Co się dzieje z trupim ciałem?

    Zastanawiałeś się kiedyś jak wykorzystać swoje ciało po śmierci?

    Wielkie odkrycia wymagają wielkich poświęceń. Nie tylko ze strony naukowców. Badacze nie są istotami samowystarczalnymi i, jak wiadomo, aby móc dokonywać odkryć, potrzebują materiału do analizy. Taką rolę mogą spełniać na przykład nieboszczycy.

    Fakt, że zamiast z zachowaniem wszelkich norm i szacunku do zmarłego dokonać godnego pochówku, można mu serwować takie przyjemności jak ćwiartowanie, wszelkiego typu konserwacje, podglądanie, przetwarzanie, zgniatanie czy swobodne gnicie, dla niektórych może okazać się szokujący. Niestety nie jest to skrypt scenariusza taniego horroru klasy B, a lista dosyć powszechnych zabiegów. Oczywiście te badania nie są zwariowaną zachcianką szalonego umysłu, a nieraz przykrą koniecznością. Nie zmienia to faktu, że uderzają w czułe punkty naszej ludzkiej wrażliwości. W końcu naukowcy nie dokonują niczego innego jak bezczeszczenia zwłok w imię wyższych celów. Pytanie tylko gdzie jest granica konieczności, a gdzie zaczyna się przesada? Przyjrzyjmy się temu, jakie opcje są dostępne dla trupów.

    rys. Wojciech "Woltus" Kłos

    Transplantologia

    Kiedy mózg już się wyłączy, a reszta organów wciąż pozostaje sprawna, można przedłużyć ich żywotność, tym samym ratując komuś życie i równocześnie dokonując swoistej reinkarnacji poprzez transplantologię – cząstka nas żyje nadal, choć w innym ciele.

    Prosektorium

    Najwięcej ciał przekazywanych naukowcom trafia na stoły w prosektoriach. Przyszli lekarze i chirurdzy zapoznają się szczegółowo z anatomią człowieka nie tylko dzięki podręcznikom. Na stole przyglądają się mózgowi, badają każdy poszczególny mięsień i strukturę narządów. Inną opcją jest preparowanie organów, szkieletu i tkanek. Wtedy zamiast kroić zwłoki, amatorzy anatomii mogą zapoznać się z poszczególnymi częściami ciała dzięki zakonserwowaniu ich w odpowiednich pojemnikach. O ile taki sposób praktycznej nauki jest powszechnie znany i raczej akceptowany, to nie odbywa się jedynie poprzez grzeczne krojenie i oglądanie. Nawet serialowy dr House wydaje się nie przesadzać, strzelając do zwłok, czy przeprowadzając na nich próby skomplikowanych operacji. Szczególnie groteskowa wydaje się też wizja kilkudziesięciu lekarzy pochylonych nad odciętymi ludzkimi głowami i dokonujących na nich zabiegu liftingu. Choć, w tym przypadku, te odcięte części ciała wcale nie są dowodem okrucieństwa (przecież nawet chirurdzy plastyczni, nim wezmą kogoś pod nóż, muszą najpierw na czymś ćwiczyć), a jedynie rozmyślnej oszczędności. Podczas gdy głowa nieszczęsnego nieboszczyka jest poddawana zabiegom upiększającym, to reszta ciała może w tym samym czasie podlegać zupełnie innym operacjom.

    Kryminologia

    Martwe ciało jest też niezwykle cennym materiałem w kryminologii. Jeśli ktoś odda swe zwłoki na rzecz nauki, to ma szansę na swobodny rozkład na wzgórzu w Knoxville, gdzie specjaliści od medycyny sądowej badają proces gnicia. Jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie się to robi. Zwłoki leżą na wolnym powietrzu, często w takim stanie, w jakim mógł je pozostawić morderca. Są więc zakopywane w płytkich grobach, porzucane na podmokłym terenie czy zawijane w plastikowe worki. Pozwala się ciałom gnić. Wszystko po to, aby na podstawie tych obserwacji i badań, móc precyzyjnie określić dokładny czas zgonu ofiary.

    Testy wypadkowe

    Zwłoki wykorzystywane są też przy testowaniu samochodów. Całe korpusy, lub tylko kończyny, poddaje się urazom takim jak miażdżenie, uderzanie, naciskanie. Wszystko po to, aby w razie wypadku nasz nowiutki samochód nie zrobił nam zbyt wielkiej krzywdy. Z oczywistych przyczyn nie mogą w nich brać udziału żywi ludzie, a w końcu trupa już nic nie boli. Nie umrze po raz drugi. Z kolei manekiny czy zwierzęta nie zastępują w wystarczającym stopniu istot, dla których projektuje się samochody.

    Całun turyński

    Równie interesujące co kontrowersyjne wydaje się korzystanie z pomocy zwłok przy badaniach nad autentycznością całunu turyńskiego. Ambitni i nadgorliwi naukowcy, tacy jak Pierre Barbet czy Frederick Zugibe, trzymali w domach zbite przez siebie krzyże, do których przybijali odcięte ręce, tudzież całe ciała. Wszystko po to, by udowodnić, czy w tkaninę faktycznie zawinięty był Zbawiciel. Nie mogli tego jednoznacznie stwierdzić, lecz Barbet odkrył na przykład, że niemożliwe było przybicie kogoś do krzyża wbijając mu gwoździe w dłonie – jak to jest przedstawiane na obrazach i rzeźbach. Miękka skóra mogłaby ulec rozerwaniu. Najprawdopodobniej więc ukrzyżowany został przybity za nadgarstki.

    Co na to Mary Roach?

    Prezentowane powyżej przykłady pochodzą z rewelacyjnej, choć szokującej i równocześnie momentami zabawnej książki Mary Roach Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków. We wstępie autorka pisze: Zwłoki to nasi superbohaterowie: niestraszny im ogień, potrafią znieść upadki z wysokich budynków i czołowe zderzenia ze ścianą. Można do nich strzelać, przejechać im po nogach motorówką – to ich nie rusza. Można bez szkody usuwać im głowy. Są w stanie być w sześciu miejscach naraz. To jak mieć na usługach Supermana – byłoby strasznym marnotrawstwem rezygnować z jego potencjału i nie wykorzystywać go do rozwoju ludzkości. W pewnym stopniu się z nią zgadzam. Po śmierci ciało i tak nie jest nam do niczego potrzebne, a mając w perspektywie gnicie w zamkniętej drewnianej skrzyni, opcja przydania się na coś innym wydaje się kusząca. Z drugiej strony – czy człowiek po śmierci nie zasługuje na pozostawienie jego ciała w spokoju? Mam wątpliwości, czy wszyscy potrafią podchodzić do tych spraw z równie wielkim dystansem jak Mary Roach.

    Marta "Nubia" Porwich

    Korekta i redakcja: Monika "Katriona" Doerre, Monika "Kometa088" Pasek

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus