Cena krwi (Tanya Huff) - recenzja

Dylematy krwiopijcosceptyczne, czyli wampir w wielkim mieście

Twórczość fantastyczna aż ugina się od najrozmaitszych wizji wampirów. Każdy twórca, łapiący się za tę tematykę, próbuje przedstawić legendarnych krwiopijców na swój własny sposób – bardziej lub mniej innowacyjny. Były już mrożące krew w żyłach wampiry rodem z horrorów, za którymi ciągnęły się nieodłączne smugi krwi i flaków. Były wampiry w starej dobrej wersji dark wave gothic. Były wampiry industrialne, wampiry z rozbudowanym rysem psychologicznym, wampiry humorystyczne i groteskowe. W ostatnich latach natomiast zalała nas fala błyszczących lowelasów i high school wampirów. Czy da się jeszcze stworzyć ciekawe dzieło o krwiopijcach? A może przewałkowany, przemielony, przerzuty i wypluty już setki razy temat ostatecznie się przejadł?

Szczerze mówiąc, sięgając po Cenę krwi Tanyi Huff, stawiałam raczej na to drugie. Byłam do tej pozycji nastawiona naprawdę sceptycznie. Mojego nastroju bynajmniej nie poprawiała okładka. Zdjęcie w filmowo-romansowym stylu przywodzi na myśl najgorsze. W związku z tym byłam święcie przekonana, że otrzymałam właśnie kolejną pozycję z cyklu „wampiroporażka dla nastolatków”. Paranormal romance jak nic! A może to ja już aż tak serdecznie wymiotuję wampirami? Postanowiłam mimo wszystko się o tym przekonać.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy odkryłam, że Fabryka Słów postanowiła wznowić książkę (pierwszego wydanie niestety nie miałam okazji przeczytać), w której powraca motyw normalnego wampira! Takiego, co pije krew i boi się słońca! A na dodatek jest starym stetryczałym ekscentrykiem z nutką bohatera tragicznego, niemal jak rodem z powieści Anne Rice! Chociaż nie… Rice to jednak nie najtrafniejsze porównanie. Jest konwencja, z którą wizja Tanyi Huff bardziej mi się kojarzy. Tym razem nie literacka. Wampir. Maskarada – gra fabularna, w którą swego czasu namiętnie zabawiałam się z grupą znajomych. To były czasy! To był klimat! I tutaj, w Cenie krwi, znajduję bardzo podobny nastrój. Jakże pozory potrafią mylić!

Książki o wampirach czytywałam namiętnie dobre dziesięć, może dwanaście lat temu. Potem już nie. Dlaczego? Bo w żadnej z nowoczesnych wizji nie mogłam znaleźć tego, czego szukałam i oczekiwałam. Tak, jestem zawołaną zwolenniczką wampirów w stylu retro, tych bardziej gotyckich. Ale istnieją dwa dzieła kultury, w których krwiopijca na ulicach współczesnego miasta, w oszklonym biurowcu, z telefonem komórkowym i w dobrze skrojonym garniturze lub skórzanej ramonesce wypada kapitalnie. Pierwszym jest, wspomniana już, gra RPG Wampir. Maskarada, drugim oparty na niej amerykański serial telewizyjny z lat 90’tych. Z początku, widząc na okładce notę głoszącą, że Ta książka zainspirowała twórców serialu Więzy krwi, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Dopiero później zorientowałam się, że wcale nie chodzi o „mój” serial. Krótki research wykazał, że podczas gdy tytuł „mojego” w oryginale brzmi Kindred, ten oparty na książce Huff to kanadyjska produkcja z 2006 roku pt.: Blood Ties. Niemniej po lekturze Ceny krwi stwierdzam dwie rzeczy: ten nowszy serial chętnie obejrzę sobie kiedyś w wolnej chwili, a do swoich ulubionych wizji wampira dołączyła kolejna.

Książka Tanyi Huff to właściwie lekki, popowy horroro-kryminalik z gatunku tych, które „same się czytają”. Prosty, nieskomplikowany język, garść niewyszukanego dowcipu. Dialogi czasami mogłyby być bardziej naturalne (choć tutaj nie jestem pewna czy to wina autorki, czy tłumacza), a część rozwiązań wydają się zbyt oczywiste i przewidywalne. Huff ma też brzydką tendencję do zdradzania czytelnikom pewnych rzeczy za szybko. To trochę tak, jakby spolerowała samą siebie. Nie zmienia to jednak faktu, że tę powieść zaczyna się czytać po południu i kończy tuż przed snem. Nie nazwałabym Ceny krwi popisem literackiego kunsztu, ale za to muszę przyznać, że wciąga. I to jeszcze jak!

Urzekł mnie świat przedstawiony. Samo centrum współczesnego Toronto ze stacją metra i luksusowymi apartamentowcami, a w nim tajemnicze morderstwa, zagadki kryminalne i zupełnie prywatne dylematy kilku mieszkańców. Za tym wszystkim zaś kryje się drugie dno – wampirza maskarada, machinacje nieludzkich istot i sekrety, o których nie mają pojęcia zwyczajni obywatele. Brutalne sceny opisane tak jak być powinno – normalnie i bez zbędnej, sztucznej cenzury. Ale i tu nie ma przesady – książki nie nazwałabym wulgarną, ordynarną ani wybitnie mrożącą krew w żyłach. Świat przedstawiony jest zwyczajnie realistyczny i naturalny. I takim go kupuję!

Urzekli też bohaterowie. Zarówno ci śmiertelni, jak i żywiący się ludzką posoką. Wampir wcielający się na co dzień w rolę introwertycznego, ekscentrycznego pisarza. Była policjantka z kłopotami ze wzrokiem. Nudny student-kujon, który za wszelką cenę pragnie zostać duszą towarzystwa. I inne, ciekawe, dodające historii smaczku, postaci poboczne. Wszystkie interesująco i spójnie wykreowane. Wszystkie mają swoje marzenia, cele, odmienne skomplikowane osobowości. Każda z nich jest na swój sposób charakterystyczna i żywa. Pisarka skupia sporo uwagi na, często trudnych i niejednoznacznych, relacjach między bohaterami. I, mimo całej prostoty fabuły oraz języka, akurat kreacji postaci bynajmniej nie można nazwać infantylnymi. Co to, to nie!

Szybkiemu i przyjemnemu pochłanianiu lektury sprzyja dopracowana, choć oparta na prostych rozwiązaniach, warstwa edytorska. Brak poważniejszych błędów, przejrzysty skład, wyraźna czcionka – wszystko to sprawia, że czytanie nie męczy. Postuluję jednak o zmianę okładki. Osobom nie zaznajomionym z serialem Więzy krwi (tym z 2006) może kojarzyć się z czymś zupełnie innym, niż powinna. Tak jak mnie.

Otrzymałam książkę, jakiej szukałam od dawna. Namiastkę starych dobrych opowieści o wampirach, które kiedyś mnie zachwycały, a potem, w nowych spłyconych wersjach dla niedorostków, już tylko przyprawiały o mdłości. Otrzymałam lekką i nieskomplikowaną historię, taką na jeden wieczór, do połknięcia „z długiej chwili”. Ale jednocześnie dostałam pierwszą od dawna nienudną i niegłupkowatą wizję wampira. Powieść o krwiopijcach dla dorosłych. A takich w ostatnich latach mi brakowało.

Paulina Maria „Lorelay” Szymborska-Karcz
Redakcja i korekta: Monika „Katriona” Doerre

Tytuł: Cena krwi
Tytuł oryginału: Blond Price
Autor: Tanya Huff
Wydawca: Fabryka Słów
Wydanie: II
Tłumaczenie: Milena Wójtowicz
Projekt okładki: Magdalena Zawadzka
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 2012
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-7574-663-1

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany

Komentarze

Obrazek użytkownika YoAnna
YoAnna on pt., 08/22/2014 - 18:04

Co do współczesności Toronto z cyklu mogłabym polemizować, gdyż w oryginale cykl powstał gdzieś na początku lat 90. ubiegłego stulecia. Natomiast muszę przyznać, iż pierwszy tom przygód Vickie był lekturą przyjemną i wciągającą. Niestety, z każdym kolejnym tomem, wątek Vickie-Henry zaczął podążać w zbyt romansowym jak dla mnie kierunku. Osobiście wolę okładki z pierwszego wydania, to raz. Dwa, szkoda, ze Fabryka Słów wydała tylko 3 z 5 części.