swoją strukturą spośród tak wielu różnorodnych pozycji na rynku literackim.

    Pod koniec listopada poszłam do kina na nieznany mi Atlas chmur – szczerze mówiąc, nie mając zielonego pojęcia o czym ma być film trwający blisko trzy godziny. Po zakończeniu seansu wyszłam z sali całkowicie oczarowana – przepych kolorów, bogactwo wykreowanych światów, umiejętne połączenie za pomocą zaledwie kilku motywów sześciu tak różnorodnych historii sprawiło, że musiałam sięgnąć po literacki oryginał. Dzieło Davida Mitchella, o tym samym tytule, to zaproszenie do całkowicie innej przygody niż ta, jaką oferuje wielki ekran. I choć Atlas chmur uchodzi za adaptację (czyli, w przeciwieństwie do ekranizacji, pozostaje niezwykle wierna oryginałowi), nie sposób porównać tych dwóch arcydzieł. Książka jest o wiele bardziej subtelna, wymaga nie lada skupienia podczas lektury, ba, adresuje się ją do oczytanego w różnych gatunkach literackich odbiorcy, bowiem tylko wytrawny bibliofil będzie w stanie czerpać przyjemność z każdej stronicy powieści.

    David Mitchell swoje dzieło napisał w bardzo interesujący sposób: całość składa się z sześciu, na pierwszy rzut oka, niepowiązanych ze sobą opowiadań, które tworzą następujący układ: 1-2-3-4-5-6-5-4-3-2-1. Każde z nich zostaje w pewnym momencie przerwane, by ustąpić miejsca kolejnej historii. Jedynie losy Zachariasza, bohatera centralnej części Atlasu chmur, nie są niczym ograniczone, jego dzieje poznajemy od początku do końca. Wydawać się może, że tak zaburzona konstrukcja fabularna tylko utrudnia odbiór tekstu, bowiem kiedy czytelnik ledwo zdąży się zapoznać ze sposobem narracji i językiem danej opowieści, zostaje ona przerwana przez kolejną, totalnie inną historię. Uderza różnorodność gatunkowa rozbita na kilka niepowiązanych ze sobą poziomów, gdyby nie film nie miałabym pojęcia, czym połączone są dzieje tak diametralnie różnych od siebie bohaterów. Zauważenie tych cienkich, praktycznie niewidocznych przy pierwszej lekturze elementów, wymaga skupienia i, przede wszystkim, głębszego zastanowienia się nad przeczytanym fragmentem, ponieważ podczas lektury uderza mnogość szczegółowo opisywanych detali, co pozwala łatwo zgubić nawiązania do poprzedniej historii.

    Sposób narracji – jestem przekonana, że może odstraszyć znaczną część odbiorców, bowiem Mitchell stosuje połączenie kilku gatunków literackich i sposobów ich prezentowania w zaledwie jednej książce! W Atlasie chmur mam do czynienia z dziennikiem podróżnika Adama Ewinga stylizowanym na XIX-wieczny język, sekretnymi listami z początku XX wieku wysyłanymi przez Roberta Frobishera do swego bogatego kochanka Sixsmitha, historią z lat 80-tych o walce dziennikarki Luisy Ray z wpływowymi politykami, opisem dziejów starszego wydawcy książek uciekającym przed gangsterami, wywiadem z oczekującą na karę śmierci genetycznie modyfikowaną usługującą Sonmi 451, a nawet pierwszoosobową relacją Zachariasza, który stał się przewodnikiem Profetki po mrocznej, postapokaliptycznej wyspie. Wachlarz sposobów narracji i językowej stylizacji jest tak wielki, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa, by opisać niebywałą pracę, jakiej dokonał zarówno autor, jak i sam tłumacz, oddając złożoność i bogactwo zastosowanych środków. Niech za przykład ilustrujący zniesienie tradycyjnej granicy narracyjno-gatunkowej posłuży kilka zdań pochodzących z sześciu różnych opowiadań: Pan Evans zmówił modlitwę dziękczynną i smakować możliwość miałem najprzyjemniejszy z posiłków; Ludzkie masy, niewolnicy, chłopi i piechota wojsk żyją sobie w szczelinach między kocimi łbami, nieświadomi nawet własnej ignorancji; Luisa Rey pije czarną kawę w zaparowanym chłodzie wnętrza Snow White, baru na rogu Drugiej Alei i Szesnastej Ulicy(…); Zrównałem się z kosiarką do trawy, kiedy kudłaty olbrzym w kombinezonie ogrodnika wyrósł spod ziemi jak Zielony Rycerz; Bez Yoony-939 było cicho, na godzinkach Papa Song wygłosił Kazanie Antyutopijne; Nie bojam się ciebie – rzekłem, choć słychać mie było jak w huraganie pierdzącą kaczkę.

    Atlas chmur myląco zalicza się rodzaju powieści fantastycznej. Jedynie dwa opowiadania klasyfikują się do tego gatunku i na dodatek ich ponadnaturalność odsunięto na drugi, wręcz trzeci, plan. Utwór nie służy rozrywce i jest to doskonale widoczne już po kilku stronach lektury. Najważniejsza kwestia, na którą położono nacisk, to kreacja postaci. Choć protagonista każdego z opowiadań wydaje się być w ogóle nie związany z główną osobą kolejnej historii, mimo dzielącego ich czasu, w jakim funkcjonują i przestrzeni, w której działają, wszyscy wyróżniają się pewnymi wspólnymi cechami charakteru. Odwaga w głoszeniu swoich rewolucyjnych poglądów, nonkonformizm, bezprecedensowe działania podjęte wbrew zdrowemu rozsądkowi i, przede wszystkim, osamotnienie w sposobie rozumienia dziejów świata sprawiają, że mimo ogromnych różnic intelektualno-społecznych, bez względu na czasy, w jakich przyszło żyć bohaterom, są oni gotowi walczyć o wolność. Jest ona bardzo szeroko rozumiana: chodzi o swobodę zarówno w sferze intymnej (walka o równe traktowanie osób homoseksualnych), politycznej (prawo do wiedzy o działaniach rządzących), osobistego wyboru (przeżycie godnej starości wedle własnej woli), religii, słowa, tworzenia sposobu życia, zdobywania wiedzy… wymieniać można by długo – ilu postaci, tyle różnych sposobów pojmowania autonomii i niezależności.

    Lektura Atlasu chmur przywołała we mnie całą gamę uczuć, od radości i entuzjazmu aż po przygnębienie, wprowadzając w melancholijno-nostalgiczny nastrój. Momentami nie mogłam się oderwać od książki, bo choć znałam jej kinową wersję, to miejscami historie tak bardzo od siebie odbiegały, że musiałam czym prędzej zapoznać się z literackim pierwowzorem. Po filmowym seansie przeczytałam wiele komentarzy znacznie spłycających wymowę powieści do tematyki reinkarnacji duszy. Wynikało to z prostej rzeczy – jeden aktor grał parę ról, adekwatnie do prezentowanej historii. W książce sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana – bohaterów łączy kilka subtelnych faktów i cech światopoglądowych, zdecydowanie nie są to te same osoby czy ich wcielenia, jak może sugerować kino. Atlas chmur stawia szereg pytań o miejsce i rolę człowieka w biegu dziejów wszechświata, a także o siłę wyrwania się ze społecznie narzuconych schematów czy mocy wpływania na to, co być może z góry zostało już ustalone. Niesamowite, jak bogate i nasycone treścią i pytaniami są przemówienia bohaterów, nie zawsze wygłaszane w świetle jupiterów, najczęściej stawiane gdzieś w oddali od zgiełku i codziennego życia.

    Atlas chmur to prawdziwy majstersztyk, książka, na którą nieświadomie czekałam z wielkim utęsknieniem i nieraz do niej powrócę. I choć dzieło Mitchella jest trudne w odbiorze i z pewnością nie przeznaczono go dla czytelnika szukającego szybkiej i łatwej lektury, to polecam je osobom wypatrującym w powieściach metaforycznych alegorii naszpikowanych pytaniami bez odpowiedzi o granicę człowieczeństwa i celu, do jakiego zmierza ludzkość. Jednocześnie książka, w przeciwieństwie do filmu, nie niesie ze sobą aż tak mocnego moralizowania i ukazywania niebezpieczeństwa samozagłady mieszkańców Ziemi. Jest to pozycja, która, w moim mniemaniu, zasługuje na miano jednej z najważniejszych literackich pozycji początku XXI wieku. Fenomenalna!

    Patrycja ‘Pattyczak’ Wołyńczuk
    Korekta: Monika ‘Katriona’ Doerre

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
    Wydawnictwu MAG

     

    Tytuł: Atlas chmur
    Tytuł oryginalny: The cloud atlas
    Autor: David Mitchell
    Tłumaczenie: Justyna Gardzińska
    Wydawnictwo: MAG
    Data i miejsce wydania: 7 listopad 2012, Warszawa, wydanie II
    Oprawa: miękka
    Projekt okładki: Piotr Chyliński
    Liczba stron: 538
    ISBN: 978-83-7480-278-9

    Recenzowaną książkę możesz kupić w księgarni redcoon.pl

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany
    Veris
    Książka była naprawdę fajna,

    Książka była naprawdę fajna, z kolei film tak słaby, że mało brakowało, a wyszłabym z kina. Ok, mogłam się przejechać na swoich wymaganiach, ale ekranizacja nawet po części ich nie spełniała :(

    YoAnna
    Obrazek użytkownika YoAnna
    Veris, ekranizacje, które

    Veris, ekranizacje, które spełniły oczekiwania chyba można by zliczyć na palcach jednej ręki, a i tak zostałoby sporo wolnego miejsca ;)

    Veris
    Mylisz się, przynajmniej ja

    Mylisz się, przynajmniej ja znam całą masę ekranizacji, które niejednokrotnie nawet te oczekiwania przebiły, ale to faktycznie kwestia indywidualnego gustu.