Cykl o Koniaszu (Miroslav Žamboch) - recenzja

Koniasz – wrażliwy zabijaka

W książkach z nurtu fantasy roi się od postaci zarabiających na życie eliminowaniem innych. Łowcy głów, łowcy potworów, magowie, nadnaturalni detektywi – wszyscy oni balansują na cienkiej granicy życia i śmierci. Temat jest eksploatowany od lat i coraz rzadziej można spotkać bohatera, który zachęci do wspólnej podróży, dlatego czuję się zaskoczona, że Koniasz mnie tak oczarował – mimo że z magią ma niewiele wspólnego.

Lucy Lou popatrzyła za wychodzącym mężczyzną. Fascynował ją. Słyszała o nim mnóstwo rzeczy. Wszyscy, którzy go znali, twierdzili, że jest niepoczytalny i śmiertelnie niebezpieczny.

Koniasz jest człowiekiem do wynajęcia – bohaterem cyklu, na który składają się Na ostrzu noża t. I i II (2007), Krawędź żelaza t. I (2007) i II (2008) i Wilk samotnik t. I i II (2010); to nam daje dwie powieści i dwa tomy opowiadań o tym niezwykłym mężczyźnie. Daleko mu do pospolitego zabijaki – czas wolny spędza zatopiony w lekturze różnych mądrych ksiąg; nierzadko ma wyrzuty sumienia, kieruje się swoim własnym poczuciem sprawiedliwości i honorem. Krawędź żelaza zawiera opowiadania; w pierwszym tomie jest ich dziewięć, w drugim pięć. Razem z Koniaszem czytelnik ratuje młode damy, śledzi dzikie plemiona, przemierza górzystą alternatywę Dzikiego Zachodu czy też walczy o przetrwanie w gorącej, wilgotnej dżungli, gdzie każdy nieostrożny krok może być ostatnim. Kilka z tych przygód wspomniano w Na ostrzu noża, historii bardzo zaskakującego zlecenia, stawiającego mężczyznę na czele wielkiej wyprawy kolonizacyjnej. Z kolei Wilk samotnik to opowieść o zbiegach okoliczności i interesach antagonistycznych grup – z Koniaszem w centrum wydarzeń.

Podczas swojej wędrówki nauczyłem się dbać sam o siebie i widać to po mnie na pierwszy rzut oka. Mam prawie dwa metry wzrostu, silną budowę, blizny gdzie tylko się da (zdziwilibyście się, gdzie), twarz upiększoną złamanym kilkakrotnie nosem. Jestem aż niezdrowo ciekawy i żeby zajrzeć w to czy inne miejsce, chętnie zaryzykuję parę następnych szram. I tak nie ma już czego na mnie popsuć.

Jak można się domyślić, „Koniasz” to pseudonim, nie imię. Czytelnicy nigdy nie poznają prawdziwego miana głównego bohatera, chyba że autor, Miroslav Žamboch, zrobi nam niespodziankę i wyda kolejne tomy, w których skutecznie odrze go ze wszystkich tajemnic. To wysoki – „nieco ponad dwa metry wzrostu” – i niemłody – „pod koniec czwartego krzyżyka na karku” – mężczyzna. W wieku 20 lat był zmuszony uciekać z domu, okoliczności sprawiły, że broń stała się jego najlepszą przyjaciółką, i jak każdy, kto się utrzymuje w tak brudnym fachu wystarczająco długo, nosi tego ślady. Całe ciało ma poznaczone niezliczonymi bliznami, włącznie z twarzą, dzięki czemu nie musi się wysilać, by zrobić groźną minę. Na pierwszy rzut oka widać, że jest to niebezpieczny typ i nie pomyli się ten, który stwierdzi, że lepiej trzymać się z daleka, śmierć bowiem nieodłącznie mu towarzyszy – tak jak pewnemu bohaterowi rodzimego fantasy. Niedocenienie Koniasza stanowi poważny błąd, to diablo inteligentny, niezwykle oczytany jegomość z doskonałą pamięcią. W połączeniu z kreatywnością, dzięki której wszystko, czym można zrobić krzywdę, staje się w jego rękach śmiertelnie niebezpieczną bronią, i doświadczeniem daje nam niepokonanego, nieustępliwego wojownika. I jeszcze coś. Coś, co stanowi zarówno jego siłę, jak i największą słabość – jest dobry. To go czyni tak bardzo ludzkim.

Pewność siebie cudzoziemca nie była udawana, stanowiła jego nieodrodną część, tak samo jak straszna twarz. Najbardziej zaskoczyło wielkiego mistrza wrażenie zdziwienia i radości przepełniających nieznajomego. Coś podobnego kilkakrotnie znalazł w umysłach dzieci, ale u tego mężczyzny gdzieś między czterdziestką a pięćdziesiątką było to doprawdy zaskakujące.

Autor cyklu, Miroslav Žamboch, to Czech i – jak podaje Wikipedia – bardzo interesujący człowiek. Nie każdy pisarz jest z wykształcenia inżynierem jądrowym, ponadto pasjonatem sztuk walki i sportów ekstremalnych. Zakładam, że to powód, dla którego starcia zostały tak dobrze opisane. Są bardzo dynamiczne, oparte na szybkości, zwinności i oszustwie, nierzadko okraszone dawką szczęścia. Co istotne, wygląda na to, że autor nigdy nie zapomina o złotej zasadzie walki na noże – nie ma w niej wygranych, wszyscy kończą pocięci. Nie da się zwyciężyć bez odniesienia ran.

Żadna jednak z powyższych rzeczy nie wyjaśnia, jak Žamboch posiadł sekret tworzenia tak prawdziwych postaci, wielowymiarowych, spójnych, ze swoimi dziwactwami i historiami. Znęca się nad nimi, poddając je różnego rodzaju próbom, nierzadko doprowadzając na skraj wytrzymałości, rzadko okazuje im litość. W tej galerii chwały znajdują się zarówno piękne – czy to zewnętrznie, czy wewnętrznie – bystre kobiety, ponurzy, acz szlachetni mężczyźni, profesjonaliści oddani swojemu zadaniu do tego stopnia, że niemal się w nim zatracili, szaleńcy i żebracy, arystokraci i rzemieślnicy. Świat, który zamieszkują, jest duży. Wystarczająco w nim miejsca dla pustyń i stepów, urodzajnych dolin, wybrzeży i nieprzystępnych gór. Potęgę kontrolującą większość cywilizowanych terenów stanowi Cesarstwo Crambijskie, w skład którego wchodzą najróżniejsze księstwa i hrabstwa. Znaczną część jego terytorium zajmują Góry Niebieskie. Na południu jego granica przebiega wzdłuż FewGhaki, Żółtej Rzeki, za którą znajduje się jedynie tropikalna dżungla, na wschodzie zaś, między Cesarstwem a Oceanem Ruumskim, rozciąga się pas Ligi Handlowej, miast kupieckich walczących o niezależność od Imperium. Ponadto autorowi udało się zmieścić terytoria oznaczone na mapie jako „hic sunt leones”, na które możni tego świata ostrzą sobie zęby. Uniwersum zostaje przedstawione podczas krótkich lekcji geografii, gdy Koniasz przygotowuje się do podróży; czytelnik jest skazany na odnalezienie się wśród mnóstwa różnych szczegółów, ponieważ w żadnej książce nie ma mapy.

W siodle wyglądam wprawdzie jak Kościej Nieśmiertelny, wysoki na sześć i pół stopy wychudzony facet, kości i ścięgna obciągnięte skórą, ale na pustyni nie odmawia się gościny, jeśli nie ma ku temu naprawdę ważnych powodów.

Narracja we wszystkich tomach prowadzona jest w większości pierwszoosobowo, jakby stanowiła historię opowiadaną przez Koniasza. Dzięki temu można poznać jego wisielczy humor, który doskonale wpisuje się w realia kreowanego świata – ponurego i niebezpiecznego, niepozbawionego jednak jasnych stron, głównie pod postacią dobrego jadła i jeszcze lepszego wina.

Ciekawym drobiazgiem są nazwy i imiona. Nie spotkamy w tym cyklu zbyt wielu słów pochodzących z języka angielskiego. Większość ma przyjemne, słowiańskie brzmienie, co stanowi dodatkowy smaczek wyróżniający tę serię spośród innych, nierzadko inspirujących się mniej lub bardziej wyraźnie Albionem, czy to w dziedzinie słowotwórstwa, czy mitologii.

Im ostrzejsze jedzenie człowiek zrobi, tym gorsze rzeczy jest w stanie zjeść. Jeśli dacie mi dość pieprzu i paprykę catayańską, mogę zjeść nawet pieczoną szmatę.

Wszystkie historie spod znaku Koniasza zostały wydane przez Fabrykę Słów. Cztery pierwsze książki tłumaczyła Anna Jakubowska, dwie ostatnie Andrzej Kossakowski i, niestety, czuć różnicę. Co prawda to wciąż ten dobry Koniasz, jednak pierwsza połowa Wilka samotnika bardziej mi się dłużyła, niż poprzednie dwie powieści razem wzięte – nie wiem, czyja to zasługa, czy to spadek formy autora, czy potknięcie tłumacza. Wszystkie tomy II wydania mają piękne, kolorowe okładki, dobrze się prezentują na półce, niestety – cały cykl ustawiony obok siebie jest po prostu pstrokaty. Zdecydowanie na plus należy zaliczyć konsekwencję w projekcie książek. Każda z nich ma wkładkę, na której niezmiennie znajduje się notka biograficzna o autorze i jego fotografia. Świetnej prozie towarzyszą równie dobre grafiki autorstwa Dominika Brońka. W Na ostrzu noża przyjęły formę niewielkich, lecz często występujących ilustracji razem z rysunkami na całą stronę; w Krawędzi żelaza te pierwsze ustępowały drugim, by w Wilku samotniku pozostawić wyłącznie pełnokrwiste, klimatyczne, ponure grafiki. Każdy z tomów ma około czterystu stron, co zapewnia wiele godzin uczty tak dla oczu, jak i umysłu i czyni cenę wydawcy jak najbardziej uzasadnioną.

Nie jestem najsilniejszy ze wszystkich ludzi, jakich spotkałem, ani najszybszy, najwytrzymalszy czy najsprytniejszy, ale w zasadzie jestem idealnym zabijaką. Może właśnie dlatego tak kocham życie i zrobię wszystko, żeby przejść jak najwięcej dróg, poznać jak najwięcej dziwów i spotkać jak najwięcej ludzi.

W poszukiwaniu niebanalnej, oryginalnej fantastyki czystym przypadkiem trafiłam na Koniasza. Nigdy nie podejrzewałam, że postać literacka zawładnie moją wyobraźnią do tego stopnia, że nie będę miała do niej żadnych zastrzeżeń. Koniasza po prostu chce się więcej – zawsze więcej. Tym sposobem Žamboch stworzył chyba mężczyznę idealnego, za co należą mu się zarówno podziękowania, jak i kilka gorzkich słów, podniósł bowiem moje wymagania dotyczące fantastyki i jej głównych bohaterów bardzo wysoko.

Małgorzata Dybuk
Redakcja i korekta: Anna "Kresyda" Drwal


Tytuł: Na ostrzu noża; Krawędź żelaza; Koniasz. Wilk samotnik
Tytuł oryginału: Na ostřich čepeli; Ostří oceli; Koniáš Vlk samotář
Autor: Miroslav Žamboch
Wydawca: Fabryka Słów
Tłumaczenie: Anna Jakubowska, Andrzej Kossakowski
Ilustracja na okładce: Dominik Broniek
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 2007-2010
Książkę "Koniasz tom 1 Wilk samotnik" możecie nabyć w sklepie redcoon.pl
Książkę "Krawędź żelaza t.2." możecie nabyć w sklepie redcoon.pl
Książkę "Na ostrzu noża" możecie nabyć w sklepie redcoon.pl

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany