Demokrator (Piotr Gociek) - recenzja


    Witajcie w Grodopolis! – takimi słowami rozpoczyna się blurb Demokratora. Czytam dalej, czuję się zainteresowana. Powieść satyryczno-fantastyczna – w tym momencie jestem urzeczona. Ostatnie zdanie przeważyło i zdecydowałam się sięgnąć po tę okrutnie śmieszną i przerażająco zabawną książkę. Piotr Gociek – dziennikarz – zabrał mnie do świata, gdzie wszystko zdaje się dziwne oraz niepojęte. Z przykrością jednak stwierdzam, iż ta dziwność to nie poziom wspomnianego w opisie Bułhakowa czy Czarnoksiężnika z krainy Oz. Więc jeśli także, drogi czytelniku, bracia Strugaccy są bliscy twemu sercu, odpuść sobie Demokratora.

    Podczas lektury tej książki nie potrafiłam oprzeć się wrażeniu, że autor trochę za bardzo skupił się na uczynieniu swojej powieści satyrą. Do pewnego stopnia było to w porządku i rzeczywiście, kojarząc fakty historyczne, uśmiechałam się sama do siebie. Ale już po kilku rozdziałach kompletnie nie mogłam znaleźć w niej niczego oryginalnego. Świat przedstawiony przez Goćka, owszem, jest i rozbudowany, i dobrze opisany, ale przekręcanie nazw, o których uczyłam się na lekcjach historii, według mnie, nie dodaje książce polotu oraz nie poprawia jakości tekstu. Chafgachustan, Baba Girl, Gazdrom – nudy. Pisarz włożył za mało serca w tę powieść. Co prawda autor opisuje wydarzenia finezyjnym i wyszukanym językiem, ale to przerost formy nad treścią i nadal brakuje oryginalności i unikatowości, jakimi science-fiction powinno być napakowane. Piotr Gociek, pisząc Demokratora, poszedł trochę na łatwiznę, bo schematycznie przerobił nasz świat na ten przedstawiony w książce. Nie wyszło, ale były dobre chęci i niewykorzystany potencjał.

    Zawiły język bardzo utrudnia czytanie. Doceniam, oczywiście, bogate słownictwo Goćka i jego zdolność do lekkiego tworzenia zdań z inwersją, archaizmami, neologizmami, dziwnymi epitetami... Ile środków stylistycznych w naszym pięknym języku ojczystym, tyle ich w Demokratorze. Ich natłok sprawia, że po raz kolejny rzuca się w oczy przerost formy nad treścią. Czytając tę lekturę, nie dość, że kompletnie nie wiedziałam, o czym opowiada, chociaż poświęcałam jej sto procent uwagi, to jeszcze gubiłam wątki i zdarzenia, bo opisując jedno, nagle autor wtrąca o drugim. Po prostu ogólny zarys akcji jest do zrozumienia, o ile uczęszczało się regularnie na lekcje historii w szkole. Jednakże każdy z czterdziestu ośmiu rozdziałów osobno został pozbawiony najmniejszego sensu i logiki. Spotkałam opinie, że forma i styl, jakimi posłużył się Gociek, są godne Pratchetta. Jako przeogromna wielbicielka tego ostatniego, muszę kategorycznie zaprzeczyć. Dla mnie to grzech – umieszczanie w jednym zdaniu nazw Demokrator i Pratchett. Science-fiction jest mi bliskie, od kiedy pamiętam, i nie rozumiem, co ta książka ma wspólnego z nazwiskami wybitnych pisarzy wymienionych w blurbie.

    Kiedy już udało mi się złapać wątek i dałam radę zorientować się, co tak właściwie czytam, zaskakiwały mnie żarty. Mogę Demokratorowi zarzucić wszystko, ale humorystyczne wypowiedzi bohaterów były rzeczywiście prześmieszne. Niestety, pośród natłoku upiększeń językowych i prezentowania swojego kunsztu, gdzieś to wszystko znikało. A szkoda, bo ta lektura ma potencjał na zabawną opowiastkę, jeśli wyrzuci się z tekstu co drugi, używany chyba na siłę, środek stylistyczny.

    Z przykrością stwierdzam, że najlepszą częścią tej książki okazała się... okładka. Przedstawiona grafika jest zachwycająca i cudowna. Umieszczono na niej bohaterów powieści. Wydaje się nie być niczym specjalnym, ale styl i dokładność wykonania zwalają z nóg. To na pewno jedna z piękniejszych opraw książki, z jakimi mogłam się spotkać. Dodatkowo ułatwia wyobrażenie sobie, jak wyglądał POKUTA-12, bo podczas książkowego opisu można się trochę pogubić.

    Demokrator to powieść, która nie zachwyca. Jest dobra i nic więcej. Gdyby Piotr Gociek posłużył się mniejszą ilością metafor i epitetów, lektura mogłaby okazać się przyjemniejszą. Niestety, nie potrafiłam przebrnąć przez ten tytuł i zajął mi on bardzo dużo czasu. Był nużący i miejscami irytujący, bo ile można czytać finezyjnych charakterystyk świata przedstawionego, z których ciężko coś zrozumieć, gdy od kilkunastu stron ni widu, ni słychu akcji. Nie wydaje mi się, abym nie posiadała dostatecznej wiedzy, by pojąć, co Demokrator opisuje. Zamykając ją po ukończeniu, zdawałam sobie sprawę, co czytałam. Jednak, według mnie, ta książka nie zapisze się w kanonie największych dzieł literackich. Szczerze mówiąc, uważam, że nie zapamiętają jej też czytelnicy. Wymaga tak ogromnego skupienia podczas lektury, iż staje się to nurtujące i denerwujące, a nie przyjemne i relaksujące. Demokratora polecam fanom literatury fantastycznej, gdzie w satyryczny sposób przedstawiono pewne wydarzenia historyczne, aby porównali oni autora i książkę do wspomnianego w opisie Bułhakowa, Strugackich i Orwella.

    Sylwia „PersilGold” Zazulak
    Redakcja i korekta: Anna „Kresyda” Drwal i Monika Doerre

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Ender


    Tytuł: Demokrator
    Autor: Piotr Gociek
    ISBN: 978-83-62730-09-4
    Oprawa: miękka z zakładkami
    Liczba stron: 496
    Data wydania: 5 września 2012

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany